sobota, 28 października 2017

Rozdział 23

UWAGA! Rozdział zawiera przekleństwa i sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność. :)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


,, Ludzie w nieszczęściu szybciej się starzeją."
                                                           Homer




* Louis P.O.V *
* Mieszkanie Lou * 
* Salon - 17:55 *

,, Kiedy byłem na danym piętrze wysiadłem z windy i udałem się do mieszkania. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem, że ktoś stoi pod moimi drzwiami. Nie mogłem uwierzyć w to kogo zobaczyłem. Moim oczom ukazał się....."

 - Co ty tu robisz? Skąd się tu wziąłeś? -  zapytałem i spojrzałem na swojego gościa.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie i podniósł wzrok.
- Nie no Horan bardzo się kurwa cieszę! Tylko szkoda, że nie dałeś znać, że wpadniesz! - krzyknąłem.
- Dobra Tomlinson kurwa przepraszam! Ale nie miałem gdzie pójść! A mam kłopoty! - wykrzyczał.
- Dobra. Nie drzyj się. Mów po kolei. Gdzie byłeś przez te 4 lata i jakie kłopoty. - powiedziałem.
- Dobra. Cztery lata temu jak tu przyjechałem zapożyczyłem się u takich jednych gości. Na początku umiałem to spłacać. Potem jednak szło mi coraz to gorzej. Kazali mi pracować dla ich szefa. Na początku się nie zgodziłem ale powiedzieli, że wiedzą o mnie wszystko. Tak samo wiedzą wszystko o moich bliskich. Zagrozili, że skrzywdzą moją kuzynkę. Musiałem wyjechać i całkowicie zmienić swoje życie. Jednak ja już tak nie mogę. Dlatego tu jestem. Proszę Lou. Pomóż mi. - powiedział i spuścił wzrok.
- Zaraz kurwa stop!Na ile i u kogo się zapożyczyłeś?! Jakiego kurwa szefa i co miałeś robić?! No mów! - podniosłem głos. 
-  Na ile pytasz? No na dosyć dużo. Bo aż 60 tysięcy. A zapożyczyłem się u niejakiego JB. Nie wiem jak się nazywa. Tylko tyle. A co miałem robić? Jedno słowo. Narkotyki. A jak nie chcieli płacić to zabijać. Ale Lou ja już tak dłużej nie mogę. Błagam cię. Pomóż mi. - powiedział i wstał z kanapy.
- Kurwa mać Horan no to w niezłe bagno się wjebałeś.  Wiem u kogo wziąłeś tą pożyczkę. Ale stary nie wiem jak ci pomóc. Postaram się ale nic nie obiecuje. A teraz spadaj. Masz tu adres motelu na obrzeżach miasta. Jedź tam i powołaj się na mnie. I najważniejsze. Nie kontaktuj się z nikim. Jak coś wymyślę to sam się do ciebie odezwę. Jasne? - powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
- Tak. Dzięki. - powiedział i ruszył w stronę wyjścia. 
- A Niall. Jeszcze coś. Milena jest tutaj. W Londynie. - powiedziałem i spojrzałem na niego.
- Co?! Jak to kurwa!? - zapytał. 
- No po prostu. Nie wnikaj. Tylko mam prośbę. Nie kontaktuj się z nią. Wszystko ci wyjaśnię ale nie rób nic pochopnie. Jasne?! - powiedziałem.
- Ehh... Jasne. - powiedział.
- No. A teraz spadaj. - powiedziałem i pokazałem na drzwi.
- Ok. Dzięki. - powiedział i wyszedł. Nic nie odpowiedziałem. Kiedy usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem krótkiego smsa do Liama.   Od razu dostałem odpowiedź. Już nic mu na to nie odpisałem. Zamknąłem drzwi na klucz i poszedłem do sypialni. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnąłem w ubraniu. 

* Milena P.O.V *
* 16.07.2012 r. *
* Dom Harry'ego - 10:10 *

 Siedzieliśmy w salonie u Hazzy i planowaliśmy imprezę dla Cysi. Ann spędzała z nią dzisiaj dzień. Zazdrościłam jej tego. Sama chciała bym spędzić z nią chociaż dwie minuty. Liama i Lou jeszcze nie było. Byłam sama z Harrym i Lukiem. Ann rano dostarczyła nam listę gości. Chociaż już tym nie musieliśmy się martwić. Harry szukał w internecie jakiś fajnych ozdób i od razu je zamawiał. Luke wysyła na Facebooku zaproszenia do ludzi z listy od Ann. Ja siedziałam przyklejona do kartki papieru i rysowałam szkic tortu dla Marceliny. Wspólnie ( oczywiście z Lou i Paynem ) ustaliliśmy, że ja narysuję szkic a cukiernia wykona taki sam tort jak na moim szkicu. Starałam się wykonać to w miarę szybko bo o 11:00 Hazza ma to zawieść do cukierni. Jednak ciężko jest wymyślić tort dla 90 osób. Ja nie wiem skąd Ann wzięła tyle osób. No ale nie wnikam w to. Spojrzałam na Luka. Cały czas wysyła do ludzi wiadomości w sprawie tej imprezy. Wyglądał na szczęśliwego i spokojnego. Przeniosłam wzrok na zegarek wiszący nad telewizorem. Wskazywał 10:40. Automatycznie przeniosłam wzrok na szkic. Dorysowałam jeszcze dwa elementy i wzięłam rysunek do ręki. Pomachałam nim przed twarzą Harry'ego i pokazałam mu ruchem głowy na zegarek. Ten zerwał się jak poparzony i zabierając ode mnie rysunek wyszedł z domu. Widziałam jak wsiada do swojego auta i wyjeżdża z posesji. Spojrzałam na Luka. Zaśmiał się pod nosem i odkładając laptopa na stolik wstał z fotela po czym wyszedł z pokoju. To była moja szansa. Wyszłam za nim. Tak jak myślałam poszedł do kuchni. Weszłam tam za nim i stanęłam obok niego. Robił sobie kawę. Spojrzałam na niego a on uśmiechnął się do mnie słabo. ,, No Milena. Teraz albo nigdy. Więcej nie będziesz miała takiej okazji. Zacznij temat Nialla. Już!" Odezwał się we mnie jakiś dziwny głos. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Luka. Brał właśnie łyka kawy. Kiedy odłożył kubek z ciepłą cieczą na blat złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie z pytającym wzrokiem. 

- Luke czy możemy porozmawiać.? - zapytałam i zabrałam rękę.
- No pewnie. - powiedział i wziąwszy kubek usiadł przy stole.
- Słuchaj Luke. Nie będę owijać w bawełnę. Czy wiesz może coś na temat Nialla? - zapytałam i spojrzałam mu w oczy.
- Nialla? Nie. A czy coś się stało ? - zapytał i odłożył kubek.
- Czyli ty nic nie wiesz? - zapytałam i poczułam jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Ale o czym? Milena czy coś się stało? - zapytał i złapał mnie za rękę.
- Niall zniknął. Cztery lata temu przyleciał tutaj. Myślałam, że o tym wiesz. Że widziałeś się z nim. 24 sierpnia 2008 roku przestał się z nami kontaktować. Złożyłam doniesienie o zaginięciu. W grudniu tego samego roku przerwali poszukiwania. Myślałam, że o tym wiesz. Miałam cichą nadzieję. że wiesz gdzie on może być. W sumie też dlatego tu przyjechałam. Oczywiście najważniejsza była Marcelina. Ale myślałam, że jednocześnie dowiem się czegoś o nim. Niestety pomyliłam się. - powiedziałam i otarłam łzy, które nie wiem kiedy zaczęły płynąć po moich policzkach. 
- Ej Milena ciii... Proszę nie płacz. - powiedział i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. Po prostu myślałam, że wrócę razem z nim do domu. - powiedziałam i otarłam koleje łzy.
- I wrócisz. - powiedział Luke a ja spojrzałam na niego.
- Co? O czym ty mówisz? - zapytałam.
- Wrócisz z Niallem do Polski. Ale nie za półtorej tygodnia. Zostaniesz tutaj do końca sierpnia. Znajdę go. Obiecuję. - powiedział i ponownie mnie przytulił.
- Naprawdę? Dziękuję Luke. - powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Tak. Przecież ja i Niall przyjaźniliśmy się. Zrobię wszystko aby go odnaleźć. - powiedział i w tym momencie usłyszeliśmy trzaskanie drzwiami. Do domu wlecieli - Harry, Liam i Lou. Szybko odsunęłam się od Luka i ocierając łzy wyszłam z kuchni po czym weszłam do salonu gdzie siedzieli chłopcy i już coś mówili na temat muzyki jaka powinna być na imprezie. Chwilę za mną do pomieszczenia wszedł Luke i poinformowany przez Hazzę o czym był temat dołączył żywo do rozmowy. Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Około 21:10 ( oczywiście polskiego czasu bo ja innego w Londynie nie używałam ale cii.. ) dołączyła do nas Ann. Powiedziała jaki ma pomysł aby zmusić Cysię do ubrania w sobotę sukienki. Jej plan był idealny. Kiedy wszystko mieliśmy ustalone chłopcy jeszcze ustalili rodzaj alkoholu między sobą i rozeszli się wszyscy do domów. Poszłam do pokoju w którym spałam w domu Hazzy. Był on trochę w takim stylu jaki lubię. Styles powiedział, że ten pokój należał do jego siostry zanim mama się z nią wyprowadziła. Wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Po niecałych 20 minutach wróciłam do pokoju i od razu położyłam się do łóżka. Myślałam o tej dzisiejszej rozmowie z Lukiem. Jestem pewna, że nie kłamał. Wierzę, że uda mu się znaleźć Nialla. Leżąc tak i rozmyślając o tym nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Muzyka  

* Marcelina P.O.V*
* 21.07.2012r - Urodziny Cysi *
* Jej pokój - godz. 19:45 *

  Dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień. Tak. To właśnie dzisiaj kończę 18 lat. Oprócz babci, która dzwoniła do mnie rano to nikt inny nie złożył mi życzeń. No nikt. Ani Luke czy Ann. No właśnie. Ann. Stoi nade mną ubrana w extra sukienkę i prawi mi kazanie o tym, że jest sobota i ona zabiera mnie na imprezę. Tylko, że jest jedno ale. Nie mam ochoty nigdzie iść. Ochotę to mam ją zabić za to, że zapomniała o moich urodzinach. Chyba z dwie godziny tak nadawała. W końcu nie wytrzymałam i zgodziłam się na to wyjście. Ta z piskiem podejrzewam, że szczęścia podeszła do mojej szafy i wyciągnęła sukienkę, którą miałam założyć na swoją imprezę urodzinową, ale skoro nie mam takiej imprezy to założyłam ją mimo to. Zrobiłam lekki makijaż a włosy skręciłam w delikatne fale. Kiedy byłam gotowa ta zaklaskała w dłonie i złapała mnie za rękę. Kiedy wyszłyśmy przed dom czekała już na nas taxi. Normalnie ją kocham. O wszystkim pomyślała. Podała kierowcy adres, który miała zapisana na kartce. Jechałyśmy jakiś czas w milczeniu. Nie wiem co jej nagle odwaliło. Powiedziała, że mam zamkną na chwilę oczy. Nie chciało mi się z nią kłócić  i zamknęłam je. Nagle poczułam, że zawiązuje mi coś na oczach. Powiedziała mi do ucha, że mam się niczym nie stresować i wszystko będzie okej. Nagle nasza taksówka zatrzymała się. Ann zapłaciła kierowcy i wysiadła z pojazdu po czym po chwili pomogła mi. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Poczułam, że weszłyśmy po schodach i weszłyśmy gdzieś do jakiegoś pomieszczenia. Nagle poczułam, że zabrała rękę z mojego ramienia. Stałam jak sparaliżowana gdy usłyszałam głos Ann: ŚCIĄGNIJ OPASKĘ Z OCZU! Tak też zrobiłam. Nagle do moich uszu dotarło głośne i piskliwe NIESPODZIANKA! Przede mną stało mnóstwo ludzi. Na samym przodzie tłumu Luke z Ann i kumple Luka. Nie wiedziałam co powiedzieć. Poczułam jak łzy szczęścia wypełniają moje oczy. Przymknęłam oczy aby łzy się nie wydostały. Nagle wszyscy zaczęli do mnie podchodzić i składać życzenia. Dotarło do mnie, że źle ich wszystkich oceniłam. Oni pamiętali o moich urodzinach tylko szykowali tą imprezę. To było coś pięknego. Gdy wszyscy znajomi ( łącznie z Louisem Tomlinsonem! ) złożyli mi życzenia podeszła do mnie pewna dziewczyna. Miałam wrażenie, że już ją gdzieś widziałam. Miała na sobie piękną sukienkę. Już wiem skąd ją znam. Milena.. Wyszeptałam...

- Hej Cysia. Chciałam ci złożyć najlepsze życzenia urodzinowe. - powiedziała z uśmiechem.
- Hej Milena. Dziękuję. - powiedziałam.
- Emm... Proszę. To dla ciebie. - powiedziała i podała mi małe pudełeczko.
- Dziękuję. - powiedziałam i je otworzyłam. Moim oczom ukazały się dwie bransoletki.
- To nasze bransoletki. Nosiłyśmy je przed twoim wypadkiem. - powiedziała ze łzami w oczach. A ja sobie wszystko przypomniałam.
- Pamiętam. Wszystko pamiętam. - powiedziałam i mocno się do niej przytuliłam. Na szczęście odwzajemniła uścisk.
- Naprawdę? Pamiętasz? - zapytała gdy tylko się odsunęłyśmy od siebie.
- Tak. Przepraszam cię Milena. Co ze mnie za przyjaciółka skoro cię nie pamiętałam. Bardzo cię przepraszam. - powiedziałam i założyłam jej na rękę jedną z bransoletek.
- Wybaczam. Wiem, że to nie była twoja wina. - powiedziała i pomogła mi zapiąć bransoletkę. Nagle podszedł no nas Lou.
- No dziewczyny. Zabawa już dawno trwa. A mamy co świętować. Chodźcie się bawić. - powiedział i podał nam po lampce wina. Podziękowałam mu szczerym uśmiechem i wyminąwszy go poszłyśmy z Mileną w stronę Ann i innych moich znajomych. Czas porządnie uczcić moje urodziny. Bawiłam się znakomicie. Około 23:00 do ogromnego salonu Liama wjechał tort specjalnie dla mnie zaprojektowany przez Milenę. Był piękny. Przytuliłam ją i podziękowałam. Podeszłam do niego i zdmuchnęłam świeczki. Ukroiłam kawałek i skosztowałam. Był pyszny. Resztę tortu rozkroił Liama. Nie wiedziałam, że umie kroić torty. Ja miałam problem z tym jednym kawałkiem a on dał radę z całym tortem. Kiedy wszyscy zjedli bawiliśmy się dalej. Oczywiście o północy dostałam osiemnaście razy po tyłku. Ale i tak nie czułam tego aż tak mocno. Może dlatego, że jestem już trochę wstawiona.

Muzyka
* 2h później *
* Impreza trwa *

 Impreza trwała w najlepsze. Nie wiedziałam, że mam tak wspaniałego brata i znajomych. Wychodziłam właśnie z łazienki na piętrze i miałam zejść na dół do pozostałych kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku. Odwróciłam się a przede mną stał Lou. Wyglądał tak niesamowicie w tym stylu eleganckim. I do kompletu jeszcze ten jego niesamowity uśmiech i oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Ok Cysia. Stop. Ty już nie pijesz bo zaczynasz gadać od rzeczy.!! Nakrzyczałam na siebie w myślach. Uśmiechnęłam się do niego a on to odwzajemnił.

- Co tam Lou ? - zapytałam ciągle patrząc mu w oczy.
- Nareszcie jesteś sama. Od początku imprezy na ciebie poluje. - powiedział i zaśmiał się lekko.
- No widzisz. Teraz masz mnie na wyłączność. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- No tak. Chciałem ci powiedzieć, że ślicznie wyglądasz w tej sukience. - powiedział i puścił moją dłoń. 
- Dziękuje. Muszę przyznać, że ty też super wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Heh.. Dzięki. Em... Cysia... Mam coś dla ciebie. - powiedział i wyciągnął z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko.
- Dla mnie? Lou nie trzeba było. - powiedziałam i spojrzałam na pudełeczko.
- Trzeba trzeba. Osiemnaste urodziny są raz w życiu. Musisz je zapamiętać. - powiedział i otworzył pudełeczko. Moim oczom ukazał się przepiękny naszyjnik w kształcie nutki
- Jezu Lou. On jest przepiękny. - powiedziałam i dotknęłam nutki palcami. 
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Odwróć się to od razu ci go założę. -  zrobiłam to o co poprosił  i zaraz na mojej szyi zapiął naszyjnik.
- Naprawdę jest śliczny. Dziękuję. -  powiedziałam i pocałowałam go w usta. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale nie odsunęłam się od niego. On też tego nie zrobił. Pogłębiliśmy nasz pocałunek i nie odrywając się od siebie Lou pociągnął mnie za sobą do jakiegoś pokoju. Nie przeszkadzało mi to. Nasze języki toczyły zaciętą walkę o przewagę. Torebkę rzuciłam gdzieś w kąt a palce wplotłam w jego włosy. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Chciałam tego. Tak bardzo tego chciałam. Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwilę aby zaczerpnąć powietrza. Widziałam jego oczy. Płonęły z pożądania. On też tego chciał. Ponownie wpiłam się w jego usta. Nawet nie wiem kiedy a leżeliśmy już na łóżku. Ja w samej bieliźnie a on bez koszuli i rozpiętych spodniach. Słyszeliśmy jak z dołu słychać muzykę i bawiących się ludzi. Jednak to mnie nie obchodziło. Liczył się tylko Lou. Liczyła się tylko ta chwila. Nie wiem jak to się stało ale po chwili leżałam już kompletnie naga. Lou górował nade mną. 
- Chcesz tego? - zapytał lekko zdyszany.
- Tak. - odpowiedziałam. No co było dalej to nie muszę wam mówić. Łatwo się domyślić. Po wszystkim Lou upadł obok mnie a ja się w niego wtuliłam. To było coś niesamowitego. Zawsze tego chciałam. Nie żałuję tego, że zrobiłam to z Lou. Może dlatego, że jestem lekko pijana. Ale jedno wiem na pewno. Rano będę to pamiętać. Widać było, że Lou chciał coś powiedzieć jednak dobiegły nas krzyki jak by przerażenia z dołu. W moment byliśmy ponownie ubrani i wszyliśmy z pokoju. Biegiem zeszłam po schodach. Zaraz za mną był Lou. To co zobaczyliśmy na pewno zapamiętam do końca życia.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto jest on. Rozdział 23. I co myślicie? Podoba się? Pozdrawiam i do nn...^^
~Mrs. Tomlinson 











wtorek, 24 października 2017

Rozdział 22

UWAGA! Rozdział zawiera przekleństwa. Czytasz na własną odpowiedzialność. :)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Muzyka

,, Ważniejsze jest nie zwycięstwo,
lecz właściwe wykorzystanie zwycięstwa."
                                                 Ajschylos
* Marcelina P.O.V *
* Dom Cysi i Luka *
* 18:45 - jadalnia *

    Lou przyszedł do nas punktualnie o 18:30. Myślałam, że się spóźni ale jednak mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie oczywiście. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że przyjął to zaproszenie. Jednak z drugiej nie wiem dlaczego zaprosiłam go na tą kolację. Nie ukrywam, że to co wydarzyło się dwa dni temu chciała bym wymazać z pamięci. Jednak nie potrafię.  Gdyby nie Lou leżała bym może teraz w szpitalu pobita przez Malika. Albo i jeszcze gorzej by mogło ze mną być. Chłopcy siedzieli przy stole a ja położyłam na środku główne danie - pieczonego indyka na piwie. Postawiłam go i usiadłam przy stole. Spojrzałam na Luka porozumiewawczo a on nalał nam wina. Przez pewien czas siedzieliśmy w ciszy. Może też dlatego, że jedliśmy. Spojrzałam dyskretne na Lou. Jadł i wyglądał tak jak by delektował się każdym kawałkiem indyka albo sałatką. Wyglądał tak jak by dawno nie jadł takiego domowego jedzenia. Kiedy skończyliśmy szybko posprzątałam i podałam deser. Mina Lou była bezcenna. Usiadłam na swoim miejscu i powiedziałam ,, Smacznego chłopcy. " I wzięłam do ręki łyżeczkę. Kiedy chciałam zacząć jeść nagle odezwał się Lou.

- Ja chyba zaraz pęknę. - powiedział Lou i spojrzał na mnie.
- Oj chociaż spróbuj. - powiedziałam i wzięłam łyżeczkę musu malinowo-jagodowego do buzi.
- No Lou. Spróbuj. Cysia niesamowicie gotuję ale ja osobiście jestem fanem jej deserów. -
powiedział Luke i wziął kolejną łyżeczkę musu do buzi.
- Ok. Spróbuję. - powiedział i wziął łyżeczkę deseru do ust.
- I co? - zapytałam.
- Mmmm... Pycha. No Marcelina brawo. Dawno nie jadłem tak dobrej kolacji i pysznego deseru. - powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Bardzo się cieszę. - powiedziałam i wzięłam łyk wina.
-  Dobra. Zrobiło się trochę późno. Ja już będę uciekał. - powiedział Lou zaczął wstawać od stołu.
- Już? Proszę zostań jeszcze. Chciałam porozmawiać. I podziękować. - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- No dobrze. Skoro tak ładnie prosisz to zostanę jeszcze. - powiedział i usiadł ponownie przy stole.
- Ha ha ha. Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra. To wy sobie porozmawiajcie a ja muszę wykonać jeden telefon. - powiedział mój kochany braciszek i wyszedł z jadalni.
- Ok... To było dziwne. Ale dobra. Lou chciałam ci jeszcze raz bardzo podziękować. Naprawdę gdyby nie ty nie wiem co by ze mną było. Naprawdę dziękuję. - powiedziałam i ucałowałam go w policzek.
- Cysia naprawdę nie ma za co. Każdy z nas by tak zrobił. Każdy. - powiedział i posłał mi uśmiech.
- Może i tak. Ale to byłeś ty. I naprawdę dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma za co. Naprawdę. Za to ja dziękuję tobie. - powiedział do mnie.
- A ty za co mi dziękujesz? - zapytałam zdziwiona.
- Za zaproszenie. Za pyszną kolację. Dawno nie jadłem tak nic dobrego. Naprawdę dziękuje. - powiedział z uśmiechem.
- Miło mi to słyszeć. Ale nie ma za co. - powiedziałam.
- Jest. Dziękuję. Naprawdę pysznie gotujesz. Luke ma szczęście, że cię ma. Naprawdę. - powiedział i uśmiechnął się.
- Miło mi to słyszeć. Słuchaj Lou. Wiem, że na początku nasza znajomość była na poziomie zero. Nie zaczęliśmy dobrze. Nie udawajmy. Mocno ci wtedy przyłożyłam pod szkołą. Nie powinnam. Przepraszam. Ale od tamtej pory wszystko się zmieniło. Naprawdę przepraszam. - powiedziałam i wstałam od stołu i zaczęłam sprzątać.
- Nie masz za co przepraszać. Wtedy pod szkołą zasłużyłem na to. Jak teraz o tym myślę to nie powinienem się wtrącać w wasze życie. To ja powinienem przeprosić a nie ty. - powiedział i podszedł do mnie.
- To dziwne. Cały wieczór dziękujemy sobie za coś. I się przepraszamy. Dziwne to trochę. - powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami.
- Cysia... - powiedział i złapał mnie za nadgarstek co sprawiło, że ponownie odwróciłam się w jego stronę.
- Tak Lou? -  zapytałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Przepraszam. - powiedział i nagle poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam co się dzieje. Odwzajemniłam pocałunek dopiero po chwili. Był on delikatny. Nie taki mocny. Po chwili Lou się odsunął i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Louis... - zaczęłam ale mi przerwał.
- Przeprasza. Pójdę już. Przeproś Luka ode mnie. Pa Cysia. Dobranoc. - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Stałam chwilę oparta o blat kuchenny i analizowałam to co się wydarzyło. Po chwili się otrząsnęłam i skończyłam sprzątać po kolacji. Kiedy skończyłam szybko wyszłam z pomieszczenia. Na schodach minęłam Luka i powiedziałam mu, że Tomlinson już poszedł po czym weszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej piżamę.  Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło w kuchni. O pocałunku moim i Lou. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem jak długo stałam pod prysznicem. Osuszyłam ciało ręcznikiem i ubrałam piżamę. Umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Od razu położyłam się do łóżka. Zegarek na wyświetlaczu telefonu wskazywał 21:40. Trochę byłam w tej łazience. Napisałam szybko jeszcze wiadomość do Ann, że jutro musimy się spotkać bo muszę jej coś powiedzieć. Odłożyłam telefon na szafkę i zgasiłam światło. Cały czas miałam przed oczami Lou i jego uśmiech. A potem ten pocałunek. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

* Następnego dnia rano *
* Pokój Marceliny - 9:15 *

  Stałam przy otwartej szafie i od 10 minut zastanawiałam się co ubrać. W końcu zdecydowałam się na ten zestaw i z rzeczami w ręce udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i osuszyłam ciało ręcznikiem. Ubrałam wybrany wcześniej zestaw i umyłam zęby. Włosy związałam w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z pokoju i zgarnęłam telefon z szafki po czym wyszłam z pokoju. Napisałam do Ann, że za 20 minut u niej będę. Zeszłam na dół i zastałam Luka pijącego kawę. Ucałowałam go w policzek i zabierając jabłko z miski w kuchni wyszłam z domu. Nie musiałam mu mówić gdzie idę. Luke doskonale wie, że co niedzielę widzę się z Ann. Kiedy byłam w połowie drogi dostałam wiadomość od Luka. Napisał, że ma parę spraw do załatwienia i wróci późno. No i oczywiście, że mam na niego nie czekać. Odpisałam mu i nawet nie wiem kiedy byłam pod domem Ann. Weszłam po schodach i zapukałam do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi Ann. Była ubrana w super zestaw. Tej koszulki jej akurat zazdrościłam. Ale ciii... Ann nie musi wiedzieć. Włosy miała rozpuszczone i lekki makijaż oczu. Przywitałyśmy się i od razu poszłyśmy do jej pokoju. Kiedy tylko zamknęła drzwi wzięła mnie na spytki. Ja usiadłam na jej łóżku i wszystko jej opowiedziałam. Dosłownie wszystko.
* 2h później *

- Zaraz! Stop! Całowałaś się z Tomlinsonem! - krzyknęła moja przyjaciółka kiedy skończyłam opowiadać.
- Ciiii.... Nie krzycz tak. I tak całowałam się z nim. A raczej to on całował mnie. - powiedziałam i spojrzałam na Ann.
- OMG! Całowałaś się z Louisem Tomlinsonem. Awww... trochę Ci zazdroszczę Cysia. - powiedziała i usiadła na ziemi.
- Zazdrościsz? Niby czego? Nic nie rozumiem. - powiedziałam i usiadłam obok niej.
- Ehhh... Widzisz. Wszystkie dziewczynyw mieście dały by się pokroić za spędzenie z Lou nawet kilka minut.  - powiedziała i spojrzała na mnie.
- Ok. Ale niby dlaczego? Dalej nic nie rozumiem. - powiedziałam.
- Cysia zrozum.  Każda dziewczyna w tym mieście jest zakochana w Lou. Każda chciała by być tą której udało by się go poskromić.  Nie ukrywam.  Sama kiedyś tego chciałam. Ale już mi przeszło.  - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
- No Ann. Teraz rozumiem. Ale proszę. Obiecał mi, że nikomu nie powiesz o tym pocałunku moim i Lou. Dobrze? - zapytałam.
- Cysia nikomu nie powiem. Obiecuję.  - powiedziała  i mocno mnie przytuliła.
- Dziękuję Ann. Kocham cie wariatko. - powiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Ulżyło mi kiedy powiedziałam o tym Ann.Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę. Porozmawiałyśmy jeszcze trochę na temat jakich to super przystojnych przyjaciół ma mój brat i o tym, że Sykes podobno kogoś ma. Kiedy wychodziłam od mojej przyjaciółki była 16:40. Stwierdziłam, że nie mam po co się spieszyć do domu skoro Luka i tak nie ma. Powoli szłam myśląc o tym co wydarzyło się w przeciągu tych kilku dni. Jeszcze do tego wszystkiego moje urodziny za tydzień. Sądząc po zachowaniu Luka niczego nie planuje. Mam przynajmniej taką nadzieję. Po godzinnym spacerze byłam w domu. Weszłam do środka i od razu zamknęłam drzwi wejściowe na klucz. Ściągnęłam buty i poszłam na górę. Mijając drzwi od sypialni rodziców zatrzymałam się. Bez wahania weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Rozglądałam się po pokoju aż położyłam się na łóżku. Jako mała dziewczynka uwielbiałam z nimi spać. Przytuliłam się do poduszki mamy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

* Louis P.O.V *
* W tym samym czasie *
* Dom Liama* 

- Co ty kurwa zrobiłeś?! - zapytałem wkurzony.
- Kurwa mać nie krzycz na mnie Lou! - odpyskował mi Luke.
- Ale jak ma kurwa nie krzyczeć skoro zachowałeś się jak szczeniak! - uniósł się Liam.
- Jak mogłeś to zrobić nie mówiąc nam tego?! - krzyknął Harry.
- Cholera jasna! Wiem, że nie powinienem. Ale musiałem wiedzieć gdzie przebywa ten kuriwasz Malik! - powiedział wkurzony Luke.
- Dobra. Ale po co ci to było? - zapytałem już lekko opanowany.
- Właśnie? - dopytywał Harry.
- Bo chcę się zemścić za to co zrobił mojej siostrze. - powiedział Luke i wstał z kanapy.
- I myślisz, że dostawanie jego współrzędnych położenia co godzinę to dobry pomysł? - zapyta Liam.
- Tak. Bo w ten sposób będę mógł go zabić. - powiedział Luke.
- Że kurwa co?! Stary ty nie mówisz poważnie prawda? - zapytałem zdziwiony.
- Nie. Mówię zupełnie poważnie. A teraz was przepraszam, ale muszę pojechać jeszcze na grób rodziców. Widzimy się jutro i zaczynamy przygotowania do imprezy niespodzianki dla Marceliny. Cześć. - powiedział bardzo spokojnie po czym opuścił dom Liama. Spojrzałem na chłopaków lekko zmieszany tym wszystkim i bez słowa opuściłem dom przyjaciela.
 Wsiadłem do samochodu i stwierdziłem, że nie ma się co pałętać po mieście. Od razu pojechałem do domu. Całą drogę myślałem o tym co nam powiedział Luke. Wiem, że on się obwinia o to co spotkało Cysię ale jego zachowanie nie przypomina Luka, którego poznałem. Myślałem też o wczorajszej kolacji i pocałunku moim i Marceliny. Nie wiem co mnie podkusiło. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Kiedy byłem już pod blokiem wysiadłem z samochodu i wszedłem do budynku. Od razu wszedłem do winy i pojechałem na swoje piętro. Kiedy byłem na danym piętrze wysiadłem z windy i udałem się do mieszkania. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem, że ktoś stoi pod moimi drzwiami. Nie mogłem uwierzyć w to kogo zobaczyłem. Moim oczom ukazał się.....

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Witam was w kolejnym rozdziale. I co ? Jak wam się podoba? Przepraszam, że przerywam w takim momencie no ale musiałam. Jak myślicie... Kogo Lou zastał pod swoimi drzwiami? Hmmm... Odpowiedź już niebawem. Pozdrawiam was cieplutko i do Nn ^^ ^^

~Mrs. Tomlinson... :)




 

poniedziałek, 16 października 2017

Rozdział 21

Muzyka

,, Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu,
nie znajdziesz ich w książkach."
                              Monteskiusz

* Louis P.O.V. *
* Dwa dni później *
* 8:10 - sypialnia Lou *

  Leżałem na łóżku i ciągle myślałem o tym co miało miejsce dwa dni temu. Ale nie tylko o tym. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że to co czuję do Marceliny jest inne. Kiedy ją poznałem traktowałem ją jak młodszą siostrę mojego przyjaciela. Nic więcej. Jednak ostatnio ciągle o niej myślę. Nie wiem co bym zrobił gdyby ten skurwiel Malik coś jej zrobił. To co czuję do niej wypełnia mnie całego. Kiedy ją widzę na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego w stosunku do dziewczyny. Zawsze była dobra zabawa. Alkohol.. Narkotyki i na koniec sex. Po tym ostatnim laska opuszczała mój dom i już nie wracała. Gdybym tak postąpił z Marceliną to chyba bym się zabił. Spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie. 8:25. No super. Sobota a ja już nie śpię. W sumie dobrze. Za tydzień impreza urodzinowa Marceliny. Od poniedziałku ruszamy z przygotowaniami. Ustaliliśmy, że na zmianę będziemy spędzać czas z Marceliną aby niczego nie podejrzewała. Znaczy się. Wszyscy będziemy spędzać z nią czas oprócz Mileny. Cysia spotka się z nią dopiero na imprezie. Kiedy tak o tym pomyślałem spokoju nie dawała mi jedna rzecz. Szybko wstałem z łóżka i poszedłem wziąć prysznic. Ubrany w spodnie od dresu i z gołą klatą wyszedłem z pokoju. W kuchni na blacie stał mój laptop. Odpaliłem go i czekając aż się włączy nalałem sobie soku pomarańczowego i zrobiłem kanapkę. Kiedy laptop się uruchomił od razu wszedłem na stronę bazy danych policji. Mam do niej dostęp dzięki jednemu kumplowi. Baza danych policji to kopalnia wiedzy. Dzięki temu wiem czy ja i chłopacy nie jesteśmy ścigani przez policję. Przeglądałem bazę aż trafiłem na napis - BAZA ZAGINIONYCH. To było to czego szukałem. Wszedłem w to i momentalnie pojawili się ludzie, których poszukuje policja na całym świecie. Niektórzy byli szukani już kilak lat. Mnie jednak interesowało zupełnie coś innego. Najechałem myszką na napis: Znajdź zaginioną osobę. Nacisnąłem i wpisałem nazwisko Mileny. HORAN.
I nacisnąłem szukaj. Po chwili wyskoczyła mi cała strona poświęcona osobie o tym nazwisku. Wiedziałem, że znam to nazwisko. I pojawiło się zdjęcie. Wiedziałem, że znam to nazwisko.Niall Horan. Zaginął 24 sierpnia 2008 roku. Zaginięcie zgłosiła jego kuzynka Milena Horan polskiej policji. Ta przekazała sprawę funkcjonariuszom w Londynie. Ci jednak przerwali poszukiwania 23 grudnia 2008 roku. Gdy poinformowali o tym rodzinę matka Nialla załamała się. Przejrzałem całe jego akta. Policja stwierdziła, że Niall chciał po prostu odciąć się od rodziny i w tym celu zmienił numer telefonu. Nie chciało mi się w to zbytnio wierzyć. Jak taki chłopak mógł chcieć odciąć się od rodziny bez słowa wyjaśnienia. Wiem co mówię bo miałem okazję go poznać. Podniosłem głowę do góry aby zobaczyć która godzina. 11:40. No trochę przy tym posiedziałem. Zastawiałem się czy powiedzieć o tym chłopakom. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwoniący telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Nieznany numer. Z reguły nie odbieram tego typu telefonów, ale coś mnie tknęło i odebrałem. W słuchawce usłyszałem ten cudowny głos. Głos anioła. To była Marcelina.

- Tak? - powiedziałem.
- Hej Lou. To ja Marcelina. - powiedziała a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- O hej Cysia. Co tam? Coś się stało? - zapytałem lekko zdenerwowany.
- Nie. Nic się nie stało. Spokojnie. Chciałam ci tylko jeszcze raz podziękować i zapytać czy nie przyszedł byś dzisiaj do nas na kolację? - zapytała a na mojej twarzy pojawił się wilki banan.
- Emm... Tak. Z wielką przyjemnością. - powiedziałem po chwili.
- Super. To o 18:30? - zapytała.
- Tak. Pewnie. O 18:30. - powiedziałem.
- Super. To do zobaczenia. - powiedziała Cysia.
- Tak. Do zobaczenia. - powiedziałem.
- Hihi... Pa Lou.- powiedziała a ja nie zdążyłem odpowiedzieć kiedy w słuchawce usłyszałem ciszę.
Szybko wstałem krzesła barowego, które znajdowało się w kuchni. Wiedziałem, że muszę się już przygotować na tą kolację. Ubrałem czarne rurki, czarne vansy, białką koszulę. Na to założyłem czarną skórzaną kurtkę. Spryskałem  się jeszcze ulubionymi perfumami i zabierając wszystkie potrzebne dokumenty, telefon i klucze wyszedłem z mieszkania. Zjechałem windą na sam dół i wychodząc przywitałem się z facetem co zawsze siedział przy drzwiach widny. Nie wiem dlaczego to robił, ale zawsze tam siedział. Wyszedłem z  budynku i udałem się w stronę samochodu. Wsiadłem do niego i już miałem plan w głowie. Kupić dobre wino dla Luka i jakiś ładny bukiet kwiatów dla Marceliny. Po drodze wjechać do jubilera zamówić prezent dla Cysi i sobie kupić nowy kolczyk do wargi. Kiedy wiedziałem już co mam do załatwienia zabrałem się za to. Najpierw jubiler. Zamówiłem to nad czym długo myślałem. Bransoleta z grawerem na pewno jej się spodoba. Sobie kupiłem złoty kolczyk ale stwierdziłem, że założę go dopiero na imprezę urodzinową. Potem pojechałem do najlepszej winiarni w Londynie i kupiłem wino dla Luka, które leżakowało już 150 lat. Na pewno będzie zadowolony. Spojrzałem na telefon. 17:55. O kurde! Trochę mi zeszło w tej winiarni. Szybko pojechałem do kwiaciarni i kupiłem Cysi bukiecik z niebieskich róż. Wyszedłem z kwiaciarni i szybko wsiadłem do samochodu. Odpaliłem go i jak najszybciej pojechałem do domu Luka i Marceliny. Nie chciałem się spóźnić. Kiedy byłem pod ich domem zegarek w aucie wskazywał 18:28. Idealnie. Pomyślałem i zabierając wszystkie przedmioty wysiadłem. Kiedy pukałem do drzwi wybiła 18:30. Po chwili drzwi otworzyła mi Marcelina. Wyglądała przepięknie w tej sukience. Ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. Wszedłem a ona zamknęła drzwi. Ten wieczór zapowiadał się bardzo ciekawie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam was, że dopiero teraz rozdział ale po prostu nie miałam kiedy go dodać. Mam nadzieję, że wam się podoba i jestem ciekawa jak myślicie. Co wyniknie z tej kolacji? Pozdrawiam was cieplutko i do nn.... ^^ :*
~Mrs. Tomlinson

wtorek, 10 października 2017

Rozdział 20


,, Źle jest mieszać ze sobą różne wina,
ale stara mądrość miesza się doskonale z nową. "
                                              Bertolt Brecht
* Luke P.O.V *
* Salon - godz. 19:10 *

 Marcelina siedziała na kanapie obok mnie i Liama. Harry stał oparty o ścianę a Lou stał oparty o parapet. Od momentu kiedy weszła do salonu płakała. Najbardziej wtedy kiedy się we mnie wtuliła. Teraz panowała między nami cisza. Żaden z nas się nie odzywał. Czekaliśmy aż Marcelina opowie nam jak to się stało, że Malik był w naszym domu i skąd ona go zna. Siedziałem i ciągle na nią patrzyłem. Nagle zobaczyłem Lou podającego Cysi szklankę wody. Nawet nie wiem kiedy po nią poszedł. Ta wzięła ją od niego a on wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Wzięła łyk i trzymając dalej szklankę spuściła wzrok. Widziałem, że bierze duży oddech i po chwili się odezwała.

- Poznałam Zayna na jednej imprezie u kumpla. Poszłam na nią z Ann. To było dwa lata temu. Na początku wydawał mi się totalnym dziwakiem. Ciągle siedział na jednej z kanap i pił jednocześnie mnie obserwując. Mnie i Ann. Myślałyśmy, że to ona wpadła mu w oko i dlatego się na nas patrzy. Po jakimś czasie podszedł do nas i poprosił mnie do tańca. Wtedy dotarło do nas, że to ja mu się spodobałam. Zgodziłam się na ten taniec. I to od niego się wszystko zaczęło. Kilka dni po tej imprezie zobaczyłyśmy go pod szkołą. Rozmawialiśmy. Codziennie przychodził pod szkołę. Po nie całym tygodniu dał mi swój numer telefonu. Nie wiem dlaczego ale napisałam do niego tego samego dnia. Po miesiącu zaczęłam się z nim spotykać. On zabrał mnie na wyścigi. Byłam tam raz. Częściej chodziliśmy na imprezy. Nie mówiłam nic mamie a zwłaszcza tobie Luke. Nie chciałam abyś wiedział o tym, że się z nim spotykam. Wszystko było między nami dobrze. Byliśmy szczęśliwi. Przynajmniej tak myślałam. Zniknął cztery dni po śmierci rodziców. Wyjechał bez słowa. Dzwoniłam. Pisałam. On się nie odzywał. Po miesiącu straciłam nadzieję, że wróci.  Dałam sobie z nim spokój. Nie myślałam o nim aż do dzisiejszego popołudnia. Do tego co się wydarzyło.  Ale to już wiecie.  Słyszałam jak Lou wam powiedział.  A ja dzięki wam dowiedziałam się jaki on jest. Boże... jaka ja jestem głupia. - powiedziała i zaczęła płakać.
- Marcelina nie jesteś głupia. Po prostu nie wiedziałaś nic o nim. - powiedział  Liam.
- No właśnie. Żadna dziewczyna z jaką był ten gnojek nie wiedziała jaki on jest. - powiedział Harry.
- Mimo wszystko powinnam powiedzieć o tym komuś.  Może wtedy nie było by tej sytuacji dzisiaj. - powiedziała i płakała jeszcze mocniej.
- Przestań Cysia.  Było minęło. Nie myśl już o tym. My się nim zajmiemy. - powiedział Lou.
- Masz rację. A tak w ogóle. Dziękuje Louis. Gdyby nie ty to nie wiem co by Malik mi zrobił. Dziękuję. - powiedziała i napiła się wody.
- Nie ma za co. Naprawdę. A teraz lepiej odpocznij. Liam. Harry. Będziemy się zwijać. - powiedział Lou i podszedł do drzwi.
- Lou ma rację. Odpocznij. Luke. Jak coś to dzwoń. - powiedział Liam i razem z Harrym wyszli za Lou.

  Kiedy tylko drzwi się za nimi zamknęły złapałem Marcelinę za rękę i zaprowadziłem do jej pokoju. Ona od razu poszła do łazienki a ja przygotowałem łóżko. Kiedy wyszła od razu się położyła. Chciałem wyjść ale usłyszałem ciche: ,, Luke proszę zostań ze mną. "  Podszedłem do jej łóżka i położyłem się obok niej. Marcelina od razu przytuliła się do mnie. Głaskałem ją po włosach i czekałem aż zaśnie. Robiłem tak dawno temu. Zawsze kiedy miała problem przychodziła do mnie i się tak kładła. A ja głaskałem ją po głowie. Gdy teraz to robiłem miałem łzy w oczach. Byłem zły na siebie przez to, że nie było mnie w domu kiedy ten skurwiel dobierał się do mojej siostry. Spojrzałem na zegar wiszący nad jej biurkiem. Wskazywał 21:10. Było już dość późno.Spojrzałem na Cysię. Spała już. Oddychała spokojnie. Delikatnie położyłem jej ciało na łóżku. Przykryłem ją i po cichu wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Kiedy schodziłem po schodach na dół wiedziałem już co muszę zrobić. Muszę znaleźć Malika. Muszę znaleźć tego skurwiela i pokazać mu, że nikt nie będzie krzywdził mojej siostry. Kiedy byłem na dolę wyciągnąłem telefon i napisałem do kumpla z Polski. Po chwili miałem odpowiedź. Chwilę z nim popisałem i miałem pewność, że zrobi to o co go prosiłem. Wszedłem do salonu i położyłem się na kanapie. Znajdę cię Malik. Znajdę i zabiję. Nie ukryjesz się przede mną dupku. Nie pozwolę ci na to. Kiedy tak leżałem nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto kolejny rozdział. Przepraszam, że taki krótki ale taki miał być. Mam nadzieję, że wam się podoba i będziecie czekać na nn...
~Mrs. Tomlinson

P.S. Na dole zdjęcie rozmowy Luka z tym kolegą z Polski... :)

sobota, 7 października 2017

Rozdział 19 + ważna notka na dole

 Ważne! Rozdział zawiera przekleństwa i sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność!!


,,Pewnego przyjaciela
poznaje się w sytuacji niepewnej."
                               Cyceron

 * Marcelina P.O.V. *
 * 12.07.2012 roku. - pokój muzyczny*

,, [...] Kiedy się odwracałam liczyłam na to, że w drzwiach zobaczen Luka. Jednak kiedy się odwróciłam zamarłam. Moim oczom ukazał się on. Ten, którego nie widziałam od roku. Ten, który zniknął z mojego życia zaraz po śmierci rodziców. Ten którego ponoć kochałam. Nie wiem jak nazwać to co czułam. No i nie wiem co on czuł. Ale to nie ważne. Ważne było to, że on tu jest. Że on tu jest. Zayn Malik jest w moim domu. I co ja mam zrobić.?"
 
  Nie mogłam w to uwierzyć. Skąd on się tu wziął? Jak się dostał do mojego domu? Stałam nieruchomo oparta o pianino. Nie wiedziałam co mam robić. Stałam i patrzyłam się na niego ze zdziwieniem. W głowie miałam milion pytań, które z jednej strony chciałam mu zdać a z drugiej nie zrobiłam tego. Bałam się go. Nie wiem dlaczego ale odczuwałam strach co do Zayna. Przez pewien czas staliśmy w milczeniu. Ta cisza mnie zabijała. Nie mogłam już tak dłużej. Spuściłam głowę i wzięłam głęboki wdech. Nie patrząc na niego odezwałam się.

 - Co ty tutaj robisz? - zapytałam i dopiero wtedy podniosłam wzrok. 
 - Jak to co? Wróciłem do ciebie kochanie. Nie tęskniłaś? - zapytał i uśmiechnął się pod nosem.
- Czy tęskniłam? Ty mówisz serio? Zostawiłeś mnie w najgorszym momencie mojego życia! Nie dość, że wtedy straciłam rodziców to do kompletu ty mnie zostawiłeś! Ty siebie słyszysz?! Masz odpowiedź na to czy tęskniła! Nie! - krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam.
- Ej kochanie nie krzycz tak bo sąsiedzi jeszcze usłyszą. - powiedział i zrobił krok w moim kierunku.
- Nie podchodź do mnie! I nie nazywaj mnie kochanie! Już dawno nas nic nie łączy! - powiedziałam i zrobiła dwa kroki do tyłu. 
- No dobrze. Przepraszam. Nie chciałem cię zostawić tak bez słowa. Wiem, że nie powinienem ale ta sytuacja mnie trochę przerosła. - powiedział i spojrzał mi w oczy.
- Ciebie przerosła?! To nie ty straciłeś najbliższych! Jesteś żałosny! Nie wiem co ja w tobie widziałam. Ale wiem jedno. Już nic do ciebie nie czuję! Słyszysz?! Nic! - powiedziałam ponownie krzycząc.
- Tak. Wiem. Przepraszam. Zachowałem się strasznie. I jeszcze jedno. Może ty nic do mnie nie czujesz ale ja nadal coś czuje do ciebie. I tęskniłem za tobą. Naprawdę. Uwierz mi. - mówiąc to zrobił kilka kroków w moją stronę. 
- Nie kłam! I nie podchodź do mnie! Nie wierzę ci. Jak byś coś czuł to byś nie zniknął bez słowa! - powiedziałam i poczułam jak po moich policzkach ponownie płyną łzy.
- Marcelina proszę nie płacz. Wiem. Zachowałem się jak głupek. Ale do cholery Cysia ja cię nadal kocham. I naprawdę żałuje tego co się wydarzyło. Uwierz mi. Przez ten cały czas myślałem o tobie. Przysięgam. Proszę daj mi szansę. - powiedział i nawet nie wiem kiedy stał przy pianinie. 
- Powiedziałam! Nie zbliżaj się do mnie! Ja na początku też ciągle o tobie myślałam. Myślałam, że wrócisz! Ale nie wróciłeś. A ja straciłam nadzieję i przestałam czekać aż staniesz w drzwiach mojego domu i powiesz, że mnie przepraszasz i nigdy więcej nie opuścisz! Słyszysz?! Przestałam! - powiedziałam coraz bardziej płacząc i stanęłam bliżej okna. 
- Marcelina proszę nie mów tak. Wiem, że nadal coś do mnie czujesz. Tylko odpychasz to od siebie. - powiedział i zrobił krok do przodu.
- Nie! Słyszysz!? Nic do ciebie nie czuję! Jedyne co czuję to obrzydzenie! Nic więcej! A i powiedz mi jak się tu dostałeś? - powiedziałam i starałam się opanować łzy.
- Nie mów tak. Nie możesz czuć obrzydzenia. Ja cię nadal kocham. A jak się tu dostałem? Normalnie. Pukałem a potem dzwoniłem do drzwi ale nikt nie otwierał. Złapałem za klamkę a drzwi były otwarte. Dotarłem tu za dźwiękiem pianina. - powiedział i ponownie zrobił krok do przodu.
- Ale to czuję. Czuję obrzydzenie! Rzygać mi się chcę jak na ciebie patrzę! A teraz wynoś się z mojego domu! I z mojego życia!! - krzyczałam.
- Ty mała suko! Ja ci pokaże! - nie wierzyłam własnym uszom.  Nie mogłam wierzyć. Nawet nie wiem kiedy stał już przy mnie i trzymał mnie z całej siły za ramiona.
- Puszczaj mnie! Słyszysz!? Puszczaj to boli! - próbowałam się wyrwać.
- O nie mała. Teraz to się zabawimy! Żadna suka nie będzie mnie obrażać! - powiedział i zaczął się do mnie dobierać.
- Ała! Puszczaj! To boli! Zayn proszę zostaw mnie! - krzyczałam i próbowałam mu się wyrwać. Niestety był silniejszy.
- Ty kurwo mała. Zabawimy się i dopiero dam ci spokój. Albo i nie. Zobaczymy. - kiedy to powiedział jego jedna ręka była już pod moją koszulką a drugą złapał mnie za włosy i z całej siły odchylił moją głowę do tyłu po czym zaczął całować mnie po szyi schodząc coraz niżej.
- Zayn proszę. Zostaw mnie. Proszę. - mówiłam zapłakana. On jednak nie słuchał. Dalej to robił.
- Zamknij się. Obierasz mi przyjemność. - powiedział i rozpiął mi biustonosz pod bluzką a drugą rękę przeniósł na spodnie i zaczął je rozpinać.
- Zayn proszę! Ratunku! Na pomoc! - krzyczałam. Miałam nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. Miałam zamknięte oczy a po policzkach dalej płynęły łzy.
- A krzycz sobie. I tak nikt cie nie usłyszy. - powiedział i jednym ruchem ściągnął mi spodnie. Czułam jak łzy płyną i bez opamiętania. 
- Malik kurwa mać! Odsuń się od niej! - usłyszałam nagle z początku pokoju.
-  No proszę. Tomlinson. Co? Też masz na nią ochotę? Najpierw ja dobra? Cały rok jej nie widziałem. - powiedział po czym znowu zaczął się do mnie dobierać.
- Powiedziałem zostaw ją! - usłyszałam i nagle poczułam szarpnięcie. 
- Ej no Tomlinson. Co z tobą? Podzielił byś się z kolegą a nie taki samolub z ciebie. - powiedział Zayn i mnie puścił.
- Nie jesteśmy kolegami. I nigdy nimi nie byliśmy. A teraz wynoś się stąd albo obije ci mordę. - powiedział Lou. Stałam jak sparaliżowana przy oknie bez spodni i obserwowałam całą tą sytuację.
- Co ty kurwa bredzisz Louis?! Zabaw się ze mną  a nie broń jej ! - powiedział Zayn i znowu zacząć się do mnie zbliżać.
- Kurwa moja cierpliwość się skończyła ! Wynoś się! I pamiętaj. Jak jeszcze raz zobaczę cię w pobliżu Marceliny to połamie ci kości a potem wezwę policję. A teraz spierdalaj! - powiedział Lou i złapał Malika z całej siły za ramiona. Potem zaczął go ciągnąć w stronę drzwi. Po chwili zniknęli za drzwiami. Nagle usłyszałam huk a następnie trzaskanie drzwi. Po chwili znowu był przy mnie Lou.
- Marcelina wszystko dobrze? - zapytał i chciał mnie złapać za ramię. Ja się jednak cofnęłam. To ostatnie co pamiętam. Potem poczułam jak bym miała nogi jak z waty a przed oczami zrobiło mi się ciemno. To ostanie co pamiętam.
 
 * Louis P.O.V. *
* Godzinę później - 17:45  * 
* Dom Marceliny i Luka * 

  Siedziałem przy Marcelinie do momentu aż Luke i pozostali nie przyjadą do ich domu. Oczywiście po tym jak zemdlała przeniosłem ją do jej pokoju i przykryłem kocem. Siedziałem z nadzieją, że obudzi się przed przyjazdem chłopaków. Tak się jednak nie stało. Cały czas spała. Nagle do jej pokoju weszli chłopacy z Lukiem na czele. Chciał coś powiedzieć ale spojrzał na Marcelinę. Wstałem z rogu jej łóżka i wyprowadziłem ich z pokoju. Powiedziałem abyśmy poszli na dół i tam im wszystko opowiem. Luke na początku nie chciał ale dał się jednak przekonać. Zeszliśmy na dół i gdy byliśmy już w salonie opowiedziałem im to co zastałem w pokoju muzycznym. Sądząc po mnie Luka miał ochotę coś rozwalić albo komuś przyłożyć. Wszyscy doskonale znamy Malika. Skurwiel i ćpun w jednym. Zastanawiałem się tylko skąd Marcelina go zna. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Luka.

- Dzięki Lou. Gdyby nie ty to nie wiadomo co by ten psychol zrobił Marcelinie. - powiedział i wstał z kanapy.
- Nie ma za co stary. Naprawdę. Ty jesteś dla mnie jak brat. To Marcelina też jest dla mnie jak rodzina. - powiedziałem i stanąłem przy oknie. 
- Wiecie co. Zastanawia mnie jedno. Skąd Marcelina zna Malika? - zapytał Liam.
- No właśnie. Przecież przez rok był spokój. A ten nagle wrócił i zjawia się u was w domu. Liam wiesz coś o tym? - powiedział Harry.
- Nie mam pojęcia. Słyszałem o Maliku to i tamto ale nie wiem skąd zna moją siostrę. - powiedział zaciskając pięści.
- Luke spokojnie. Marcelinie już nic nie grozi. Dopilnujemy tego. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Jedyne co się musimy dowiedzieć to skąd Marcelina go zna. Nic więcej.  - powiedział Loczek .
- Jeśli chcecie to sama mogę wam powiedzieć. - usłyszeliśmy w drzwiach. Nagle w pokoju pojawiła się Marcelina. Cała zapłakana. Chciałem do niej podejść ale powstrzymałem się. Luke do niej podbiegł a ona wtuliła się w niego. Wiem, że czuła się bezpieczna w jego ramionach.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam, że dopiero po miesiącu pojawia się rozdział. Niestety nie miałam kiedy go dodać. No wiecie. Szkoła i praktyki. Ciężko mi trochę było to pogodzić. Ale teraz wracam. Postaram się dodawać dwa rozdziały na tydzień ale niczego nie obiecuję. Mam nadzieję, że ten wam się podoba i może trochę was zaskoczyłam. Życzę wam udanej niedzieli i do nn.... ^^
 
~Mrs. Tomlinson