sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 17

 Muzyka

,, On jest jak pozbawiony osobowości, że nawet w 
kolorowej telewizji wychodzi czarno-biały."
                                             Alfred Hichocock
* Luke P.O.V. *
* 12.07.2012 roku. - godzina 14:15 *
* Lotnisko w Londynie *

Siedzę na lotnisku i czekam aż wyląduje samolot z Polski, którym przyleci Milena. Cieszę się, że przyleci. Z jednej strony pomoże nam przy organizacji imprezy dla Marceliny a z drugiej to będzie świetna niespodzianka urodzinowa. Liam pojechał już do Ann aby z nią porozmawiać. Dobrze, że zapamiętałem adres jak ostatnio zawiozłem tam Cysie. Powiedziałem mu, że ma jej wszystko wytłumaczyć i po tym spotkaniu ma do mnie zadzwonić. Jechał do niej przed 13:00 ale jeszcze nie dzwonił. Może ciągle rozmawiają. Oczywiście powiedziałem mu, że ma nie mówić Ann o tym, że przylatuje była przyjaciółka mojej siostry. A wiem, że Liam tego nie zrobi. Mam do niego duże zaufanie i dług wdzięczności za to, że pozwolił wyprawić imprezę u siebie. To super kumpel. Patrzę na zegar wiszący za babką która sprzedaje bilety. 14:25. Za chwile powinien lądować samolot. Mam nadzieje, że będzie. Na pewno będzie. Sama chciała tu przelecieć. To był jej pomysł. Na pewno będzie. Obiecała to. Nagle z głośników rozległ się charakterystyczny dźwięk. Kobiecy głos oznajmił, że samolot z Polski właśnie wylądował. Ucieszyłem się. Czekałem na to od prawie 30 minut. Po chwili w drzwiach prowadzących z samolotu zaczęli pojawiać się ludzie. Według innych pewnie śmiesznie wyglądałem bo stawałem na palcach i wypatrywałem drobnej blondynki. W tłumie ludzi ciężko było dojrzeć cokolwiek. Dlatego stwierdziłem, że najlepiej będzie jak się uspokoję i spokojnie poczekam. I to wcale nie było głupie. Po chwili podeszła do mnie drobna blondynka. Dokładnie ta na którą czekałem. Wyglądała tak samo jak wtedy kiedy widziałem ją pierwszy raz po tylu latach. Przywitałem się z nią i bez chwili zastanowienia poszliśmy do mojego auta. Schowałem walizkę Mileny do bagażnika po czym otwarłem jej drzwi od pojazdu. Kiedy była już w środku zamknąłem drzwi i obszedłem samochód po czym usiałem na miejscu kierowcy. Napisałem jeszcze do Harry'ego esemesa, że za 20 minut będę u niego z Mileną. Schowałem telefon do kieszeni spodni i odjechaliśmy. Przez  całą drogę rozmawialiśmy o tym jak minęła jej podróż i w skrócie opisałem jej gdzie będzie mieszkać przez najbliższe kilka dni. Pytała jak wygląda Harry, więc pokazałem jego zdjęcie. Nie jetem pewny ale chyba nawet się uśmiechnęła na jego widok. Mimo tego, że całą drogę rozmawialiśmy miałem wrażenie, że ona chce mnie o coś zapytać ale nie ma odwagi. Nie wiedziałem czemu. Mimo wszystko nie naciskałem. Kiedy podjechaliśmy pod dom mojego kumpla Loczek już na nas czekał. Wyciągną z bagażnika walizkę Mileny. Pożegnaliśmy się i pojechałem do siebie. Byłem ciekaw co robi Marcelina.

* Milena P.O.V. *
* Dom Harry'ego *
*  Godzina 15:55 *

Kochany Pamiętniku,

   Udało się. Jestem w Londynie. Aktualnie siedzę w pokoju, który dał mi Harry. Nie wiem dlaczego ale polubiłam go. Mimo tego, że wcale go nie znam. Wydaje się być bardzo sympatyczny. Luke powiedział, że jutro poznam resztę osób, które też biorą udział w organizacji imprezy dla Marceliny. Mówił jak się nazywają ale jak to ja pamiętam tylko imiona.  Mówił, że poznam Ann, Liama i Louisa. Ta Ann to podobno przyjaciółka Marceliny. Nie wiem jaka będzie jej reakcja jak się dowie o tym, że ja jestem byłą przyjaciółką Cysi. Nie wiem czy będzie z tego zadowolona ale prędzej czy później i tak by się o tym dowiedziała. Więc dobrze, że to będzie jutro. A co do sprawy z Niall'em. Nawet nie miałam odwagi zacząć tego tematu. Rozmawialiśmy o wszystkim. O tych czasach jak byliśmy dziećmi i wgl. Wspominaliśmy stare dobre czasy. Jutro postaram się z nim porozmawiać na temat Nialla. Tak bardzo bym chciała aby Luke coś wiedział. Musi wiedzieć coś na ten temat. Bo jeśli on nic nie wie to moje plany odnalezienia kuzyna legną w gruzach. Tak bardzo bym chciała go odnaleźć. Muszę... To jest mój cel. ODNAJDĘ NIALLA. ODNAJDĘ..

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto rozdział. Przepraszam, że krótki ale nie mam weny i czasu. Przepraszam. Natępny będzie dłuższy. Obiecuje.
~Mrs. Tomlinson


 

sobota, 5 sierpnia 2017

Rozdział 16


,,Filozofia nasza strąca zasłonę z urojonych lęków piekła,
które życiu odjęły radość, pogodę i słodycz."

* Liam P.O.V. *
* 11.07.2012 - wczesny ranek *
* Dom Liama *

  Wczoraj tak jak poprosił Lou zadzwoniłem do Nathana i powiedziałem mu, że się zgadzamy ale na naszych warunkach. Na początku nie spodobało mu się to za bardzo, ale potem już nie narzekał. Był zadowolony z tego, że ten wyścig się odbędzie. Powiedział, że będziemy jeszcze w kontakcie. Zasugerował nawet nagrodę dla zwycięscy. Chce aby ktoś przyjmował zakłady. I cała kasa była by nagrodą. Powiedziałem o tym chłopakom i ten pomysł im się spodobał. Liam od wczoraj pracuje już nad samochodem Lou. Mówił coś, że zmieni lakier, naprawi skrzynię biegów bo szwankuje i naprawi hamulce. Znając go to pewnie już naprawia hamulce. Widać, że ten chłopak naprawdę interesuje się samochodami i zna się na nich. W sumie każdemu z nas to właśnie on naprawia wóz. Od kąt się z nim przyjaźnimy to, żaden  z nas nie jeździ do mechanika. Jeszcze jutro przylatuje ta koleżanka Marcelina z dzieciństwa. W sumie to fajnie. Spędzi tu trochę czasu. Z tego co Luke mówił to już 7 lat jak Marcelina z nią nie rozmawiała. Ja nie wiem co bym zrobił gdyby jeden z chłopaków miał taki wypadek. Odwróciłem się na drugi bok na w swoim wielkim łóżku i zabrałem z szafki nocnej telefon. Nacisnąłem aby sprawdzić, która godzina. Na wyświetlaczu wyświetliła się 5:45. Trochę wcześnie. Z chłopakami jestem dopiero umówiony o 12:00. Znam się i wiem, że już nie zasnę. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej moje dresy  i założyłem je. Wrzuciłem do kieszeni kilka drobniaków i zabierając telefon oraz słuchawki wyszedłem z sypialni i zeszedłem na dół. Tam założyłem buty i zamykając za sobą drzwi na klucz poszedłem pobiegać. Często kiesy mam jakiś problem albo nie wiem co ze sobą zrobić to uprawiam sport. Tak jak teraz. Kiedy wychodziłem z domu była 6:15. Aktualnie przebiegam obok domu Luka i jest godzina 6:55. W 45 minut przebiegłem 4 kilometry. To nie tak źle jak myślałem. Kilka minut po 7 wracałem już do domu. Dwie ulice przed domem wszedłem do sklepu i kupiłem sobie małą wodę z lodówki. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak pić po bieganiu. Pustą butelkę wyrzuciłem do kosza i ponownie zakładając kaptur na głowę pobiegłem do domu. Na podjeździe byłem kilka minut później. Wszedłem do domu i pobiegłem na górę wziąć szybki prysznic. Wyszedłem spod prysznica i owijając w pasie ręcznik poszedłem do pokoju. Spojrzałem na zegarek. 8:20. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej kąpielówki . Założyłem je i poszedłem popływać w basenie. Naprawdę kiedy nie mam co robić uprawiam wiele sportów. Wskoczyłem do basenu i przepłynąłem 6 razy jego długość. Wyszedłem  z basenu i nie wycierając się nawet ręcznikiem poszedłem ponownie wziąć prysznic. Rzadko kiedy pływam. Zazwyczaj tylko biegam, ale przez tą całą sytuacje z Nathanem i tym wyścigiem musiałem się zrelaksować.  Wolę uprawiać jakiś sport a nie tak jak Lou albo Harry przy puszce piwa. Nie kojarzy mi się to ani trochę z relaksem. No ale cóż. To ich sprawa. Nie moja. Kiedy wyszedłem z łazienki była 11:15. Trochę posiedziałem w tym basenie i teraz w łazience. Podszedłem do szafy i ubrałem się w zestaw, który niedawno kupiłem. Chowając telefon do kieszeni zszedłem do kuchni i zjadłem miskę płatków. Nie chciało mi się robić nic innego. Wypiłem jeszcze szklankę soku pomarańczowego i wyszedłem z domu. Kiedy wyjeżdżałem była 11:45. Idealnie mam 15 minut na dojechanie do domu Harry'ego. Wyjechałem z podjazdu i pojechałem w dobrze znanym mi kierunku.

* Milena P.O.V. *
* 13:30 polskiego czasu *
* Pokój Mileny * 

 Kochany pamiętniku,

  Już jutro lecę do Londynu. Tak bardzo się cieszę. Od wczoraj rana się pakuje. Nie mogę się już doczekać spotkania z Marceliną. Ale tak naprawdę nie tylko po to tam jadę. Oczywiście moja przyjaciółka ma urodziny i chcę aby sobie wszystko przypomniała, ale też ze względu na mojego kuzyna. Dokładnie 4 lata temu poleciał do Londynu do pracy. Na początku często dzwonił i przylatywał na róże imprezy rodzinne. Ale od 2 lat nie ma z nim kontaktu. To nie jest do niego podobne. Ciocia bardzo się martwi. Podejrzewa najgorsze. Tak jak cała rodzina. Tylko wujek uważa, że nic mu się nie stało. Mówi, że pewnie poznał jaką dziewczynę i nie chce abyśmy ją poznali. Ja jednak wiem, że to nie prawda. Mój kuzyn taki nie jest. Gdyby kogoś poznał od razu bym o tym wiedziała. I to jeszcze pierwsza. Zawsze byliśmy bardzo zżyci. Jak rodzeństwo. Może być dlatego, że oboje jesteśmy jedynakami. I jak byliśmy mali to codziennie się widywaliśmy. Jest on dla mnie jam starszy brat, którego zawsze chciałam mieć. Dlatego chcę się też zapytać o niego Luka. Może widział się z nim przez ten czas. Przecież się przyjaźnili. Mam nadzieje, że się nie mylę i kontaktował się z nim. Przecież nie mógł się zapaść pod ziemię. Nie mój kuzyn. On taki nie jest. Nie mój kuzyn. Nie on. Niall Horan nie znika bez wyjaśnienia. Odnajdę cię kuzynie. Obiecuje.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto jest kolejny rozdział. Tym razem oczami Liama i Mileny. Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że chociaż troszkę i dalej będziecie czytać mojego bloga. Kochani. Za miesiąc szkoła. Matko jak to zleciało. Cieszycie się? Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach i do NN..... ^^ ^^

~Mrs. Tomlinson


wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdiział 15


,, Gniew mężczyzn wyładowuje się w czynach gwałtownych,
gniew kobiet w głupocie."

* Luke P.O.V.*
* 20:15 - mieszkanie Lou *

,, - Wyścig się odbędzie ale szybciej. Tak aby nie nachodził się z rozpoczęciem imprezy Marceliny. O 18:00. Także będzie dobrze. Wyluzuj. - powiedział Lou i dopił resztę piwa.
Chciałem coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kiedy spojrzałem na wyświetlacz pokazało się kto dzwoni. Dzwonił....."

  Dzwonił nieznany mi numer. Nie miałem pojęcia kto to. Sam numer sugerował, że jest to ktoś z Polski bo zaczynał się od ,,+48". Chwilę się zawahałem ale stwierdziłem, że wolę odebrać niż dalej rozmawiać z Lou i chłopakami. I tak już byłem na maksa zły. Kiedy odebrałem usłyszałem w słuchawce kobiecy głos.
- Tak słucham? - zapytałem po polsku.
- Em.. Hej. Czy rozmawiam może z Lukiem Hemmingsem? - usłyszałem w słuchawce.
- Tak. A kto mówi? - dopytywałem.
- Milena. Dawna przyjaciółka Marceliny. - usłyszałem w odpowiedzi. 
- O hej. Wybacz mi pytanie ale skąd masz mój numer telefonu? - zapytałem.
- Od waszej babci. Poprosiłam o numer do ciebie bo nie wiem czy dała bym radę zadzwonić do Marceliny. - powiedziała.
- Aha. Rozumiem. Stało się coś, że dzwonisz? - zapytałem i spojrzałem na chłopaków.
- W sumie to tak. Wiem, że Marcelina ma w tym miesiącu urodziny. - powiedziała.
- No tak. 21 lipca kończy 18 lat. - powiedziałem.
- No właśnie. Dlatego chciałam cię o coś poprosić. - powiedziała Milena.
- Mnie? No dobrze. A o co? - dopytywałem.
- Dzisiaj nad ranem wróciłam do Polski. Moja praca w Hiszpanii okazała być się nieaktualna. - powiedziała ze smutnym głosem.
- Przykro mi. A jak ja ci mogę pomóc.? - zapytałem i napiłem się pepsi.
- Chciała bym przylecieć do Londynu i złożyć Marcelinie osobiście życzenia. I dać coś co na pewno jej o mnie przypomni. - powiedziała dziewczyna.
- No wiesz. To bardzo dobry pomysł. Ja w sumie mam plan aby urządzić jej imprezę niespodziankę. Pomagają mi kumple ale może chciała byś nam w tym pomóc? Co ty na to? - zapytałem całkiem poważnie.
- Mówisz serio? Z wielką chęcią wam pomogę. - powiedziała szczęśliwa.
- To super. Kiedy byś mogła przylecieć do Londynu? I z góry mówię. Nie musisz się martwić tym gdzie będziesz spać. Ja o to zadbam. - powiedziałem z uśmiechem.
- Najbliższy lot do Londynu jest dopiero w czwartek. Może wtedy? - zapytała Milena.
- W czwartek? No dobra. To daj mi znać o której będziesz to osobiście cię odbiorę i zawiozę do twojej kwatery. - powiedziałem śmiejąc się do słuchawki.
- Dobra. A i Luke. Dziękuje. - powiedziała.
- Nie ma za co. Serio. Do usłyszenia. - powiedziałem.
- Do usłyszenia. Pa. - powiedziała.
- Pa. - odpowiedziałem i rozłączyłem się.

Schowałem telefon do kieszeni i usiadłem ponownie między chłopakami. Patrzyli na mnie jak na wariata. Wiedziałem czemu tak jest. Żaden z tych pacanów nie zna polskiego. Dlatego tak na mnie patrzą bo nie wiedzą o czym rozmawiałem i z kim. Spojrzałem na nich jeszcze raz po kolei. Na Harry'ego, Liama i Lou. Meli takie głupie miny i czekali na to aż im powiem z kim rozmawiałem i o czym. Wypiłem resztkę pepsi i opowiedziałem im z kim i o czym rozmawiałem. Na początku nie rozumieli dlaczego Marcelina nie pamięta Mileny ale wszystko im dokładnie wytłumaczyłem. Kiedy zrozumieli wszystko zapytałem Harry'ego czy Milena mogła by zamieszkać u niego. On też ma dosyć spore mieszkanie i z dwie wolne sypianie a każda z nich posiada łazienkę. Zgodził się od razu. W sumie jakoś mnie to nie zdziwiło. Kiedy już to dogadaliśmy powiedziałem co sądzę o pomyśle związanym z wyścigiem. Ale skoro jestem mechanikiem Lou to popieram jego pomysł i sprawdzę wóz przed wyścigiem i trochę podrasuje kolorek. Chłopakom spodobał się ten pomysł. Kiedy to już dogadaliśmy nasza rozmowa zeszła ponownie na planowanie imprezy niespodzianki dla Marceliny.

* Marcelina P.O.V*
* W tym samym czasie - pokój Ann*

 Siedzimy razem z Ann w jej pokoju.  Kiedy się tu jest ciężko jest uwierzyć w to, że w tym pokoju mieszka 18stolenia dziewczyna. Szafy i łóżko są bardziej dla chłopaka. No ale cóż. To się Ann podoba. Ubiera się jak typowa dziewczyna czyli sukienki, spódniczki i tak dalej ale jej pokój wygląda jak by przejęła go po starszym baracie, którego wcale nie ma. Pamiętam jak po wypadku rodziców zazdrościłam jej tego, że jest jedynaczką. Ja wtedy nie chciałam mieć dalej brata. Kiedy w sądzie usłyszałam, że to Luke będzie moim prawnym opiekunem chciałam uciec. Nie chciałam z nim mieszkać i go widywać. Ale jak by nie patrzeć to ja doprowadziłam do tego, że żyliśmy tak jakbyśmy się nie znali. Jednak wypadek babci zmienił wszystko. Opowiedziałam wszystko Ann. Jak zbliżyliśmy się z Lukiem znowu. Jak dobrze nam się razem rozmawia i jak głupio czuje się z tym, że obwiniałam go o wypadek rodziców. Ona oczywiście słuchała mnie z zaciekawieniem a potem powiedziała, że ona ciągle mi powtarzała, że to nie była wina Luka no ale ja jej nie słuchałam. I w sumie miała rację. Napiłam się soku, który przyniosła Ann i powiedziałam jej to co wydarzyło się na lotnisku pomiędzy mną a Louisem. Musiałam jej powiedzieć.

- Ann muszę ci coś jeszcze powiedzieć. - powiedziała niepewnie.  
- Tak? Marcelina czy coś się stało? - zapytała.
- Nie. Znaczy się sama nie wiem. - powiedziałam i ponownie napiłam się soku.
- Ej no mała. Teraz to się denerwuje. Mów na spokojnie. O co chodzi. - powiedziała i usiadła bliżej mnie.
- Dzisiaj kiedy przylecieliśmy z Lukiem na lotnisku czekała na nas jego kolega. - powiedziałam i spojrzałam na Ann.
- Ok. A który kolega? - zapytała.
- No wiesz. Louis. Louis Tomlinson. - powiedziałam niepewnie.
- Co?! Tomlinson odbierał was z lotniska? No co ty? - powiedziała zaskoczona.
- No tak. Louis. Ale nie to jest najgorsze. - powiedziałam i spuściłam głowę.
- Nie to? A co? - dopytywała.
- Ehh.. Kilka dni przed końcem roku Lou przyjechał do nas pod szkołę. Podszedł do mnie i powiedział, że mam z nim porozmawiać. Nie chciałam z nim gadać. A on i tak postawił na swoim. Złapał mnie za rękę i powiedział, że mam dać szansę Lukowi. Kazał mi z nim porozmawiać. Nie chciałam go słuchać. Uderzyłam go i w ten sposób wyrwałam mu się. Potem wróciłam do domu. Nawrzeszczałam na Luka i poszłam do siebie. - powiedziałam i napiłam się soku.
- I co było dalej? - dopytywała.
- Nie wiem. Luke wyszedł a potem wrócił wkurwiony do domu. Potem dowiedzieliśmy się o tym wypadku babci i wyjechaliśmy razem do Polski. W ten piątek kiedy było zakończenie roku zaczęłam z nim rozmawiać. W Polsce rozmawialiśmy codziennie a kiedy babcia wszyła ze szpitala spędzaliśmy razem dużo czasu. Dzisiaj kiedy wylądowaliśmy i zobaczyłam Lou to.. - w tym momencie przerwałam.
- I zobaczyłaś Lou to..? To co? Marcelina proszę mów. - naciskała Ann.
- Kiedy go zobaczyłam to podeszłam do niego i go przytuliłam. I wyszeptałam do ucha dziękuje. Bo gdy byłam w Polsce myślałam ciągle o tej sytuacji z pod szkoły. Dotarło do mnie, że Lou miał rację. - powiedziałam i wstałam z jej łóżka.
- No co ty? Przytuliłaś go? Nie wierzę. Ale z drugiej strony. On miał rację. I nie wierzę, że zrozumiałaś to dopiero w Polsce. - powiedziała Ann i wstała z łóżka po czym stała już obok mnie i mnie przytulała.
- Wiem. Jestem okropna. Dobra. Będę się powoli zwijać. Zadzwonię do Luka. - powiedziałam i odsunęłam się od Ann. Wzięłam telefon z półki i zadzwoniłam do braciszka. Powiedział, że za dwadzieścia minut będzie. Wyszłyśmy z Ann przed dom. Tak jak Luke powiedział tak był. Po dwudziestu minutach stał pod domem Ann. Pożegnałam się z nią i wsiadłam do samochodu. Kiedy wracaliśmy słuchaliśmy radia. Kiedy byliśmy w domu była 21:55. Powiedziałam Lukowi, że zobaczymy się rano i poszłam do swojego pokoju. Z szafy zabrałam piżamę i biorąc szybki prysznic byłam gotowa do snu. Kiedy tak leżałam obczaiłam szybko facebooka i zobaczyłam, że Lou polubił wszystkie moje zdjęcia profilowe. Nie wiem o co mu chodzi. Odłożyłam telefon na szafce i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

* Milena P.O.V.*
* 23:15 - Polska. Mieszkanie Mileny *

   Kochany pamiętniku,

  Tak długo czekałam na ten dzień. Od tylu lat nie straciłam nadziei, że spotkam się z moją przyjaciółką. Teraz dzięki babci Marceliny i jej bratu jest to możliwe. W czwartek lecę do Londynu. Wszystko już ustaliłam z jej bratem. Lubię Luka. Zawsze go lubiłam. Gdyby nie on to nie poznała bym Marceliny. A to dlatego, że on przyjaźnił się z moim kuzynem. Razem z Marceliną długo się przyjaźniłyśmy, ale jej wypadek wszystko zmienił. Nie chciałam, aby cierpiała i dlatego się nie narzucałam. Pamiętam jak poszłam tam w dzień ich powrotu do Londynu. Lot mieli wieczorem a ja poszłam tam popołudniu. Niestety nie poznała mnie. Wtedy było mi przykro ale nie pokazywałam tego. Teraz mam w końcu nadzieję, że może się wszystko między nami ułoży. W Londynie jest aktualnie 22:15. Jestem bardzo ciekawa co robi Marcelina. Tak bardzo za nią tęsknie...
  Mam nadzieję, że prezent, który dla niej mam sprawi, że wszystko jej się przypomni. 
XoXo

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Kochani dziś jest 1 sierpnia a to znaczy, że za miesiąc szkoła. Postaram się w tym miesiącu dodać jak najwięcej rozdziałów. Życzę wam udanej drugiej połowy wakacji i do nn.... ^^
 ~Mrs. Tomlinson