" To z powodu słów nie wypowiedzianych, umarli
są tak ciężcy w swoich trumnach."
Henri Millon Montherlant
* Marcelina P.O.V. *
" [...] Kiedy weszłam na podwórko zobaczyłam, że przed garażem stoi samochód
Luka. To dziwnie bo zawsze w piątki jeździ gdzieś z tymi swoimi
kolegami. Nie myśląc o tym weszłam do domu. W korytarzu czekał na mnie
Luke. To było trochę dziwne. Chciałam pójść na górę, ale Luke złapał mnie
za rękę. Spojrzałam na niego a on nie odwracając tak jak zwykle wzroku
powiedział:
- Marcelina musimy porozmawiać......"
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Po tym wszystkim co się wczoraj stało on chce ze mną porozmawiać. Ale niby o czym? Co on chce mi takiego powiedzieć, że to nie może poczekać? Nic z tego nie rozumiem. Zrobiłam krok w jego stronę. On w tym momencie puścił moją rękę i ruchem głowy pokazał, że mam wejść do salonu. Zrobiłam to chodź nie będę ukrywać zaczynał mnie już powoli denerwować. Jak by nie mógł mi powiedzieć tego w przedpokoju. Jak by nie wiedział, że idę dzisiaj na imprezę. Podeszłam do kanapy i kładąc na niej torebkę spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Usiądź proszę. - powiedział i podszedł do fotela.
- Słuchaj Luke. Mów co masz mi do powiedzenia a nie przeciągaj. Nie mam za wiele czasu. - powiedziałam i położyłam ręce na biodrach.
- Marcelina proszę cię usiądź. - powiedział znowu.
- Nie mam zamiaru. - powiedziałam już lekko wkurzona.
- Siadaj do cholery! - powiedział już zły.
- No dobra. Ale nie wydzieraj się na mnie. - powiedziałam i usiadłam na rogu kanapy. - Widzisz siedzę. A teraz mów. - dodałam.
- Dobra. Nie będę jeszcze bardziej przedłużał, więc powiem ci od razu o co chodzi. Marcelina chodzi o babcię. - powiedział i schował ręce do kieszeni.
- Jak to o babcię? Coś się stało? - zapytałam wystraszona.
- Dzwonili do mnie ze szpitala w Warszawie i....- zaczął i się odwrócił do mnie plecami.
- I? Luke proszę cię mów! Co się dzieje?! - wykrzyczałam i wstając z kanapy podeszłam do niego.
- Zadzwonił jakiś lekarz. Nie pamiętam nazwiska. Kiedy powiedział, że dzwoni w sprawie babci od razu zaczęliśmy rozmawiać po polsku. Powiedział, że.... Powiedział, że na jego oddziale, leży babcia i nie jest z nią za dobrze. Prosił abyśmy do niej przyjechali i byli z nią. - powiedział a po jego policzku spłyneła łza.
- Jak to nie jest za dobrze? Luke co jest babci? Proszę cię... Powiedz... - powiedziałam i po moich policzkach popłynęły łzy.
- Babcia jest na oddziale chirurgicznym. Ma złamaną prawą nogę, lewą rękę i klika żeber. I ma uraz głowy. Od trzech dni jest w śpiączce. Niestety nie wiem nic więcej bo lekarz powiedział, że nie może mi udzielić informacji przez telefon. - powiedział i zrobił krok w moją stronę.
- Jak to w śpiączce? I skąd ten lekarz miał do ciebie numer? - zapytałam a łzy dalej płynęły po mojej twarzy.
- W trakcie rozmowy powiedział, że numer ma od jakiejś sąsiadki. - powiedział.
- Luke... To co zrobimy? - zapytałam.
- Jak to w śpiączce? I skąd ten lekarz miał do ciebie numer? - zapytałam a łzy dalej płynęły po mojej twarzy.
- W trakcie rozmowy powiedział, że numer ma od jakiejś sąsiadki. - powiedział.
- Luke... To co zrobimy? - zapytałam.
- Jak to co? Nie wiem jak ty, ale ja lecę do Polski. - powiedział i wyciągnął telefon z kieszeni.
- Do kogo piszesz? - zapytałam.
- Do Luisa. Chcę aby załatwił mi bilet do Polski jak najszybciej. - powiedział Luke.
- Luke... Niech załatwi dwa bilet. Lecę z tobą do Polski. - powiedziałam i podeszłam do kanapy.
- Naprawdę? Cieszę się. - powiedział i schował telefon.
- Ja też. - mówiąc to szłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytał Luke.
- Do siebie. Spakować się i zdzwonić do Ann. Muszę jej powiedzieć, że nie idę na imprezę. - powiedziałam i wyszłam na korytarz. Nie chciałam aby Luke mnie dogonił, więc szybko wbiegłam po schodach na górę. Idąc do swojego pokoju nie potrafiłam opanować łez, które płynęły mi po policzkach. Nie mogłam ich opanować. Jak to babcia jest w szpitalu? Przecież jeszcze dzisiaj o niej myślałam. Gdy tylko weszłam do pokoju od razu przeszłam do garderoby. Z dna wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka par krótkich i długich spodni, kilka T-shirtów, buty, piżamę, oczywiście bieliznę i kosmetyki. No i bluzę co dostałam od babci. Kiedy walizka była zamknięta przeszłam z nią do pokoju i usiadłam na łóżku. Z torebki, którą miałam cały czas przy sobie wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Ann. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Na szczęście nie dopytywała się dlaczego nie idę. Może dlatego, że napisałam do niej, że źle się czuję. I nie kłamałam. Naprawdę źle się czuję. Boli mnie głowa i pieką oczy. Może dlatego, że podczas pakowania się ciągle płakałam. Odłożyłam telefon i położyłam się. Patrząc w sufit myślałam ciągle o tym co powiedział mi Luke. A co jeśli nie powiedział mi wszystkiego? Co jeśli lekarz powiedział mu coś jeszcze ale on nie powiedział tego mi abym się jeszcze bardziej nie martwiła? To do niego podobne. Kiedy się podniosłam poszłam do łazienki aby się przebrać we wcześniej przygotowany komplet i związałam włosy w kucyka z warkoczem. Kidy wyszłam z łazienki zabrałam telefon i poszłam do pokoju muzycznego. Usiadłam przy fortepianie i zaczęłam grać. Zagrałam melodię, której nauczył mnie tata. To była nasza melodia a ten pokój to było nasze miejsce. Tata zrobił ten pokój kiedy we mnie pojawiła się cząstka miłości do muzyki. Są tu róże instrumenty. Fortepian, gitara klasyczna i elektryczna, saksofon, flet no i perkusja. Pamiętam jak Luke grał na gitarze. Uwielbiałam jak grał. Po śmierci rodziców grał, ale potem przestał. Przestał gdy poznał nowych kumpli. Zagrałam jeszcze kilka melodii i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem minęłam pokój Luka. Drzwi ponownie były otwarte. Kiedy zaczęłam iść w ich stronę poczułam na ramieniu dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam Luka. On zabrał swoją rękę i powiedział:
- Jutro wylatujemy. Jadę do Louisa po bilety bo już je ma. - powiedział i wymijając mnie podszedł do swojego pokoju i zamknął go ponownie na klucz.
- Emm... Dobrze. Jutro. A o której? - zapytałam.
- Rano. O której dokładnie to nie wiem. Jak wrócę to ci powiem. - powiedział i zbiegł po schodach. Zbiegłam za nim i zapytałam.
- Luke.... O której wrócisz? - zapytałam.
- Dlaczego o to pytasz? - zapytał ewidentnie zdziwiony.
- Chciała bym z tobą jeszcze porozmawiać. To o której będziesz? - powiedziałam.
- Nie wiem. Tak za dwie godziny. Zadzwonię jak wyjdę od Lou. - powiedział i wyszedł z domu. Po tym jak wyszedł nie potrafiłam już za nim wyjść. Po chwili usłyszałam tylko dźwięk ruszającego samochodu. Stałam tak chwilę patrząc się na drzwi. Nie wiem na co liczyłam. Może na to, że wróci. Po chwili odwróciłam się i poszłam do kuchni. Sprawdziłam jak wyglądają nasze zapasy i stwierdzając, że to katastrofa ubrałam trampki, zabrałam klucze, torbę i portfel i wyszłam z domu na zakupy. Postanowiłam też, że coś ugotuję bo czeka mnie wieczorem trudna rozmowa z bratem.
SMS y z Ann:
- Do siebie. Spakować się i zdzwonić do Ann. Muszę jej powiedzieć, że nie idę na imprezę. - powiedziałam i wyszłam na korytarz. Nie chciałam aby Luke mnie dogonił, więc szybko wbiegłam po schodach na górę. Idąc do swojego pokoju nie potrafiłam opanować łez, które płynęły mi po policzkach. Nie mogłam ich opanować. Jak to babcia jest w szpitalu? Przecież jeszcze dzisiaj o niej myślałam. Gdy tylko weszłam do pokoju od razu przeszłam do garderoby. Z dna wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka par krótkich i długich spodni, kilka T-shirtów, buty, piżamę, oczywiście bieliznę i kosmetyki. No i bluzę co dostałam od babci. Kiedy walizka była zamknięta przeszłam z nią do pokoju i usiadłam na łóżku. Z torebki, którą miałam cały czas przy sobie wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Ann. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Na szczęście nie dopytywała się dlaczego nie idę. Może dlatego, że napisałam do niej, że źle się czuję. I nie kłamałam. Naprawdę źle się czuję. Boli mnie głowa i pieką oczy. Może dlatego, że podczas pakowania się ciągle płakałam. Odłożyłam telefon i położyłam się. Patrząc w sufit myślałam ciągle o tym co powiedział mi Luke. A co jeśli nie powiedział mi wszystkiego? Co jeśli lekarz powiedział mu coś jeszcze ale on nie powiedział tego mi abym się jeszcze bardziej nie martwiła? To do niego podobne. Kiedy się podniosłam poszłam do łazienki aby się przebrać we wcześniej przygotowany komplet i związałam włosy w kucyka z warkoczem. Kidy wyszłam z łazienki zabrałam telefon i poszłam do pokoju muzycznego. Usiadłam przy fortepianie i zaczęłam grać. Zagrałam melodię, której nauczył mnie tata. To była nasza melodia a ten pokój to było nasze miejsce. Tata zrobił ten pokój kiedy we mnie pojawiła się cząstka miłości do muzyki. Są tu róże instrumenty. Fortepian, gitara klasyczna i elektryczna, saksofon, flet no i perkusja. Pamiętam jak Luke grał na gitarze. Uwielbiałam jak grał. Po śmierci rodziców grał, ale potem przestał. Przestał gdy poznał nowych kumpli. Zagrałam jeszcze kilka melodii i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem minęłam pokój Luka. Drzwi ponownie były otwarte. Kiedy zaczęłam iść w ich stronę poczułam na ramieniu dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam Luka. On zabrał swoją rękę i powiedział:
- Jutro wylatujemy. Jadę do Louisa po bilety bo już je ma. - powiedział i wymijając mnie podszedł do swojego pokoju i zamknął go ponownie na klucz.
- Emm... Dobrze. Jutro. A o której? - zapytałam.
- Rano. O której dokładnie to nie wiem. Jak wrócę to ci powiem. - powiedział i zbiegł po schodach. Zbiegłam za nim i zapytałam.
- Luke.... O której wrócisz? - zapytałam.
- Dlaczego o to pytasz? - zapytał ewidentnie zdziwiony.
- Chciała bym z tobą jeszcze porozmawiać. To o której będziesz? - powiedziałam.
- Nie wiem. Tak za dwie godziny. Zadzwonię jak wyjdę od Lou. - powiedział i wyszedł z domu. Po tym jak wyszedł nie potrafiłam już za nim wyjść. Po chwili usłyszałam tylko dźwięk ruszającego samochodu. Stałam tak chwilę patrząc się na drzwi. Nie wiem na co liczyłam. Może na to, że wróci. Po chwili odwróciłam się i poszłam do kuchni. Sprawdziłam jak wyglądają nasze zapasy i stwierdzając, że to katastrofa ubrałam trampki, zabrałam klucze, torbę i portfel i wyszłam z domu na zakupy. Postanowiłam też, że coś ugotuję bo czeka mnie wieczorem trudna rozmowa z bratem.
SMS y z Ann:
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej kochani. Bardzo was przepraszam za to, że rozdział pojawił się dopiero teraz ale miałam bardzo dużo na głowie i po prostu nie miałam czasu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i że rozdział wam się podoba. Następny postaram się dodać w środę. Nic nie obiecuję ale będę się starać. Pozdrawiam was ciepło i do nn... ^^
Mrs. Tomlinson...

