niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 4


" Tylko nowe złudzenia chronią nas
od rozpaczy po stracie dawnych."
Feliks Chwalibóg 


* Louis P.O.V. *  
* Dom Luka * 
,,[...]Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......"
Salon wyglądał jak by wybuchła w nim bomba.  I to nie jedna a kilka bomb. Domyślałem się, że to sprawka Marceliny. Rozbite wazony, wywalone krzesła i fotel. Rozejrzałem się jeszcze raz po pokoju. Dopiero teraz zobaczyłem Luka siedzącego na kanapie z głową schowaną w dłoniach. Podniosłem poduszkę co leżała na ziemi i podszedłem do niego. Położyłem poduszkę na kanapie i dotknąłem jego ramienia. Gdy tylko poczuł moją rękę uniósł głowę do góry. Ujrzałem w jego oczach ból i cierpienie a po twarzy płynęły łzy. Pierwszy raz w życiu widziałem Luka w takim stanie. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć. Od kąt się znamy nigdy nie widziałem jak płacze. Przy nas zawsze był twardy i nie pokazywał swoich uczuć. Uklęknąłem przed nim i patrzyłem mu w oczy. Przełknąłem ślinę i patrząc mu dalej w oczy powiedziałem.
- Przepraszam stary. To moja wina. - powiedziałem i spuściłem wzrok.
- Co ty wygadujesz? - zapytał Luke.
- Ta cała wasza kłótnia i zachowanie Marceliny. - powiedziałem i się wyprostowałem.
- Louis co ty wygadujesz? - zapytał zdziwiony Luke.
- Nie dostałeś wiadomości? - zapytałem i spojrzałem na niego.
- Nie wiem. Od momentu kiedy Marcelina wróciła do domu nie miałem telefonu w rękach. - powiedział i wyciągną urządzenie z kieszeni. Po chwili dodał. - Co to znaczy, że to twoja wina Louis? Odpowiadaj. - powiedział lekko zły.
- Po tym co nam powiedziałeś i jak pojechałeś z toru to ja pojechałem pod szkołę Marceliny. - powiedziałem.
- Co?! Po co to zrobiłeś?! - zapytał wkurzony i wstał z kanapy.
- Chciałem z nią porozmawiać. Zapytać o coś. Nie sądziłem, że aż tak się wkurzy. - powiedziałem.
- O czym chciałeś z nią porozmawiać?! No o czym!? - wykrzyczał Luke.
- Chciałem wiedzieć dlaczego obwinia ciebie o śmierć waszych rodziców! Dlatego chciałem z nią porozmawiać! I chciałem aby z tobą porozmawiała, ale się wkurzyła! Ok?! Tylko tyle od niej chciałem! - wykrzyczałem i zostawiając Luka w salonie wyszedłem przed dom aby zapalić. Nie chciałem krzyczeć, ale się trochę zdenerwowałem. Wyciągnąłem papierosa, ale nie umiałem znaleźć zapaliczki. ,,No zajebiście." Pomyślałem i po chwili usłyszałem dźwięk odpalanej zapalniczki. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą Luka, który sam odpalał papierosa. Wyglądał na jak by trochę spokojniejszego. Podszedł do mnie i odpalił moją fajkę. Na znak podziękowania kiwnąłem głową i mocno się zaciągnąłem. Tego mi było trzeba. Smak fajki od razu mnie uspokoił.  Wypaliłem papierosa do końca i spojrzałem na Luka. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. On podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę rękę. Bałem się, że dostanę w twarz ale nic się takiego nie wydarzyło. Spojrzałem ponownie na Luka. Uśmiechał się. Sam wyciągnąłem rękę i przybiliśmy piątkę. Wiedziałem, że już się tak na mnie nie złości. Pogadaliśmy jeszcze o sobotnim wyścigu i zabrałem się do domu. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon odjechałem z pod domu Luka. Jadąc nadal czułem na twarzy przyłożenie Marceliny. Najpierw to z pod szkoły i to co mi przyłożyła w domu. Nigdy żadna dziewczyna nie zrobiła czegoś takiego. A jak już zrobiła to oberwała wtedy ode mnie. Ale nie wiem dlaczego nie zrobiłem nic w momencie kiedy Marcelina mi przyłożyła. Nie wiem dlaczego jej na to pozwoliłem. Nie wiem co się ze mną dzieje. Kiedy byłem już w domu poszedłem od razu do sypialni. Przebrałem się i położyłem do łóżka. Tej nocy nie mogłem spać.

22.06.2012r. - zakończenie roku i impreza u Nathana

* Marcelina P.O.V. *

Dzisiaj zakończenie roku szkolnego i impreza u Nathana. Nie pozwolę aby coś lub ktoś zepsuł mi ten dzień. Ten dzień oznacza, że przede mną dwa miesiące wakacji a potem ostatni rok szkoły. No i jeszcze moje 18 urodziny w między czasie. Ubrałam się w moją czarną sukienkę , zrobiłam lekki makijaż i zostawiając włosy rozpuszczone byłam gotowa do wyjścia. Zabrałam torebkę, w której był już schowany telefon i słuchawki i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem zobaczyłam, że drzwi do pokoju Luka są szeroko otwarte. To dziwne bo od śmierci rodziców zawsze były zamknięte na klucz. Korciło mnie aby podejść do drzwi i zobaczyć czy jakoś się tam zmieniło ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego zeszłam po schodach na dół i zabrałam klucze z szafki. Spojrzałam jeszcze za siebie w stronę kuchni. W drzwiach mignęła mi postać Luka. Tak bardzo bym chciała teraz do niego podejść, przytulić i przeprosić za wczoraj. Ale zamiast tego wyszłam z domu i poszłam po Ann. Mimo tego, że chciałam do niego podejść to nie zrobiłam tego tylko z jednego powodu. Powodem jest to, że nie mogła bym mu spojrzeć w oczy. Nie potrafiła bym. Nie teraz. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Ann. Oczywiście nie odbiera. Po czterech nie udanych próbach napisałam do niej Smsa z informacją, że zaraz po nią będę. Oczywiście miałam do niej jeszcze 5 minut drogi, ale wolałam ją trochę zestresować. Zakończenie zaczyna się o 10:00. Obecnie jest 9:30 i mamy jeszcze pół godziny. Nawet nie wiem kiedy a byłam pod domem Ann. Mówiąc szczerze tak troszkę jej zazdroszczę. Pod koniec maja skończyła 18 lat i może robić wszystko. Może się nawet wyprowadzić od rodziców, ale tego nie zrobiła. Ja zaraz po skończeniu 18 lat wyprowadzam się od Luka. Nie wiem jeszcze gdzie ale na pewno się wyprowadzam. Może do babci? Do Polski? W końcu mama byłą polką. Tam też mamy rodzinę. Babcia tam została. Nigdy nie chciała przyjechać tu do nas i z nami zostać. Nawet po śmierci rodziców. Przyleciała tylko na pogrzeb i zaraz na następny dzień wracała do Polski. Pamiętam jak ją błagałam aby została z nami i się mną zajęła. Bo taką też miałam szansę. Opiekę nade mną mogła dostać babcia. Wystarczyło by tylko gdyby z nami została. Ale nie zrobiła tego. Powiedziała, że to Luke ma się mną zajmować a ja zawszę mogę ją odwiedzić. Jednak jeszcze ani razu tam nie byłam. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Ann. Przywitałam się z nią i spojrzałam na jej sukienkę. Cała Ann. Nigdy nie brała zakończenia na poważnie, ale teraz mam wątpliwości czy na pewno na nie idzie.

- No co? Coś nie tak? - zapytała i zrobiła obrót.
- Nie no. Wszystko ok. Tylko się zastanawiam czy na pewno idziesz ze mną na zakończenie. - powiedziałam z uśmiechem.
- No pewnie, że na zakończenie. Kochana a gdzie ja mogę iść w takiej sukience co? - zapytała i złapała mnie pod pachę.
- No nie wiem. Może na imprezę do Nathana? - zapytałam.
- Nie. Na imprezę mam zupełnie coś innego. A właśnie. Co do imprezy. Będę u ciebie tak o 16:00. Ok? - zapytała i ruszyła w stronę szkoły.
- Dobra. A teraz idziemy. - powiedziałam i dorównałam jej kroku. Idąc do szkoły śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy. Oczywiście Ann wie o wczorajszej sytuacji jaka zaistniała w moim domu, ale obiecała mi że nie będziemy o tym rozmawiać.  Nie powiedział jej tylko o tym, że myślałam o babci. Lepiej żeby o tym nie wiedziała. Gdy dotarłyśmy do szkoły trwała już akademia. Właśnie kończył przemawiać nasz dyrektor. Za chwilę miały zostać rozdane świadectwa dla najlepszych uczniów. Może po Ann tego nie widać, ale ona jest w tym gronie. Już kolejny raz dostanie świadectwo ukończenia szkoły z wyróżnieniem. Ona już po raz kolejny a ja po raz pierwszy. Udało mi się to. Nie zrobiła tego jednak dla siebie ale dla rodziców. Kiedy miałyśmy już świadectwa poszłyśmy ze szkoły do naszej ulubionej kawiarni. Wypiłyśmy po kawie i zjadłyśmy po dobrym ciastku. Potem włóczyłyśmy się trochę po mieście i o 14:30 pożegnałyśmy się. W końcu o 16:00 przyjdzie do mnie i będziemy się szykować na imprezę. Kiedy weszłam na podwórko zobaczyłam, że przed garażem stoi samochód Luka. To dziwnie bo zawsze w piątki jeździ gdzieś z tymi swoimi kolegami. Nie myśląc o tym weszłam do domu. W korytarzu czekał na mnie Luke. To było trochę dziwne. Chciała pójść na górę, ale Luke złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego a on nie odwracając tak jak zwykle wzroku powiedział:

- Marcelina musimy porozmawiać......















----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam za to, że dopiero teraz pojawia  się ten rozdział. Nie mogłam go dodać wcześniej ze względu na sprawy prywatne. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Mam również nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jak myślicie. O czym Luke chce porozmawiać z Marceliną? Czekam na wsze pomysły w komentarzach i do nn...

Mrs. Tomlinson...

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 3


" Nie należy lekceważyć drobnostek,
bo od nich zależy doskonałość. "
Michał Anioł

21.06.2012 r. - tor nielegalnych wyścigów. Godzina 12:00.

* Louis P.O.V. *  
* Na starcie *

  Siedziałem w swoim samochodzie i czekałem aż Harry da mi znak, że mogę ruszać. Muszę wypracować szybszy czas przejazdu całego toru. W sobotę wielki wyścig a ja muszę go wygrać. Ten szczyl Nathan nie będzie mnie pokonywał. Tytuł mistrza jest mój i tylko mój. Nie mam zamiaru go oddawać. Spojrzałem na Harry'ego. Ten opuścił prawą rękę dając mi znak, że mogę ruszać. Wcisnąłem gaz do dechy i ruszyłem. Znałem ten tor już na pamięć, ale musiałem mieć na nim lepszy czas. Jeśli teraz go wyćwiczę to w sobotę będę niepokonany i Nathan będzie się mógł przy mnie schować.  Z tego co opowiadał mi o nim Liam dowiedziałem się, że ten szczyl ma 18 lat i uczy się w tym samym liceum co Marcelina. Mimo tego, że jest młodszy to nie powiem jest dobrym kierowcą. Właśnie zaczynałem ostatnie kółko. Wdepnąłem gaz i w błyskawicznym tempie skoczyłem okrążenie. Wyłączyłem silniki i wysiadłem z auta. Spojrzałem na chłopaków. Mina Luka mówiła sama za siebie. Było dobrze. Ale czy lepiej niż zwykle to tego nie widziałem. Zamknąłem samochód i podszedłem do nich. Nie zdążyłem zadać pytania jaki mam czas a Luke podał mi stoper. Spojrzałem na wyświetlacz urządzenia. Widniał tam mój wymarzony wynik. I to tylko mój wynik. Licznik pokazywał 1minutę i 45sekund. W ciągu niecałych 2 minut pokonałem trzy kółka. W sobotę będę mistrzem. Przybiłem z chłopakami piątkę i się uśmiechnąłem.  Spojrzałem na Luka. Wyglądał jak by coś go gryzło. Podszedłem do niego bliżej i zapytałem:

- Stary wszystko ok?
- Tak.. Znaczy sam nie wiem. - powiedział trochę zmieszany.
- Ey no stary. Wiesz, że nam możesz wszystko powiedzieć. - powiedział Harry.
- Wiem. I jestem wam za to wdzięczny. Serio. Ale to chodzi o Marcelinę. - powiedział i przejechał rękami po włosach.
- Mów stary. Co jest? - powiedziałem do niego.
- Widzicie.. Chodzi o to, że od prawie roku nie rozmawiam z Marceliną. Znaczy.. Ona nie rozmawia ze mną. - Powiedział i podszedł do swojego samochodu.
- Jak to nie rozmawiacie? Dlaczego? - dopytywał się Harry.
- No bo.. Wczoraj była pierwsza rocznica śmierci naszych rodziców. Zginęli w wypadku. Po tym wszystkim Marcelina zamknęła się w sobie i jedyną osobą z jaką rozmawia jest jej przyjaciółka Ann. Do mnie odezwała się raz. Powiedziała, że to moja wina. Że to ja doprowadziłem do wypadku rodziców. Wczoraj jak pojechaliście pojechałem na cmentarz. Wiedziałem, że Marcelina była tam wcześniej bo leżały świeże kwiaty i paliły się świeczki. - powiedział i otwarł drzwi od samochodu.
- Jak to twoja wina? Nie rozumiem. - zapytałem go.
- Moja. Bo rodzice jechali wtedy po mnie. Mieli mnie odebrać z treningu. Ale wydarzył się ten wypadek. Gdybym wtedy po nich nie zadzwonił to by to wszystko nie miało miejsca. - powiedział.
- Stary nie możesz tak mówić. Ten wypadek to nie była twoja wina. On mógł się nawet wydarzyć jak by jechali po Marcelinę. Nie możesz się obwiniać. - powiedział Liam.
- Może i macie rację. Ale... Marcelina mnie osądza. Mieszkamy w jednym domu a ciągle się mijamy. Nie rozmawiamy. Ona siedzi albo w swoim pokoju albo w pokoju muzycznym gdzie gra na fortepianie. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i wsiadł do samochodu.
- A próbowałeś z nią porozmawiać? - zapytał Liam.
- Pewnie. I to nie jeden raz. Ale ona ciągle ucieka od rozmowy. Mówiłem wam. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i włożył klucz do stacyjki.
- Gdzie jedziesz? - zapytałem.
- Do domu. Marcelina za godzinę kończy lekcje. Spróbuje z nią porozmawiać. - powiedział Luke.
- To dobry pomysł. Jedź. I pamiętaj. Jak by co to dzwoń. - powiedziałem i zamknąłem mu drzwi. On tylko podniósł prawą rękę do góry i odpalił samochód po czym odjechał.  Kiedy odjechał sam wsiadłem do swojego samochodu i nie mówiąc nic chłopakom odjechałem z piskiem opon. Postanowiłem pojechać pod szkołę Marceliny. To co powiedział nam Luke dało mi do myślenia. Mimo tego, że nie znam jej za dobrze a tak prawdę mówiąc wcale to muszę ją o coś zapytać. Muszę zadać jej pytanie, które nie daje mi spokoju. Już po kilku minutach byłem pod jej szkołą. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem wiadomość od Harry'ego. Napisał " Stary gdzieś ty pojechał? Mieliśmy jeszcze trenować. " Zignorowałem tą wiadomość i sprawdziłem godzinę. Była 12:43. Za dwie minuty Marcelina kończy lekcje. Wysiadłem z auta i zamknąłem je i oparłem o maskę. Długo nie musiałem czekać. Po chwili zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji. Po chwili zaczęli wychodzić uczniowie. Między nimi ujrzałem Marcelinę. Szła z jaką dziewczyną co miała kolorowe końcówki włosów. Domyśliłem się, że to musi być Ann. Nie zwlekając ani chwili podszedłem do nich. Mina Marceliny była bardzo dziwna. Wyglądała jak by się mnie bała. Spojrzałem na jej przyjaciółkę. Spojrzała na mnie jak by wiedziała o co mi chodzi. Szybko pożegnała się z Marceliną i równie szybko od nas odeszła. Spojrzałem ponownie na Marcelinę. Wyglądała jak by się mnie bała. Nie rozumiałem dlaczego. No może moje kolczyki i tatuaże trochę straszą no ale bez przesady. Poczekałem jeszcze chwilę aż wszyscy nas miną i się do niej odezwałem.

- Możemy porozmawiać? - zapytałem.
- Nie. - odpowiedziała i próbowała mnie wyminąć, ale nie udało jej się to.
- Marcelina proszę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. - powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek.
- Po pierwsze nie dotykaj mnie. Po drugie skąd wiesz jak mam na imię? I po trzecie nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. - mówiąc to wyrwała się z mojego uścisku.
- Po pierwsze. Wiem jak ma na imię siostra mojego przyjaciela. I po drugie. Mam tylko jedno pytanie. Odpowiesz mi na nie i stąd spadam. Nie na widzę tej szkoły. - powiedziałem.
- Jesteś uparty i głupi. Jak mój brat. - powiedziała Marcelina.
- Po słuchaj mnie młoda. Luke nie jest głupi. I uparty też nie jest. On chcę z tobą po prostu porozmawiać. - powiedziałem już lekko wkurzony.
- Dobra zluzuj i nie nazywaj mnie młoda. I skąd wiesz, że nie rozmawiam z Lukiem? - zapytała zdziwiona.
- Powiedział mi o tym. Mi i pozostałym. A ja mam jedno tylko pytanie do ciebie. - powiedziałem.
- No proszę. Mój brat wam się zwierza. Dobra. Gadaj to swoje pytanie. Tylko szybko bo mi się śpieszy. - powiedziała.
- No i w końcu mówisz jak należy. Dobra. Moje szybkie pytanie i twoja szybko odpowiedź. Jasne? - powiedziałem i spojrzałem na zegarek.
- Dobra. Gadaj. - powiedziała.
- Dobra. Dlaczego obwiniasz Luka o śmierć rodziców? - zapytałem i spojrzałem jej w oczy.
- Jak śmiesz mnie o to pytać? Nie masz prawa. To sprawa moja i Luka. Jeśli wam o tym powiedział to zachował się jak ostatni idiota. Nie powinien wam tego mówić. - powiedziała jak by zła.
- Ale nam o tym powiedział. I nie możesz go o to obwiniać.  A teraz odpowiedz. Dlaczego go o to obwiniasz? - powiedziałem.
- Proszę bardzo. Bo to jest jego wina. To on kazał rodzicom, aby po niego pojechali. Gdyby im nie kazał to by żyli. Rozumiesz? Jego wina. - powiedziała i mnie wyminęła.
- Wcale nie jego. Bo oni mogli wtedy nawet po ciebie jechać. Pomyślałaś o tym? - dogoniłem ją i jej to powiedziałem.
- Jak śmiesz.. - powiedziała i walnęłam mnie z liścia. Nie wiedziałem co się stało. Patrzyła na mnie jeszcze chwilę a potem odwróciła się i opuściła teren szkoły. Pewnie poszła do domu. Podszedłem do samochodu i zanim wsiadłem na pisałem do Luka SMS. Napisałem " Marcelina wraca do domu. Jest trochę zła. To moja wina. Na razie nie próbuj z nią rozmawiać. Za pół godziny będę u ciebie i wszystko ci wytłumaczę. "  Po wysłaniu wiadomości wsiadłem do samochodu i najpierw pojechałem do swojego mieszkania. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się inne ubrania. Zabrałem telefon, zegarek i kluczyki i wybiegłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i szybko pojechałem do domu Luka. Kiedy tam dotarłem od razu podszedłem do drzwi. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale zobaczyłem, że drzwi są uchylone. Otwarłem je szerzej i usłyszałem podniesione głosy. Jeden z nich to był głos Luka a drugi Marceliny. Kłócili się. Wiedziałem, że to moja wina. Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam Was za to opóźnienie. Ale nie miałam czasu aby dodać rozdział. Za to mogę wam obiecać, że kolejny rozdział pojawi się już w środę.
Jak wam tam wakacje mijają? Czekam na wasze komentarze i życzę miłych Wakacji...

Pozdrawiam, Mrs. Tomlinson...