niedziela, 30 lipca 2017

Rozdział 14


,, Jest coś przyjemnego w tym,
że nie można wylecieć z tego świata."
                               Fryderyk Chrystian Hebbel

* Louis P.O.V. *
* 9.07. - poniedziałek *
* Godzina 14:40 - główne lotnisko w Londynie *
 Siedziałem na lotnisku i czekałem aż samolot, którym wracają Marcelina i Luke wyląduje. Nie mogę się doczekać aż spotkam się z Lukiem. Jednak bardziej nie mogę się doczekać spotkania z Marceliną. Stęskniłem się za nią. Jest taka śliczna. W sumie codziennie oglądałem jej zdjęcia na facebooku. Ona jest inna. I jest dla mnie zagadką. Kiedy tak siedziałem zauważyłem dopiero jaka wielka liczba ludzi przylatuje i wylatuje z Londynu. Nigdy tego nie zauważyłem. Nagle usłyszałem głos dobiegający z głośników: ,, Drodzy podróżujący. Na lądowisku trzecim właśnie wylądował samolot lecący z Polski. A za 10 minut z pasa szóstego wystartuje samolot do Hiszpanii. Pasażerom, którzy przylecieli życzymy miłego pobytu a podróżującym szczęśliwego lotu. "  Kiedy tylko usłyszałem, że to samolot z Polski to na mojej twarzy zawitał uśmiech. Naprawdę stęskniłem się za moim przyjacielem. Luke jest dla mnie jak brat. Chyba jedyny wie o mnie wszystko. Nawet Liam czy Harry nie wiedzą połowy tego co Luke. Może dlatego, że mam do niego większe zaufanie. Po prostu ufam mu i wierzę. Mam nadzieje, że to się nigdy nie zmieni. Dzisiaj dowie się o tym całym wyścigu rewanżowym i o tym jaką podjąłem decyzję. Mam nadzieję, że on ją zaakceptuje tak samo jak chłopacy. Spojrzałem w stronę drzwi prowadzących z samolotu na hol. Nagle moim oczom ukazał się Luke i idąca obok niego Marcelina. Była opalona. Wygląda na to, że w Polsce miała idealne warunki do opalania. Nie to co tutaj. Podszedłem do nich i przywitałem się z Lukiem. Przybiliśmy naszą piąteczkę po czym przytuliliśmy się po przyjacielsku. Kiedy skończyłem się z nim witać nie wiedziałem co mam zrobić w stosunku do Marceliny. Ta ku mojemu zdziwieniu podeszła do mnie i przytulając mnie na powitanie wyszeptała mi do ucha ciche i szczere ,, Dziękuje ". Odsunęła się i złapała za walizkę. Poszliśmy do samochodu. Cały czas myślałem o tym co zrobiła Marcelina. Kiedy lecieli do Polski nienawidziła mnie. Nie mogła na mnie patrzeć i nie była zadowolona, że to ja ich odwoziłem na lotnisko. A teraz coś takiego. Odwiozłem ich do domu i umówiłem się z Lukiem, że wpadnie do mnie tak o 19:00. Będą jeszcze chłopacy to się spotkamy i pogadamy. Kiedy ich wysadziłem i pomogłem wyciągnąć Marcelinie z bagażnika walizkę pożegnałem się z nimi i pojechałem do siebie ogarnąć trochę mieszkanie.
* Marcelina P.O.V.*
* 17:40 - Jej pokój *
 Byliśmy w domu już dwie godziny. Trochę nam zajęło dojechanie z lotniska. Kiedy tylko weszliśmy do domu poszłam do swojego pokoju i zaczęłam się wypakowywać. W między czasie poszłam do Luka i zabrałam od niego brudne rzeczy i poszłam wstawić pranie. Potem wróciłam do siebie i próbowałam dodzwonić się do Ann ale nie odbierała. Właśnie wróciłam do pokoju po tym jak powiesiłam pranie i wypiłam herbatę. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ubrania.  Zapomniałam jakie lato jest w Londynie. Aktualnie pada. Zabrałam ubrania i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Włosy umyłam szamponem o zapachu wiśni a ciało żelem o zapachu wanilii. Kiedy się umyłam stałam tak dłuższą chwilę i pozwoliłam aby woda moczyła moje ciało. Myślałam o tym co się wydarzyło na lotnisku pomiędzy mną a Lou. W sumie gdyby nie on to nigdy nie zaczęła bym rozmawiać z Lukiem. Po około 15 minutach stania pod prysznicem wyszłam i owinęłam ciało ręcznikiem. Włosy osuszyłam po czym wysuszyłam je suszarką i związałam w koka na środku głowy. Zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się. Gotowa wyszłam z łazienki i zabierając telefon wyszłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Luka, który już schodził po schodach. Dogoniłam go i z nienacka dałam mu całusa w policzek. On spojrzał się na mnie a ja nic nie mówiąc minęłam go na schodach. Kiedy byłam na dole założyłam swoje ulubione buty i czekałam na Luka. Kiedy byłam u niego po pranie poprosiłam go, że jak będzie jechał do Lou aby podwiózł mnie do Ann bo to po drodze. Luke zszedł na dół i dopiero wtedy zobaczyłam w co jest ubrany. Miał na sobie zestaw , który kupił kilka dni przed śmiercią rodziców. Uśmiechnęłam się pod nosem i widzą, że Luke wyciąga kluczyki z kieszeni wyszliśmy. Zamknął dom i wsiedliśmy do jego samochodu. Całą drogę rozmawialiśmy. Kiedy byliśmy pod domem Ann ta siedziała na schodach i patrzyła na drogę. Kiedy mnie zobaczyła wstała i zaczęła iść w moim kierunku. Powiedziałam Lukowi, że zadzwonię o której ma po mnie przyjechać i wysiadając dałam mu całusa. Wysiadłam i witając się z Ann widziałam jak Luke jedzie w stronę domu Lou. Kiedy zniknął za zakrętem poszłyśmy z Ann do jej pokoju i zaczęłyśmy plotkować o wszystkim i o niczym. Jak to zawsze my.
* Luke P.O.V.*
* 19:25 - mieszkanie Lou *
 Kiedy podjechałem pod blok gdzie mieszka Lou zauważyłem, że Liam i Harry już są. Zaparkowałem i wysiadłem z auta. Zamknąłem je i wypaliłem szybko fajkę. Szybkim krokiem pokonałem odcinek dzielący mnie od wieżowca a potem hol i po chwili byłem już w windzie. Jadąc na dane piętro zastanawiałem się co robi Marcelina. Nie myślałem o tym, że do góry w mieszkaniu czekają na mnie najlepsi kumple tylko myślałem o siostrze. Gdyby ta cała sytuacja z babcią nie miała miejsca to nie wiem czy udało by mi się z nią dogadać. W sumie. Ciągle kiedy rozmawiamy to dowiaduje się o niej coraz więcej i to mnie bardzo cieszy. Kocham moją siostrę i nie wiem co bym zrobił gdyby coś jej się stało. Chyba bym tego nie przeżył. Kiedy winda zatrzymała się na danym piętrze i otwarły się drzwi poprawiłem kurtkę i pewnym krokiem ruszyłem w kierunku mieszkania Lou. Kiedy byłem przed drzwiami poprawiłem fryzurę i tak jak to mieliśmy w zwyczaju zapukałem dwa razy i wszedłem do środka. Chłopacy od razu podeszli do mnie i zaczęli się ze mną witać. Lou stał w drzwiach prowadzących do kuchni i trzymał w lewej ręce piwo. Podszedłem do niego i przybijając z nim piątkę wszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki puszkę pepsi. Wiedzieli, że nie będę pił bo muszę jeszcze jechać po Marcelinę. Wyszedłem z kuchni i usiadłem między chłopakami. Na samym początku wypytywali mnie jak tam było w Polsce, jak się czuje nasza babcia i czy moje relacje z Marceliną się poprawiły. Opowiedziałem im wszystko i powiedziałem, że urządzić dla niej imprezę z okazji 18stych urodzin. Poprosiłem ich nawet o pomoc. Zgodzili się bez zawahania. Nawet Lou co mnie lekko zaskoczyło. Liam powiedział, że możemy tą imprezę urządzić u niego w domu. Nie sądziłem, że zaproponuje coś takiego. Liam ma wielki dom ale rzadko kiedy spędza tam sam cały dzień. On tam w sumie tylko śpi. Dostał go od rodziców a w sumie albo przesiaduje u mnie albo u Lou. Podziękowałem mu za to i się zgodziłem. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o tej imprezie ale bardzo szybko zmieniłem temat. Byłem bardzo ciekawy jak wyglądał cały wyścig. Dlatego zapytałem.

- Cały czas byłeś pierwszy czy cię wyprzedził? - zapytałem i wziąłem łyk pepsi.
- Raz mnie wyprzedził. - powiedział Lou.
- Na którym kółku? I w którym miejscu? - dopytywałem.
- Na drugim. Ale spoko. Był pierwszy tylko przez chwilę. A miejsce? Luke.. Zakręt śmierci. - powiedział i napił się piwa.
- Potem Lou prowadził już do samego końca. - powiedział Harry.
- Nathan próbował go wyprzedzić ale bez szans. W sumie na samym końcu jak by lekko zwolnił. - dopowiedział Liam.
- Bo ten idiota zwolnił. Przetarł silnik. Dlatego. - powiedział Lou z uśmiechem.
- Czyli mój kumpel jest najlepszy. Jest naszym królem wyścigów i nikt mu tego tytułu nie odbierze. - powiedziałem i wziąłem łyk pepsi.
- Liam powiedz mu co się wydarzyło po wyścigu. - powiedział Louis poważnym tonem.
- Niby co się stało? Liam.. - powiedziałem lekko zdziwiony.
- Po wyścigu podszedł do mnie Nathan. Powiedział, że żąda rewanżu bo jest na sto procent pewny, że Lou oszukiwał. Podał czas i miejsce kiedy by to się miało odbyć. Jutro  mam mu dać odpowiedź czy się na to zgadzamy, - powiedział i wziął łyk piwa.
- Że co kurwa?! Przecież my nigdy nie oszukujemy! Co za padalec! Jak można nas o to oskarżać! Szczeniak jebany! - powiedziałem nieźle wkurzony.
- Podobnie zareagowałem. - powiedział Lou.
- I teraz mówisz to tak spokojnie?! Kiedy chce tego rewanżu?! I gdzie?! I błagam cię Liam gadaj!! - powiedziałem zły.
- Dobra. Tylko już się tak nie wydzieraj. Wyścig miał by się odbyć 21 lipca o 21:00.  Stary opuszczony cmentarz przy lesie. - powiedział i podrapał się po głowie.
- Co?!! Przecież to dzień urodzin Marceliny! Lou jaką podjąłeś decyzję?! - zapytałem i wstałem z kanapy.
- Zgodziłem się. - powiedział ze stoickim spokojem.
- Co?!?! Dlaczego?! A co z urodzinami Marceliny?! - krzyczałem na cały głos.
- Weź się uspokój. Zgodziłem się ale postawie mu jeden warunek. - powiedział.
- Niby jaki? - dopytywałem.
- Wyścig się odbędzie ale szybciej. Tak aby nie nachodził się z rozpoczęciem imprezy Marceliny. O 18:00. Także będzie dobrze. Wyluzuj. - powiedział Lou i dopił resztę piwa.
Chciałem coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kiedy spojrzałem na wyświetlacz pokazało się kto dzwoni. Dzwonił.....

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hej kochani. I oto jest. Kolejny rozdział tej nietypowej historii. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jak myślicie? Lou podjął dobrą decyzję? Czekam na wsze opinie w komentarzu. Trzymajcie się cieplutko i do nn... ^^
 
  ~Mrs. Tomlinson


niedziela, 23 lipca 2017

Rozdział 13


,,Złymi świadkami są oczy i uszy temu,
kto ma duszę barbarzyńcy."
                                   Heraklit z Efazu

                             
* Louis P.O.V. *
* 5.07. - późne popołudnie *
* Londyn - mieszkanie Lou*

  Luke i Marcelina wracają do Londynu dopiero w poniedziałek. Od kiedy wyjechali rozmawiałem z Lukiem może ze cztery razy. Powiedział mi wtedy, że jego kontakt z Marceliną się poprawia i spędzają razem coraz więcej czasu. Bardzo mnie to ucieszyło. Chciałem aby się dogadywali tak jak kiedyś i nareszcie tak jest. Jednak od momentu kiedy wyjechali cały czas myślę o Marcelinie. Nie wiem dlaczego tak jest. Nigdy nie brałem żadnej dziewczyny na poważnie. Zawsze był tylko szybki sex i koniec znajomości. Ale tym razem tak nie jest. Cały czas o niej myślę. Co robi, czy dobrze się bawi no i czy na pewno dobrze się układa między nimi jako rodzeństwem. Aktualnie siedzę razem z chłopakami w moim mieszkaniu i każdy z nas bawi się telefonem. Nie wiem co dokładnie robili chłopacy. Ja tylko siedziałem i gapiłem się w powiadomienia na facebooku. Czekałem na powiadomienie, że Marcelina zaakceptowała moje zaproszenie do grona znajomych. Nagle usłyszałem charakterystyczny dźwięk i to dwa razy. Podniosłem wzrok z nad swojego telefonu i zobaczyłem jak Liam i  Harry szczerzą się do telefonów. Nagle odezwał się i mój telefon. Nie wiem z czego cieszyli się tak tamci ale ja miałem co do tego powód. Marcelina zaakceptowała moje zaproszenie. Bardzo mnie to ucieszyła, ale mimo wszystko z drugiej strony zastanowiło. Dała mi jasno do zrozumienia, że mnie nie lubi i wolała by aby Luke się ze mną nie zadawał. A mimo to zrobiła to i zaakceptowała moje zaproszenie. Może mój wygląd mówi, że jestem niebezpieczny. Z jednej strony o to chodzi. Dziewczyny, które znam lecą na takich facetów jak ja. Ale Marcelina taka nie jest. Nie wygląda na osobę, która gustuje w facetach, którzy mają pełno tatuaży i kolczyki na twarzy. No ale ja mam taki styl. Nic na to nie poradzę. Obczaiłem jeszcze jej profil i odłożyłem telefon. Gdy go odłożyłem utrwaliłem sobie tylko jedną datę. 21 lipca. 18ste urodziny Marceliny. Luke pewnie będzie chciał urządzić dla niej jakąś imprezę czy coś. Nie wiem jak tamci dwaj ale ja mu z chęcią pomogę. Liam siedział i wyglądał jak by o czymś intensywnie myślał. Wyglądał tak jak by zaraz miały by mu się przegrzać przewody. Uśmiechnąłem się i odezwałem.
- Ej Payne. Co tak siedzisz? - zapytałem.
- Co? A nie nic. Myślę nad czymś. - powiedział.
- No to akurat zauważyłem. Ale nad czym? Stało się coś? - zapytałem i wziąłem łyk piwa.
- W sumie to tak. Chodzi o twój wyścig. - powiedział i spojrzał na mnie.
- Jaki wyścig? Ostatni wyścig to był ten na zakończenie sezonu. Który wygrałem. Pamiętasz? Wygrałem. A następny dopiero na koniec sierpnia. Na rozpoczęcie kolejnego sezonu. Więc powiedz mi do cholery o jakim ty wyścigu pierdolisz Liam? - zapytałem zły i zdziwiony jednocześnie.
- Właśnie Liam. O czym ty gadasz? - dołączył się Harry do rozmowy.
- Dobra nie chciałem wam mówić. Nawet Luke nie wie. Myślałem, że uda mi się to załatwić ale jednak nie. - powiedział i podrapał się po głowie.
- O czym mówić? O czym nie wie Luke? Cholera jasna Liam gadaj! - powiedziałem już nieźle wkurzony.
- Po wyścigu na zakończenie sezonu podszedł do mnie wkurwiony Nathan. Powiedział, że on tego tak nie zostawi. Wie, że oszukiwałeś i żąda rewanżu. Podał dzień, miejsce i godzinę kiedy miało by się to odbyć. Powiedział też, że do 10 lipca czeka na odpowiedź. Myślałem, że uda mi się z nim dogadać ale niestety nie udało się. Prędzej czy później musiałem ci powiedzieć. - powiedział i wstał wkurzony z fotela.
- Co?! Do jasnej cholery. Co to za debil. Przecież nie oszukiwałem. Ścigałem się uczciwie. Kurwa. Niby kiedy on chce ten rewanż? - zapytałem zły.
- Przecież my nigdy nie oszukujemy. - dodał wkurzony Harry.
- Mówiłem mu, że cały wyścig nie był ustawiony. Że ścigałeś się uczciwie ale nie uwierzył. - powiedział Liam.
- Jeden... A nie ważne. Kiedy chce tego rewanżu? I gdzie? I radze ci mów bo już nie mam nerwów. - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Dora. 21 lipca. 21:00 Stary opuszczony cmentarz przy lesie.  - powiedział Liam.
- No zajebiście. -powiedziałem i zabierając telefon wyszedłem z domu wkurwiony. Na szczęście miałem kluczyki od auta w kieszeni spodni. Zjechałem windą do garażu i odpaliłem wóz. Uwielbiam ten dźwięk. Wyjechałem z garażu i jeździłem  bez celu po mieście. Nie wiem ile tak jeździłem. W pewnej chwili zdecydowałem co zrobić z tym wszystkim. Pojechałem na ten cmentarz i napisałem do Harry'ego smsa. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź od niego. Stałem przy samochodzie i za jakiś czas wjechali swoimi autami na cmentarz. Zatrzymali się obok mnie i wysiedli.
- I? Jaką podjąłeś decyzję? - zapytał zdenerwowany Liam.
- Zdecydowałem, że........

Smsy z Harrym:
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej kochani. I oto jest kolejny rozdział tylko tym razem z perspektywy Louisa. Jak myślicie. Jaką decyzję podjął Lou? Odpowiedź na to pytanie w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że ten wam się podoba i jeśli jest krótki to przepraszam. A teraz życzę wam miłego niedzielnego wieczoru i do nn kochani. ^^
  ~Mrs. Tomlinson



 

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 12


,,By zachować posiadaną tajemnicę,
nie wystarczy samo milczenie."
                                Paul Cloudel
* Marcelina P.O.V. *
* 5.07. - późne popołudnie *
* W domu babci - ogród *

 Od wczoraj babcia jest w domu. Bardzo jestem szczęśliwa z tego powodu. Mimo tego, że ja i Luke wylatujemy dopiero w poniedziałek to do babci przychodzi już sąsiadka i zajmuję się nią. Przez co ja i Luke spędzamy ze sobą coraz więcej czasu. Leżę właśnie na leżaku w ogrodzie i czekam aż przyniesie coś zimnego do picia. Przez to, że nie przylatywałam do babci to zapomniałam jakie w Polsce może być piękne i ciepłe lato. Fakt. W Londynie może i lato też jest ładne ale nie jest tak ciepłe jak w Polsce. Tu mogę leżeć i się opalać nie martwiąc się tym, że za chwilę może zacząć padać. To jest najwspanialsze. Luka dość długo nie było. Wzięłam telefon do ręki i pierwszy raz od kąt tu jestem weszłam na Facebooka. Od razu zaczęły przychodzić powiadomienia. Między innymi zaproszenia do grona znajomych. Patrzę na liczbę zaproszeń. 4. ,, Hmmm... Ciekawe kto mnie zaprosił..." Pomyślałam i bez większego zastanowienia weszłam w to. Od razu wyświetliły mi się profile dwóch chłopaków na samym początku. Za nimi profil dziewczyny i znowu chłopaka. Pierwszy na liście był niejaki Liam Payne. Gdy tylko ujrzałam jego zdjęcie profilowe zauważyłam, że to ten kolega Luka co zrobił mi opatrunek na ręce kiedy się skaleczyłam. Nie wiem dlaczego ale odruchowo spojrzałam na dłoń na której już nie było śladu po tym incydencie. Od razu zaakceptowałam jego zaproszenie. Po nim był kolejny kolega Luka Harry Styles. Na początku nie umiałam go skojarzyć, ale kiedy zobaczyłam, że to ten w loczkach również zaakceptowałam. Gdy weszłam w profil tej dziewczyny musiałam się dobrze zastanowić czy ją znam. Pochodzi z Polski i bardzo mi kogoś przypomina. Samo imię mi coś mówi. Ale nie umiałam sobie przypomnieć skąd znam tą dziewczynę. Przejrzałam jej profil i mimo wszystko zaakceptowałam ją. Może Luke będzie wiedział co to za dziewczyna. Przy ostatnim zaproszeniu nie mogłam uwierzyć. Był to ten trzeci kolega mojego brata. Louis Tomlinson. ,, No kurwa zajebiście. Jak tam ci dwaj mnie zaprosili to rozumiem. Ale dlaczego on? Czego on chce ode mnie kurwa? Po co on to wszystko robi? " Pomyślałam i weszłam w jego profil. Przez przypadek nacisłam na jego zdjęcie profilowe. Moim oczom ukazał się Tomlinson bez koszulki . Jak na ostatniego dupka to klatę ma nawet nawet. Nagle usłyszałam kroki i automatycznie zaakceptowałam jego zaproszenie. Cholera. Wyszeptałam. Szybko wyszłam z jego profilu i weszłam ponownie  na profil tej dziewczyny. Kiedy uniosłam wzrok zobaczyłam Luka ze szklanką zimnej wody. Podał mi ją uśmiechając się. Odwzajemniłam uśmiech i wzięłam od niego szklankę. Wzięłam łyka i odstawiłam szklankę na stoliczek obok leżaka.
- Co tam robisz co? - zapytał Luke.
- Co? A tak.. Weszłam na fb i dostałam zaproszenie od tej dziewczyny. Znasz ją? - zapytałam i pokazałam Lukowi zdjęcie.
- No pewnie. To Milena. - powiedział i upił łyka wody.
- Milena? Tyle to wiem z jej profilu. Ale skąd ją znasz? - zapytała z ciekawością.
- Milena była twoją przyjaciółką tu w Polsce od kiedy skończyłaś 7 lat. Poznałyście się dzięki babci. Ona jest tylko rok starsza od ciebie. Spotkałem ją wczoraj na zakupach. Pytała o ciebie. - odpowiedział z uśmiechem.
- Naprawdę? Nie pamiętam. Dlaczego ja jej nie pamiętam? - zapytałam.
- Pamiętasz ten twój upadek w Londynie gdy miałaś 11 lat? - zapytał Luke.
- No tak. Upadłam w naszym ogrodzie. Ale co to ma do rzeczy? - dopytywałam.
- Wtedy kiedy upadłaś uderzyłaś głową o nie za duży  kamień. Ale to wystarczyło. Miałaś luki w pamięci. Nie poznawałaś nikogo oprócz rodziców i babci. Nawet mnie na początku. Ale szybko ci to minęło. Poznawałaś wszystkich oprócz... - w tym momencie przerwał.
- Oprócz Mileny. Co ze mnie za przyjaciółka, że jej nie poznałam. Bardzo mi z tym źle. Muszę się z nią zobaczyć. I to natychmiast. - powiedziałam i wyprostowałam się na leżaku.
- Ona to zrozumiała. Próbowała się z tobą zobaczyć. Zacząć od początku ale ty nie chciałaś. A co do spotkania z nią. Dzisiaj rano wyjechała do Hiszpanii. Mówiła mi to wczoraj. Wraca dopiero w październiku. - powiedział i wstał z leżaka.
- Wyjechała? Ehh... No dobrze. - powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- Ale wróci. Wtedy będziesz mogła tu znowu przylecieć i się z nią spotkać. A teraz wstawaj. Za pół godziny zaczyna się nasz serial w telewizji. - powiedział i podał mi rękę aby pomóc mi wstać.
- Nasz serial? Zaraz... Nie.. Pamiętniki Wampirów? - zapytałam i korzystając z jego pomocy wstałam z leżaka.
- Tak. Akurat zaczynać się będzie 5 sezon. Od tego już nie oglądaliśmy. A dzisiaj maraton całego sezonu. Także leć się ogarnąć i u mnie w pokoju za pół godziny. - powiedział z uśmiechem.
- Ok. - powiedziałam i pobiegłam do domu. Jak strzała wbiegłam po schodach na górę. Od razu wleciałam do swojej łazienki. Wzięłam szybki prysznic i owinięta ręcznikiem weszłam do pokoju. Ubrałam bieliznę po czym stanęłam przed szafą i od razu wyciągnęłam komplet ubrań  i buty , które ostatnio kupił mi Luke. Kiedy byłam już ubrana włosy związałam w luźnego koka i poszłam do Luka. Kiedy weszłam do jego pokoju on już na mnie czekał z miską popcornu i butelką soku. Usiadłam obok niego na łóżku. Nie przepadam zbytnio za maratonami no ale to nasz serial. Niestety nie dotrwałam do jego końca. Kiedy patrzyłam na zegarek aby sprawdzić, która godzina była 23:40 a my oglądaliśmy dopiero 17 odcinek. To było ostatnie co pamiętam bo nawet nie wiem, kiedy zasnęłam wtulona w Luka.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam, że dopiero teraz i tak późno dodaje ten rozdział no ale nie miałam kiedy. Mam nadzieje, że wam się podoba i do nn.... ^^
~Mrs. Tomlinson


piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 11


,, Kto sieje zło, zbiera nieszczęście. "
                                            Salomon
* Luke P.O.V. *
* 1.07. - wieczorem *
* W domu babci - pokój Luka *
   Leżałam w pokoju na łóżku i myślałem o dzisiejszym dniu. O tym co wydarzyło się rano jak stałem z Marceliną na tarasie, rozmawialiśmy. Potem byliśmy u babci. Spędziliśmy tam prawie cały dzień. Kiedy Marcelina poszła do łazienki babcia kazała mi ją zabrać do kina. Zgodziłem się. Gdy moja siostra wróciła do sali babcia powiedziała, że jest zmęczona i chciała by zostać sama. Marcelina się nie chciała się na to zgodzić na początku ale potem wyszła ze mną z sali  a potem ze szpitala. Jadąc już samochodem skręciłem w ulicę szybciej i pojechaliśmy do kina. Spojrzała na mnie pytająco. Powiedziałem jej, że od kiedy tu jesteśmy nie spędziliśmy razem ani chwili. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do środka. Baz jakiegokolwiek wielkiego namysłu poszliśmy na ,, Szybcy i Wściekli 5". Oboje lubimy ten film więc nie kłóciliśmy się ani nic w tym stylu. Po filmie poszliśmy jeszcze na spacer do parku. Dużo rozmawialiśmy. W sumie cały czas rozmawiamy częściej i dłużej. Marcelina opowiedziała mi dzisiaj o swojej przyjaciółce Ann. Z jej opowieści wywnioskowałem, że Ann to bardzo barwna i ciekaw dziewczyna. Powiedziałem jej, że z chęcią ją poznam. Po spacerze wróciliśmy do domu. Było już dość późno. Marcelina poszła na górę wziąć prysznic. Miała przyjść jeszcze na dół, ale już nie zeszła. Poszedłem do niej i zobaczyłem, że już śpi. Podszedłem do niej i przykryłem ją kołdrą po czym aby jej nie obudzić wyszedłem cicho z pokoju. Poszedłem do siebie i położyłem się na łóżku. Wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem do Liama. Wiedziałem, że jest już późno i może nie odebrać ale mimo wszystko miałem małą nadzieję, że odbierze. Nie myliłem się. Odebrał za czwartym sygnałem. Rozmawialiśmy o wszystkim. O moich relacjach z Marceliną, że są coraz lepsze, jak oni sobie radzą i jak poszedł Lou wyścig. Oczywiście go wygrał. Wiedziałem, że da radę. On nigdy nie przegrywa. Szkoda tylko, że nie widziałem miny Nathana po tym wszystkim. Pewnie jeszcze wiele razy będę miał okazje. Rozmawialiśmy z dobre 2 godziny. Z Liamem lubię rozmawiać. Zawsze znajdziemy jakiś temat. Kiedy skończyliśmy rozmawiać była 22:40. Wstałem i poszedłem się ogarnąć. Kiedy byłem już po kąpieli wróciłem do pokoju i położyłem się ponownie. Przed zaśnięciem oglądałem Facebooka. Często tak robię. Już miałem go wyłączyć kiedy wyświetliło mi się przypomnienie. ,, 18ste urodziny Marceliny 21 lipca. Urządzić imprezę niespodziankę. " Jak mogłem o tym zapomnieć. Przecież to będzie jej wielki dzień. Jak wrócę do domu muszę o wszystko zadbać. Teraz na pewno o tym nie zapomnę. Nie mogę zapomnieć. A jeśli będzie to możliwe to nawet babcię do nas ściągnę. Chociaż nie wiem czy ona da się na to namówić. Wstałem szybko i udałem się do niej do pokoju. Stojąc w drzwiach i obserwując ją jak śpi wydaje się jak by jeszcze była moją małą siostrzyczką. Jak by tego wypadku rodziców nie było a my jesteśmy dziećmi i przylecieliśmy do babci na wakacje. Niestety tak nie jest. Rodzice nie żyją. My nie jesteśmy już dziećmi a babcia jutro wychodzi ze szpitala. I jeszcze najważniejsze. Marcelina staje się dorosła. Kończy 18 lat. Jestem 5 lat starzy i pamiętam jak rodzice powiedzieli mi, że będę miał rodzeństwo. Na początku nie rozumiałem o czym mówią, ale kiedy mama wróciła do domu z Marceliną od razu ją pokochałem. Jak na swój wiek pamiętam, że chciałem bardzo mamie przy niej pomagać. Wtedy jeszcze przylatywała do nas babcia. No właśnie.. Do babci na wakacje przylecieliśmy razem gdy Marcelina skończyła 4 latka. Ja miałem wtedy 9 i mama powiedziała, że jako starszy brat mam się o nią troszczyć i pilnować. Ale nie sprawdziłem się w tej roli. Babcia musiała wyjść a ja zostałem z nią sam. Babcia poszła tylko do sąsiadki obok. A ja jej nieprzypilnnowałem. To była chwila a ona spadła ze schodów i złamała rękę. I to z mojej winy. Nawet nie wiem czy ona to pamięta. Spojrzałem na nią jak leży i śpi. Podszedłem do niej i porawiając jej kołdrę pocałowałem w czoło i wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Na przeciwnej ścianie wisiało zdjęcie naszej rodziny. Była na nim Marcelina, Babcia ja i rodzice. Podszedłem do zdjęcia i patrząc na mamę powiedziałem .. Już nigdy cie nie zawiodę mamo. Będę o nią dbał. Będę dobrym starszym bratem. Obiecuje. "  Patrzyłem jeszcze chwilę na zdjęcie po czym wróciłem do siebie. Kiedy się kładłem było grubo po 1. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam, że taki krótki ale nie miałam za bardzo pomysłu na ten rozdział. Mam nadzieję, że chociaż wam się podoba. Obiecuję, że następny będzie lepszy i dłuższy. Pozdrawiam i do Następnego... ^^
~Mrs. Tomlinson