,, To lepiej, że nieznane pozostanie nieznanym,
niż gdyby ilość tajemnic miała się powiększać."
Bertolt Brecht
niż gdyby ilość tajemnic miała się powiększać."
Bertolt Brecht
* Marcelina P.O.V.*
* Cztery dni później - 12.11.2012r.*
* Salon - 10:45 *
- Luke czy mogę cię o coś zapytać? - zapytałam brata kiedy na ekranie telewizora pojawiły się reklamy.
- Oczywiście. Zawsze. - powiedział i usiadł tak aby patrzeć na mnie.
- No dobrze. Więc Luke.. - zaczęłam, ale nie wiedziałam jak ująć to w słowa.
- Ej siostra. Co jest? Stało się coś? - zapytał zdenerwowany.
- Ty mi powiedz Luke. - powiedziałam i spojrzałam przenikliwie na blondyna.
- Nie rozumiem. Co ci mam powiedzieć? - zapytał i poprawił się na sofie.
- Luke nie udawaj idioty. Co razem z Lou i resztą chłopaków robicie w każdą sobotę? Dlaczego wracacie po nocach zawsze wtedy kiedy Lou ma tu nocować? Skąd macie tyle pieniędzy, że starcza na potrzebne rzeczy do dzieci? Skąd? - zapytałam lekko zdenerwowana i poczułam lekki skurcz.
- Cysia ja... Ja nie mogę ci nic powiedzieć. Przykro mi, ale nie mogę. - powiedział i spuścił wzrok.
- Nie możesz czy po prostu uważasz, że oszukiwanie siostry, która w dodatku jest w ciąży to nic złego? - zapytałam zła.
- Cysia to nie tak. Po prostu nie mogę ci powiedzieć. Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania to zapytaj Lou. - powiedział i wstał z sofy.
- Luke zaczekaj... To może powiesz mi co się dzieje ostatnio z Lou? - zapytałam gdy złapałam go za nadgarstek.
- Co masz na myśli? - zapytał.
- Jak to co? Jego zachowanie. Zauważyłam to może z dwa tygodnie temu. Raz chodzi ciągle uśmiechnięty i wesoły a raz wkurwiony tak jak by chciał zabić Hazze bo rozwalił mu auto. I te jego dziwne oczy. - powiedziałam i podniosłam się z sofy.
- Co masz na myśli mówiąc dziwnie oczy? - dopytywał Luke.
- Albo ma je powiększone do wielkości monety albo malutkie. Boję się o niego. - powiedziałam i zabrałam ze stołu talerze po naszym wspólnym śniadaniu.
- Cysia posłuchaj mnie. O tym co robimy nie mogę ci powiedzieć, ale obiecuję ci, że porozmawiam z Lou. Słyszysz? Obiecuję ci to. - powiedział i dał mi buziaka w czoło.
- Słyszę. I dziękuję. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma za co siostra. A teraz uciekam do pracy. Nie chcę wkurzyć szefa. Pa. I uważaj na siebie i dzieciaki. - powiedział po czym wyłączył telewizor.
- Będę. Spokojnie. Tylko to wyniosę i zaraz idę się położyć. Przecież nic innego nie robię od kąt przestałam chodzić do szkoły. A teraz leć. Pa. - powiedziałam i po tych słowach Luke wyszedł z domu. Wyniosłam naczynia do kuchni i schowałam je do zmywarki. Następnie zabrałam dwa jabłka z blatu i poszłam zamknąć drzwi wejściowe na klucz. Upewniłam się, że drzwi na taras też są zamknięte i poszłam na górę. Weszłam do pokoju i od razu skierowałam się do łóżka. Owoce i telefon położyłam na szafce nocnej. Kiedy już ułożyłam się wygodnie sięgnęłam po książkę, którą poleciła mi Ann. Nie żebym nigdy nie słyszała o Pamiętnikach Wampirów bo oglądałam z Ann pierwsze dwa sezony. Potem całkiem o tym zapomniałam. Moja przyjaciółka do dzisiaj śledzi losy dwóch wampirów i ludzkiej dziewczyny w telewizji a ja poznaje ich na nowo dzięki tej książce. Mój pokój, łóżko, książka i ruchy dzieci co jakiś czas - to moja codzienna rutyna od miesiąca. Potem zazwyczaj około 14:15 przychodzi Ann i opowiada mi jak było w szkole i jakie dziewczyny z klasy się pytały co u mnie i takie tam. Wszyscy zadecydowaliśmy abym przestała chodzić do szkoły zwłaszcza teraz kiedy brzuch jest coraz bardziej widoczny. Moja przyjaciółka będzie dzisiaj dopiero o 16:40 bo ma jeszcze trening siatkówki. Luke i Lou są w pracy do późno także wrócą tylko po to aby się wyspać. Nie ukrywam bo martwię się o Lou, ale cieszę się że Luke i pozostali z nim pracują. Może uda im się czegoś dowiedzieć. Bo znając Luka powiedział chłopakom o tym co zauważyłam w zachowaniu Tomlinsona. Po chwili poczułam delikatne ruchy dzieci co sprawiło, że się uśmiechnęłam po czym zaczęłam czytać dalej książkę. Nie wiem ile tak czytałam kiedy nagle zadzwonił mój telefon. Odłożyłam książkę i spojrzałam kto dzwoni. Zobaczyłam zdjęcie Mileny i odebrałam.
- Hej Cysia. Co robisz? - usłyszałam radosny głos Mileny.
- Hej. A co ja mogę robić? Leżę i czytam. - odpowiedziałam i położyłam jedną rękę na brzuch.
- Czyli tak jak myślałam. A co byś powiedziała na długi jesienny spacer? - zapytała.
- Z wielką chęcią ruszę się z domu. Bo jak tak dalej pójdzie to będę miała odleżyny a mój poród w kwietniu będzie straszny. Ha ha. - odpowiedziałam i zaśmiałam się lekko.
- Super. Będę po ciebie za 20 minut bo jestem w pobliżu. Ok? - powiedziała Milena i wiedziałam, że się uśmiecha.
- Ok. To czekam. - odpowiedziałam i zaczęłam się już podnosić z łóżka.
- Oki. Do zobaczenia. - powiedziała Milena i się rozłączyła. Odłożyłam telefon i podeszłam do szafy. Nie wiedziałam co ubrać a za chwilę miała być Milena. Nagle przypomniałam sobie o komplecie, który kupiłam kiedy byłam ostatnio z Ann i Mileną na zakupach. Przebrałam się, włosy zostawiłam rozpuszczone i pomalowałam lekko rzęsy. Kiedy byłam gotowa zabrałam telefon i zeszłam na dół. W momencie kiedy stawiałam ostatni krok zabrzmiał dzwonek do drzwi. Otwarłam je i zobaczyłam uśmiechniętą blondynkę ubraną w zestaw, który też kupiła ostatnio na naszych zakupach. Przytuliłyśmy się po czym wyszłyśmy. Zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy w stronę parku. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Bardzo się cieszyłam z tego, że Milena tu jest. Została w Londynie nie ze względu na mnie ale przez Hazze. Ta dwójka od dwóch miesięcy jest razem. Tak bardzo się cieszę, że moja przyjaciółka jest zakochana i to z wzajemnością. Harry po prostu za nią szaleje. Luke mówił, że tydzień temu pod czas przerwy na obiad ciągle z nią pisał a potem cały czas o niej mówił. Cieszę się jej szczęściem. Kiedy przeszłyśmy większą część parku usiadłyśmy na ławce i rozmawiałyśmy o jej pracy którą zaczyna od stycznia. Tego mi było trzeba. Wyjścia z domu i spędzenia miło przedpołudnia z przyjaciółką. Jestem jej naprawdę wdzięczna.
* Luke P.O.V.*
* 14:10 *
* Warsztat - przerwa na obiad *
Kiedy rano przyjechałem do pracy Lou jeszcze nie było. Miałem okazję i powiedziałem chłopakom o mojej rozmowie z Cysią i o dziwnym zachowaniu Lou. Niestety wszyscy wiedzieliśmy dlaczego brunet taki jest. Wiedzieliśmy, że jeśli nasza czwórka ( Niall należy do grupy. Wie o chłopakach wszystko bo sami mu o sobie opowiadali.) nie przemówi mu do rozsądku źle się to wszystko skończy. Tak jak 5 lat temu. Liam i Harry mówili, że już raz tak było z Lou. Rok był w zamknięciu. Siedzieliśmy przy naszym stoliku i czekaliśmy na Tommo. Nie wiem czemu ale on zawsze się spóźnia. Nagle do pomieszczenia wszedł brunet i ruszył w naszym kierunku. Nie wyglądał tak jak kilka minut temu kiedy pracowaliśmy wspólnie przy nowym nissanie. Na twarzy miał wielkiego banana i powiększone źrenice. Spojrzałem na chłopaków. Oni też już wiedzieli co musiał zrobić Lou. Po chwili brunet siedział już obok Loczka. Patrzył na nas i zachowywał się jak rozbawione dziecko. Kiwnąłem głową a ze swoich miejsc zerwali się Li i Niall po czym razem z Harrym złapali Lou i za szmaty wyprowadzili ze stołówki. Inni pracownicy patrzyli na tą akcję po czym powiedziałem, że nic się nie dzieje a ci wrócili do poprzednich czynności. Wyszedłem za chłopakami. Stali na naszym parkingu obok auta Lou. Podszedłem i pierwsze co zrobiłem to przyłożyłem mu w szczękę.
- Kura Luke za co to było?! - krzykną kiedy wypluł krew.
- A jak kurwa myślisz co?! - krzyknąłem w jego stronę.
- Ej Luke spokojnie. - Ni próbował mnie uspokoić.
- Właśnie. Horan ma rację. - powiedział brunet i ponownie splunął krwią.
- Ty się lepiej Lou nie odzywaj. - powiedział Li.
- Niby czemu? O co wam kurwa chodzi? - zapytał Tomlinson.
- Nam?! Kurwa Lou nie rób z nas idiotów bo ci się to nie uda! - krzyknął Harry.
- Wiemy, że znowu to robisz. - powiedział Niall.
- Że niby co kurwa robię?! O co wam chodzi?! - krzyczał Lou.
- Nie no trzymajcie mnie bo rozpierdolę mu twarz! Jak możesz znowu kurwa ćpać?! Jak się pytam?! - nie wytrzymałem i krzyknąłem w stronę bruneta.
- Co kurwa?! Pojebało was już całkiem?! - krzyknął.
- Nas?! Lou wiemy, że ćpasz! Kurwa widać to po tobie! Słyszysz?! Widać! - krzyknął w jego stronę Liam.
- Myślisz, że nas oszukasz?! Tych którzy widzieli cię już w tym stanie?! Kurwa tak myślisz?! - krzyknął po chwili Hazza.
- Kurwa chłopaki przecież ja nie biorę! Kurwa dobrze o tym wiecie! - krzyczał i zaczął machać rękami.
- Nie kłam kurwa! Każdy z nas widział już ćpającą osobę! Nie zapominaj o tym! I kurwa wiemy, że ty bierzesz Lou! - krzyknął Ni, który nie wytrzymał już.
- Pierdolicie głupoty! - krzyczał Tommo.
- Kurwa Lou! Marcelina też widzi, że coś z tobą nie tak! - krzyknąłem już mega wkurwiony.
- Co? - powiedział jak by spokojniejszy i zmieszany.
- To co słyszałeś. Powiedziała mi to dzisiaj. - odpowiedziałem spokojnie.
- Lou przestań brać to świństwo. Pomożemy ci. - zaczął Li.
- Pamiętaj, że masz dla kogo żyć. Nie niszcz sobie życia. - ciągnął Harry.
- Nie niszcz swojego szczęścia Lou. Słyszysz? Nie niszcz tego. - powiedział Ni.
- Bo inaczej nas stracisz. - powiedział Loczek.
- Nie tylko nas. Jeśli nie przestaniesz ćpać tego gówna to zabiorę Cysię i dzieci. Nigdy ich nie zobaczysz. Nigdy. - powiedziałem a Lou spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
- Nie zrobisz tego. - powiedział i zrobił krok do przodu.
- Zrobię. Wybieraj na czym ci najbardziej zależy. Masz czas do końca dnia. A teraz chłopaki wracamy do pracy. - powiedziałem i razem z chłopakami poszliśmy z parkingu zostawiając Lou samego. Modliłem się w duchu aby wybrał dobrze. Naprawdę...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej kochani. I oto jest rozdział 29. Moi drodzy mam dla was smutną wiadomość. :( Otóż zostało jeszcze tylko 11 rozdziałów i epilog i będzie to koniec historii o Cysi i Lou. :( Nie ukrywam, że gdzieś tam zrodził się pomysł jak by na drugą część ale cii... :* ;*Jeszcze nic wam nie powiem. Mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział. Życzę udanej niedzieli i do następnego... :)
~Mrs. Tomlinson..





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz