wtorek, 9 maja 2023

Rozdział 37


,, Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych,
którzy są cokolwiek warci. "
                                      Jane Austen




  * Lou P.O.V. *
  * 01.01.2013 r. *
 * Godz, 18:30 - szpital *  
 
Siedziałem na ławce przed szpitalem i zastanawiałem się co mam powiedzieć mojej ukochanej jak do niej wejdę. Całą drogę z kliniki płakałem od momentu, jak Dani powiedziała mi co z Cysią i dziećmi. I nic z tego nie rozumiem. Przecież nie tak dawno na wizycie u lekarza wszystko było dobrze. Wysiadając z auta Hazzy zauważyłem, że pod szpitalem stoi auto Luka. Zdziwiło mnie to bo Dani wspominała, że kazała mu wracać do domu. Wiedziałem, że nasze spotkanie nie skończy się dobrze ale nie jestem tu dla Luka tylko dla swojej ukochanej i dla dzieci. Wziąłem głęboki wdech i wstając z ławki poszedłem w stronę drzwi wejściowych do szpitala. Zapytałem jednej z pielęgniarek, na którym piętrze znajduje się oddział patologi ciąży. Podszedłem do windy i pojechałem na wskazane piętro. Jadąc windą myślałem co się wydarzy na korytarzu jak spotkam się z Lukiem. Naprawdę nie chciał bym się z nim kłócić a tym bardziej bić, ale nigdy nic nie wiadomo. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi windy. Głęboki wdech i wyszedłem z niej. Od razu ujrzałem Luka na korytarzu. Siedział przed salą z twarzą schowanymi w dłoniach. Domyśliłem się, że sala przed którą siedzi jest Marceliny. Podszedłem do niego pewnym krokiem i przełykając nerwowo ślinę odezwałem się do niego.

- Siema Luke. - powiedziałem i czekałem na jego reakcje.
- No nie wierzę. - usłyszałem w odpowiedzi.
- Wiem, że nie jesteś zadowolony z mojej obecności ale obaj wiemy, że prędzej czy później bym się tutaj pojawił. - powiedziałem.
- No widzisz Lou, to wolał bym to potem a nie po czterech dniach. - powiedział i wstał z krzesła po czym spojrzał na mnie z pogardą. 
- Jeśli chcesz mi przyłożyć to może zrób to jak odwiedzę już Marcelinę. - powiedziałem.
- Kusząca propozycja, ale nie zamierzam cię bić. Jesteś tu dla Marceliny ale wiem też, że masz warunek powrotu do kliniki. - powiedział i mnie wyminął.
- Tak. Mam taki warunek i uwierz mi, że tam wrócę. Chce się leczyć dla Marceliny i dzieci. Dla mojej rodziny. - powiedziałem pewnym głosem.
- Trzeba było nie brać tego gówna znowu. Jak byś nie wziął to byś nie wrócił do kliniki. Ale uważaj bo cię obserwuje. - powiedział i dodał po chwili. - Idź do niej bo pytała o ciebie. - powiedział i poszedł w stronę windy. Stałem i patrzyłem jak Luke wchodzi do windy i zjeżdża nią na dół. Kiedy zrozumiałem, że jestem sam na tym korytarzu spojrzałem na drzwi, przed którymi siedział Luke. W środku zobaczyłem Marcelinę trzymającą ręce na brzuchu i spokojnie oddychającą. Wziąłem głęboki wdech i po cichu wszedłem do sali. Zobaczyłem pielęgniarkę, która wypełniała jakieś dokumenty. Spojrzałem na nią z uśmiechem i chyba zrozumiała o co chciałem poprosić bo z uśmiechem opuściła salę. Powoli i po cichu podszedłem do łóżka. Marcelina spała. Bałem się, że jak się obudzi i zobaczy mnie na krześle to się wystraszy. Postanowiłem, że stanę przy oknie i będę się przez nie patrzył, aż moja ukochana się obudzi. Nie wiem ile tam stałem ale za to mogłem spokojnie o wszystkim pomyśleć. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Marceliny. 

- Lou? To ty? - zapytała.
- Tak kochanie. - powiedziałem i odwróciłem się w jej stronę ale nie podchodziłem do łóżka.
- Lou... Kochanie... - zaczęła i nagle po jej twarzy zaczęły płynąć łzy. 
- Kochanie dlaczego płaczesz? - zapytałem i podszedłem bliżej.
- Lou przepraszam. To wszystko moja wina. - powiedziała przez łzy i wyciągnęła rękę w moim kierunku.
- Kochanie to nie twoja wina. - powiedziałem i złapałem jej dłoń. - To wszystko moja wina. To moja wina, że Liam leży w szpitalu. I to moja wina, że ty też się tutaj znalazłaś. Marcelina tak strasznie cię przepraszam. - dodałem a po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. 
- Oh Louis. Tak bardzo się cieszę, że tu jesteś. Proszę nie płacz. - powiedziała i spojrzała mi w oczy. Kocham jej oczy. Działają na mnie kojąco.
- Kocham Cię Cysia. - powiedziałem i spojrzałem jej w oczy.
- Ja Ciebie też kocham Lou. - powiedziała po czym trzymając mnie za rękę ponownie zasnęła. Trzymałem ją za rękę a drugą położyłem na jej brzuchu, Od razu poczułem ruchy dzieci. Nic z tego nie rozumiem. Z tego co powiedziała mi Dani zrozumiałem, że Cysia była u Liama i wszystko było dobrze. Zaczęło ją boleć dopiero jak mieli wyjść ze szpitala. Kiedy upewniłem się, że Marcelina na pewno śpi spokojnie wyszedłem z jej sali. Spojrzałem na zegar wiszący na przeciwległej ścianie sali. Wskazówki wskazywały 21:40. Nie zaskoczył mnie fakt, że byłem u niej tak długo tylko to że pielęgniarka mnie nie wygoniła. Przeciągnąłem się i ruszyłem do widny. Zjechałem na dół i byłem zdziwiony kiedy zobaczyłem przed szpitalem Harry'ego. 

- Harry? Co ty tutaj robisz? - zapytałem kiedy stałem już obok niego.
- Pomyślałem, że nie masz jak wrócić na chatę to cię podrzucę. - powiedział i przybił ze mną piątkę.
- No w sumie masz rację ale miał bym prośbę. - powiedziałem i podrapałem się po karku. 
- No co tam? - zapytał Loczek.
- Czy mógł bym te kilka dni przekimać u ciebie? U mnie w mieszkaniu nadal jest zakazana substancja. Nie chciał bym jej brać. - powiedziałem i spojrzałem na niego.
- Stary no pewnie. Zrobię wszystko abyś nie wziął znowu tego gówna. - powiedział z uśmiechem i ruchem głowy pokazał abyśmy poszli do auta. 
- Dzięki stary. - powiedziałem i pojechaliśmy do jego mieszkania. Droga do jego mieszkania przeleciała mi bardzo szybko. Kiedy byliśmy na miejscu Harry zaproponował mi jedną ze swoich pustych sypialni ale ja zamiast tego wybrałem kanapę. Widziałem, że wcale go to nie zdziwiło. Zamknął drzwi od mieszkania i życząc mi dobrej nocy poszedł do swojej sypialni. Odpowiedziałem mu to samo i poszedłem do łazienki w korytarzu aby wsiąść prysznic. Wziąłem ekspresowy prysznic i wróciłem do salonu chłopaka. Odłożyłem rzeczy do torby i położyłem się na kanapie. Przez brak telefonu szybko zasnąłem.  Nie umiałem jednak spać. Co jakiś czas śniła mi się Marcelina i budziłem się. Dopiero nad ranem zasnąłem w głęboki i spokojny sen.
 
 
 




poniedziałek, 8 maja 2023

Witam Ponownie po długiej przerwie :)

 MUZYKA

 Witam Was Kochani. Dziwnie trochę pisać tutaj po 5 latach nieobecności, ale stwierdziłam że pora tutaj dokończyć wszystko. Dokończyć historię kilka lat temu. Jednak zanim to zrobię to postanowiłam trochę wytłumaczyć dlaczego zniknęłam bez słowa wyjaśnienia i bez dokończenia historii o Marcelinie i Lou. 

W tym momencie mam 24 lata, większe doświadczenie i 7 miesięcznego synka. Życie czasem nas zaskakuje i mnie zaskoczyło dokładnie 5 lat temu. Przerosło mnie prowadzenie bloga, bycie uczennicą i oczywiście praktyki. Nauka zawodu, która wtedy wydawała mi się ciężka i trudna. Naciski szefowej ( już dawno byłej ), że jeśli nie zdam czeladnika to będzie jeden wielki wstyd i takie tam. Dlatego wtedy zniknęłam stąd bez słowa. Pochłonęła mnie nauka. A nie będę ukrywać, że zawód fryzjera niesie ze sobą wiele wyrzeczeń. Dlatego to co teraz napiszę jednych zaskoczy a jednych nie ale nie żałuję, że przerwałam prowadzenie tego bloga. Skończenie szkoły i egzamin czeladniczy pokazało mi jak wygląda dorosłe życie. Nowa praca i tak zwany wyścig szczurów, który osobiście starałam się ominąć chodź nie zawsze to wychodziło. W przeciągu 3 lat od skończenia szkoły paca w dwóch firmach, które różniły się od siebie dosłownie wszystkim. Ale czy żałuje tego? Nie. Przecież to nasze wybory uczą nas życia, Wiadomo, że nie zawsze są to dobre wybory ale jak by wszystko szło perfekcyjnie to było by nudnie.

Wchodząc w dorosłe życie nigdy nie przestałam być fanką 1D czy 5SOS. Ich muzyka towarzyszyła mi zawsze i towarzyszy nawet teraz kiedy piszę ten post. W tle piosenki Louisa Tomlinsona i obok śpiący synek. Nigdy nie jest się za starym aby czegoś słuchać lub po prostu lubić danego wykonawcę lub zespół. Muzyka One Direction towarzyszyła mi całą ciążę. Przez 9 miesięcy kiedy nosiłam go pod sercem muzyka chłopaków była ze mną. I tak samo mój syn słucha tej muzyki razem ze mną. Dlatego jeśli w tej chwili ktoś postanowi komentować, że co ze mnie za matka, która włącza dziecku takie piosenki gdzie czasem pojawiają się przekleństwa. Odpowiadam wam już w tej chwili. To moja sprawa i decyzja co w danym momencie leci w radiu albo na spotify. I nieważne czy jest to akurat piosenka o myciu zębów czy cała play lista Liama. Bo każdego z osoba też słuchamy i mały też będzie słuchał dopóki nie zdecyduje sam co mu się podoba. I na tym zakończę historię wyjaśnień. 

Dodam tylko, że zamierzam skończyć tą historię i myślcie sobie co chcecie, Na prawdę mam to gdzieś. Historia Lou i Cysi będzie miała zakończenie i mam nadzieję, że uda mi się to zrobić przed wakacjami. Życzę wam spokojnej nocy i " do zobaczenia " w następnym rozdziale po długiej przerwie.


Dobranoc.....

środa, 4 lipca 2018

Rozdział 36


,, Mężczyzna może być szczęśliwy z każdą kobietą,
o ile jej tylko nie kocha..''
                                   Oskar Wilde
* Cysia P.O.V*
* 01.01.2013 roku *
* Godz. 15:40 - szpital *

  Dziś nowy rok. Za kilka miesięcy na świecie pojawią się moje aniołki. Niestety nie wiem co z Lou. Nie wiem też czy list, który napisałam został mu przekazany. Mam cichą nadzieję, że go dostał. Teraz jednak wszyscy siedzimy przed drzwiami prowadzącymi na Oiom. Chociaż jak tak patrzę na Luka, Nialla i Hazze to im przydała by się izba wytrzeźwień. No ja rozumiem, że wczoraj był Sylwester i trzeba było to uczcić no ale bez przesady. Siedzą i wszyscy leczą kaca po przez picie wody. Tylko ja i dziewczyny byłyśmy grzeczne. Powiedziały, że skoro ja nie mogę pić to one też nie będą. I chłopcy to wykorzystali. Ale to nie ważne. Mają nauczkę i mam nadzieję, że więcej się już tak nie upiją. Rano no może nie aż tak rano ale około 12 zadzwonił do mnie lekarz Liama. Powiedział abyśmy przyjechali bo chcą się podjąć wybudzenia go. Nareszcie. Wybudzają go po 4 dniach. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i uda im się wybudzić Liama za pierwszym podejściem. Czekamy na korytarzu już dobre 40 minut kiedy nagle drzwi Oiomu otworzyły się i wyszedł do nas lekarz. Powiedział, że stan Liama jest na tyle dobry, że podejmują próbę wybudzenia go. Ze szczęścia miałam aż łzy w oczach. Lekarz wrócił na salę a my stanęliśmy wszyscy przy szybach i obserwowaliśmy co się tam dzieję. Nagle ciało Liama wygięło się w pół i wydał z siebie głośny jęk. Lekarz spojrzał na nas i z uśmiechem na twarzy pokiwał twierdząco głową. Udało się. Wybudzili Liama. Po moich policzkach płynęły łzy. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Zobaczyłam, że to Ann. Uśmiechała się do mnie i również płakała. Patrzyliśmy dłużą chwilę na Liama. Rozmawiał z lekarzem. Kiedy nas zobaczył uśmiechną się i pomachał do nas po czym powiedział coś lekarzowi. Ten przytakną głową i wyszedł do nas. Powiedział nam, że stan naszego przyjaciela jest stabilny, i że Liam chcę ze mną porozmawiać. Zdziwiłam się ale weszłam za lekarzem do sali. Ubrałam specjalny zielony fartuch i podeszłam do łóżka na którym leżał Liam. Usiadłam na krzesełku i złapałam go za rękę. Mocno chodź delikatnie ścisnął moją dłoń. 

- Hej malutka. - powiedział i uśmiechną się.
- Hej bohaterze. - powiedziałam przez łzy.
- Heh.. Jaki tam ze mnie bohater. - powiedział i sykną z bólu.
- Dla mnie jesteś bohaterem. Dla nas. - powiedziałam i położyłam dłoń na brzuchu.
- Jak się czujesz Cysia? Wszystko dobrze? - zapytał i popatrzył na mnie troskliwie. 
- Tak. Wszystko dobrze. Dzieci rozwijają się prawidłowo. Ciągle się ruszają. Wszystko jest dobrze. - powiedziałam i pogładziłam się po brzuchu.
- To dobrze. Bardzo się cieszę. - powiedział i posłał mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam.  
- A ty jak się czujesz? - zapytałam i otarłam łzy z twarzy.
- Dobrze. Chociaż trochę boli. I wiem, że moja piękna twarz przez jakiś czas będzie sina i podrapana. A głowa zabandażowana. Ale da się przeżyć. - powiedział i ponownie syknął z bólu.
- Liam... Ja... Ja przepraszam. - powiedziałam i spuściłam wzrok.
- Ej za co ty mnie przepraszasz? Nie masz za co. - powiedział.
- Mam. Bo gdybym wiedziała... Gdybym wiedziała wcześniej, że Lou ćpa.. To już dawno był by na leczeniu. - powiedziałam i ponownie zaczęłam płakać.
- Cysia posłuchaj. Ty nie masz mnie za co przepraszać. Uwierz mi. Nikt z nas nie wiedział tak naprawdę jak długo Lou brał. A przed tobą się maskował. Chcę abyś wiedziała jedno. Ja wybaczam Lou. Luke może być zły i nawet go rozumiem. Ale ja wybaczam Lou i nie będę składał doniesienia na policję. Wiem, że nie był sobą gdy mnie pobił. - powiedział i otarł łzy z mojej twarzy.
- Naprawdę? Oh Liam... Dziękuję. - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
- Nie masz za co dziękować. A tak przy okazji to szczęśliwego nowego roku. I przekaż proszę te życzenia wszystkim. - powiedział z uśmiechem.
- Tobie również. Oby był lepszy niż poprzedni. I oczywiście przekaże. - powiedziałam.
- Przepraszam ale powinna pani już iść. Pan Payne powinien dużo odpoczywać. - powiedziała pielęgniarka, która sprawdzała coś przy kroplówce Liama.
- Tak. Już idę. Trzymaj się Li. Wpadniemy znowu za jakiś czas. - powiedziałam i ucałowałam go w policzek.
- Pa Cysia. I powiedz im tam wszystkim, że jeszcze będę żył. - powiedział i również dał mi całusa. Po tym wyszłam z sali. Pozostali siedzieli pod salą i czekali na mnie. Brakowało tylko Luka. Podeszłam do reszty.
- Idziemy? - zapytałam i wszyscy na mnie spojrzeli.
- Tak. A powiedz jak Liam? Możemy jeszcze do niego wejść? - zapytał Niall.
- Liam czuje się dobrze. Prosił abym przekazała wam życzenia noworoczne, i że jeszcze będzie żył. - powiedziałam i wszyscy zaśmialiśmy się na te słowa.
- Cały Liam. Dobrze, że poczucie humoru go nie opuściło. A możemy jeszcze do niego iść? - zapytał Harry.
- Nie. Pielęgniarka powiedziała, że Li musi teraz dużo odpoczywać. Możemy przyjść do niego za kilka dni. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Nawet nie wiem kiedy a był już z nami Luke.
- Dobra kochani. Widzę, że Cysia już jest to co? Idziemy? - zapytał Luke. Wszyscy kiwnęliśmy głowami na tak i ruszyliśmy w stronę wyjścia ze szpitala. Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim co się da. Jednak głównym tematem był stan zdrowia Liama. Oczywiście nie powiedziałam im o tym, że Li nie złoży doniesienia na policję. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Nagle poczułam dość mocny ból w podbrzuszu. Zatrzymałam się i złapałam za brzuch. Nie mogłam zrobić kroku.
- Ała!! - krzyknęłam i reszta się zatrzymała.
- Cysia! - krzyknęli jednocześnie.
- Siostra co się dzieje?! - pyta Luke.
- Nie wiem! Boli! Ała! - krzyczę ponownie z bólu.
- Cysia nie odlatuj! - słyszę Ann jak krzyczy. To ostanie co pamiętam.

* Dani P.O.V.*
* 16:55*
* Szpital - oddział patologi ciąży *

 Luke rozmawia z lekarzem Cysi, ja razem z resztą czekamy przed jej salą. Gdy rozmawiała z Li wszystko było dobrze. A dosłownie kilka kroków przed wyjściem zaczęło ją boleć i zemdlała. Bardzo się o nią boję. I o dzieci. Nagle podszedł do nas Luke ze łzami w oczach. Był załamany. Co się do cholery dzieje? Luke spojrzał na mnie i zaczął kiwać głową a po chwili przytulił się do mnie i zaczął płakać. To zły znak. Odsunęłam się od niego i złapałam za ramiona po czym spojrzałam w oczy. Po jego twarzy płynęły łzy. Coś się dzieje. Tylko co? On ciągle milczy.

 - Luke kochanie. Co się dzieje? - zapytałam.
- Luke... Powiedz co z Marceliną i dziećmi? - powiedział Harry i podszedł do mnie.
- Muszę jechać do Lou. - powiedział i chciał nas wyminąć ale nie pozwoliliśmy na to.
- Luke co ty mówisz? Po co chcesz jechać do Louisa ? - zapytał Niall.
-  Muszę mu powiedzieć... Muszę mu powiedzieć.. - ciągle powtarzał.
- Luke... A co musisz mu powiedzieć.? - zapytała Ann.
- Muszę mu powiedzieć, że życie Cysi i dzieci są zagrożeni. - powiedział Luke i zaczął płakać jeszcze bardziej.
- Jak to zagrożeni?! Co ty wygadujesz?! Luke proszę powiedz co się dzieje?! -  krzyczała Milena przez łzy.
- Lekarz powiedział.. Lekarz powiedział, że jedno z dzieci jest owinięte w pępowinę... Owinięte przy szyi... A Cysia... Cysia ma bardzo niskie ciśnienie co powoduje słabe pompowanie krwi z witaminami do dzieci. Lekarz powiedział, że jeśli to się nie poprawi to trzeba będzie szybciej rozwiązać ciążę. - powiedział i usiadł na krześle chowając twarz w dłonie i nadal płakał.
- Luke co ty mówisz? Jesteś tego pewny? - zapytał Niall.
- Tak. To mi powiedział lekarz. - odpowiedział blondyn i nadal płakał.
- Dobra... Niall i Ann pojedziecie z Lukiem do domu. On musi odpocząć. Nie może tu być. Milena pójdziesz do Liama i powiesz mu o Cysi. Potem weźmiesz moje auto i pojedziesz do domu. A ja z Harrym pojedziemy do Lou. Mimo wszytko on musi wiedzieć o Cysi i dzieciach. - powiedziałam i dałam Milenie kluczyki a następnie wyszłam ze szpitala i razem z Harrym pojechaliśmy do kliniki.

 Droga do kliniki dłużyła się. Nie wiem jak powiedzieć Lou, że Cysia i dzieci są zagrożone.Nie wiem jak to jest możliwe. Tyle czasu było wszystko dobrze. I nagle okazuje się, że jeden z maluszków jest owinięty pępowiną, Cysia ma bardzo niskie ciśnie. Nie to się nie dzieje naprawdę. Przymknęła oczy aby nie pozwolić łzom na spłynięcie po policzkach. Cysia jest dla mnie jak siostra, którą zawsze chciałam mieć. Jak teraz myślę o tym, że coś może stać się jej i dzieciom.. Nic im nie będzie. Nie może. Kiedy otworzyłam oczy Harry właśnie parkował pod kliniką. Louis był tu jakiś czas. Dosłownie kilka dni. A teraz ma wyjść. Musi opuścić to miejsce bo jego narzeczonej i dzieciom grozi niebezpieczeństwo. Wysiadłam z pojazdu i patrzyłam na ogromny budynek. Louis znajdował się na 4 piętrzę. Przeniosłam wzrok na Hazze. Stał oparty o maskę samochodu i palił papierosa. Nie mogłam na niego czekać dlatego sama weszłam do kliniki. Na recepcji nie zwróciłam uwagi na młodą dziewczynę tylko od razu udałam się do windy i wjechałam na dane piętro.  Gdy winda stanęła wzięłam głęboki oddech i wyszłam na korytarz. Osoby które znajdowały się na korytarzu patrzyły tylko na mnie. Starałam się to zignorować i skierowałam się do gabinetu doktora Salvatore. Zapukała dwa razy ale nikt nie odpowiedział. Odczekałam chwilę i ponownie zapukałam. Nadal cisza. Nie wytrzymałam i złapałam za klamkę. Drzwi otwarły się a moim oczom ukazał się nietypowy widok. W gabinecie był Louis. Siedział na kozetce obok lekarza i płakał. Nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam wyjść ale było za późno. Wzrok lekarza spotkał się z moim.

 - O! Pani Daniell. Witam. Coś się stało? - zapytał i podszedł do mnie podając mi dłoń.
- Witam. Ja... Ja chciałam z panem porozmawiać. A potem z Lou jeśli to możliwe. Ale widzę, że chyba przeszkadzam. Może lepiej pójdę. - powiedziałam i zaczęłam się wycofywać.
-Nie proszę zostać. My już skończyliśmy na dzisiaj. Louis możesz wrócić już do swojego pokoju. - powiedział po czym brunet z uśmiechem i ocierając łzy wyszedł z gabinetu.
- Panie doktorze.. - zaczęłam i przerwałam na chwilę.
- Tak? Proszę usiąść. - powiedział i wskazał na krzesło.
- Bo ja... Ja chciałam prosić o to aby zwolnił pan Louis z leczenia. Wiem, że to dziwna prośba bo Lou jest tu od kilku dni ale to mega ważna sprawa. - powiedziałam i poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Nie będę ukrywał, że to faktycznie dziwna prośba. Nie rozumiem tylko dlaczego o to pani prosi? - zapytał i pochylając się spojrzał mi w oczy.
- Chodzi o Marcelinę i dzieci. Cysia jest w szpitalu. Ma słabe ciśnienie a jedno z dzieci jest owinięte pępowiną. Nie wiadomo czy przeżyje. Dla tego chciałam zabrać Lou. Chciałam aby pojechał ze mną do nich. - powiedziałam a po mojej twarzy płynęły łzy.
- O matko. Rozumiem. Powiem tak.. Mimo tak krótkiego pobytu tutaj u Luisa już jest poprawa. On żałuje tego, że brał narkotyki i tego, że pobił waszego przyjaciela. Ciągle powtarza, że chce się wyleczyć dla Cysi i dzieci. Wychodzi mu to. Po tym co pani powiedziała jestem zmuszony pozwolić pani go zabrać. Ale mam jeden warunek. Gdy tylko stan Marceliny i dzieci się poprawi Louis musi tutaj wrócić. - powiedział i oparł się o swój fotel.
- Oczywiście. Osobiście go tutaj odwiozę. Dziękuję panu. - powiedziałam i otarłam łzy.
- Nie ma za co. A teraz niech chwilę pani poczeka. Pójdę po Louisa. - powiedział i wyszedł z gabinetu. Nie minęły dwie minuty a do pomieszczenia wszedł Louis.
- Hej Dani. - powiedział z uśmiechem i przytulił mnie na powitanie.
- Hej Lou. - powiedziałam starając się panować nad swoim drżącym głosem.
- Płakałaś? Dani czy coś się dzieje? - zapytał i otarł łzę, która spłyneła mi po policzku.
- Cysia jest w szpitalu. Ona i dzieci.. Ich życie jest zagrożone. - powiedziałam i ponownie łzy spływały mi po policzkach.
- Co?! Dani co z Cysią i dziećmi?! Co z nimi?! - krzyczał.
- Musisz jechać ze mną. Już masz zgodę od pana doktora. - powiedziałam a Lou odwrócił się za siebie.
- Naprawdę? Mogę? - zapytał lekarza.
- Tak Louis. Jedź do nich. Tylko potem tutaj wróć. - powiedział doktor Salvatore i uścisnął Louisowi dłoń.
- Dziękuję. Do widzenia. - powiedział i wyszedł z gabinetu.
- Do widzenia. I jeszcze raz dziękuję. - powiedziałam i uścisnęłam dłoń lekarzowi.
- Naprawdę nie ma za co. Do widzenia. - powiedział a ja wyszłam z gabinetu za Lou. Czekał już na windę. Całą drogę do wyjścia milczeliśmy. Kiedy wyszliśmy z kliniki Lou przywitał się z Harrym i udaliśmy się do szpitala. W drodze powiedziałam Lou co jest dokładnie Cysi i dzieciom. Wtedy widziałam jak płaczę. Jak płaczę prawdziwie. Tak jak w gabinecie pana Salvatore.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Wracam do was. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą nieobecność i że rozdział wam się podoba. Do NN^^;*

~Mrs. Tomlinson... 


 

niedziela, 18 marca 2018

Rozdział 35

Muzyka

,, Godność, poszanowanie własnego charakteru,
idą w parze z pewnym stopniem dobrobytu."
                                              Eugene Delacroix



* Ann P.O.V *
* Szpital *
* 12:20 *
 Kiedy Niall zaparkował samochód na szpitalnym parkingu wysiadłam z niego najszybciej jak się dało i razem z pozostałymi pobiegliśmy do szpitala. Korytarze pokonywaliśmy w zawrotnym tępię byle by jak najszybciej znaleźć się na oiomie. Kiedy stałam na tarasie i nagle zadzwonił nieznany numer wystraszyłam się. W szpitalu zostaliśmy wszyscy podani do informowania nas o stanie zdrowia Liama. Kiedy odebrałam i usłyszałam głos lekarza w słuchawce zamarłam. Od razu wiedziałam, że coś złego dzieję się z Liamem. I nie myliłam się. Lekarz powiedział abyśmy natychmiast przyjechali. Kiedy dotarliśmy na oiom widziałam wszystko przez łzy, które płynęły swobodnie po mojej twarzy nawet nie wiedziałam kiedy zaczęły. Zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami. Harry zapukał w nie bardzo mocno i nerwowo. Od razu wyszedł do nas lekarz. Powiedział, że wystąpił u Liama wstrząs krwotoczny. Potrzebna jest operacja i krew. Pytał czy któreś z nas może oddać dla niego krew. Okazało się, że Luke ma grupę zero i może oddać tyle krwi ile tylko się da. Od razu pielęgniara zabrała go do gabinetu a my nadal staliśmy przed oiomem. Niall zapytał skąd ten krwotok skoro wszystko było dobrze. Lekarz powiedział, że pod czas badań nic nie wskazywało na to, że uszkodzona jest śledziona. Taki problem się zdarza. Tak przynajmniej powiedział. Po chwili Luke wrócił do nas a lekarze zabrali Liama na blok operacyjny aby zatamować krwotok i usunąć uszkodzony narząd. Przeszliśmy wszyscy pod blok operacyjny. Harry chodził po całym korytarzu. Niall aby się opanować przeglądał instagrama a Milena rozmawiała z kimś przez telefon. Po jakiś 40 minutach dojechała do nas Dani. Powiedziała, że była by szybciej ale pojechała jeszcze sprawdzić co z Marceliną. Powiedziała, że Cysia ciągle śpi. Chociaż tyle dobrze. Lepiej jej na razie nie mówić, że stan zdrowia Liama się pogorszył. Już wystarczy, że zwaliła jej się na głowę ta cała sytuacja z Lou. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. W końcu z bloku operacyjnego wyszedł lekarz i powiedział, że sytuacja opanowana. Gdyby nie Luke nie wiadomo co by było z Liamem. Przewieźli Liama ponownie na oiom. My również poszliśmy na oiom. Lekarz powiedział, że sytuacja została opanowana a Liamowi już nic nie zagraża. Jednak przez jeszcze kilka dni będzie utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Nic z tego nie rozumiem. Skoro jest wszystko dobrze to po co ta śpiączka. Już tam nie mogłam wytrzymać i powiedziałam wszystkim, że wychodzę na fajkę. Potrzebowałam tego teraz. Wyszłam przed szpital i usiadłam na ławce koło parkingu. Wyciągnęłam fajkę i ją odpaliłam. Nic z tego nie rozumiem. Było dobrze a teraz nagle ten krwotok. Nic z tego nie rozumiem. Ale gdy lekarz wyszedł z bloku i powiedział, że wszytko już jest dobrze to odetchnęłam. Liam jest dla mnie jak brat. Zresztą jak każdy z chłopaków. Nie wiem co bym zrobiła gdyby pod czas tej operacji coś poszło nie tak. Kiedy spaliłam jedną fajkę zaraz odpaliłam kolejną. Moje myśli szalały. Nagle ktoś usiadł obok mnie. Kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam Dani. Uśmiechała się do mnie serdecznie i ciepło. Tak jak to ona potrafi. Odwzajemniłam uśmiech i ponownie zaciągnęłam się fajką. Dani wyciągnęła rękę i zabrała ją z mojej ręki po czym sama się zaciągnęła. I to dosyć mocno. Normalnie byłam w szoku.

- Hi hi. Tylko proszę nie mów Lukowi. Nie wie, że popalam ani nic. - powiedziała wypuszczając dym i oddając mi peta.
- Nie no spoko. Nic mu nie powiem. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Co jutro robimy? - zapytała brunetka.
- Jak to co robimy? Nie rozumiem. - powiedziałam.
- Jutro sylwester. Mieliśmy iść do klubu no ale skoro Liam jest tutaj a Cysia ma załamkę po liście od Lou to ten pomysł raczej odpada co nie? - powiedziała na jednym wydechu i znowu wzięła sobie buszka mojej fajki.
- No raczej nie. Najwyżej kupimy jakieś jedzenie, alkohol i szampana i będziemy gdzieś siedzieć. Może u Luka i Cysi? Nie będzie siedziała sama. - powiedziałam i zgasiłam peta.
- To bardzo dobry pomysł Ann. Jak wrócimy ze szpitala to powiemy o tym reszcie. - powiedziała Dani i wyciągnęła z torebki lusterko i szminkę.
- Dani... Wybacz, że pytam ale... Gdzie byłaś zanim przyjechałaś tutaj do nas? - powiedziałam i spojrzałam na nią.
- Powiem ci. Kiedy poszłam do Cysi do pokoju to on siedziała na łóżku i płacząc pisała coś. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam, że był to list. List do Lou. Poprosiła mnie abym go mu zawiozła. I zrobiłam to. Byłam u Lou w klinice. Powołałam się na Luka i mnie wpuścili a ja przekazałam list jego lekarzowi. On miał podać list Tomlinsonowi. Nie wiem co z nim zrobił, ale spełniłam prośbę Cysi. A zaraz z pod kliniki przyjechałam tutaj. - powiedziała i schowała szminkę i lusterko ponownie do torebki.
- Rozumiem. I spokojnie. Nie powiem Lukowi o tym, że palisz i byłaś u niego. - powiedziałam z uśmiechem. Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Widniał tam wielki napis CYSIA <3. Spojrzałam na Dani. Ta pokiwała głową abym nie odbierała. Też tak zrobiłam. Kiedy przestała dzwonić schowałam telefon ponownie do kieszeni spodni a ze szpitala wyszła reszta. Milena powiedziała, że się zbieramy bo Cysia próbuje się do każdego dodzwonić. Luke powiedział, że my mamy wracać do domów i spotkamy się wieczorem a on z Dani pojadą do Cysi i wszystko jej powiedzą. Zgodziliśmy się i każdy wsiadł do swojego auta. Ja zabrałam się z Niallem a Milena pojechała gdzieś z Harrym. Całą drogę milczeliśmy. Kiedy Niall zaparkował pod moim domem zdałam sobie sprawę, że będę siedzieć sama. Zapytałam czy nie da się zaprosić na kawę i dobre ciacho. Blondyn uśmiechnął się i zgodził na moje zaproszenie. Weszliśmy do środka i poszłam prosto do kuchni wstawiłam wodę na kawę i wyciągnełam filiżanki. Kiedy się odwróciłam aby zapytać na jaką kawę ma ochotę zdałam sobie sprawę, że Niall stoi tuż przede mną i obejmuje mnie w pasie. Po chwili zaczął zbliżać swoje usta do moich. Nawet nie wiem kiedy a znaleźliśmy się w moim pokoju. Po prostu daliśmy się ponieś chwili i faktowi, że jesteśmy sami. To było coś niesamowitego i cudownego. Nigdy tego nie zapomnę. Nigdy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Tak jak obiecałam wracam. Wybaczcie, że dopiero teraz ale po prostu nie dałam rady szybciej. Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba i zamierzam dodać dzisiaj jeszcze jeden...

A tutaj polecam wam bloga super dziewczyny o imieniu Aneta. Ona dopiero zaczyna, ale mam nadzieję, że będziecie zaglądać również do niej. Blog o bardo ciekawej tematyce. Oto link:  http://littledreamer2110.pinger.pl/

~Mrs. Tomlinosn.....


 

sobota, 17 lutego 2018

WRACAM

Hej kochani. Wiem, że dawno mnie tutaj nie było i zaniedbałam bloga i całe FF... Ale mam dla was bardzo dobre wieści... Wracam... Wracam z nowymi rozdziałami i z nowymi bohaterami.. Nowymi problemami i miłościami naszych bohaterów. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą bardzo długą nieobecność i zostaniecie ze mną raz z Cysią i Lou do końca tej historii.. Jeszcze raz was przepraszam i kolejny rozdział pojawi się już na dniach... :):):)
  Życzę wam udanego wieczoru i mile spędzonej niedzieli.. I wszystkim tym co mają w tym momencie ferie udanego wypoczynku...:):):)

Pozdrawiam, ~Mrs. Tomlinson...
A tu macie kilka piosenek na umilenie wieczoru... :):)


piątek, 22 grudnia 2017

Rozdział 34 + Ważna Notka na dole!


,, Kto czyta książki, żyje podwójnie."
                                       Umberto Eco
* Luke P.O.V *
* W tym samym czasie *
* 11:25 - Salon *

- Zabije go! Zabije Tomlinsona! Urwę mu łeb! Jak mógł napisać do niej list?! Jak mu się to udało?! I to na zakładzie zamkniętym!!? Jak?! Niech mi ktoś to wyjaśni! Kurwa mać jak?! - krzyczałem na cały dom.
- Luke proszę uspokój się. - mówiła do mnie spokojnie Dani, ale to mnie jeszcze bardziej denerwowało.
- Jak mam być spokojny?! Powiedz mi jak?! Skoro Lou wysłał do niej list to może lekarz mnie okłamał i on nie jest na oddziale zamkniętym?! - krzyczałem.
- Luke do jasnej cholery uspokój się! Krzykiem nic nie wskórasz! - krzyknął Niall.
- Ni ma rację. Krzykiem nic nie wskórasz. - powiedziała Ann.
- Macie rację. Przepraszam was. Ale podniósł mi ciśnienie dupek jeden. - powiedziałem i usiałem na kanapie.
- Nie tylko tobie. Dowiemy się jak on to zrobił ale potem. Teraz musi ktoś porozmawiać z Cysią. - powiedział spokojnie Hazza.
- Tak. Masz rację. Pójdę do niej. - powiedziałem i wstałem z kanapy.
- Lepiej nie. To nie jest dobry pomysł kochanie. Jesteś jeszcze zdenerwowany. Ja do niej pójdę. - powiedziała Dani i wyszła z salonu a ja wróciłem na swoje miejsce.
- Dani ma rację. Lepiej aby ona poszła. - powiedziała Ann i wyszła na taras. 
- A teraz mówcie. Gdzie jest Lou? - zapytał Niall.
- No na leczeniu poza Londynem. Mówiliśmy już. - powiedział Loczek i spojrzał na mnie.
- Harry kotku ty nie umiesz kłamać. Mówcie prawdę. Obaj. Gdzie jest Lou? - powiedziała Milena.
- Na leczeniu. W klinice poza Londynem. - powiedziałem pewnie.
- Kurwa mać Luke nie kłam! Gdyby był poza Londynem to ten list by tak szybko nie dotarł! Mów prawdę. Gdzie on jest?! -  powiedział wkurwiony już Niall.
- Dobra. Lou jest w prywatnej klinice w której pracował mój ojciec. Tu w Londynie. - powiedziałem i w tym samym momencie do salonu weszła Dani.
- I co z nią? - zapytała Milena brunetki.
- Już lepiej. Kiedy tam weszłam to siedziała na łóżku i płakała ściskając kawałek kartki w ręce. To był list od Lou. - powiedziała i oparła się o ścianę. 
- Pójdę do niej. - powiedziałem i już chciałem wstać gdy odezwała się moja dziewczyna.
- Nie idź tam. Cysia przed chwilą zasnęła z tego wszystkiego. - powiedziała i podeszła do mnie. 
- No dobrze. - powiedziałem i pocałowałem ją.
- Kochanie mogę na chwilę pożyczyć twoje auto? Muszę jechać załatwić pewną sprawę. - zapytała Dani.
- Pewnie kochanie. - powiedziałem i dałem jej kluczyki.
- Dziękuję kochanie. Niedługo wrócę. - powiedziała i dając mi buziaka wyszła z domu.
- Kto by pomyślał, że Luke Hemmings będzie zakochany? Nigdy bym nie pomyślał. - powiedział Hazza i przytulił Milenę. 

- Chyba nikt z nas. - powiedział Niall i w tym samym momencie do salonu wbiegła zdenerwowana Ann.


- Ludzie... Musimy... musimy... chodzi o... - mówiła zdenerwowana.
- Ann o co chodzi? - zapytałem i wstałem z kanapy.
- Liam... - wyszeptała.
- Jedziemy do szpitala. - powiedziałem i wszyscy wyszliśmy z domu. Zamknąłem drzwi na klucz i siedząc już w samochodzie Nialla zadzwoniłem do Dani, że ma przyjechać do szpitala po czym z piskiem opon ruszyliśmy z podjazdu. Modliłem się w duchu aby wszystko było dobrze. I wieczorem razem z Harrym pojedziemy do Lou.


* Louis P.O.V *
* 15:45 - Klinika *
* Tymczasowy pokój Lou *
  
 Siedziałem na łóżku kiedy lekarz przyniósł dla mnie list. Kiedy mi go podawał nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem na pismo które widniało na kopercie. Cysia. Nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem i powiedziałem ciche ,, Dziękuję. " Doktor Salvatore uśmiechnął się słabo i wyszedł. Spojrzałem ponownie na kopertę, która była w moich rękach. Poprawiłem się i otwarłem ją. Poczułem zapach jej perfum. Kiedy czytałem list łzy same płynęły. Nie powstrzymywałem tego. Kiedy skończyłem czytać nadal zapłakany położyłem się i trzymając kartkę w ręce płakałem. Dotarło do mnie co zrobiłem. Ale była też nadzieja. 

LIST OD CYSI

Drogi Lou,
 Nie wiem czy piszę prosto bo łzy rozmazują wszystko. Czytając list od Ciebie nie mogłam powstrzymać łez i jest tak od dwóch dni. Od momentu kiedy pobiłeś Liama. Nie będę kłamać bo bałam się w tamtym momencie. W sumie to cały czas się boję. Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. Rzuciłeś się na niego bez powodu i uderzałeś po całym ciele. Na szczęście już mu nic nie zagraża. Wiem też gdzie przebywasz. W jakim szpitalu zamknął cię Luke. Chodź by nie wiem jak kłamał i wypierał się. Wiem.
 Mój drogi ja też cię kocham. Spodobałeś mi się już rok temu. Kiedy Luke pierwszy raz przyprowadził cię do naszego domu. Nie chciałam tego jednak okazywać. Zachowywałam się tak jak na zamkniętą w sobie wulgarną trochę nastolatkę, która była zła na cały świat po śmierci rodziców. Z jednej strony podobałeś mi się, a z drugiej nienawidziłam cię. Kiedy przyjechałeś pod szkołę moje serce zabiło mocniej. A kiedy cię uderzyłam to żałowałam tego chodź nie dałam tego po sobie poznać. A potem to wszystko się zmieniło kiedy ja i Luke wyjechaliśmy do Polski. Kilka razy mi się śniłeś i myślałam o tobie. To było dziwne a z drugiej strony przyjemne. A to co miało miejsce na mojej imprezie... Wtedy poczułam, że Ty też coś do mnie czujesz. Wtedy też powstały dwa nowe życia.
 Louis Kocham Cię. Zawszę będę. Chcę z tobą być i wychować nasze dzieci. Data 16.03 jest dla mnie ważna to prawda. Chciała bym wtedy wyjść za mąż. Ale najpierw musisz wyzdrowieć. Jeśli to będzie musiało długo trwać to będę na ciebie czekać. Ja i nasze dzieci. Kochamy Cię. Wierzę w ciebie i trzymam kciuki. 

Zawsze Twoja Marcelina i Dzieci.. <3

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ważna Notka!

Hej kochani. Wiem, że dawno mnie tu nie było. Ale wracam. Wracam dzisiaj i w poniedziałek i w jeszcze dwa dni ale jakie to się dowiecie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba i wybaczycie mi to, że tak długo nie było rozdziałów. Ale wiecie szkoła i inne obowiązki. Teraz trochę czasu będzie to pojawi się ich trochę. I jeszcze jedno... Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę wam złożyć najpiękniejsze życzenia. Spełnienia waszych najskrytszych marzeń, smacznego karpia, barszczu 5 litrów, bogatego Mikołaja i dużo czasu spędzonego w cudownym gronie rodzinnym.
WESOŁYCH ŚWIĄT!
~Mrs. Tomlinson... :)





 
 

sobota, 9 grudnia 2017

Rozdział 33

Muzyka

,,Kocha się za nic. 
Nie istnieje żaden  powód do miłości. "



* Niall P.O.V *
* 30.12.2012r. *
* 10:55 *
* Przed domem Luka *


   Minęły dwa dni od tego co zrobił Lou. Li omal nie zgiął przez niego. Na szczęście nie pojawiły się żadne komplikacje i jego życiu już nic nie zagraża. Lekarze jednak utrzymują go w śpiączce farmakologicznej. Chcą się upewnić, że już nic mu nie zagraża. Mimo tego, że Lou jest zamknięty a z Li  coraz lepiej to stan Cysi się pogarsza. Dziewczyny mówią, że ciągle płacze i nie chce z nikim rozmawiać. Zamknęła się w pokoju i jedynie wpuszcza do siebie Ann, ale i tak wszystkie nocują u niej. Nie chcą jej zostawić samej. Bardzo dobrze. Luka ciągle przebywa z nami i stara się nic nie rozwalić z tych nerwów. Musiałem wyjść na dwór i zapalić bo sam już nie daję rady. Myśl, że Liam mógł umrzeć nie daje mi spokoju. Cały czas mam to co się wydarzyło przed oczami. Jak stoimy i nagle Lou rzuca się na Payna a następnie zaczyna go bić bez powodu po całym ciele jednak najbardziej skupia się na głowie. Nie wierzyłem w to co widziałem, aż Harry go nie zabrał razem z Lukiem. Skończyłem palić i wyrzuciłem peta. Odetchnąłem głęboko i wróciłem do domu gdzie byli też pozostali.

* Marcelina P.O.V *
* W tym samym czasie *
* Jej pokój *

  Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nadal mam to przed oczami. Widzę jak Lou rzuca się na Liama i go bije. Robi to bez wahania i żadnych emocji na twarzy. To było straszne. Jak by opanowało go jakieś zwierzę. To nie był mój Louis. To nie był facet którego kocham. To był potwór. Bałam się go.  Cały  czas się go boję gdy o tym pomyślę. Od dwóch dni go tu nie było. Cały czas się zastanawiam czy zapytać Luka co się z nim dzieje. Jeśli się zapytam Luke pewnie się uniesie i zacznie krzyczeć. Jednak Lou to ojciec moich dzieci. Muszę wiedzieć co się z nim dzieje. Gdzie jest i dlaczego się tak zachowywał. Luke na pewno to wie. Zmuszę go aby mi powiedział. Chodź bym miała urodzić dzieci w tym momencie. Siedzę w pokoju i nie wychodzę z niego. Jedyną osobę jaką wpuszczam do środka jest Ann. Dani przez te dwa dni była tu tylko raz. Podeszłam do okna. Zobaczyłam, że na dworze są wszyscy i palą. Nawet Milena, która zawsze mówiła, że nie weźmnie tego świństwa do ust. Muszę to wykorzystać, że wszyscy tu są. Podeszłam do szafy i ubrałam się w mój ulubiony ostatnio zestaw. Kiedy byłam gotowa spojrzałam ostatni raz na swoje odbicie i pewna siebie wyszłam z pokoju. Pokonałam schody, które są już dla mnie trudnością i otwarłam drzwi prowadzące przed dom. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam do nich.  Nie zastanawiałam się jak wyglądam. Czy mam dobrze ułożone włosy i czy nie mam worków pod oczami przez ciągły płacz. Interesuje mnie tylko to co się dzieje z Lou. Podeszłam do nich a oni jak mnie zobaczyli zamilkli natychmiast.

- Cysia co ty tu robisz? - zapytała Harry.
- Hazza podobno tu mieszkam. Ciebie też miło widzieć. - odpowiedziałam Loczkowi.
- Harry miał na myśli co robisz na dworze? I to bez czapki. Przeziębisz się. - powiedział Luke i założył mi swoją czapkę na głowę.
- Skoro tak się mną interesujesz to odpowiedz mi na jedno pytanie. - powiedziałam śmiertelnie poważnie.
- No pewnie. Pytaj. - powiedział i zaciągną się papierosem.
- Co się do cholery jasnej dzieje z Lou i gdzie on kurwa mać jest?! - powiedziałam nie panując nad krzykiem.
- Nic ci nie powiem! - krzyknął i wyrzucił papierosa na ziemię.
- Zgodziłeś się więc odpowiadaj! - krzyczałam coraz głośniej.
- Po moim trupie! - krzyknął.
- To się da załatwić! Mów! - krzyknęłam i poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Marcelina nie denerwuj się. Proszę. - usłyszałam słowa Dani jak przez mgłę.
- Jak mam się nie denerwować co?! Jestem w ciąży! Mój narzeczony się dziwnie zachowuje! I do kompletu zniknął! A ja wiem, że Luke ma coś w tym wspólnego! Dlatego zapytam jeszcze raz! Co się do cholery jasnej dzieje z Lou i gdzie on kurwa mać jest?! - krzyknęłam a z moich oczu popłynęły łzy.
- Nic nie powiem. - powiedział Luke i odpalił kolejnego papierosa.
- To ja jej powiem. - powiedziała Dani.
- Dani nic jej nie mów. Nie masz prawa! - powiedział Luke.
- Ja nie mam prawa? To ty nie masz prawa jej okłamywać. - powiedziała brunetka.
- Czy ktoś może mi w końcu powiedzieć co się dzieje z Lou? Martwię się o niego. - powiedziałam i otarłam łzy z twarzy.
- Cysia widzisz.... Chodzi o to, że Louis ćpa. Od dłuższego czasu. Kiedy byliście na świętach u jego rodziny też brał. Tylko powstrzymywał się. Podejrzewamy, że ćpa od jakiś 4 miesięcy. Te dwa dni temu co pobił Li też był pod wpływem. - powiedziała Dani patrzyła na mnie.
- Co? Jak to? Jak to możliwe, że tego nie zauważyłam? - zapytałam zaskoczona.
- Zauważyłaś jego dziwne zachowanie. Tylko nie wiedziałaś, że to jest przez to. - powiedział Luke.
- Gdzie on teraz jest? - zapytałam zmieszana.
- Luke i Harry wywieźli go do szpitala na odwyk. - powiedziała brunetka i przytuliła mnie.
- Ale.... Jak.... Ja... Nic nie rozumiem. - powiedziałam i wtuliłam się w Dani płacząc jeszcze mocniej.
- Ciii... Nie płacz. Cysia proszę. - powiedziała i nagle odezwał się nieznany mi głos.
- Dzień dobry. Mam list polecony dla pani Marceliny Hemmings. - usłyszałam i gdy się odwróciłam zobaczyłam listonosza.
- To ja. - odpowiedziałam i otarłam łzy.
- Proszę tutaj podpisać. O tutaj. - powiedział i podał mi kwit.
- Bardzo proszę. - powiedziałam i oddałam mu kwit.
- Dziękuję. Bardzo proszę. To dla pani. Dowiedzenia. - powiedział podając mi kopertę i się oddalił. Spojrzałam na pismo, które było na kopercie. Poznałam je od razu. Lou....
- Od kogo to? Pokaż. - powiedział Luke i próbował zabrać mi kopertę.
- Nie! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę domu. Weszłam do środka i od razu udałam się do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Rozebrałam kurtkę i buty a następnie usiadłam na łóżku. Położyłam kopertę przed sobą i patrząc na nią zastanawiałam się czy ją otworzyć. Słyszałam jak Luke krzyczy na dole, że to pewnie list od Lou i jak udało mu się go wysłać. Potem tylko delikatne pukanie do moich drzwi. Wiem, że były to dziewczyny jednak nie wpuściłam ich. Spojrzałam ponownie na kopertę a następnie wzięłam ją w dłonie i otwarłam ją. Do moich nozdrzy dotarł zapach jego perfum a w oczach stanęły łzy. Wyciągnęłam idealnie złożoną kartkę białego papieru.  Patrzyłam na nią chwilę  aż w końcu odważyłam się przeczytać to co napisał Lou. Kiedy skończyłam przytuliłam do siebie kartkę i zalałam się łzami.

Muzyka

LIST OD LOUISA

Kochana Marcelino,

  Pisząc ten list do  Ciebie z moich oczu płynie potok łez. Mimo, że jestem w tym szpitalu zaledwie od dwóch dni dotarło do mnie jak bardzo cię zraniłem. Dotarło do mnie, że nic o mnie nie wiesz. Mam przed Tobą same tajemnice. Najwyższy czas abyś poznała całą prawdę o chłopaku, który jest ojcem twoich dzieci i kocha Cię nad życie. Sześć lat temu kiedy urodziły się bliźniaki byłem po odwyku narkotykowym. Byłem dwa tygodnie na ,,wolności" gdy dzieciaki się urodziły. Rok udało mi się nie ćpać. Potem znowu zacząłem. Doszło do tego, że nawet pobiłem ojczyma. Wtedy mama zamknęła mnie na oddziale zamkniętego szpitala w Londynie. Znowu siedziałem tam rok. Wyszedłem i wróciłem do domu. Jednak wiedziałem, że nie mogę tam zostać. Rodzice kupili mi mieszkanie i w taki sposób zamieszkałem w Londynie. Tutaj poznałem Liama i Harry'ego. Oni pokazali mi jak najłatwiej zarobić pieniądze. Wystarczyło mieć tylko szybkie auto i trochę talentu. Tego akurat mi nie brakowało. I zabrali mnie. Zabrali mnie na nielegalne wyścigi samochodowe. Na początku miałem drugie albo trzecie miejsce. Po jakiś czterech miesiącach pokonałem króla driftu. Był nim chłopak z twojej szkoły. Pewnie zastanawiasz się kto. Odpowiedź jest prosta NATHAN SYKES. Chłopak znienawidził mnie za to. Byłem mistrzem. I jedynym zawodnikiem, który nie ćpał. Rok temu poznałem Luka. Harry i Li opowiedzieli mu moją historię. Luke mimo tego i tak zaczął się z nami zadawać. Ale zanim go poznałem to jeszcze siedziałem dwa razy w więzieniu. Krótko bo krótko ale jednak. Było to dwa razy na 6 miesięcy w zawieszeniu na rok za nielegalne posiadanie broni. I przez ten cały czas nie miałem kontaktu z rodziną. Później Luke opowiedział nam o sobie i w ten sposób dowiedziałem się o tobie. Kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem uwierz mi zakochałem się. Dlatego byłem pod szkołą. Aby móc Cię zobaczyć i porozmawiać. To co wydarzyło się między nami na twojej imprezie urodzinowej pozwoliło nam chyba być razem. Cysia kocham Cię i Nasze Dzieci. Wtedy kiedy pobiłem Liama byłem ustalić datę naszego ślubu. Wybrałem datę 16 marca. Luke zaproponował tą datę. Wracałem ze stanu urzędu cywilnego. Chciałem ci o tym powiedzieć. Ale zanim przyjechałem wciągnąłem jedną kreskę. Biorę od 16 września. Kumpel miał urodziny. Luke, Liam i Harry nie poszli a ja tak. Tam się znowu wszystko zaczęło. Przez dłuższy czas udawało mi się to ukryć. Jednak Luke to zauważył. Wiem, że ty też zauważyłaś we mnie coś dziwnego. 
  Ehhh... Oto cała prawda. Teraz już wiesz o mnie wszystko. Mam jednak nadzieję, że mnie nie skreślisz i nadal chcesz zostać moją żoną. Kocham Cię i zawszę będę. Ciebie i Dzieci. Kocham Was. 

Na zawsze twój Louis... <3

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto jest rozdział 33. Pozdrawiam Was cieplutko i do Następnego ^^

~Mrs.Tomlinson....