,, Lepiej zaliczać się do niektórych,
niż do wszystkich."
* Marcelina P.O.V*
* Wigilia *
,, [...] - Marcelino Saro Hemmings czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie? - po tych słowach zapadła cisza a ja zamarłem.''
Siedziałam przy stole i patrzyłam raz na Lou a raz na pierścionek, który chłopak założył mi na palec. Nie mogę uwierzyć w to co właśnie miało miejsce. W jadalni panowała niezręczna cisza. Wszyscy czekali na moją odpowiedź. Spojrzałam na rodzinę chłopaka. Uśmiechali się i kiwali głowami jak by na tak. Jak by odpowiadali za mnie na to pytanie. Przeniosłam wzrok na mojego ukochanego. Widać, że jest spięty. Kurczowo trzymał moją rękę na której był pierścionek. Spojrzałam w jego cudne niebiesko-zielone oczy. Kocham je i mogła bym w nie patrzeć do końca życia. Zatracać się w nich. Zasypiać i budzić się patrząc w nie. Marzyłam o tym, aby Lou mi się oświadczył. Nie sądziłam jednak, że zrobi to Wigilię. To najcudowniejszy prezent jaki mogłam sobie wymarzyć. Wzięłam głęboki oddech i patrząc Louisowi w oczy odezwałam się.
- Louisie Williamie Tomlinson. Kocham Cię i chcę spędzić z tobą i naszymi dziećmi resztę życia. Zgadzam się. Zostanę twoją żoną. - powiedziałam z uśmiechem a następnie go pocałowałam. Byłam taka szczęśliwa. Rodzina Lou klaskała i wiwatowała a potem nam gratulowali. Dzieci w brzuchu też się chyba cieszyły bo bardzo się wtedy wierciły. Ten wieczór był niesamowity. Gdy posprzątałyśmy wspólnie z mamą Louisa poszłam do pokoju chłopaka. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Cztery dni później *
* 28.12.2012r. *
* Dom Cysi *
Wczoraj wróciliśmy z Lou do Londynu. Nie ukrywam, że te kilka dni spędzonych z jego rodziną były cudowne. Bliźniaki ciągle mnie o coś pytali i mówili, że bardzo mnie lubią. Mama Lou pytała jak się czuje i spędzała ze mną dużo czasu. A Joe i Lou ciągle gdzieś znikali. Kiedy wróciliśmy i powiedzieliśmy Lukowi i Dani, że Lou mi się oświadczył mój brat powiedział, że już myślał, że nigdy tego nie zrobi i bardzo się cieszy. Dani z tego szczęścia już mi chciała szukać sukni ślubnej i była zachwycona pierścionkiem. Teraz siedzę na kanapie w salonie i czekam aż przyjdą Ann, Milena i Dani. Ann i Milena nie wiedzą nic o tym, że Lou mi się oświadczył. Poprosiłam Dani aby nic im nie mówiła. Nagle rozległo się pukanie do drzwi a zaraz po tym usłyszałam wesołe głosy dziewczyn. Od razu znalazły się obok mnie na kanapie. Przytulałyśmy się, rozmawiałyśmy i śmiałyśmy. Mimo, że nie widziałam się z nimi tylko kilka dni bardzo za nimi tęskniłam.
- Ej a to co? - zapytała Ann i złapała mnie za rękę.
- Nic. A co ma być? - powiedziałam jak bym nie wiedziała o czym mówi.
- Nie udawaj. Ann chodzi o ten pierścionek. - powiedziała blondynka.
- Co ten? Przecież to zwykły pierścionek. - powiedziałam jak gdyby nigdy nic i spojrzałam na Dani z uśmiechem.
- Bredzisz. Sama byś go sobie nie kupiła. - powiedziała Ann ciągle patrząc na mój palec gdzie był prezent od Lou.
- Cysia proszę powiedz im.. Bo ja już nie mogę.. Ha ha ha. - powiedziała Dani i zaczęła się śmiać.
- Niby co ma nam powiedzieć? - zapytała Mielna.
- No właśnie? - zapytała Ann ze śmieszną miną.
- Wariatki dwie. To jest pierścionek zaręczynowy. Lou mi się oświadczył w wigilie. - powiedziałam z uśmiechem.
- O matko! Aaa... Tak się cieszę. - krzyknęła Ann i mocno mnie przytuliła.
- Czyli co? Będzie wesele - krzyknęła Milena.
- No niby tak. Ale nie rozmawialiśmy jeszcze o tym z Lou. - powiedziałam i spuściłam wzrok.
- Co? Dlaczego? - zapytała Dani.
- Lou się dziwnie zachowuje. Jest trochę wybuchowy. Nie wiem jaka będzie jego reakcja na ten temat. - powiedziałam i napiłam się wody.
