niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 7


,, Odbierz przeciętnemu człowiekowi jego kłamstwo życia,
a wziąłeś mu zarazem całe szczęście."
                                                                                           Henryk Isben 



 * Luke P.O.V. *
* Jadalnia * 
  Pierwszy raz od kąt pamiętam jedliśmy razem z Marceliną obiad. I to jeszcze nie kłócąc się. Zazwyczaj nasze próby wspólnego posiłku wyglądały tylko tak, że krzyczeliśmy na siebie. Od śmierci rodziców siedzieliśmy razem przy stole i w ciszy jedliśmy kolację przygotowaną przez Marcelinę. Nie wiedziałem, że moja siostra potrafi tak dobrze gotować. To było  pyszne. Po zjedzonym posiłku posprzątałem ze stołu i zrobiłem nam herbatę. Podałem ją Marcelinie i usiadłem obok niej. Przez pewien czas siedzieliśmy jeszcze w milczeniu. Nie mogłem już tak dłużej i zapytałem:
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - spytałem i spojrzałem jej w oczy.
- O tym co się wydarzyło. No wiesz. Śmierć rodziców, babcia w szpitalu i to co się stało między nami. - powiedziała i napiła się herbaty.
- Wiesz jak długo na to czekałem? Tak często próbowałem z tobą rozmawiać, ale ty tylko krzyczałaś na mnie i mówiłaś, że to moja wina. Moja wina, że rodzice nie żyją. - powiedziałem i schowałem twarz w dłoniach. 
- Wiem o tym. I przepraszam. Po prostu myślałam, że gdyby nie jechali po ciebie to by żyli. Wiem, że to nie twoja wina. Luke przepraszam. - powiedziała po czym usłyszałem jak pociąga nosem. Uniosłem głowę i zobaczyłem Marcelinę. Płakała.
- Ej mała. Nie płacz. Może to jednak jest moja wina. Moglem wrócić na nogach a nie dzwonić po nich. Wybacz mi mała. - powiedziałem i przytuliłem ją. 
- Ten wypadek mógł się wydarzyć nawet jak by po mnie jechali. Nie twoja wina. Słyszysz? To nie twoja wina. - powiedziała i odwzajemniła uścisk.
- Ale wydarzył się jak jechali po mnie. Ja sam czuje, że to moja wina. Przepraszam cię mała. - powiedziałem i przytuliłem ją jeszcze mocniej.
- Nie to ja przepraszam. I obiecuje, że już nigdy nasze relacje się zepsują. - powiedziała i odsunęła się. Spojrzałem na nią. Po policzkach płynęły łzy. Otarłem jedną z nich. Spojrzała na mnie.
- Nie płacz. Bo jeśli ty płaczesz to ja też. A jeśli chodzi o babcie to zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. - powiedziałem i posłałem jej ciepły uśmiech.
- Tak myślisz?  A co jeśli jest o wiele gorzej niż myślimy? - powiedziała a po jej policzku ponownie spłynęło kilka łez.
- Nie mów tak. Na pewno tak nie jest. A teraz nie płacz. Jesteś już spakowana? - zapytałem.
- Nie. Jeszcze nie. A ty? - zapytała.
- Też nie. Idź się spakuj i połóż się. Ja tu ogarnę i zrobię to samo. - powiedziałem.
- Ok. Em... Luke? - zapytała.
- Tak? - spojrzałem na nią.
- Dziękuje. - powiedziała i wstała od stołu a następnie wyszła z pomieszczenia. Cieszyłem się, że spędziłem z nią chodź trochę czasu przed jutrzejszym wylotem do Polski. Siedziałem tak jeszcze chwilę sam po czym wyszedłem z jadali i udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem z szafy walizkę i spakowałem do niej kilak potrzebnych rzeczy na czas pobytu w Polsce. Kiedy już wszytko spakowałem wyciągnąłem z szafy moje dresy i poszedłem do swojej łazienki. Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i nastawiłem w telefonie budzik. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

 * Marcelina P.O.V. *
* Jej pokój * 

 Spakowana walizka stała przy drzwiach. Siedziałam na swoim łóżku i zastanawiałam się nad tym czy ta kolacja naprawdę zmieni moje relacje z Lukiem. Zastanawiałam się czy powiedziałam mu wszystko przy tej kolacji co chciałam. Miałam wrażenie, że nie powiedziałam mu czegoś ważnego. Niestety nie umiałam sobie tego przypomnieć. Wstałam z łóżka i wyciągnęłam z szafy swoja ulubioną piżamę i poszłam do łazienki  wziąć kąpiel. Przed wejściem do wanny zmyłam makijaż i do lejącej wody dodałam kilka kropelek aromatu z czarnego bzu. Kiedy wanna się napełniła weszłam do niej i umyłam swoje ciało żelem do kąpieli o zapachu czekolady a włosy szamponem o zapachu wiśni. Nie wiem jak długo siedziałam w wannie. Ta kąpiel była mi bardzo potrzebna. Kiedy wyszłam z wanny i wytarłam się ubrałam piżamę i osuszyłam włosy ręcznikiem. Nie suszyłam ich bo chciałam mieć je rano lekko pofalowane. Wróciłam do pokoju i biorąc telefon w ręce nastawiłam budzi na jutro i napisałam do Ann wiadomość. Napisałam jej to co zwykle czyli dobranoc. Często piszemy sobie takie wiadomości. Zanim się położyłam naszykowałam sobie od razu na jutro ciuchy bo rano nie będę miała kiedy. Wyciągnęłam z szafy mój ulubiony zestaw ubrań i położyłam go na krześle przy biurku. Zbiegłam jeszcze szybko na dół po buteleczkę wody. Kiedy wracałam zobaczyłam, że drzwi od pokoju Luka są lekko uchylone. Kiedy tak na nie spojrzałam przypomniałam sobie czego mu nie powiedziałam. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam. Nie odpowiedział, więc popchnęłam drzwi. Moim oczom ukazał się pokój Luka. Ostatni raz byłam tu przed wypadkiem rodziców. Od tamtej pory mnie tu nie było. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyła Luka śpiącego na łóżku. Podeszłam do niego i okryłam go tą częścią kołdry na której akurat nie leżał. Pogładziłam go po tych jego blond włosach i wyszeptałam ,, Dziękuje ci, że jesteś przy mnie braciszku. Ty i babcia jesteście moją jedyną rodziną. Dziękuję, Dobranoc." Po czym ucałowałam go w czoło i wyszłam z pokoju zamykając po cichu drzwi. Wróciłam do siebie i kładąc wodę na szafce przy łóżku spojrzałam na zdjęcie moje i Luka. Uśmiechnęłam się po czym ułożyłam się wygodnie w łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam za to zaniedbanie z mojej strony ale po prostu nie miałam czasu na to aby dodać ten rozdział. Sama nie wiem. Tyle spraw i problemów zwaliło mi się na głowę, że ciężko było znaleźć ten czas. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. I obiecuję, że postaram się częściej dodawać rozdziały. Ten akurat nie podoba mi się za bardzo ale mam następne będą już lepsze no i wydarzy się coś WoW. Także do następnego...


~Mrs. Tomlinson... :)