środa, 1 listopada 2017

Rozdział 24


,, Nawet w zniewolonym ciele
myśl jest wolna."
                  Sofokles

* Lou P.O.V. *
* Impreza *
* Salon w domu Li*

 Kiedy zbiegliśmy z Cysią na dół miałem przed sobą scenę, której chciałem uniknąć.  Przed nami stali Luke i Malik. Nie wnikam skąd on się tu wziął ale mniejsza z tym. Luke trzymał przed twarzą Malika pistolet. Dokładniej mówiąc rewolwer kaliber 39. Znam się trochę na broni dlatego szybko to oszacowałem. Widziałem reakcję Marceliny. Była przerażona. Chciała ruszyć w ich kierunku ale złapałem ją za nadgarstek. Spojrzała na mnie pytająco. Pokiwałem głową, że to nie jest dobry pomysł. Puściłem jej dłoń i dając buziaka w policzek wyminąłem ją. To co wydarzyło się między nami w jednym z pokoi gościnnych Liama przestało być w tym momencie aż tak ważne. Chodź nie ukrywam, że przez to czuję coś więcej do Marceliny niż przedtem. Jednak teraz najważniejsze było to co działo się przed nami. Nie mogłem dopuścić do tego aby Luke zabił Zayna. W tym domu jest za dużo osób. Któraś z nich mogła by zawiadomić policję. A wtedy on poszedł by siedzieć. W końcu tylu świadków morderstwa rzadko kiedy się zdarza. Szybko wyminąłem ludzi stojących przede mną i już po chwili stałem pół metra za Lukiem. Spojrzałem porozumiewawczo na Payna. On z automatu stanął za Malikiem a Harry jak by czytał mi w myślach stał po mojej prawej stronie. W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Spojrzałem na Ann i Milenę, które stały razem z Marceliną i próbowały ją powstrzymać przed podejściem do nas. Zrobiłem krok do przodu i stałem dosłownie za plecami Luka. Spojrzałem na Zayna. Na jego twarzy widniał strach. Było widać, że nie spodziewał się czegoś takiego. Odetchnąłem głęboko i odezwałem się do Luka.

- Luke stary nie rób tego. - powiedziałem i spojrzałem na Liama. Cały czas stał za Malikiem.
- Czemu się kurwa wtrącasz? - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Bo kurwa mać wiem, że nie jesteś do tego zdolny. - powiedziałem.
- Mylisz się Lou. Ty nic o mnie nie wiesz. - powiedział i położył palec na spuście. 
- Co ty kurwa pierdolisz? Wiem o tobie mnóstwo rzeczy. Jak na przykład ta, że nie zniszczył byś urodzin Marceliny. - mówiąc to spojrzałem w tamtym kierunku. Stała kilka metrów od nas zapłakana. - I wiem jeszcze kurwa jedno. - dodałem.
- Niby co kurwa wiesz Tomlinson? - zapytał i spojrzał na mnie kątem oka.
- Wiem, że nie zostawił byś jej samej. Przecież ma tylko ciebie. - powiedziałem pewny, że to go przekona.
- Mylisz się Lou. Ona nie ma tylko mnie. - powiedział i przełkną nerwowo ślinę.
- Co ty kurwa bredzisz? - zapytałem.
- Cysia ma jeszcze was. - odpowiedział z przekonaniem.
- Was? Luke mów jaśniej. - przedłużałem tą naszą rozmowę tak jak tylko mogłem aby nie zabił Malika.
- No kurwa Louis. Ma Ann, Milenę, babcię i was. Moich kumpli. Więc jeśli mnie zamkną za zabicie tego skurwiela to wiem, że nie będzie sama. - powiedział i zrobił jeszcze jeden krok w stronę Zayna.
- Luke stary kurwa mać nie rób tego. - powiedziałem już śmiertelnie przerażony.
- Posłuchaj go Luke. Louis dobrze gada. - powiedział Zayn.
- Kurwa ty się Malik nie odzywaj. Wiedziałem, że tu przyjdziesz. Wiedziałem, że ktoś da ci znać o tej imprezie. I się nie pomyliłem. Teraz mi za to zapłacisz. - powiedział i zaczął przyciskać spust.
- Nie! - usłyszałem i po chwili zobaczyłem twarz Marceliny przed pistoletem. Zamarłem.
- Marcelina odsuń się! - krzyknął Luke.
- Nie! Nie pozwolę ci tego zrobić! - krzyknęła przez łzy.
- Co ty kurwa mówisz?! Bronisz go?! Tego skurwiela który omal cię nie zgwałcił!? Zwariowałaś?! - wykrzyczał Luke.
- To nie ja zwariowałam tylko ty! - krzyknęła.
- Marcelina proszę cię.! Odsuń się! - krzyczał Luke.
- Nie mam zamiaru! Słyszałam to co mówiłeś! Tak masz rację! Jeśli cię zamkną za morderstwo to może i nie zostanę sama! Ale zamiast zostać tutaj z Ann i chłopakami sąd odeśle mnie do Polski razem z Mileną! Będę oddana pod opiekę babci! A ja tego nie chcę! Słyszysz?! Nie chcę! - krzyczała a po jej policzkach płynęły łzy.
- Nie odeślą! A teraz kurwa odsuń się! - krzyczał Luke.
- Nie! On sam się zgłosi na policję! Poniesie karę! Tylko błagam cię Luke! Nie strzelaj! - krzyczała.
- Tak będzie. Pójdę na policję. Przysięgam. - odezwał się znowu Malik.
- Nie kłam Zayn! Jeśli tego nie zrobię dalej będziesz krzywdził dziewczyny! - krzyknął Hemmings.
- Nie Luke. Przysięgam. Pójdę na policję. Tylko proszę odłóż broń. - błagał Zayn.
- Ja mu wierzę! - powiedzieliśmy równo z chłopakami.
- Jak to mu kurwa wierzycie?! - krzykną wkurwiony Luke.
-  Normalnie. Wierzymy mu. A teraz Luke odłóż broń. - powiedział Li.
- Nie ma takiej opcji! Ann zabierz Marcelinę! Natychmiast! - krzyknął Luke. 
- Ann nie podchodź. - powiedział Harry.
- Ann kurwa mać! Zabierz ją! - krzyczał Luke i zaczął machać bronią. Wiedziałem, że w każdej chwili może strzelić. Spojrzałem na Li i Hazze po czym kiwnąłem głową. Liam natychmiast odciągnął Zayna na bok. Hazza skoczył na Luka i zaczął wyrywać  mu broń a ja odepchnąłem Cysię. Nagle usłyszeliśmy strzał a ja poczułem dziwne uczucie w klatce piersiowej. Ostatnie co pamiętam to krzyk Ann i Marceliny. Potem zapadła ciemność.

* Harry P.O.V. *
* 2h później *
* Szpital *

  Siedzieliśmy wszyscy przed salą operacyjną i czekaliśmy aż wyjdzie do nas lekarz aby udzielić nam informacji na temat w jakim stanie jest Lou. Nikt nie myślał, że do tego dojdzie. Nikt nie sądził, że Luke jednak pociągnie za spust i strzeli do Zayna. Tylko zamiast jego postrzelił Lou. Jeszcze nigdy nie widziałem tyle krwi. Lou upadł na ziemię jak by nieżywy. Cysia płakała. Ann i Milena też. Zayn stał jak sparaliżowany. Ja sam nie wiedziałem co robić. Tylko Li trzeźwo myślał. Wezwał pogotowie i niestety musiał to zrobić ale również policję. Luka zabrała policja. Na szczęście pojechał z nim Li. Policjanci od razu zabrali także Malika. Ja razem z dziewczynami przyjechałem do szpitala za Lou. Operacja trwała już półtorej godziny. Nic nie wiedzieliśmy o jego stanie. Nagle podszedł do nas Li ale bez Luka. Powiedział, że Luke został zatrzymany jak na razie na 48h. Grozi mu do 5 lat w zawieszeniu za nielegalne posiadanie broni, usiłowanie morderstwa i nieumyślne postrzelenie. Jeśli jednak Lou nie przeżyje operacji wtedy grozić mu będzie do 12 lat. Gdy zapytałem się dlaczego Li powiedział, że wtedy będzie to zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Na te słowa moje nogi stały się jak z waty. Ledwo doszedłem do krzesła. Cysia siedziała wtulona w Ann i płakała. Nie myślałem, że aż tak to na nią wpłynie. Chodzi mi o postrzelenie Lou oczywiście. Milena wstała i zapytała go natomiast co grozi  Malikowi. Liam powiedział, że on może dostać 3 lata w zawieszeniu tylko i włącznie dlatego, że sam się przyznał do winy. Powiedział również, że udało mu się załatwić z policją nasze przesłuchania dopiero na wtorek. Jego natomiast przesłuchali już dzisiaj. Nagle z sali wyszedł lekarz i podszedł do nas. 

- Wy jesteście rodziną pana Louisa? - zapytał.
- Nie. W senie tak. Lou nie ma rodziny. - powiedziałem.
- Rozumiem. W takim razie nie wiem czy mogę wam udzielić informacji na temat jego zdrowia. - powiedział.
- Panie doktorze proszę. On oprócz nas nie ma nikogo. - powiedziała Cysia przez łzy.
- No dobrze. Pan Tomlinson ma uszkodzoną nerkę. Kula utknęła w niej dość głęboko. Niestety będziemy musieli wykonać jeszcze jedną operację. Będzie to operacja usunięcia nerki. Nie mogliśmy tego zrobić teraz ponieważ pacjent stracił bardzo dużo krwi. Gdy tylko jego stan się poprawi wykonamy operacje. - powiedział lekarz.
- Czy on przeżyje? - zapytał Li. 
- Tak. Proszę się nie martwić. Mogą go państwo zobaczyć. Jest na sali pooperacyjnej. Ale proszę pojedynczo. - powiedział i oddalił się. Jak z procy wszyscy pobiegliśmy w stronę sali wspomnianej przez lekarza. Leżał tam. Nieprzytomny podłączony do różnych sprzętów i rurek. Nie mogłem na to patrzeć. Mój przyjaciel walczy o życie. I to po części z mojej winy. Gdybym wyrwał Lukowi ten pistolet nie było by nas tutaj. Nie patrzylibyśmy na to. Odwróciłem wzrok i oddaliłem się. Wyszedłem przed szpital. Musiałem zapalić i pomyśleć na spokojnie o tym co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin.

* Marcelina P.O.V *
* 26.07.2012 r. *
* Szpital -  sala pooperacyjna *

 Siedziałam przy Lou i trzymałam go za rękę. Czekałam aż się wybudzi. Na szczęście już jest po drugiej operacji. Lekarz powiedział, że trzeba czekać aż jego stan się poprawi i będą podejmować próbę wybudzenia go. Dzięki temu, że Lou przeżył Luka wypuszczono do czasu rozprawy. Jednak do tego momentu musi się dwa razy w tygodniu meldować na policji i co najważniejsze nie może wyjechać z kraju. Jednak mimo to i tak z nim nie rozmawiam. Od mojego przesłuchania minęły dwa dni. Powiedziałam policji całą prawdę. No może oprócz tego, że zanim zbiegłam na dół i zobaczyłam tą straszną scenę to uprawiałam sex z Lou w pokoju na górze. Tego akurat nie muszą wiedzieć. To co się wydarzyło między mną a brunetem wiem tylko ja i oczywiście Lou. Nikomu o tym nie powiedziałam. Nie chciałam mówić. Siedziałam przy nim a łzy płynęły mi po policzkach. Modliłam się aby próba wybudzenia się udała. Muszę z nim porozmawiać o tym wszystkim. Co on czuł kiedy to robiliśmy. Co on czuje do mnie. Bo ja nie umiem tego nazwać. Ale wiem jedno. Lou jest dla mnie ważny. Nagle poczułam ściśnięcie swojej ręki. Spojrzałam na splecione dłonie moje i Lou. Wiedziałam, że to się wydarzy. Lou kurczowo ściskał moją rękę. Spojrzałam na jego twarz. Oczy miał szeroko otwarte i zaczynał się dusić rurką która pomagała mu oddychać. LEKARZA! Krzyknęłam. Po chwili w sali pojawił się lekarz i pielęgniarki. Kazali mi wyjść ale nie zrobiłam tego. Stałam przy drzwiach i patrzyłam jak go odłączają od tej cholernej rurki. Po chwili podszedł do mnie lekarz z uśmiechem. Powiedział, że się udało i mogę z nim porozmawiać ale tylko chwilę. Otarłam łzy z twarzy i podeszłam do jego łóżka. Patrzył na mnie tymi swoimi niebiesko-zielonymi tęczówkami i uśmiechał się tak jak on to potrafi. Usiadłam przy nim i uśmiechnęłam się do niego. 
- Hej Cysia. - powiedział i przełkną ślinę. 
- Hej Lou.Jak się czujesz?  - powiedziałam z uśmiechem.
- Jak bym się nieźle nawalił i miał kaca. Heh. - powiedział i się zaśmiał.
- Skoro mowa o piciu. Przez najbliższy czas nie wolno ci pić. - powiedziałam.
- Wiem. Lekarz mówił, że usunęli mi nerkę. - powiedział i się skrzywił z bólu.
- Boli cię? Może wezwę lekarza? - zapytałam i wstałam z krzesła.
- Zostań proszę. Nie zostawiaj mnie. - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Dobrze. - powiedziałam i ponownie usiadłam obok niego.
- Cysia to co się wydarzyło między nami na twojej imprezie urodzinowej dużo dla mnie znaczyło. Ty bardzo dużo dla mnie znaczysz. - powiedział i posłał mi uśmiech.
-  Lou naprawdę? - zapytałam i poczułam jak w moich oczach ponownie zbierają się łzy.
- Tak. Marcelina zakochałem się w tobie. Wiem, że to może wydawać się dziwne ale kocham cię. I nie umiem tego zmienić. - powiedział i ponownie skrzywił się z bólu.
- I nawet nie próbuj tego zmieniać. Ja też się w tobie zakochałam Lou. Też cię kocham. A teraz odpoczywaj. Dam znać reszcie. A ty śpij. - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek po czym wyszłam z sali i zadzwoniłam do Liama. Powiedziałam mu, że Lou się obudził a teraz wypoczywa. Oczywiście chcieli do niego przyjechać ale powiedziałam, że jest bardzo słaby i odwiedzimy go wszyscy jutro. Po rozmowie z Li zadzwoniłam po taksówkę i wyszłam ze szpitala. Pojechałam do domu. Świadoma tego, że jest tam Luke od razu gdy byłam na miejscu poszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Umyłam ciało czekoladowym żelem a włosy malinowym szamponem. Gotowa wyszłam z łazienki i poszłam od razu do łóżka.  Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

* 2 miesiące później *
* 5.09.2012 roku. *
* Dom Cysi - a raczej jej łazienka * 

 Minęły dwa miesiące od tego co się wydarzyło. Lou wyszedł ze szpitala. Oficjalnie jesteśmy parą. Oczywiście Luke nie był z tego zadowolony ale jakoś mnie to nie obchodzi. I oczywiście jest już po rozprawie. Mój braciszek usłyszał zarzut posiadania nielegalnie broni, próbę morderstwa i uszczerbku na zdrowiu powyżej siedmiu dni. Dostał 5 lat w zawieszeniu na 2 lata. Zayn natomiast dostał 3 lata w zawieszeniu na rok i siedem miesięcy oraz zakaz zbliżania się do mnie i kontaktowania się ze mną. Może i bym się tego cieszyła gdyby nie te nudności, które mam już od 2 tygodniu. I znowu. Fala wymiocin wyleciała ze mnie prosto do mojej toalety. Kiedy skończyłam wstałam i przemyłam twarz wodą. W drzwiach stała Ann i patrzyła na mnie z założonymi rękami.

- No co? - zapytałam kiedy wytarłam twarz.
- To nie jest normalne. - powiedziała i spojrzała na mnie.
- Niby co? To normalne zatrucie. Nic takiego. - powiedziałam i usiadłam na ziemi.
- Czyżby? Cysia odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie. Ok? - powiedziała i usiadła obok mnie.
- No ok. Pytaj. - powiedziałam i spojrzałam na nią.
- Dobra. Marcelina kiedy ostatni raz miałaś okres? - zapytała a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę.
- Ann proszę cię. Co to za pytanie? - powiedziałam lekko zła.
- Marcelina proszę odpowiedz. Kiedy? - zapytała śmiertelnie poważnie.
- Ok... Nie wiem. Przed imprezą na pewno. Potem... Potem nie miałam. - powiedziałam i spojrzałam na nią przerażona.
- Tak myślałam. Trzymaj. - powiedziała i wyciągnęła z torebki pudełko i podała je mi.
- Zwariowałaś? - zapytałam kiedy przeczytałam TEST CIĄŻOWY.
- Zrób go. - powiedziała i wyszła z łazienki. Patrzyłam na to chwilę jednak zrobiłam go. Na instrukcji napisali aby odczekać 2 minuty. Tak też zrobiłam. Jednak zamarłam kiedy zobaczyłam wynik. Zabrałam ze sobą plastik i wyszłam z łazienki.
- I co? - zapytała Ann i wstała z mojego łóżka.
- Pozytywny. - powiedziałam a po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. Mój boże. Jestem w ciąży. Jestem w ciąży z Lou. I co ja teraz zrobię?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I co tam u was? Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Jak wam się podoba rozdział.? I jak myślicie co zrobi Cysia? Odpowiedź na to pytanie już w następnym rozdziale. Pozdrawiam was cieplutko... I do NN...^^
~Mrs. Tomlinson... :)





 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz