-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
,, Ludzie w nieszczęściu szybciej się starzeją."
Homer
* Louis P.O.V *
* Mieszkanie Lou *
* Salon - 17:55 *
,, Kiedy byłem na danym piętrze wysiadłem z windy i udałem się do
mieszkania. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem, że ktoś stoi pod moimi
drzwiami. Nie mogłem uwierzyć w to kogo zobaczyłem. Moim oczom ukazał
się....."
- Co ty tu robisz? Skąd się tu wziąłeś? - zapytałem i spojrzałem na swojego gościa.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie i podniósł wzrok.
- Nie no Horan bardzo się kurwa cieszę! Tylko szkoda, że nie dałeś znać, że wpadniesz! - krzyknąłem.
- Dobra Tomlinson kurwa przepraszam! Ale nie miałem gdzie pójść! A mam kłopoty! - wykrzyczał.
- Dobra. Nie drzyj się. Mów po kolei. Gdzie byłeś przez te 4 lata i jakie kłopoty. - powiedziałem.
- Dobra. Cztery lata temu jak tu przyjechałem zapożyczyłem się u takich jednych gości. Na początku umiałem to spłacać. Potem jednak szło mi coraz to gorzej. Kazali mi pracować dla ich szefa. Na początku się nie zgodziłem ale powiedzieli, że wiedzą o mnie wszystko. Tak samo wiedzą wszystko o moich bliskich. Zagrozili, że skrzywdzą moją kuzynkę. Musiałem wyjechać i całkowicie zmienić swoje życie. Jednak ja już tak nie mogę. Dlatego tu jestem. Proszę Lou. Pomóż mi. - powiedział i spuścił wzrok.
- Zaraz kurwa stop!Na ile i u kogo się zapożyczyłeś?! Jakiego kurwa szefa i co miałeś robić?! No mów! - podniosłem głos.
- Na ile pytasz? No na dosyć dużo. Bo aż 60 tysięcy. A zapożyczyłem się u niejakiego JB. Nie wiem jak się nazywa. Tylko tyle. A co miałem robić? Jedno słowo. Narkotyki. A jak nie chcieli płacić to zabijać. Ale Lou ja już tak dłużej nie mogę. Błagam cię. Pomóż mi. - powiedział i wstał z kanapy.
- Kurwa mać Horan no to w niezłe bagno się wjebałeś. Wiem u kogo wziąłeś tą pożyczkę. Ale stary nie wiem jak ci pomóc. Postaram się ale nic nie obiecuje. A teraz spadaj. Masz tu adres motelu na obrzeżach miasta. Jedź tam i powołaj się na mnie. I najważniejsze. Nie kontaktuj się z nikim. Jak coś wymyślę to sam się do ciebie odezwę. Jasne? - powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
- Tak. Dzięki. - powiedział i ruszył w stronę wyjścia.
- A Niall. Jeszcze coś. Milena jest tutaj. W Londynie. - powiedziałem i spojrzałem na niego.
- Co?! Jak to kurwa!? - zapytał.
- No po prostu. Nie wnikaj. Tylko mam prośbę. Nie kontaktuj się z nią. Wszystko ci wyjaśnię ale nie rób nic pochopnie. Jasne?! - powiedziałem.
- Ehh... Jasne. - powiedział.
- No. A teraz spadaj. - powiedziałem i pokazałem na drzwi.
- Ok. Dzięki. - powiedział i wyszedł. Nic nie odpowiedziałem. Kiedy usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem krótkiego smsa do Liama. Od razu dostałem odpowiedź. Już nic mu na to nie odpisałem. Zamknąłem drzwi na klucz i poszedłem do sypialni. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnąłem w ubraniu.
* Milena P.O.V *
* 16.07.2012 r. *
* Dom Harry'ego - 10:10 *
Siedzieliśmy w salonie u Hazzy i planowaliśmy imprezę dla Cysi. Ann spędzała z nią dzisiaj dzień. Zazdrościłam jej tego. Sama chciała bym spędzić z nią chociaż dwie minuty. Liama i Lou jeszcze nie było. Byłam sama z Harrym i Lukiem. Ann rano dostarczyła nam listę gości. Chociaż już tym nie musieliśmy się martwić. Harry szukał w internecie jakiś fajnych ozdób i od razu je zamawiał. Luke wysyła na Facebooku zaproszenia do ludzi z listy od Ann. Ja siedziałam przyklejona do kartki papieru i rysowałam szkic tortu dla Marceliny. Wspólnie ( oczywiście z Lou i Paynem ) ustaliliśmy, że ja narysuję szkic a cukiernia wykona taki sam tort jak na moim szkicu. Starałam się wykonać to w miarę szybko bo o 11:00 Hazza ma to zawieść do cukierni. Jednak ciężko jest wymyślić tort dla 90 osób. Ja nie wiem skąd Ann wzięła tyle osób. No ale nie wnikam w to. Spojrzałam na Luka. Cały czas wysyła do ludzi wiadomości w sprawie tej imprezy. Wyglądał na szczęśliwego i spokojnego. Przeniosłam wzrok na zegarek wiszący nad telewizorem. Wskazywał 10:40. Automatycznie przeniosłam wzrok na szkic. Dorysowałam jeszcze dwa elementy i wzięłam rysunek do ręki. Pomachałam nim przed twarzą Harry'ego i pokazałam mu ruchem głowy na zegarek. Ten zerwał się jak poparzony i zabierając ode mnie rysunek wyszedł z domu. Widziałam jak wsiada do swojego auta i wyjeżdża z posesji. Spojrzałam na Luka. Zaśmiał się pod nosem i odkładając laptopa na stolik wstał z fotela po czym wyszedł z pokoju. To była moja szansa. Wyszłam za nim. Tak jak myślałam poszedł do kuchni. Weszłam tam za nim i stanęłam obok niego. Robił sobie kawę. Spojrzałam na niego a on uśmiechnął się do mnie słabo. ,, No Milena. Teraz albo nigdy. Więcej nie będziesz miała takiej okazji. Zacznij temat Nialla. Już!" Odezwał się we mnie jakiś dziwny głos. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Luka. Brał właśnie łyka kawy. Kiedy odłożył kubek z ciepłą cieczą na blat złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie z pytającym wzrokiem.
- Luke czy możemy porozmawiać.? - zapytałam i zabrałam rękę.
- No pewnie. - powiedział i wziąwszy kubek usiadł przy stole.
- Słuchaj Luke. Nie będę owijać w bawełnę. Czy wiesz może coś na temat Nialla? - zapytałam i spojrzałam mu w oczy.
- Nialla? Nie. A czy coś się stało ? - zapytał i odłożył kubek.
- Czyli ty nic nie wiesz? - zapytałam i poczułam jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Ale o czym? Milena czy coś się stało? - zapytał i złapał mnie za rękę.
- Niall zniknął. Cztery lata temu przyleciał tutaj. Myślałam, że o tym wiesz. Że widziałeś się z nim. 24 sierpnia 2008 roku przestał się z nami kontaktować. Złożyłam doniesienie o zaginięciu. W grudniu tego samego roku przerwali poszukiwania. Myślałam, że o tym wiesz. Miałam cichą nadzieję. że wiesz gdzie on może być. W sumie też dlatego tu przyjechałam. Oczywiście najważniejsza była Marcelina. Ale myślałam, że jednocześnie dowiem się czegoś o nim. Niestety pomyliłam się. - powiedziałam i otarłam łzy, które nie wiem kiedy zaczęły płynąć po moich policzkach.
- Ej Milena ciii... Proszę nie płacz. - powiedział i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. Po prostu myślałam, że wrócę razem z nim do domu. - powiedziałam i otarłam koleje łzy.
- I wrócisz. - powiedział Luke a ja spojrzałam na niego.
- Co? O czym ty mówisz? - zapytałam.
- Wrócisz z Niallem do Polski. Ale nie za półtorej tygodnia. Zostaniesz tutaj do końca sierpnia. Znajdę go. Obiecuję. - powiedział i ponownie mnie przytulił.
- Naprawdę? Dziękuję Luke. - powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Tak. Przecież ja i Niall przyjaźniliśmy się. Zrobię wszystko aby go odnaleźć. - powiedział i w tym momencie usłyszeliśmy trzaskanie drzwiami. Do domu wlecieli - Harry, Liam i Lou. Szybko odsunęłam się od Luka i ocierając łzy wyszłam z kuchni po czym weszłam do salonu gdzie siedzieli chłopcy i już coś mówili na temat muzyki jaka powinna być na imprezie. Chwilę za mną do pomieszczenia wszedł Luke i poinformowany przez Hazzę o czym był temat dołączył żywo do rozmowy. Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Około 21:10 ( oczywiście polskiego czasu bo ja innego w Londynie nie używałam ale cii.. ) dołączyła do nas Ann. Powiedziała jaki ma pomysł aby zmusić Cysię do ubrania w sobotę sukienki. Jej plan był idealny. Kiedy wszystko mieliśmy ustalone chłopcy jeszcze ustalili rodzaj alkoholu między sobą i rozeszli się wszyscy do domów. Poszłam do pokoju w którym spałam w domu Hazzy. Był on trochę w takim stylu jaki lubię. Styles powiedział, że ten pokój należał do jego siostry zanim mama się z nią wyprowadziła. Wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Po niecałych 20 minutach wróciłam do pokoju i od razu położyłam się do łóżka. Myślałam o tej dzisiejszej rozmowie z Lukiem. Jestem pewna, że nie kłamał. Wierzę, że uda mu się znaleźć Nialla. Leżąc tak i rozmyślając o tym nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Muzyka
* Marcelina P.O.V*
* 21.07.2012r - Urodziny Cysi *
* Jej pokój - godz. 19:45 *
Dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień. Tak. To właśnie dzisiaj kończę 18 lat. Oprócz babci, która dzwoniła do mnie rano to nikt inny nie złożył mi życzeń. No nikt. Ani Luke czy Ann. No właśnie. Ann. Stoi nade mną ubrana w extra sukienkę i prawi mi kazanie o tym, że jest sobota i ona zabiera mnie na imprezę. Tylko, że jest jedno ale. Nie mam ochoty nigdzie iść. Ochotę to mam ją zabić za to, że zapomniała o moich urodzinach. Chyba z dwie godziny tak nadawała. W końcu nie wytrzymałam i zgodziłam się na to wyjście. Ta z piskiem podejrzewam, że szczęścia podeszła do mojej szafy i wyciągnęła sukienkę, którą miałam założyć na swoją imprezę urodzinową, ale skoro nie mam takiej imprezy to założyłam ją mimo to. Zrobiłam lekki makijaż a włosy skręciłam w delikatne fale. Kiedy byłam gotowa ta zaklaskała w dłonie i złapała mnie za rękę. Kiedy wyszłyśmy przed dom czekała już na nas taxi. Normalnie ją kocham. O wszystkim pomyślała. Podała kierowcy adres, który miała zapisana na kartce. Jechałyśmy jakiś czas w milczeniu. Nie wiem co jej nagle odwaliło. Powiedziała, że mam zamkną na chwilę oczy. Nie chciało mi się z nią kłócić i zamknęłam je. Nagle poczułam, że zawiązuje mi coś na oczach. Powiedziała mi do ucha, że mam się niczym nie stresować i wszystko będzie okej. Nagle nasza taksówka zatrzymała się. Ann zapłaciła kierowcy i wysiadła z pojazdu po czym po chwili pomogła mi. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Poczułam, że weszłyśmy po schodach i weszłyśmy gdzieś do jakiegoś pomieszczenia. Nagle poczułam, że zabrała rękę z mojego ramienia. Stałam jak sparaliżowana gdy usłyszałam głos Ann: ŚCIĄGNIJ OPASKĘ Z OCZU! Tak też zrobiłam. Nagle do moich uszu dotarło głośne i piskliwe NIESPODZIANKA! Przede mną stało mnóstwo ludzi. Na samym przodzie tłumu Luke z Ann i kumple Luka. Nie wiedziałam co powiedzieć. Poczułam jak łzy szczęścia wypełniają moje oczy. Przymknęłam oczy aby łzy się nie wydostały. Nagle wszyscy zaczęli do mnie podchodzić i składać życzenia. Dotarło do mnie, że źle ich wszystkich oceniłam. Oni pamiętali o moich urodzinach tylko szykowali tą imprezę. To było coś pięknego. Gdy wszyscy znajomi ( łącznie z Louisem Tomlinsonem! ) złożyli mi życzenia podeszła do mnie pewna dziewczyna. Miałam wrażenie, że już ją gdzieś widziałam. Miała na sobie piękną sukienkę. Już wiem skąd ją znam. Milena.. Wyszeptałam...
- Hej Cysia. Chciałam ci złożyć najlepsze życzenia urodzinowe. - powiedziała z uśmiechem.
- Hej Milena. Dziękuję. - powiedziałam.
- Emm... Proszę. To dla ciebie. - powiedziała i podała mi małe pudełeczko.
- Dziękuję. - powiedziałam i je otworzyłam. Moim oczom ukazały się dwie bransoletki.
- To nasze bransoletki. Nosiłyśmy je przed twoim wypadkiem. - powiedziała ze łzami w oczach. A ja sobie wszystko przypomniałam.
- Pamiętam. Wszystko pamiętam. - powiedziałam i mocno się do niej przytuliłam. Na szczęście odwzajemniła uścisk.
- Naprawdę? Pamiętasz? - zapytała gdy tylko się odsunęłyśmy od siebie.
- Tak. Przepraszam cię Milena. Co ze mnie za przyjaciółka skoro cię nie pamiętałam. Bardzo cię przepraszam. - powiedziałam i założyłam jej na rękę jedną z bransoletek.
- Wybaczam. Wiem, że to nie była twoja wina. - powiedziała i pomogła mi zapiąć bransoletkę. Nagle podszedł no nas Lou.
- No dziewczyny. Zabawa już dawno trwa. A mamy co świętować. Chodźcie się bawić. - powiedział i podał nam po lampce wina. Podziękowałam mu szczerym uśmiechem i wyminąwszy go poszłyśmy z Mileną w stronę Ann i innych moich znajomych. Czas porządnie uczcić moje urodziny. Bawiłam się znakomicie. Około 23:00 do ogromnego salonu Liama wjechał tort specjalnie dla mnie zaprojektowany przez Milenę. Był piękny. Przytuliłam ją i podziękowałam. Podeszłam do niego i zdmuchnęłam świeczki. Ukroiłam kawałek i skosztowałam. Był pyszny. Resztę tortu rozkroił Liama. Nie wiedziałam, że umie kroić torty. Ja miałam problem z tym jednym kawałkiem a on dał radę z całym tortem. Kiedy wszyscy zjedli bawiliśmy się dalej. Oczywiście o północy dostałam osiemnaście razy po tyłku. Ale i tak nie czułam tego aż tak mocno. Może dlatego, że jestem już trochę wstawiona.
Muzyka
* 2h później *
* Impreza trwa *
Impreza trwała w najlepsze. Nie wiedziałam, że mam tak wspaniałego brata i znajomych. Wychodziłam właśnie z łazienki na piętrze i miałam zejść na dół do pozostałych kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku. Odwróciłam się a przede mną stał Lou. Wyglądał tak niesamowicie w tym stylu eleganckim. I do kompletu jeszcze ten jego niesamowity uśmiech i oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Ok Cysia. Stop. Ty już nie pijesz bo zaczynasz gadać od rzeczy.!! Nakrzyczałam na siebie w myślach. Uśmiechnęłam się do niego a on to odwzajemnił.
- Co tam Lou ? - zapytałam ciągle patrząc mu w oczy.
- Nareszcie jesteś sama. Od początku imprezy na ciebie poluje. - powiedział i zaśmiał się lekko.
- No widzisz. Teraz masz mnie na wyłączność. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- No tak. Chciałem ci powiedzieć, że ślicznie wyglądasz w tej sukience. - powiedział i puścił moją dłoń.
- Dziękuje. Muszę przyznać, że ty też super wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Heh.. Dzięki. Em... Cysia... Mam coś dla ciebie. - powiedział i wyciągnął z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko.
- Dla mnie? Lou nie trzeba było. - powiedziałam i spojrzałam na pudełeczko.
- Trzeba trzeba. Osiemnaste urodziny są raz w życiu. Musisz je zapamiętać. - powiedział i otworzył pudełeczko. Moim oczom ukazał się przepiękny naszyjnik w kształcie nutki.
- Jezu Lou. On jest przepiękny. - powiedziałam i dotknęłam nutki palcami.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Odwróć się to od razu ci go założę. - zrobiłam to o co poprosił i zaraz na mojej szyi zapiął naszyjnik.
- Naprawdę jest śliczny. Dziękuję. - powiedziałam i pocałowałam go w usta. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale nie odsunęłam się od niego. On też tego nie zrobił. Pogłębiliśmy nasz pocałunek i nie odrywając się od siebie Lou pociągnął mnie za sobą do jakiegoś pokoju. Nie przeszkadzało mi to. Nasze języki toczyły zaciętą walkę o przewagę. Torebkę rzuciłam gdzieś w kąt a palce wplotłam w jego włosy. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Chciałam tego. Tak bardzo tego chciałam. Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwilę aby zaczerpnąć powietrza. Widziałam jego oczy. Płonęły z pożądania. On też tego chciał. Ponownie wpiłam się w jego usta. Nawet nie wiem kiedy a leżeliśmy już na łóżku. Ja w samej bieliźnie a on bez koszuli i rozpiętych spodniach. Słyszeliśmy jak z dołu słychać muzykę i bawiących się ludzi. Jednak to mnie nie obchodziło. Liczył się tylko Lou. Liczyła się tylko ta chwila. Nie wiem jak to się stało ale po chwili leżałam już kompletnie naga. Lou górował nade mną.
- Chcesz tego? - zapytał lekko zdyszany.
- Tak. - odpowiedziałam. No co było dalej to nie muszę wam mówić. Łatwo się domyślić. Po wszystkim Lou upadł obok mnie a ja się w niego wtuliłam. To było coś niesamowitego. Zawsze tego chciałam. Nie żałuję tego, że zrobiłam to z Lou. Może dlatego, że jestem lekko pijana. Ale jedno wiem na pewno. Rano będę to pamiętać. Widać było, że Lou chciał coś powiedzieć jednak dobiegły nas krzyki jak by przerażenia z dołu. W moment byliśmy ponownie ubrani i wszyliśmy z pokoju. Biegiem zeszłam po schodach. Zaraz za mną był Lou. To co zobaczyliśmy na pewno zapamiętam do końca życia.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto jest on. Rozdział 23. I co myślicie? Podoba się? Pozdrawiam i do nn...^^

- Dobra. Nie drzyj się. Mów po kolei. Gdzie byłeś przez te 4 lata i jakie kłopoty. - powiedziałem.
- Dobra. Cztery lata temu jak tu przyjechałem zapożyczyłem się u takich jednych gości. Na początku umiałem to spłacać. Potem jednak szło mi coraz to gorzej. Kazali mi pracować dla ich szefa. Na początku się nie zgodziłem ale powiedzieli, że wiedzą o mnie wszystko. Tak samo wiedzą wszystko o moich bliskich. Zagrozili, że skrzywdzą moją kuzynkę. Musiałem wyjechać i całkowicie zmienić swoje życie. Jednak ja już tak nie mogę. Dlatego tu jestem. Proszę Lou. Pomóż mi. - powiedział i spuścił wzrok.
- Zaraz kurwa stop!Na ile i u kogo się zapożyczyłeś?! Jakiego kurwa szefa i co miałeś robić?! No mów! - podniosłem głos.
- Na ile pytasz? No na dosyć dużo. Bo aż 60 tysięcy. A zapożyczyłem się u niejakiego JB. Nie wiem jak się nazywa. Tylko tyle. A co miałem robić? Jedno słowo. Narkotyki. A jak nie chcieli płacić to zabijać. Ale Lou ja już tak dłużej nie mogę. Błagam cię. Pomóż mi. - powiedział i wstał z kanapy.
- Kurwa mać Horan no to w niezłe bagno się wjebałeś. Wiem u kogo wziąłeś tą pożyczkę. Ale stary nie wiem jak ci pomóc. Postaram się ale nic nie obiecuje. A teraz spadaj. Masz tu adres motelu na obrzeżach miasta. Jedź tam i powołaj się na mnie. I najważniejsze. Nie kontaktuj się z nikim. Jak coś wymyślę to sam się do ciebie odezwę. Jasne? - powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
- Tak. Dzięki. - powiedział i ruszył w stronę wyjścia.
- A Niall. Jeszcze coś. Milena jest tutaj. W Londynie. - powiedziałem i spojrzałem na niego.
- Co?! Jak to kurwa!? - zapytał.
- No po prostu. Nie wnikaj. Tylko mam prośbę. Nie kontaktuj się z nią. Wszystko ci wyjaśnię ale nie rób nic pochopnie. Jasne?! - powiedziałem.
- Ehh... Jasne. - powiedział.
- No. A teraz spadaj. - powiedziałem i pokazałem na drzwi.
- Ok. Dzięki. - powiedział i wyszedł. Nic nie odpowiedziałem. Kiedy usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem krótkiego smsa do Liama. Od razu dostałem odpowiedź. Już nic mu na to nie odpisałem. Zamknąłem drzwi na klucz i poszedłem do sypialni. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnąłem w ubraniu.
* Milena P.O.V *
* 16.07.2012 r. *
* Dom Harry'ego - 10:10 *
Siedzieliśmy w salonie u Hazzy i planowaliśmy imprezę dla Cysi. Ann spędzała z nią dzisiaj dzień. Zazdrościłam jej tego. Sama chciała bym spędzić z nią chociaż dwie minuty. Liama i Lou jeszcze nie było. Byłam sama z Harrym i Lukiem. Ann rano dostarczyła nam listę gości. Chociaż już tym nie musieliśmy się martwić. Harry szukał w internecie jakiś fajnych ozdób i od razu je zamawiał. Luke wysyła na Facebooku zaproszenia do ludzi z listy od Ann. Ja siedziałam przyklejona do kartki papieru i rysowałam szkic tortu dla Marceliny. Wspólnie ( oczywiście z Lou i Paynem ) ustaliliśmy, że ja narysuję szkic a cukiernia wykona taki sam tort jak na moim szkicu. Starałam się wykonać to w miarę szybko bo o 11:00 Hazza ma to zawieść do cukierni. Jednak ciężko jest wymyślić tort dla 90 osób. Ja nie wiem skąd Ann wzięła tyle osób. No ale nie wnikam w to. Spojrzałam na Luka. Cały czas wysyła do ludzi wiadomości w sprawie tej imprezy. Wyglądał na szczęśliwego i spokojnego. Przeniosłam wzrok na zegarek wiszący nad telewizorem. Wskazywał 10:40. Automatycznie przeniosłam wzrok na szkic. Dorysowałam jeszcze dwa elementy i wzięłam rysunek do ręki. Pomachałam nim przed twarzą Harry'ego i pokazałam mu ruchem głowy na zegarek. Ten zerwał się jak poparzony i zabierając ode mnie rysunek wyszedł z domu. Widziałam jak wsiada do swojego auta i wyjeżdża z posesji. Spojrzałam na Luka. Zaśmiał się pod nosem i odkładając laptopa na stolik wstał z fotela po czym wyszedł z pokoju. To była moja szansa. Wyszłam za nim. Tak jak myślałam poszedł do kuchni. Weszłam tam za nim i stanęłam obok niego. Robił sobie kawę. Spojrzałam na niego a on uśmiechnął się do mnie słabo. ,, No Milena. Teraz albo nigdy. Więcej nie będziesz miała takiej okazji. Zacznij temat Nialla. Już!" Odezwał się we mnie jakiś dziwny głos. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Luka. Brał właśnie łyka kawy. Kiedy odłożył kubek z ciepłą cieczą na blat złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie z pytającym wzrokiem.
- Luke czy możemy porozmawiać.? - zapytałam i zabrałam rękę.
- No pewnie. - powiedział i wziąwszy kubek usiadł przy stole.
- Słuchaj Luke. Nie będę owijać w bawełnę. Czy wiesz może coś na temat Nialla? - zapytałam i spojrzałam mu w oczy.
- Nialla? Nie. A czy coś się stało ? - zapytał i odłożył kubek.
- Czyli ty nic nie wiesz? - zapytałam i poczułam jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Ale o czym? Milena czy coś się stało? - zapytał i złapał mnie za rękę.
- Niall zniknął. Cztery lata temu przyleciał tutaj. Myślałam, że o tym wiesz. Że widziałeś się z nim. 24 sierpnia 2008 roku przestał się z nami kontaktować. Złożyłam doniesienie o zaginięciu. W grudniu tego samego roku przerwali poszukiwania. Myślałam, że o tym wiesz. Miałam cichą nadzieję. że wiesz gdzie on może być. W sumie też dlatego tu przyjechałam. Oczywiście najważniejsza była Marcelina. Ale myślałam, że jednocześnie dowiem się czegoś o nim. Niestety pomyliłam się. - powiedziałam i otarłam łzy, które nie wiem kiedy zaczęły płynąć po moich policzkach.
- Ej Milena ciii... Proszę nie płacz. - powiedział i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. Po prostu myślałam, że wrócę razem z nim do domu. - powiedziałam i otarłam koleje łzy.
- I wrócisz. - powiedział Luke a ja spojrzałam na niego.
- Co? O czym ty mówisz? - zapytałam.
- Wrócisz z Niallem do Polski. Ale nie za półtorej tygodnia. Zostaniesz tutaj do końca sierpnia. Znajdę go. Obiecuję. - powiedział i ponownie mnie przytulił.
- Naprawdę? Dziękuję Luke. - powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Tak. Przecież ja i Niall przyjaźniliśmy się. Zrobię wszystko aby go odnaleźć. - powiedział i w tym momencie usłyszeliśmy trzaskanie drzwiami. Do domu wlecieli - Harry, Liam i Lou. Szybko odsunęłam się od Luka i ocierając łzy wyszłam z kuchni po czym weszłam do salonu gdzie siedzieli chłopcy i już coś mówili na temat muzyki jaka powinna być na imprezie. Chwilę za mną do pomieszczenia wszedł Luke i poinformowany przez Hazzę o czym był temat dołączył żywo do rozmowy. Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Około 21:10 ( oczywiście polskiego czasu bo ja innego w Londynie nie używałam ale cii.. ) dołączyła do nas Ann. Powiedziała jaki ma pomysł aby zmusić Cysię do ubrania w sobotę sukienki. Jej plan był idealny. Kiedy wszystko mieliśmy ustalone chłopcy jeszcze ustalili rodzaj alkoholu między sobą i rozeszli się wszyscy do domów. Poszłam do pokoju w którym spałam w domu Hazzy. Był on trochę w takim stylu jaki lubię. Styles powiedział, że ten pokój należał do jego siostry zanim mama się z nią wyprowadziła. Wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Po niecałych 20 minutach wróciłam do pokoju i od razu położyłam się do łóżka. Myślałam o tej dzisiejszej rozmowie z Lukiem. Jestem pewna, że nie kłamał. Wierzę, że uda mu się znaleźć Nialla. Leżąc tak i rozmyślając o tym nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Muzyka
* Marcelina P.O.V*
* 21.07.2012r - Urodziny Cysi *
* Jej pokój - godz. 19:45 *
Dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień. Tak. To właśnie dzisiaj kończę 18 lat. Oprócz babci, która dzwoniła do mnie rano to nikt inny nie złożył mi życzeń. No nikt. Ani Luke czy Ann. No właśnie. Ann. Stoi nade mną ubrana w extra sukienkę i prawi mi kazanie o tym, że jest sobota i ona zabiera mnie na imprezę. Tylko, że jest jedno ale. Nie mam ochoty nigdzie iść. Ochotę to mam ją zabić za to, że zapomniała o moich urodzinach. Chyba z dwie godziny tak nadawała. W końcu nie wytrzymałam i zgodziłam się na to wyjście. Ta z piskiem podejrzewam, że szczęścia podeszła do mojej szafy i wyciągnęła sukienkę, którą miałam założyć na swoją imprezę urodzinową, ale skoro nie mam takiej imprezy to założyłam ją mimo to. Zrobiłam lekki makijaż a włosy skręciłam w delikatne fale. Kiedy byłam gotowa ta zaklaskała w dłonie i złapała mnie za rękę. Kiedy wyszłyśmy przed dom czekała już na nas taxi. Normalnie ją kocham. O wszystkim pomyślała. Podała kierowcy adres, który miała zapisana na kartce. Jechałyśmy jakiś czas w milczeniu. Nie wiem co jej nagle odwaliło. Powiedziała, że mam zamkną na chwilę oczy. Nie chciało mi się z nią kłócić i zamknęłam je. Nagle poczułam, że zawiązuje mi coś na oczach. Powiedziała mi do ucha, że mam się niczym nie stresować i wszystko będzie okej. Nagle nasza taksówka zatrzymała się. Ann zapłaciła kierowcy i wysiadła z pojazdu po czym po chwili pomogła mi. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Poczułam, że weszłyśmy po schodach i weszłyśmy gdzieś do jakiegoś pomieszczenia. Nagle poczułam, że zabrała rękę z mojego ramienia. Stałam jak sparaliżowana gdy usłyszałam głos Ann: ŚCIĄGNIJ OPASKĘ Z OCZU! Tak też zrobiłam. Nagle do moich uszu dotarło głośne i piskliwe NIESPODZIANKA! Przede mną stało mnóstwo ludzi. Na samym przodzie tłumu Luke z Ann i kumple Luka. Nie wiedziałam co powiedzieć. Poczułam jak łzy szczęścia wypełniają moje oczy. Przymknęłam oczy aby łzy się nie wydostały. Nagle wszyscy zaczęli do mnie podchodzić i składać życzenia. Dotarło do mnie, że źle ich wszystkich oceniłam. Oni pamiętali o moich urodzinach tylko szykowali tą imprezę. To było coś pięknego. Gdy wszyscy znajomi ( łącznie z Louisem Tomlinsonem! ) złożyli mi życzenia podeszła do mnie pewna dziewczyna. Miałam wrażenie, że już ją gdzieś widziałam. Miała na sobie piękną sukienkę. Już wiem skąd ją znam. Milena.. Wyszeptałam...
- Hej Cysia. Chciałam ci złożyć najlepsze życzenia urodzinowe. - powiedziała z uśmiechem.
- Hej Milena. Dziękuję. - powiedziałam.
- Emm... Proszę. To dla ciebie. - powiedziała i podała mi małe pudełeczko.
- Dziękuję. - powiedziałam i je otworzyłam. Moim oczom ukazały się dwie bransoletki.
- To nasze bransoletki. Nosiłyśmy je przed twoim wypadkiem. - powiedziała ze łzami w oczach. A ja sobie wszystko przypomniałam.
- Pamiętam. Wszystko pamiętam. - powiedziałam i mocno się do niej przytuliłam. Na szczęście odwzajemniła uścisk.
- Naprawdę? Pamiętasz? - zapytała gdy tylko się odsunęłyśmy od siebie.
- Tak. Przepraszam cię Milena. Co ze mnie za przyjaciółka skoro cię nie pamiętałam. Bardzo cię przepraszam. - powiedziałam i założyłam jej na rękę jedną z bransoletek.
- Wybaczam. Wiem, że to nie była twoja wina. - powiedziała i pomogła mi zapiąć bransoletkę. Nagle podszedł no nas Lou.
- No dziewczyny. Zabawa już dawno trwa. A mamy co świętować. Chodźcie się bawić. - powiedział i podał nam po lampce wina. Podziękowałam mu szczerym uśmiechem i wyminąwszy go poszłyśmy z Mileną w stronę Ann i innych moich znajomych. Czas porządnie uczcić moje urodziny. Bawiłam się znakomicie. Około 23:00 do ogromnego salonu Liama wjechał tort specjalnie dla mnie zaprojektowany przez Milenę. Był piękny. Przytuliłam ją i podziękowałam. Podeszłam do niego i zdmuchnęłam świeczki. Ukroiłam kawałek i skosztowałam. Był pyszny. Resztę tortu rozkroił Liama. Nie wiedziałam, że umie kroić torty. Ja miałam problem z tym jednym kawałkiem a on dał radę z całym tortem. Kiedy wszyscy zjedli bawiliśmy się dalej. Oczywiście o północy dostałam osiemnaście razy po tyłku. Ale i tak nie czułam tego aż tak mocno. Może dlatego, że jestem już trochę wstawiona.
Muzyka
* 2h później *
* Impreza trwa *
Impreza trwała w najlepsze. Nie wiedziałam, że mam tak wspaniałego brata i znajomych. Wychodziłam właśnie z łazienki na piętrze i miałam zejść na dół do pozostałych kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku. Odwróciłam się a przede mną stał Lou. Wyglądał tak niesamowicie w tym stylu eleganckim. I do kompletu jeszcze ten jego niesamowity uśmiech i oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Ok Cysia. Stop. Ty już nie pijesz bo zaczynasz gadać od rzeczy.!! Nakrzyczałam na siebie w myślach. Uśmiechnęłam się do niego a on to odwzajemnił.
- Co tam Lou ? - zapytałam ciągle patrząc mu w oczy.
- Nareszcie jesteś sama. Od początku imprezy na ciebie poluje. - powiedział i zaśmiał się lekko.
- No widzisz. Teraz masz mnie na wyłączność. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- No tak. Chciałem ci powiedzieć, że ślicznie wyglądasz w tej sukience. - powiedział i puścił moją dłoń.
- Dziękuje. Muszę przyznać, że ty też super wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Heh.. Dzięki. Em... Cysia... Mam coś dla ciebie. - powiedział i wyciągnął z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko.
- Dla mnie? Lou nie trzeba było. - powiedziałam i spojrzałam na pudełeczko.
- Trzeba trzeba. Osiemnaste urodziny są raz w życiu. Musisz je zapamiętać. - powiedział i otworzył pudełeczko. Moim oczom ukazał się przepiękny naszyjnik w kształcie nutki.
- Jezu Lou. On jest przepiękny. - powiedziałam i dotknęłam nutki palcami.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Odwróć się to od razu ci go założę. - zrobiłam to o co poprosił i zaraz na mojej szyi zapiął naszyjnik.
- Naprawdę jest śliczny. Dziękuję. - powiedziałam i pocałowałam go w usta. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale nie odsunęłam się od niego. On też tego nie zrobił. Pogłębiliśmy nasz pocałunek i nie odrywając się od siebie Lou pociągnął mnie za sobą do jakiegoś pokoju. Nie przeszkadzało mi to. Nasze języki toczyły zaciętą walkę o przewagę. Torebkę rzuciłam gdzieś w kąt a palce wplotłam w jego włosy. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Chciałam tego. Tak bardzo tego chciałam. Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwilę aby zaczerpnąć powietrza. Widziałam jego oczy. Płonęły z pożądania. On też tego chciał. Ponownie wpiłam się w jego usta. Nawet nie wiem kiedy a leżeliśmy już na łóżku. Ja w samej bieliźnie a on bez koszuli i rozpiętych spodniach. Słyszeliśmy jak z dołu słychać muzykę i bawiących się ludzi. Jednak to mnie nie obchodziło. Liczył się tylko Lou. Liczyła się tylko ta chwila. Nie wiem jak to się stało ale po chwili leżałam już kompletnie naga. Lou górował nade mną.
- Chcesz tego? - zapytał lekko zdyszany.
- Tak. - odpowiedziałam. No co było dalej to nie muszę wam mówić. Łatwo się domyślić. Po wszystkim Lou upadł obok mnie a ja się w niego wtuliłam. To było coś niesamowitego. Zawsze tego chciałam. Nie żałuję tego, że zrobiłam to z Lou. Może dlatego, że jestem lekko pijana. Ale jedno wiem na pewno. Rano będę to pamiętać. Widać było, że Lou chciał coś powiedzieć jednak dobiegły nas krzyki jak by przerażenia z dołu. W moment byliśmy ponownie ubrani i wszyliśmy z pokoju. Biegiem zeszłam po schodach. Zaraz za mną był Lou. To co zobaczyliśmy na pewno zapamiętam do końca życia.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto jest on. Rozdział 23. I co myślicie? Podoba się? Pozdrawiam i do nn...^^
~Mrs. Tomlinson








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz