sobota, 19 listopada 2016

Rozdział 6


" Nie ma niczego w umyśle,
co by nie przeszło uprzednio przez myśl."
Jan Amos Komeński

 
 * Luke P.O.V. *
* Dom Lou*

Kiedy jechałem do Lou cały czas myślałem o tym co powiedziała mi Marcelina. O tym, że chce ze mną jeszcze dzisiaj porozmawiać. I o tym jak wyglądała nasza rozmowa jak jej powiedziałem o babci. Pierwszy raz od śmierci rodziców rozmawialiśmy. I pierwszy raz Marcelina zaproponowała abyśmy porozmawiali jak wrócę. Cieszyłem się z tego powodu. Od śmierci rodziców nie chciała ze mną gadać. A teraz czeka nas druga rozmowa. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś o swojej siostrze. Bardzo długo czekałem na ten moment. Kiedy byłem już pod domem Lou puściłem mu strzałkę. Od razu dostałem odpowiedź, że mam wejść na górę. Wysiadłem z samochodu i wszedłem do jego mieszkania. Nie zdziwiło mnie to, że byli tam też Liam i Harry. Wiedziałem, że jutro ważny wyścig w karierze Lou a ja tego nie zobaczę. Jednak babcia jest najważniejsza. Przywitałem się z chłopakami a Lou w tym czasie przyniósł bilety.

- Dzięki stary. Jesteś wielki. - powiedziałem i przybiłem z nim piątkę.
- Nie ma sprawy stary. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - powiedział.
- Na każdego z nas możesz liczyć. W końcu  jesteśmy kumplami. - powiedział Liam.
- Liam ma rację. Jesteśmy kumplami i zawsze możesz na nas liczyć. Nie tylko teraz, ale zawsze. - dodał Harry.
- Dzięki chłopaki. Jesteście super. Jednak teraz to na mnie ktoś musi liczyć. - powiedziałem i usiadłem na sofie.
- Dobrze myślę, że tym kimś jest Marcelina? - zapytał Liam.
- Tak. Wiecie... Kiedy jej dzisiaj powiedziałem o babci to rozmawialiśmy przez chwilę. Ale wiecie. Tak na spokojnie. Może tylko raz podniosła głos. - powiedziałem i się uśmiechnąłem.
- No widzisz stary. Wszystko się zaczyna układać co? - zapytał Harry.
- Można powiedzieć, że już jest lepiej i chyba będzie jeszcze lepiej. - powiedziałem.
- To na pewno. - powiedział Lou i wyszedł z salonu.
- A jemu co się nagle stało? - zapytałem.
- No wiesz. Nie będzie cię jutro. Boi się, że nie da sobie rady bez ciebie. - powiedział Liam.
- No ale wy jesteście. Nic nie rozumiem. - powiedziałem.
- My też nic z tego nie rozumiemy. Powiedział, że bez ciebie nie da sobie jutro rady. - powiedział Harry.
- No, ale znasz nas. Zrobimy wszystko aby wygrał nasz Lou. On jest mistrzem i jakiś młodzik mu tego tytułu nie odbierze. - powiedział Liam.
- Dokładnie. - dodał Harry.
- A teraz mów. Co z waszą babcią? - zapytał Liam.
- No cóż. Co ja wam mogę powiedzieć. Sam nie wiem zbyt wiele. Wiem tylko tyle, że jest w śpiączce i ma połamane żebra, rękę i nogę. Nic więcej nie mógł mi powiedzieć przez telefon. - powiedziałem i spojrzałem na bilety. - I dlatego jutro lecę z Marceliną do Polski. - dodałem.
- O matko. Ale co się stało? - zapytał Liam.
- No. Co się stało waszej babci? - usłyszałem głos Lou. Podniosłem wzrok a on stał w drzwiach pokoju.
- Nie wiem. Lekarz nie mógł mi powiedzieć o tym przez telefon. - powiedziałem i nagle odezwała się moja komórka.
- Kto to? Marcelina? - zapytał Lou.
- Tak to ona. Pyta za ile będę wracał. Moment tylko jej odpiszę. - powiedziałem i chwilę pisałem z Marceliną. Kiedy skończyłem z nią pisać schowałem telefon do kieszeni i powiedziałem. - Marcelina was pozdrawia.
- Ooo. To mile. Przekaż jej podziękowania jak wrócisz do domu. - powiedział Liam.
- Na pewno przekaże. A teraz będę już spadał. Jeszcze muszę się spakować. No wiecie o co chodzi. - powiedziałem i wstałem.
- No spoko. To udanego lotu. - powiedział Harry.
- Dzięki. A ty Lou jutro wygrasz. Będę trzymał kciuki. - powiedziałem i pożegnałem się z chłopakami. Wyszedłem z mieszkania i od razu wsiadłem do samochodu. Po drodze tak jak obiecałem Marcelinie wjechałem do sklepu po pepsi a potem pojechałem prosto do domu. Schowałem samochód w garażu i wszedłem do domu. Od progu poczułem zapach pieczonego kurczaka. Ściągnąłem bluzę oraz buty i wszedłem do kuchni połączonej z jadalnią. Tam czekała na mnie Marcelina z kolacją. Podeszła do mnie i zabierając napój powiedziała, że mam siadać bo ona już podaje. Od razu zrobiłem to o co mnie poprosiła. Gdy tylko usiadłem na stole pojawił się kurczak a moja siostra usiadła naprzeciwko mnie.
- Jak zjemy to chcę z tobą porozmawiać dobrze? - zapytała.
- No dobrze. - odpowiedziałem.
- No. To w takim razie smacznego. - powiedziała z uśmiechem.
- Smacznego. - odpowiedziałem i zaczęliśmy jeść.

SMS z Marceliną:




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej Kochani. Wiem jestem straszna, okropna i wgl zła bo bardzo długo nie było rozdziału. No ale sami wiecie. Szkoła, nauka, praktyki. Obiecuję, że teraz to wszystko nadrobię. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Do nn.....^^

~Mrs. Tomlinson
 


niedziela, 11 września 2016

Rozdział 5


" To z powodu słów nie wypowiedzianych, umarli
są tak ciężcy w swoich trumnach."
Henri Millon Montherlant


 * Marcelina P.O.V. *

" [...] Kiedy weszłam na podwórko zobaczyłam, że przed garażem stoi samochód Luka. To dziwnie bo zawsze w piątki jeździ gdzieś z tymi swoimi kolegami. Nie myśląc o tym weszłam do domu. W korytarzu czekał na mnie Luke. To było trochę dziwne. Chciałam pójść na górę, ale Luke złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego a on nie odwracając tak jak zwykle wzroku powiedział: 

 - Marcelina musimy porozmawiać......"

Nie wiedziałam o co mu chodzi. Po tym wszystkim co się wczoraj stało on chce ze mną porozmawiać. Ale niby o czym? Co on chce mi takiego powiedzieć, że to nie może poczekać?  Nic z tego nie rozumiem. Zrobiłam krok w jego stronę. On w tym momencie puścił moją rękę i ruchem głowy pokazał, że mam wejść do salonu. Zrobiłam to chodź nie będę ukrywać zaczynał mnie już powoli denerwować. Jak by nie mógł mi powiedzieć tego w przedpokoju. Jak by nie wiedział, że idę dzisiaj na imprezę. Podeszłam do kanapy i kładąc na niej torebkę spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

- Usiądź proszę. - powiedział i podszedł do fotela.
- Słuchaj Luke. Mów co masz mi do powiedzenia a nie przeciągaj. Nie mam za wiele czasu. - powiedziałam i położyłam ręce na biodrach.
- Marcelina proszę cię usiądź. - powiedział znowu.
- Nie mam zamiaru. - powiedziałam już lekko wkurzona.
- Siadaj do cholery! -  powiedział już zły.
- No dobra. Ale nie wydzieraj się na mnie. - powiedziałam i usiadłam na rogu kanapy. - Widzisz siedzę. A teraz mów. - dodałam.
- Dobra. Nie będę jeszcze bardziej przedłużał, więc powiem ci od razu o co chodzi. Marcelina chodzi o babcię. - powiedział i schował ręce do kieszeni.
- Jak to o babcię? Coś się stało? - zapytałam wystraszona.
- Dzwonili do mnie ze szpitala w Warszawie i....- zaczął i się odwrócił do mnie plecami. 
- I? Luke proszę cię mów! Co się dzieje?! - wykrzyczałam i wstając z kanapy podeszłam do niego.
- Zadzwonił jakiś lekarz. Nie pamiętam nazwiska. Kiedy powiedział, że dzwoni w sprawie babci od razu zaczęliśmy rozmawiać po polsku. Powiedział, że.... Powiedział, że na jego oddziale, leży babcia i nie jest z nią za dobrze. Prosił abyśmy do niej przyjechali i byli z nią. - powiedział a po jego policzku spłyneła łza.
- Jak to nie jest za dobrze? Luke co jest babci? Proszę cię... Powiedz... - powiedziałam i po moich policzkach popłynęły łzy.
- Babcia jest na oddziale chirurgicznym. Ma złamaną prawą nogę, lewą rękę i klika żeber. I ma uraz głowy. Od trzech dni jest w śpiączce. Niestety nie wiem nic więcej bo lekarz powiedział, że nie może mi udzielić informacji przez telefon. - powiedział i zrobił krok w moją stronę.
- Jak to w śpiączce? I skąd ten lekarz miał do ciebie numer? - zapytałam a łzy dalej płynęły po mojej twarzy.
- W trakcie rozmowy powiedział, że numer ma od jakiejś sąsiadki. - powiedział.
- Luke... To co zrobimy? - zapytałam.
- Jak to co? Nie wiem jak ty, ale ja lecę do Polski. - powiedział i wyciągnął telefon z kieszeni.
- Do kogo piszesz? - zapytałam.
- Do Luisa. Chcę aby załatwił mi bilet do Polski jak najszybciej. - powiedział Luke.
- Luke... Niech załatwi dwa bilet. Lecę z tobą do Polski. - powiedziałam i podeszłam do kanapy.
- Naprawdę? Cieszę się. - powiedział i schował telefon.
- Ja też. - mówiąc to szłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytał Luke.
- Do siebie. Spakować się i zdzwonić do Ann. Muszę jej powiedzieć, że nie idę na imprezę. - powiedziałam i wyszłam na korytarz. Nie chciałam aby Luke mnie dogonił, więc szybko wbiegłam po schodach na górę. Idąc do swojego pokoju nie potrafiłam opanować łez, które płynęły mi po policzkach. Nie mogłam ich opanować. Jak to babcia jest w szpitalu? Przecież jeszcze dzisiaj o niej myślałam. Gdy tylko weszłam do pokoju od razu przeszłam do garderoby. Z dna wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka par krótkich i długich spodni, kilka T-shirtów, buty, piżamę, oczywiście bieliznę i kosmetyki. No i bluzę co dostałam od babci. Kiedy walizka była zamknięta przeszłam z nią do pokoju i usiadłam na łóżku. Z torebki, którą miałam cały czas przy sobie wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Ann. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Na szczęście nie dopytywała się dlaczego nie idę. Może dlatego, że napisałam do niej, że źle się czuję. I nie kłamałam. Naprawdę źle się czuję. Boli mnie głowa i pieką oczy. Może dlatego, że podczas pakowania się ciągle płakałam. Odłożyłam telefon i położyłam się. Patrząc w sufit myślałam ciągle o tym co powiedział mi Luke. A co jeśli nie powiedział mi wszystkiego? Co jeśli lekarz powiedział mu coś jeszcze ale on nie powiedział tego mi abym się jeszcze bardziej nie martwiła? To do niego podobne. Kiedy się podniosłam poszłam do łazienki aby się przebrać we wcześniej przygotowany komplet i związałam włosy w kucyka z warkoczem.  Kidy wyszłam z łazienki zabrałam telefon i poszłam do pokoju muzycznego. Usiadłam przy fortepianie i zaczęłam grać. Zagrałam melodię, której nauczył mnie tata. To była nasza melodia a ten pokój to było nasze miejsce. Tata zrobił ten pokój kiedy we mnie pojawiła się cząstka miłości do muzyki. Są tu róże instrumenty. Fortepian, gitara klasyczna i elektryczna, saksofon, flet no i perkusja. Pamiętam jak Luke grał na gitarze. Uwielbiałam jak grał. Po śmierci rodziców grał, ale potem przestał. Przestał gdy poznał nowych kumpli. Zagrałam jeszcze kilka melodii i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem minęłam pokój Luka. Drzwi ponownie były otwarte. Kiedy zaczęłam iść w ich stronę poczułam na ramieniu dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam Luka. On zabrał swoją rękę i powiedział:

- Jutro wylatujemy. Jadę do Louisa po bilety bo już je ma. - powiedział i wymijając mnie podszedł do swojego pokoju i zamknął go ponownie na klucz.
- Emm... Dobrze. Jutro. A o której? - zapytałam.
- Rano. O której dokładnie to nie wiem. Jak wrócę to ci powiem. - powiedział i zbiegł po schodach. Zbiegłam za nim i zapytałam.
- Luke.... O której wrócisz? - zapytałam.
- Dlaczego o to pytasz? - zapytał ewidentnie zdziwiony.
- Chciała bym z tobą jeszcze porozmawiać. To o której będziesz? - powiedziałam.
- Nie wiem. Tak za dwie godziny. Zadzwonię jak wyjdę od Lou. - powiedział i wyszedł z domu. Po tym jak wyszedł nie potrafiłam już za nim wyjść. Po chwili usłyszałam tylko dźwięk ruszającego samochodu. Stałam tak chwilę patrząc się na drzwi. Nie wiem na co liczyłam. Może na to, że wróci. Po chwili odwróciłam się i poszłam do kuchni. Sprawdziłam jak wyglądają nasze zapasy i stwierdzając, że to katastrofa ubrałam trampki, zabrałam klucze, torbę i portfel i wyszłam z domu na zakupy. Postanowiłam też, że coś ugotuję bo czeka mnie wieczorem trudna rozmowa z bratem.

SMS y z Ann:
 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej kochani. Bardzo was przepraszam za to, że rozdział pojawił się dopiero teraz ale miałam bardzo dużo na głowie i po prostu nie miałam czasu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i że rozdział wam się podoba. Następny postaram się dodać w środę. Nic nie obiecuję ale będę się starać. Pozdrawiam was ciepło i do nn... ^^

Mrs. Tomlinson...

 

niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 4


" Tylko nowe złudzenia chronią nas
od rozpaczy po stracie dawnych."
Feliks Chwalibóg 


* Louis P.O.V. *  
* Dom Luka * 
,,[...]Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......"
Salon wyglądał jak by wybuchła w nim bomba.  I to nie jedna a kilka bomb. Domyślałem się, że to sprawka Marceliny. Rozbite wazony, wywalone krzesła i fotel. Rozejrzałem się jeszcze raz po pokoju. Dopiero teraz zobaczyłem Luka siedzącego na kanapie z głową schowaną w dłoniach. Podniosłem poduszkę co leżała na ziemi i podszedłem do niego. Położyłem poduszkę na kanapie i dotknąłem jego ramienia. Gdy tylko poczuł moją rękę uniósł głowę do góry. Ujrzałem w jego oczach ból i cierpienie a po twarzy płynęły łzy. Pierwszy raz w życiu widziałem Luka w takim stanie. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć. Od kąt się znamy nigdy nie widziałem jak płacze. Przy nas zawsze był twardy i nie pokazywał swoich uczuć. Uklęknąłem przed nim i patrzyłem mu w oczy. Przełknąłem ślinę i patrząc mu dalej w oczy powiedziałem.
- Przepraszam stary. To moja wina. - powiedziałem i spuściłem wzrok.
- Co ty wygadujesz? - zapytał Luke.
- Ta cała wasza kłótnia i zachowanie Marceliny. - powiedziałem i się wyprostowałem.
- Louis co ty wygadujesz? - zapytał zdziwiony Luke.
- Nie dostałeś wiadomości? - zapytałem i spojrzałem na niego.
- Nie wiem. Od momentu kiedy Marcelina wróciła do domu nie miałem telefonu w rękach. - powiedział i wyciągną urządzenie z kieszeni. Po chwili dodał. - Co to znaczy, że to twoja wina Louis? Odpowiadaj. - powiedział lekko zły.
- Po tym co nam powiedziałeś i jak pojechałeś z toru to ja pojechałem pod szkołę Marceliny. - powiedziałem.
- Co?! Po co to zrobiłeś?! - zapytał wkurzony i wstał z kanapy.
- Chciałem z nią porozmawiać. Zapytać o coś. Nie sądziłem, że aż tak się wkurzy. - powiedziałem.
- O czym chciałeś z nią porozmawiać?! No o czym!? - wykrzyczał Luke.
- Chciałem wiedzieć dlaczego obwinia ciebie o śmierć waszych rodziców! Dlatego chciałem z nią porozmawiać! I chciałem aby z tobą porozmawiała, ale się wkurzyła! Ok?! Tylko tyle od niej chciałem! - wykrzyczałem i zostawiając Luka w salonie wyszedłem przed dom aby zapalić. Nie chciałem krzyczeć, ale się trochę zdenerwowałem. Wyciągnąłem papierosa, ale nie umiałem znaleźć zapaliczki. ,,No zajebiście." Pomyślałem i po chwili usłyszałem dźwięk odpalanej zapalniczki. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą Luka, który sam odpalał papierosa. Wyglądał na jak by trochę spokojniejszego. Podszedł do mnie i odpalił moją fajkę. Na znak podziękowania kiwnąłem głową i mocno się zaciągnąłem. Tego mi było trzeba. Smak fajki od razu mnie uspokoił.  Wypaliłem papierosa do końca i spojrzałem na Luka. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. On podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę rękę. Bałem się, że dostanę w twarz ale nic się takiego nie wydarzyło. Spojrzałem ponownie na Luka. Uśmiechał się. Sam wyciągnąłem rękę i przybiliśmy piątkę. Wiedziałem, że już się tak na mnie nie złości. Pogadaliśmy jeszcze o sobotnim wyścigu i zabrałem się do domu. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon odjechałem z pod domu Luka. Jadąc nadal czułem na twarzy przyłożenie Marceliny. Najpierw to z pod szkoły i to co mi przyłożyła w domu. Nigdy żadna dziewczyna nie zrobiła czegoś takiego. A jak już zrobiła to oberwała wtedy ode mnie. Ale nie wiem dlaczego nie zrobiłem nic w momencie kiedy Marcelina mi przyłożyła. