,, Człowiek nie jest stworzony do klęski.
Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać."
Ernest Hemingway
* Louis P.O.V.*
* 07.09.2012r. - dwa dni później *
* Mieszkanie Lou - salon *
Od dnia kiedy Marcelina wyznała mi i Lukowi, że jest podobno ze mną w ciąży. Ale to nie możliwe. Dlatego chce testów na ojcostwo. Niestety to będzie wiadomo za 2 miesiące. Teraz jednak nie mam czasu o tym myśleć. Wiem też, że Luke ma ochotę rozwalić mi głowę przez to, że wyparłem się tego dziecka. W sumie. Sam się nie poznaje. Kocham Cysię, ale jakoś nie umiem uwierzyć, że to moje dziecko. Mimo wszystko na ten moment odsunąłem się od niej i nie odbieram od Cysi telefonów. Teraz mam na głowie inny problem. A raczej mamy z chłopakami. Siedzę w swoim salonie i czekam aż łaskawie pojawią się moi kumple i Horan. Czas mu wreszcie pomóc i niech wraca z Mileną do Polski. Liam i Hazz dopiero dzisiaj się dowiedzą, że Bieber wrócił. Nie mogłem im wcześniej powiedzieć, aż nie potwierdził tego mój biologiczny ojciec, który na mojego pecha jest gliną. Dobrze, że mam nazwisko ojczyma a nie jego. Chłopacy myślą, że mój stary nie żyje i niech lepiej tak zostanie. Nawet matka nie wiem, że mam z nim kontakt. Z moich rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi a potem dźwięk otwierania ich. No kurwa nareszcie. Pomyślałem gdy do salonu weszli moi kumple. Mój wzrok od razu spotkał się z morderczym wzrokiem Luka no ale nie mogłem nic na to poradzić. Niall będzie tu za 40 minut. I dokładnie tyle mam czasu aby wyjaśnić wszystko dwóm pozostałym.
* 16:40 - dokładnie 40 minut później *
* Salon Lou *
- Jak to kurwa jego mać Justin kurwiarz Bieber wrócił?! - krzyknął Harry i wstał z fotela na którym siedział.
- Normalnie. Wiem Hazz, że go nie nawidzisz. Teraz będziesz miał szansę się zemścić. - powiedziałem spokojnie.
- O żebyś wiedział. Zabije skurwiela! - krzyknął i uderzył pięścią w ścianę.
- A ja ci w tym pomogę. - usłyszeliśmy dobrze znany mi głos.
- Horan jesteś nareszcie. - powiedziałem i spojrzałem na chłopaka stojącego przy drzwiach.
- Mówiłem, że będę. Chcę się uwolnić od tego gnojka. - powiedział i wszedł w głąb salonu.
- Co to za jeden? Kim jesteś? - powiedział zdezorientowany Harry.
- Harry kurwa to Niall. O nim mówiłem przez połowę wyjaśnień. - powiedziałem i wstałem z kanapy.
- Aha. Sroki. - powiedział loczek.
- Nie ma sprawy. Rozumiem cię. Chcę tego samego co ty. Chcę śmierci Biebera. - powiedział blondyn.
- Pogrzało was? Pójdziecie siedzieć jeśli go zabijecie! - oburzył się Liam. Luke ciągle się nie odzywał.
- Nie pójdziemy. Liam dobrze wiesz co zrobił mojej siostrze. Muszę go zlikwidować. - powiedział Harry i zamknął dłonie w pięści.
- Harry wiem ale to nic nie da. Chcesz aby Angela odwiedzała cię za kratkami? - powiedział mój przyjaciel a na twarzy Harry'ego pojawił się nie widoczny dla innych uśmiech na wspomnienie imienia jego siostry.
- I to nie oni pójdą siedzieć. Ja go zabiję. I tak mam wyrok na karku także to nic takiego. - powiedział nagle Luke a ja spojrzałem na niego jak na kretyna którym był w tym momencie.
- Pojebało cię?! Nie możesz zabić Justina! Nie możesz zostawić Marceliny! Zwłaszcza teraz! - wykrzyczałem.
- Przecież nie zostanie sama! Ma ciebie! Ann! Milenę! I chłopaków! - krzyknął pokazując na Liama i Harry'ego.
- Ale my jej nie zastąpimy ciebie debilu! - krzyknąłem.
- Tak?! Ja jej dziecku nie zastąpię ojca fiucie jeden! Także albo pozwolisz mi zabić Biebera albo zaakceptujesz fakt, że już za siedem miesięcy zostaniesz kurwa ojcem! - krzyknął Luke i podszedł do mnie.
- Co kurwa?! - krzyknęli równocześnie Liam, Harry i Niall.
- Tak. Cysia jest w ciąży z naszym ukochanym popieprzonym Lou! - krzyknął Luke.
- To nie jest moje dziecko! - krzyknąłem bo nagle zmieniliśmy temat.
- Jest! Cysia cię nie zdradziła! A teraz wybieraj! Albo to ja zabiję kurwa Justina albo ty akceptujesz dziecko?! Zastanów się dobrze! - krzyczał Luke.
- Dobra! Zaakceptuje je! Ale tylko dlatego, że kocham Cysię! I nie chcę abyś poszedł siedzieć! - krzyknąłem.
- Wiedziałem. Dobra to jaki jest plan? - zapytał już spokojnie Luke.
- Plan? Plan jest bardzo prosty. - powiedziałem a chłopacy spojrzeli na mnie jak na idiotę.
- To znaczy? - zapytał Niall.
- Ściągniemy Biebera tam gdzie udowodniłem, że pod czas wyścigów nie oszukuje. Dokładniej mówiąc stary opuszczony cmentarz. Niall zadzwoni do niego i powie mu, że chce oddać resztę długu. Ten w to uwierzy. Ale Niall.. Będziesz musiał podkreślić, że ma być sam. Bez swoich goryli. - powiedziałem.
- Dobra. I co dalej? - dopytywał loczek.
- Odpowiedź jest jeszcze prostsza. Nie sądziłem, że do tego dojdzie ale będziemy współpracować z kimś jeszcze. - powiedziałem i zastanowiłem się czy to na pewno dobry pomysł.
- Niby z kim? - zapytał Niall.
- Miałem wam tego nigdy nie powiedzieć no ale cóż. Musicie wiedzieć. - powiedziałem i wziąłem głęboki oddech i dodałem po chwili. - Będziemy współpracować jeszcze z moim biologicznym ojcem, który na moje kurwa zajebiste szczęście jest policjantem. On wie o całym moim życiu. Wie o wszystkim. Wiem, że mówiłem wam, że on nie żyje ale nie chciałem wam o tym mówić. - powiedziałem i popatrzyłem na chłopaków.
- No stary. Zaskoczyłeś nas. Ale nie jesteśmy na ciebie źli ani nic. Prawda chłopcy? - powiedział Luke i zapytał chłopaków a ci zgodnie pokiwali głowami.
- Dzięki. Dobra. Wróćmy do planu. Ojciec powiedział, że jak Bieber się pojawi możemy mu nieźle wpierdolić tylko tak aby go nie zabić. Nam nie zostaną postawione zarzuty a ojciec go zwinie. Powiedział, że tyle może dla mnie zrobić. - powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi prowadzących na balkon.
- Zajebisty plan. Kiedy to ma mieć miejsce.? - zapytał Niall.
- W niedzielę. Zadzwonisz do niego jutro a potem do mnie. Około 18:00 powinno się to wszystko zacząć. - powiedziałem i wyszedłem na balkon.
- Ok. Dzięki Lou. Wam też dziękuje chłopaki. - powiedział Niall.
- Nie ma za co. - powiedział Liam i usłyszałem jak klepie go po ramieniu.
- Chłopaki nie żebym was wyrzucał czy coś. Ale chciał bym zostać sam. - powiedziałem i odwróciłem się do nich.
- Nie no stary. Rozumiemy. Widzimy się w niedzielę. Panowie wychodzimy. -powiedział Liam po czym cała czwórka opuściła moje mieszkanie. Stałem na balkonie i patrzyłem w park po drugiej stronie ulicy. Wyciągnąłem z kieszeni spodni paczkę fajek i zapaliłem jedną. Nie umiałem zebrać myśli. Myślałem o tym co się ma wydarzyć w niedzielę a raczej się starałem. Moje myśli krążyły ciągle wokół Marceliny. Dotarło do mnie, że zachowałem się jak ostatni pieprzony dupek. Wiem, że zraniłem ją kiedy powiedziałem, że to nie możliwe aby to było moje dziecko. Kocham ją i wiem, że nie zdradziła by mnie. Bosh co ze mnie za kretyn. Wypaliłem fajkę i wróciłem do środka mojego jakże milutkiego mieszkania. Dostałem je od ojczyma i matki. I od tamtej pory nie mam z nimi kontaktu. Może dlatego, że odciąłem się od mojego poprzedniego życia. Ale to był stary Lou. ten który co noc pieprzył inną dziewczynę i nie myślał o tym, że się kiedykolwiek zakocha. Moja matka mieszka w Doncaster razem z ojczymem i moim przyrodnim rodzeństwem. Nie widziałem Maxa i Trish od czterech lat. Wtedy bliźniaki miały nie całe 2 latka. Teraz mają sześć. Pewnie mnie nie pamiętają. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu aby sprawdzić która godzina. Zegar pokazywał 18:20. Odblokowałem swojego iPhona a moim oczom ukazało się zdjęcie śmiejącej się Marceliny. Mimo tego, że chciałem usłyszeć jej głos nie zadzwoniłem do niej. Zamiast tego napisałem krótkiego smsa. ,, Przepraszam. Zachowałem się jak ostatni pieprzony dupek. Kocham cię i wiem, że to moje dziecko. " Chwilę czekałem jednak nie dostałem odpowiedzi. Zamiast tego napisałem jeszcze smsa do mamy. Rozpisałem się. Patrząc na to, że nie kontaktowałem się z nią przez cztery lata. W sensie ona próbowała się ze mną skontaktować ale przestała jakieś półtora roku temu. Chyba stwierdziła, że to nie ma sensu. Zanim wysłałem wiadomość dokładnie ją przeczytałem. Byłem w szoku, że aż tak się rozpisałem. Napisałem: ,, Hej mamo z tej strony Lou. Domyślam się, że nie spodziewałaś się tego z mojej strony. Mam na myśli, że odetnę się od was i zacznę nowe życie bez was. Nie chciałem tego ale uznałem, że tak będzie lepiej i uchronię bliźniaki przed sobą i moim życiem. Teraz wiem, że się pomyliłem. Przepraszam mamo. Zmieniłem się tak samo jak moje życie. Ale to nie jest historia do opowiedzenia przez smsa. Za jakiś czas was odwiedzę. Jeśli oczywiście pozwolisz. Wiem, że bliźniaki mogą mnie nie poznać albo co gorsza bać się mnie. Ale stęskniłem się za wami. Kocham cię mamo i przepraszam. Lou xx. " Przeczytałem to chyba ze trzy razy i dopiero wysłałem. Trzymając telefon w ręce poszedłem do swojej sypialni i położyłem się na łóżku. Nie wiem ile czasu minęło jak dosrałem wiadomość od mamy. ,, Lou synku wiem dlaczego to zrobiłeś. Martwiliśmy się o ciebie. A jeśli chodzi o bliźniaki to się mylisz. Bardzo dobrze cię pamiętają i od momentu kiedy zaczęli składać zdania w całość ciągle o ciebie pytają. Czekamy na ciebie. Cały czas czekaliśmy. Przyjedź do nas jak najszybciej. Też cię kochamy. Mama, Max, Trish i Joe. xx" Uśmiechnąłem się sam do siebie po przeczytaniu wiadomości od mamy i odłożyłem telefon. Teraz wszystko się zmieni. Wszystko. Tomlinson pieprzony mięczak się z ciebie zrobił. Usłyszałem wewnętrzny głos w swojej głowie ale zignorowałem go. Kiedy prawie zasnąłem mój telefon zawibrował co oznaczało przyjście wiadomości. Wziąłem go do ręki i zobaczyłem, że to od mamy. Napisała : ,, Max i Trish pozdrawiają i czekają. " Nagle moim oczom ukazały się dwa zdjęcia. Na jednym była Trish a na drugim Max. Uśmiechnąłem się i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I co tam? Jak wam się podoba rozdział? Wiem, że pewnie czekaliście na rozdział z Cysią i Lou ale to jeszcze trochę. Mam nadzieję, że ten wam się podoba i i będziecie czekać na następny..... ^^
~Mrs. Tomlinson.... :)
Trish Tomlinson ( 6 lat )
Max Tomlinson ( 6 lat )


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz