,, Gniew mężczyzn wyładowuje się w czynach gwałtownych,
gniew kobiet w głupocie."
* Luke P.O.V.*
* 20:15 - mieszkanie Lou *
,, - Wyścig się odbędzie ale szybciej. Tak aby nie nachodził się z
rozpoczęciem imprezy Marceliny. O 18:00. Także będzie dobrze. Wyluzuj. -
powiedział Lou i dopił resztę piwa.
Chciałem coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kiedy spojrzałem na wyświetlacz pokazało się kto dzwoni. Dzwonił....."
Dzwonił nieznany mi numer. Nie miałem pojęcia kto to. Sam numer sugerował, że jest to ktoś z Polski bo zaczynał się od ,,+48". Chwilę się zawahałem ale stwierdziłem, że wolę odebrać niż dalej rozmawiać z Lou i chłopakami. I tak już byłem na maksa zły. Kiedy odebrałem usłyszałem w słuchawce kobiecy głos.
- Tak słucham? - zapytałem po polsku.
- Em.. Hej. Czy rozmawiam może z Lukiem Hemmingsem? - usłyszałem w słuchawce.
- Tak. A kto mówi? - dopytywałem.
- Milena. Dawna przyjaciółka Marceliny. - usłyszałem w odpowiedzi.
- O hej. Wybacz mi pytanie ale skąd masz mój numer telefonu? - zapytałem.
- Od waszej babci. Poprosiłam o numer do ciebie bo nie wiem czy dała bym radę zadzwonić do Marceliny. - powiedziała.
- Aha. Rozumiem. Stało się coś, że dzwonisz? - zapytałem i spojrzałem na chłopaków.
- W sumie to tak. Wiem, że Marcelina ma w tym miesiącu urodziny. - powiedziała.
- No tak. 21 lipca kończy 18 lat. - powiedziałem.
- No właśnie. Dlatego chciałam cię o coś poprosić. - powiedziała Milena.
- Mnie? No dobrze. A o co? - dopytywałem.
- Dzisiaj nad ranem wróciłam do Polski. Moja praca w Hiszpanii okazała być się nieaktualna. - powiedziała ze smutnym głosem.
- Przykro mi. A jak ja ci mogę pomóc.? - zapytałem i napiłem się pepsi.
- Chciała bym przylecieć do Londynu i złożyć Marcelinie osobiście życzenia. I dać coś co na pewno jej o mnie przypomni. - powiedziała dziewczyna.
- No wiesz. To bardzo dobry pomysł. Ja w sumie mam plan aby urządzić jej imprezę niespodziankę. Pomagają mi kumple ale może chciała byś nam w tym pomóc? Co ty na to? - zapytałem całkiem poważnie.
- Mówisz serio? Z wielką chęcią wam pomogę. - powiedziała szczęśliwa.
- To super. Kiedy byś mogła przylecieć do Londynu? I z góry mówię. Nie musisz się martwić tym gdzie będziesz spać. Ja o to zadbam. - powiedziałem z uśmiechem.
- Najbliższy lot do Londynu jest dopiero w czwartek. Może wtedy? - zapytała Milena.
- W czwartek? No dobra. To daj mi znać o której będziesz to osobiście cię odbiorę i zawiozę do twojej kwatery. - powiedziałem śmiejąc się do słuchawki.
- Dobra. A i Luke. Dziękuje. - powiedziała.
- Nie ma za co. Serio. Do usłyszenia. - powiedziałem.
- Do usłyszenia. Pa. - powiedziała.
- Pa. - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Schowałem telefon do kieszeni i usiadłem ponownie między chłopakami. Patrzyli na mnie jak na wariata. Wiedziałem czemu tak jest. Żaden z tych pacanów nie zna polskiego. Dlatego tak na mnie patrzą bo nie wiedzą o czym rozmawiałem i z kim. Spojrzałem na nich jeszcze raz po kolei. Na Harry'ego, Liama i Lou. Meli takie głupie miny i czekali na to aż im powiem z kim rozmawiałem i o czym. Wypiłem resztkę pepsi i opowiedziałem im z kim i o czym rozmawiałem. Na początku nie rozumieli dlaczego Marcelina nie pamięta Mileny ale wszystko im dokładnie wytłumaczyłem. Kiedy zrozumieli wszystko zapytałem Harry'ego czy Milena mogła by zamieszkać u niego. On też ma dosyć spore mieszkanie i z dwie wolne sypianie a każda z nich posiada łazienkę. Zgodził się od razu. W sumie jakoś mnie to nie zdziwiło. Kiedy już to dogadaliśmy powiedziałem co sądzę o pomyśle związanym z wyścigiem. Ale skoro jestem mechanikiem Lou to popieram jego pomysł i sprawdzę wóz przed wyścigiem i trochę podrasuje kolorek. Chłopakom spodobał się ten pomysł. Kiedy to już dogadaliśmy nasza rozmowa zeszła ponownie na planowanie imprezy niespodzianki dla Marceliny.
* Marcelina P.O.V*
* W tym samym czasie - pokój Ann*
Siedzimy razem z Ann w jej
pokoju. Kiedy się tu jest ciężko jest uwierzyć w to, że w tym pokoju mieszka 18stolenia dziewczyna. Szafy i łóżko są bardziej dla chłopaka. No ale cóż. To się Ann podoba. Ubiera się jak typowa dziewczyna czyli sukienki, spódniczki i tak dalej ale jej pokój wygląda jak by przejęła go po starszym baracie, którego wcale nie ma. Pamiętam jak po wypadku rodziców zazdrościłam jej tego, że jest jedynaczką. Ja wtedy nie chciałam mieć dalej brata. Kiedy w sądzie usłyszałam, że to Luke będzie moim prawnym opiekunem chciałam uciec. Nie chciałam z nim mieszkać i go widywać. Ale jak by nie patrzeć to ja doprowadziłam do tego, że żyliśmy tak jakbyśmy się nie znali. Jednak wypadek babci zmienił wszystko. Opowiedziałam wszystko Ann. Jak zbliżyliśmy się z Lukiem znowu. Jak dobrze nam się razem rozmawia i jak głupio czuje się z tym, że obwiniałam go o wypadek rodziców. Ona oczywiście słuchała mnie z zaciekawieniem a potem powiedziała, że ona ciągle mi powtarzała, że to nie była wina Luka no ale ja jej nie słuchałam. I w sumie miała rację. Napiłam się soku, który przyniosła Ann i powiedziałam jej to co wydarzyło się na lotnisku pomiędzy mną a Louisem. Musiałam jej powiedzieć.
- Ann muszę ci coś jeszcze powiedzieć. - powiedziała niepewnie.
- Tak? Marcelina czy co
ś się stało? - zapytała.
- Nie. Znaczy się sama nie wiem. - powiedziałam i ponownie napiłam się soku.
- Ej no mała. Teraz to się denerwuje. Mów na spokojnie. O co chodzi. - powiedziała i usiadła bliżej mnie.
- Dzisiaj kiedy przylecieliśmy z Lukiem na lotnisku czekała na nas jego kolega. - powiedziałam i spojrzałam na Ann.
- Ok. A który kolega? - zapytała.
- No wiesz. Louis. Louis Tomlinson. - powiedziałam niepewnie.
- Co?! Tomlinson odbierał was z lotniska? No co ty? - powiedziała zaskoczona.
- No tak. Louis. Ale nie to jest najgorsze. - powiedziałam i spuściłam głowę.
- Nie to? A co? - dopytywała.
- Ehh.. Kilka dni przed końcem roku Lou przyjechał do nas pod szkołę. Podszedł do mnie i powiedział, że mam z nim porozmawiać. Nie chciałam z nim gadać. A on i tak postawił na swoim. Złapał mnie za rękę i powiedział, że mam dać szansę Lukowi. Kazał mi z nim porozmawiać. Nie chciałam go słuchać. Uderzyłam go i w ten sposób wyrwałam mu się. Potem wróciłam do domu. Nawrzeszczałam na Luka i poszłam do siebie. - powiedziałam i napiłam się soku.
- I co było dalej? - dopytywała.
- Nie wiem. Luke wyszedł a potem wrócił wkurwiony do domu. Potem dowiedzieliśmy się o tym wypadku babci i wyjechaliśmy razem do Polski. W ten piątek kiedy było zakończenie roku zaczęłam z nim rozmawiać. W Polsce rozmawialiśmy codziennie a kiedy babcia wszyła ze szpitala spędzaliśmy razem dużo czasu. Dzisiaj kiedy wylądowaliśmy i zobaczyłam Lou to.. - w tym momencie przerwałam.
- I zobaczyłaś Lou to..? To co? Marcelina proszę mów. - naciskała Ann.
- Kiedy go zobaczyłam to podeszłam do niego i go przytuliłam. I wyszeptałam do ucha dziękuje. Bo gdy byłam w Polsce myślałam ciągle o tej sytuacji z pod szkoły. Dotarło do mnie, że Lou miał rację. - powiedziałam i wstałam z jej łóżka.
- No co ty? Przytuliłaś go? Nie wierzę. Ale z drugiej strony. On miał rację. I nie wierzę, że zrozumiałaś to dopiero w Polsce. - powiedziała Ann i wstała z łóżka po czym stała już obok mnie i mnie przytulała.
- Wiem. Jestem okropna. Dobra. Będę się powoli zwijać. Zadzwonię do Luka. - powiedziałam i odsunęłam się od Ann. Wzięłam telefon z półki i zadzwoniłam do braciszka. Powiedział, że za dwadzieścia minut będzie. Wyszłyśmy z Ann przed dom. Tak jak Luke powiedział tak był. Po dwudziestu minutach stał pod domem Ann. Pożegnałam się z nią i wsiadłam do samochodu. Kiedy wracaliśmy słuchaliśmy radia. Kiedy byliśmy w domu była 21:55. Powiedziałam Lukowi, że zobaczymy się rano i poszłam do swojego pokoju. Z szafy zabrałam piżamę i biorąc szybki prysznic byłam gotowa do snu. Kiedy tak leżałam obczaiłam szybko facebooka i zobaczyłam, że Lou polubił wszystkie moje zdjęcia profilowe. Nie wiem o co mu chodzi. Odłożyłam telefon na szafce i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Milena P.O.V.*
* 23:15 - Polska. Mieszkanie Mileny *
Kochany pamiętniku,
Tak długo czekałam na ten dzień. Od tylu lat nie straciłam nadziei, że spotkam się z moją przyjaciółką. Teraz dzięki babci Marceliny i jej bratu jest to możliwe. W czwartek lecę do Londynu. Wszystko już ustaliłam z jej bratem. Lubię Luka. Zawsze go lubiłam. Gdyby nie on to nie poznała bym Marceliny. A to dlatego, że on przyjaźnił się z moim kuzynem. Razem z Marceliną długo się przyjaźniłyśmy, ale jej wypadek wszystko zmienił. Nie chciałam, aby cierpiała i dlatego się nie narzucałam. Pamiętam jak poszłam tam w dzień ich powrotu do Londynu. Lot mieli wieczorem a ja poszłam tam popołudniu. Niestety nie poznała mnie. Wtedy było mi przykro ale nie pokazywałam tego. Teraz mam w końcu nadzieję, że może się wszystko między nami ułoży. W Londynie jest aktualnie 22:15. Jestem bardzo ciekawa co robi Marcelina. Tak bardzo za nią tęsknie...
Mam nadzieję, że prezent, który dla niej mam sprawi, że wszystko jej się przypomni.
XoXo
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Kochani dziś jest 1 sierpnia a to znaczy, że za miesiąc szkoła. Postaram się w tym miesiącu dodać jak najwięcej rozdziałów. Życzę wam udanej drugiej połowy wakacji i do nn.... ^^
~Mrs. Tomlinson