- Jak to jaka? Ucieszy się. Przecież to oczywiste. Skoro ci się oświadczył to znaczy, że on też tego chcę. - powiedziała z wielkim przekonaniem Milena.
- Mil ma rację. My zaplanujemy wszystko. Przecież od tego masz przyjaciółki. - powiedziała Dani.
- Dokładnie. A chłopcy pogadają na ten temat z Lou. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. - powiedziała Ann a potem dziewczyny zamknęły mnie w grupowym uścisku. Kiedy mnie puściły zaczęły wymyślać przeróżne daty ślubu mojego z Lou. Wszystkie wiedzą, że termin porodu mam na 11 kwietnia 2013 roku. Dlatego wspólnie postanowiłyśmy, że minimum miesiąc wcześniej musiało by to mieć miejsce. Nagle Dani podała jedną datę. 16.03.2013. To była by idealna data. Mama obchodziła by wtedy 42 urodziny. Powiedziałam dziewczynom, że ta data była by idealna i wyjaśniłam dlaczego. Dani zaraz wysłała wiadomość do Luka z tą datą i wyjaśniła o co chodzi. Oby wszystko się udało.
* Lou P.O.V *
* Warsztat przy torze wyścigowym *
Kiedy powiedziałem chłopakom, że się oświadczyłem Cysi a ona się zgodziła byli w szoku. Pogratulowali mi i cieszyli się moim szczęściem. Myślałem, że jak im powiedziałem to nie będziemy już o tym gadać i będziemy dalej grzebać przy moim autku. Ale nie. Nagle uruchomili się jak by byli dziewczynami i pytali kiedy ślub bo chcą mi urządzić wieczór kawalerski i wgl. Tylko problem w tym, że nie rozmawiałem o tym z Cysią. Nie wiem kiedy by chciała wziąć ślub. Znaczy na pewno przed porodem, ale kiedy to nie mam pojęcia. Nagle odezwał się Luke i podał konkretną datę. 16.03.2013 r. Powiedział, że ich mama obchodziła by wtedy urodziny i był by to dla niej piękny prezent. Spodobała mi się ta data. Powiedziałem im, że mają przestać grzebać w tym moim rzęchu bo muszę coś załatwić. Tak jak stałem pojechałem do urzędu stanu cywilnego zapytać o tą datę. Kiedy tam byłem skierowałem się od razu do urzędnika. Powiedział, że tego dnia są dwie wolne godziny na ceremonię. Zgodziłem się na jedną z nich i dodałem, że ślub będzie w terenie. Urzędnik ucieszył się jeszcze bardziej na moje słowa. Wychodząc powiedziałem, że jak ustalimy z Cysią miejsce ślubu to zadzwonię a następnie wyszedłem. Czułem duży przypływ adrenaliny. Wiedziałem, że muszę ją stłumić. Wsiadłem do auta i odjechałem dwie ulice dalej. Zatrzymałem się na nieoznakowanym parkingu i wyciągnąłem ze schowka torebeczkę z białym proszkiem. Wiem, że nie powinienem, ale nie mogłem się powstrzymać. Kiedy wciągnąłem jedną kreskę czułem już jak narkotyk wypełnia mój organizm. Czułem się cudownie. Odczekałem chwilę po czym ruszyłem w stronę domu Cysi. Kiedy byłem już na miejscu wiedziałem, że muszę się zachowywać tak jak dotychczas. Czyli normalnie jak nie naćpany Lou. Wysiadłem z samochodu i zobaczyłem chłopaków na dworze. Wszyscy palili. Nawet Luke. Podszedłem do nich i zapytałem czy któryś ma może fajkę bo moje się skończyły. Żaden z nich mi nie odpowiedział. Poczułem jak narasta we mnie złość. Sam nie wiem dlaczego. Nagle rzuciłem się na Liama i zacząłem go okładać pięściami. Nie panowałem nad tym. Kiedy pozostałym udało się mnie odciągnąć od Li zobaczyłem Cysię stojącą na schodach. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach. Milena i Ann podbiegły do Payna a Dani gdzieś dzwoniła. Obstawiam, że po pogotowie. Ostanie co pamiętam to jak Dani zabiera Cysię do domu a Harry wsadza mnie do swojego auta. Dalej ciemność.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No hej kochani. Co tam u was słychać? Jak wam się podoba nowy rozdział? Spodziewaliście się czegoś takiego po Lou? Wydaje mi się, że nie. No ale cóż. Przez jeszcze pewien czas będziemy mieć takiego bruneta. Nie bójcie się. Za parę rozdziałów wszystko będzie tak jak dawniej. Pozdrawiam i życzę wam miłego wieczoru... Kocham Was i do następnego.... ^^
~Mrs. Tomlinson....


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz