wtorek, 9 maja 2023
Rozdział 37
poniedziałek, 8 maja 2023
Witam Ponownie po długiej przerwie :)
Witam Was Kochani. Dziwnie trochę pisać tutaj po 5 latach nieobecności, ale stwierdziłam że pora tutaj dokończyć wszystko. Dokończyć historię kilka lat temu. Jednak zanim to zrobię to postanowiłam trochę wytłumaczyć dlaczego zniknęłam bez słowa wyjaśnienia i bez dokończenia historii o Marcelinie i Lou.
W tym momencie mam 24 lata, większe doświadczenie i 7 miesięcznego synka. Życie czasem nas zaskakuje i mnie zaskoczyło dokładnie 5 lat temu. Przerosło mnie prowadzenie bloga, bycie uczennicą i oczywiście praktyki. Nauka zawodu, która wtedy wydawała mi się ciężka i trudna. Naciski szefowej ( już dawno byłej ), że jeśli nie zdam czeladnika to będzie jeden wielki wstyd i takie tam. Dlatego wtedy zniknęłam stąd bez słowa. Pochłonęła mnie nauka. A nie będę ukrywać, że zawód fryzjera niesie ze sobą wiele wyrzeczeń. Dlatego to co teraz napiszę jednych zaskoczy a jednych nie ale nie żałuję, że przerwałam prowadzenie tego bloga. Skończenie szkoły i egzamin czeladniczy pokazało mi jak wygląda dorosłe życie. Nowa praca i tak zwany wyścig szczurów, który osobiście starałam się ominąć chodź nie zawsze to wychodziło. W przeciągu 3 lat od skończenia szkoły paca w dwóch firmach, które różniły się od siebie dosłownie wszystkim. Ale czy żałuje tego? Nie. Przecież to nasze wybory uczą nas życia, Wiadomo, że nie zawsze są to dobre wybory ale jak by wszystko szło perfekcyjnie to było by nudnie.
Wchodząc w dorosłe życie nigdy nie przestałam być fanką 1D czy 5SOS. Ich muzyka towarzyszyła mi zawsze i towarzyszy nawet teraz kiedy piszę ten post. W tle piosenki Louisa Tomlinsona i obok śpiący synek. Nigdy nie jest się za starym aby czegoś słuchać lub po prostu lubić danego wykonawcę lub zespół. Muzyka One Direction towarzyszyła mi całą ciążę. Przez 9 miesięcy kiedy nosiłam go pod sercem muzyka chłopaków była ze mną. I tak samo mój syn słucha tej muzyki razem ze mną. Dlatego jeśli w tej chwili ktoś postanowi komentować, że co ze mnie za matka, która włącza dziecku takie piosenki gdzie czasem pojawiają się przekleństwa. Odpowiadam wam już w tej chwili. To moja sprawa i decyzja co w danym momencie leci w radiu albo na spotify. I nieważne czy jest to akurat piosenka o myciu zębów czy cała play lista Liama. Bo każdego z osoba też słuchamy i mały też będzie słuchał dopóki nie zdecyduje sam co mu się podoba. I na tym zakończę historię wyjaśnień.
Dodam tylko, że zamierzam skończyć tą historię i myślcie sobie co chcecie, Na prawdę mam to gdzieś. Historia Lou i Cysi będzie miała zakończenie i mam nadzieję, że uda mi się to zrobić przed wakacjami. Życzę wam spokojnej nocy i " do zobaczenia " w następnym rozdziale po długiej przerwie.
Dobranoc.....
środa, 4 lipca 2018
Rozdział 36
- Idziemy? - zapytałam i wszyscy na mnie spojrzeli.
- Tak. A powiedz jak Liam? Możemy jeszcze do niego wejść? - zapytał Niall.
- Liam czuje się dobrze. Prosił abym przekazała wam życzenia noworoczne, i że jeszcze będzie żył. - powiedziałam i wszyscy zaśmialiśmy się na te słowa.
- Cały Liam. Dobrze, że poczucie humoru go nie opuściło. A możemy jeszcze do niego iść? - zapytał Harry.
- Nie. Pielęgniarka powiedziała, że Li musi teraz dużo odpoczywać. Możemy przyjść do niego za kilka dni. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Nawet nie wiem kiedy a był już z nami Luke.
- Dobra kochani. Widzę, że Cysia już jest to co? Idziemy? - zapytał Luke. Wszyscy kiwnęliśmy głowami na tak i ruszyliśmy w stronę wyjścia ze szpitala. Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim co się da. Jednak głównym tematem był stan zdrowia Liama. Oczywiście nie powiedziałam im o tym, że Li nie złoży doniesienia na policję. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Nagle poczułam dość mocny ból w podbrzuszu. Zatrzymałam się i złapałam za brzuch. Nie mogłam zrobić kroku.
- Ała!! - krzyknęłam i reszta się zatrzymała.
- Cysia! - krzyknęli jednocześnie.
- Siostra co się dzieje?! - pyta Luke.
- Nie wiem! Boli! Ała! - krzyczę ponownie z bólu.
- Cysia nie odlatuj! - słyszę Ann jak krzyczy. To ostanie co pamiętam.
* Dani P.O.V.*
* 16:55*
* Szpital - oddział patologi ciąży *
Luke rozmawia z lekarzem Cysi, ja razem z resztą czekamy przed jej salą. Gdy rozmawiała z Li wszystko było dobrze. A dosłownie kilka kroków przed wyjściem zaczęło ją boleć i zemdlała. Bardzo się o nią boję. I o dzieci. Nagle podszedł do nas Luke ze łzami w oczach. Był załamany. Co się do cholery dzieje? Luke spojrzał na mnie i zaczął kiwać głową a po chwili przytulił się do mnie i zaczął płakać. To zły znak. Odsunęłam się od niego i złapałam za ramiona po czym spojrzałam w oczy. Po jego twarzy płynęły łzy. Coś się dzieje. Tylko co? On ciągle milczy.
- Luke kochanie. Co się dzieje? - zapytałam.
- Luke... Powiedz co z Marceliną i dziećmi? - powiedział Harry i podszedł do mnie.
- Muszę jechać do Lou. - powiedział i chciał nas wyminąć ale nie pozwoliliśmy na to.
- Luke co ty mówisz? Po co chcesz jechać do Louisa ? - zapytał Niall.
- Muszę mu powiedzieć... Muszę mu powiedzieć.. - ciągle powtarzał.
- Luke... A co musisz mu powiedzieć.? - zapytała Ann.
- Muszę mu powiedzieć, że życie Cysi i dzieci są zagrożeni. - powiedział Luke i zaczął płakać jeszcze bardziej.
- Jak to zagrożeni?! Co ty wygadujesz?! Luke proszę powiedz co się dzieje?! - krzyczała Milena przez łzy.
- Lekarz powiedział.. Lekarz powiedział, że jedno z dzieci jest owinięte w pępowinę... Owinięte przy szyi... A Cysia... Cysia ma bardzo niskie ciśnienie co powoduje słabe pompowanie krwi z witaminami do dzieci. Lekarz powiedział, że jeśli to się nie poprawi to trzeba będzie szybciej rozwiązać ciążę. - powiedział i usiadł na krześle chowając twarz w dłonie i nadal płakał.
- Luke co ty mówisz? Jesteś tego pewny? - zapytał Niall.
- Tak. To mi powiedział lekarz. - odpowiedział blondyn i nadal płakał.
- Dobra... Niall i Ann pojedziecie z Lukiem do domu. On musi odpocząć. Nie może tu być. Milena pójdziesz do Liama i powiesz mu o Cysi. Potem weźmiesz moje auto i pojedziesz do domu. A ja z Harrym pojedziemy do Lou. Mimo wszytko on musi wiedzieć o Cysi i dzieciach. - powiedziałam i dałam Milenie kluczyki a następnie wyszłam ze szpitala i razem z Harrym pojechaliśmy do kliniki.
Droga do kliniki dłużyła się. Nie wiem jak powiedzieć Lou, że Cysia i dzieci są zagrożone.Nie wiem jak to jest możliwe. Tyle czasu było wszystko dobrze. I nagle okazuje się, że jeden z maluszków jest owinięty pępowiną, Cysia ma bardzo niskie ciśnie. Nie to się nie dzieje naprawdę. Przymknęła oczy aby nie pozwolić łzom na spłynięcie po policzkach. Cysia jest dla mnie jak siostra, którą zawsze chciałam mieć. Jak teraz myślę o tym, że coś może stać się jej i dzieciom.. Nic im nie będzie. Nie może. Kiedy otworzyłam oczy Harry właśnie parkował pod kliniką. Louis był tu jakiś czas. Dosłownie kilka dni. A teraz ma wyjść. Musi opuścić to miejsce bo jego narzeczonej i dzieciom grozi niebezpieczeństwo. Wysiadłam z pojazdu i patrzyłam na ogromny budynek. Louis znajdował się na 4 piętrzę. Przeniosłam wzrok na Hazze. Stał oparty o maskę samochodu i palił papierosa. Nie mogłam na niego czekać dlatego sama weszłam do kliniki. Na recepcji nie zwróciłam uwagi na młodą dziewczynę tylko od razu udałam się do windy i wjechałam na dane piętro. Gdy winda stanęła wzięłam głęboki oddech i wyszłam na korytarz. Osoby które znajdowały się na korytarzu patrzyły tylko na mnie. Starałam się to zignorować i skierowałam się do gabinetu doktora Salvatore. Zapukała dwa razy ale nikt nie odpowiedział. Odczekałam chwilę i ponownie zapukałam. Nadal cisza. Nie wytrzymałam i złapałam za klamkę. Drzwi otwarły się a moim oczom ukazał się nietypowy widok. W gabinecie był Louis. Siedział na kozetce obok lekarza i płakał. Nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam wyjść ale było za późno. Wzrok lekarza spotkał się z moim.
- O! Pani Daniell. Witam. Coś się stało? - zapytał i podszedł do mnie podając mi dłoń.
- Witam. Ja... Ja chciałam z panem porozmawiać. A potem z Lou jeśli to możliwe. Ale widzę, że chyba przeszkadzam. Może lepiej pójdę. - powiedziałam i zaczęłam się wycofywać.
-Nie proszę zostać. My już skończyliśmy na dzisiaj. Louis możesz wrócić już do swojego pokoju. - powiedział po czym brunet z uśmiechem i ocierając łzy wyszedł z gabinetu.
- Panie doktorze.. - zaczęłam i przerwałam na chwilę.
- Tak? Proszę usiąść. - powiedział i wskazał na krzesło.
- Bo ja... Ja chciałam prosić o to aby zwolnił pan Louis z leczenia. Wiem, że to dziwna prośba bo Lou jest tu od kilku dni ale to mega ważna sprawa. - powiedziałam i poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Nie będę ukrywał, że to faktycznie dziwna prośba. Nie rozumiem tylko dlaczego o to pani prosi? - zapytał i pochylając się spojrzał mi w oczy.
- Chodzi o Marcelinę i dzieci. Cysia jest w szpitalu. Ma słabe ciśnienie a jedno z dzieci jest owinięte pępowiną. Nie wiadomo czy przeżyje. Dla tego chciałam zabrać Lou. Chciałam aby pojechał ze mną do nich. - powiedziałam a po mojej twarzy płynęły łzy.
- O matko. Rozumiem. Powiem tak.. Mimo tak krótkiego pobytu tutaj u Luisa już jest poprawa. On żałuje tego, że brał narkotyki i tego, że pobił waszego przyjaciela. Ciągle powtarza, że chce się wyleczyć dla Cysi i dzieci. Wychodzi mu to. Po tym co pani powiedziała jestem zmuszony pozwolić pani go zabrać. Ale mam jeden warunek. Gdy tylko stan Marceliny i dzieci się poprawi Louis musi tutaj wrócić. - powiedział i oparł się o swój fotel.
- Oczywiście. Osobiście go tutaj odwiozę. Dziękuję panu. - powiedziałam i otarłam łzy.
- Nie ma za co. A teraz niech chwilę pani poczeka. Pójdę po Louisa. - powiedział i wyszedł z gabinetu. Nie minęły dwie minuty a do pomieszczenia wszedł Louis.
- Hej Dani. - powiedział z uśmiechem i przytulił mnie na powitanie.
- Hej Lou. - powiedziałam starając się panować nad swoim drżącym głosem.
- Płakałaś? Dani czy coś się dzieje? - zapytał i otarł łzę, która spłyneła mi po policzku.
- Cysia jest w szpitalu. Ona i dzieci.. Ich życie jest zagrożone. - powiedziałam i ponownie łzy spływały mi po policzkach.
- Co?! Dani co z Cysią i dziećmi?! Co z nimi?! - krzyczał.
- Musisz jechać ze mną. Już masz zgodę od pana doktora. - powiedziałam a Lou odwrócił się za siebie.
- Naprawdę? Mogę? - zapytał lekarza.
- Tak Louis. Jedź do nich. Tylko potem tutaj wróć. - powiedział doktor Salvatore i uścisnął Louisowi dłoń.
- Dziękuję. Do widzenia. - powiedział i wyszedł z gabinetu.
- Do widzenia. I jeszcze raz dziękuję. - powiedziałam i uścisnęłam dłoń lekarzowi.
- Naprawdę nie ma za co. Do widzenia. - powiedział a ja wyszłam z gabinetu za Lou. Czekał już na windę. Całą drogę do wyjścia milczeliśmy. Kiedy wyszliśmy z kliniki Lou przywitał się z Harrym i udaliśmy się do szpitala. W drodze powiedziałam Lou co jest dokładnie Cysi i dzieciom. Wtedy widziałam jak płaczę. Jak płaczę prawdziwie. Tak jak w gabinecie pana Salvatore.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Wracam do was. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą nieobecność i że rozdział wam się podoba. Do NN^^;*
niedziela, 18 marca 2018
Rozdział 35
,, Godność, poszanowanie własnego charakteru,
idą w parze z pewnym stopniem dobrobytu."
Eugene Delacroix
- Hi hi. Tylko proszę nie mów Lukowi. Nie wie, że popalam ani nic. - powiedziała wypuszczając dym i oddając mi peta.
- Nie no spoko. Nic mu nie powiem. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Co jutro robimy? - zapytała brunetka.
- Jak to co robimy? Nie rozumiem. - powiedziałam.
- Jutro sylwester. Mieliśmy iść do klubu no ale skoro Liam jest tutaj a Cysia ma załamkę po liście od Lou to ten pomysł raczej odpada co nie? - powiedziała na jednym wydechu i znowu wzięła sobie buszka mojej fajki.
- No raczej nie. Najwyżej kupimy jakieś jedzenie, alkohol i szampana i będziemy gdzieś siedzieć. Może u Luka i Cysi? Nie będzie siedziała sama. - powiedziałam i zgasiłam peta.
- To bardzo dobry pomysł Ann. Jak wrócimy ze szpitala to powiemy o tym reszcie. - powiedziała Dani i wyciągnęła z torebki lusterko i szminkę.
- Dani... Wybacz, że pytam ale... Gdzie byłaś zanim przyjechałaś tutaj do nas? - powiedziałam i spojrzałam na nią.
- Powiem ci. Kiedy poszłam do Cysi do pokoju to on siedziała na łóżku i płacząc pisała coś. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam, że był to list. List do Lou. Poprosiła mnie abym go mu zawiozła. I zrobiłam to. Byłam u Lou w klinice. Powołałam się na Luka i mnie wpuścili a ja przekazałam list jego lekarzowi. On miał podać list Tomlinsonowi. Nie wiem co z nim zrobił, ale spełniłam prośbę Cysi. A zaraz z pod kliniki przyjechałam tutaj. - powiedziała i schowała szminkę i lusterko ponownie do torebki.
- Rozumiem. I spokojnie. Nie powiem Lukowi o tym, że palisz i byłaś u niego. - powiedziałam z uśmiechem. Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Widniał tam wielki napis CYSIA <3. Spojrzałam na Dani. Ta pokiwała głową abym nie odbierała. Też tak zrobiłam. Kiedy przestała dzwonić schowałam telefon ponownie do kieszeni spodni a ze szpitala wyszła reszta. Milena powiedziała, że się zbieramy bo Cysia próbuje się do każdego dodzwonić. Luke powiedział, że my mamy wracać do domów i spotkamy się wieczorem a on z Dani pojadą do Cysi i wszystko jej powiedzą. Zgodziliśmy się i każdy wsiadł do swojego auta. Ja zabrałam się z Niallem a Milena pojechała gdzieś z Harrym. Całą drogę milczeliśmy. Kiedy Niall zaparkował pod moim domem zdałam sobie sprawę, że będę siedzieć sama. Zapytałam czy nie da się zaprosić na kawę i dobre ciacho. Blondyn uśmiechnął się i zgodził na moje zaproszenie. Weszliśmy do środka i poszłam prosto do kuchni wstawiłam wodę na kawę i wyciągnełam filiżanki. Kiedy się odwróciłam aby zapytać na jaką kawę ma ochotę zdałam sobie sprawę, że Niall stoi tuż przede mną i obejmuje mnie w pasie. Po chwili zaczął zbliżać swoje usta do moich. Nawet nie wiem kiedy a znaleźliśmy się w moim pokoju. Po prostu daliśmy się ponieś chwili i faktowi, że jesteśmy sami. To było coś niesamowitego i cudownego. Nigdy tego nie zapomnę. Nigdy.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Tak jak obiecałam wracam. Wybaczcie, że dopiero teraz ale po prostu nie dałam rady szybciej. Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba i zamierzam dodać dzisiaj jeszcze jeden...
A tutaj polecam wam bloga super dziewczyny o imieniu Aneta. Ona dopiero zaczyna, ale mam nadzieję, że będziecie zaglądać również do niej. Blog o bardo ciekawej tematyce. Oto link: http://littledreamer2110.pinger.pl/
sobota, 17 lutego 2018
WRACAM
Życzę wam udanego wieczoru i mile spędzonej niedzieli.. I wszystkim tym co mają w tym momencie ferie udanego wypoczynku...:):):)
piątek, 22 grudnia 2017
Rozdział 34 + Ważna Notka na dole!
sobota, 9 grudnia 2017
Rozdział 33
,,Kocha się za nic.
Nie istnieje żaden powód do miłości. "
- Cysia co ty tu robisz? - zapytała Harry.
- Hazza podobno tu mieszkam. Ciebie też miło widzieć. - odpowiedziałam Loczkowi.
- Harry miał na myśli co robisz na dworze? I to bez czapki. Przeziębisz się. - powiedział Luke i założył mi swoją czapkę na głowę.
- Skoro tak się mną interesujesz to odpowiedz mi na jedno pytanie. - powiedziałam śmiertelnie poważnie.
- No pewnie. Pytaj. - powiedział i zaciągną się papierosem.
- Co się do cholery jasnej dzieje z Lou i gdzie on kurwa mać jest?! - powiedziałam nie panując nad krzykiem.
- Nic ci nie powiem! - krzyknął i wyrzucił papierosa na ziemię.
- Zgodziłeś się więc odpowiadaj! - krzyczałam coraz głośniej.
- Po moim trupie! - krzyknął.
- To się da załatwić! Mów! - krzyknęłam i poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Marcelina nie denerwuj się. Proszę. - usłyszałam słowa Dani jak przez mgłę.
- Jak mam się nie denerwować co?! Jestem w ciąży! Mój narzeczony się dziwnie zachowuje! I do kompletu zniknął! A ja wiem, że Luke ma coś w tym wspólnego! Dlatego zapytam jeszcze raz! Co się do cholery jasnej dzieje z Lou i gdzie on kurwa mać jest?! - krzyknęłam a z moich oczu popłynęły łzy.
- Nic nie powiem. - powiedział Luke i odpalił kolejnego papierosa.
- To ja jej powiem. - powiedziała Dani.
- Dani nic jej nie mów. Nie masz prawa! - powiedział Luke.
- Ja nie mam prawa? To ty nie masz prawa jej okłamywać. - powiedziała brunetka.
- Czy ktoś może mi w końcu powiedzieć co się dzieje z Lou? Martwię się o niego. - powiedziałam i otarłam łzy z twarzy.
- Cysia widzisz.... Chodzi o to, że Louis ćpa. Od dłuższego czasu. Kiedy byliście na świętach u jego rodziny też brał. Tylko powstrzymywał się. Podejrzewamy, że ćpa od jakiś 4 miesięcy. Te dwa dni temu co pobił Li też był pod wpływem. - powiedziała Dani patrzyła na mnie.
- Co? Jak to? Jak to możliwe, że tego nie zauważyłam? - zapytałam zaskoczona.
- Zauważyłaś jego dziwne zachowanie. Tylko nie wiedziałaś, że to jest przez to. - powiedział Luke.
- Gdzie on teraz jest? - zapytałam zmieszana.
- Luke i Harry wywieźli go do szpitala na odwyk. - powiedziała brunetka i przytuliła mnie.
- Ale.... Jak.... Ja... Nic nie rozumiem. - powiedziałam i wtuliłam się w Dani płacząc jeszcze mocniej.
- Ciii... Nie płacz. Cysia proszę. - powiedziała i nagle odezwał się nieznany mi głos.
- Dzień dobry. Mam list polecony dla pani Marceliny Hemmings. - usłyszałam i gdy się odwróciłam zobaczyłam listonosza.
- To ja. - odpowiedziałam i otarłam łzy.
- Proszę tutaj podpisać. O tutaj. - powiedział i podał mi kwit.
- Bardzo proszę. - powiedziałam i oddałam mu kwit.
- Dziękuję. Bardzo proszę. To dla pani. Dowiedzenia. - powiedział podając mi kopertę i się oddalił. Spojrzałam na pismo, które było na kopercie. Poznałam je od razu. Lou....
- Od kogo to? Pokaż. - powiedział Luke i próbował zabrać mi kopertę.
- Nie! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę domu. Weszłam do środka i od razu udałam się do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Rozebrałam kurtkę i buty a następnie usiadłam na łóżku. Położyłam kopertę przed sobą i patrząc na nią zastanawiałam się czy ją otworzyć. Słyszałam jak Luke krzyczy na dole, że to pewnie list od Lou i jak udało mu się go wysłać. Potem tylko delikatne pukanie do moich drzwi. Wiem, że były to dziewczyny jednak nie wpuściłam ich. Spojrzałam ponownie na kopertę a następnie wzięłam ją w dłonie i otwarłam ją. Do moich nozdrzy dotarł zapach jego perfum a w oczach stanęły łzy. Wyciągnęłam idealnie złożoną kartkę białego papieru. Patrzyłam na nią chwilę aż w końcu odważyłam się przeczytać to co napisał Lou. Kiedy skończyłam przytuliłam do siebie kartkę i zalałam się łzami.
Muzyka
LIST OD LOUISA
Kochana Marcelino,
Pisząc ten list do Ciebie z moich oczu płynie potok łez. Mimo, że jestem w tym szpitalu zaledwie od dwóch dni dotarło do mnie jak bardzo cię zraniłem. Dotarło do mnie, że nic o mnie nie wiesz. Mam przed Tobą same tajemnice. Najwyższy czas abyś poznała całą prawdę o chłopaku, który jest ojcem twoich dzieci i kocha Cię nad życie. Sześć lat temu kiedy urodziły się bliźniaki byłem po odwyku narkotykowym. Byłem dwa tygodnie na ,,wolności" gdy dzieciaki się urodziły. Rok udało mi się nie ćpać. Potem znowu zacząłem. Doszło do tego, że nawet pobiłem ojczyma. Wtedy mama zamknęła mnie na oddziale zamkniętego szpitala w Londynie. Znowu siedziałem tam rok. Wyszedłem i wróciłem do domu. Jednak wiedziałem, że nie mogę tam zostać. Rodzice kupili mi mieszkanie i w taki sposób zamieszkałem w Londynie. Tutaj poznałem Liama i Harry'ego. Oni pokazali mi jak najłatwiej zarobić pieniądze. Wystarczyło mieć tylko szybkie auto i trochę talentu. Tego akurat mi nie brakowało. I zabrali mnie. Zabrali mnie na nielegalne wyścigi samochodowe. Na początku miałem drugie albo trzecie miejsce. Po jakiś czterech miesiącach pokonałem króla driftu. Był nim chłopak z twojej szkoły. Pewnie zastanawiasz się kto. Odpowiedź jest prosta NATHAN SYKES. Chłopak znienawidził mnie za to. Byłem mistrzem. I jedynym zawodnikiem, który nie ćpał. Rok temu poznałem Luka. Harry i Li opowiedzieli mu moją historię. Luke mimo tego i tak zaczął się z nami zadawać. Ale zanim go poznałem to jeszcze siedziałem dwa razy w więzieniu. Krótko bo krótko ale jednak. Było to dwa razy na 6 miesięcy w zawieszeniu na rok za nielegalne posiadanie broni. I przez ten cały czas nie miałem kontaktu z rodziną. Później Luke opowiedział nam o sobie i w ten sposób dowiedziałem się o tobie. Kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem uwierz mi zakochałem się. Dlatego byłem pod szkołą. Aby móc Cię zobaczyć i porozmawiać. To co wydarzyło się między nami na twojej imprezie urodzinowej pozwoliło nam chyba być razem. Cysia kocham Cię i Nasze Dzieci. Wtedy kiedy pobiłem Liama byłem ustalić datę naszego ślubu. Wybrałem datę 16 marca. Luke zaproponował tą datę. Wracałem ze stanu urzędu cywilnego. Chciałem ci o tym powiedzieć. Ale zanim przyjechałem wciągnąłem jedną kreskę. Biorę od 16 września. Kumpel miał urodziny. Luke, Liam i Harry nie poszli a ja tak. Tam się znowu wszystko zaczęło. Przez dłuższy czas udawało mi się to ukryć. Jednak Luke to zauważył. Wiem, że ty też zauważyłaś we mnie coś dziwnego.
Ehhh... Oto cała prawda. Teraz już wiesz o mnie wszystko. Mam jednak nadzieję, że mnie nie skreślisz i nadal chcesz zostać moją żoną. Kocham Cię i zawszę będę. Ciebie i Dzieci. Kocham Was.

.gif)














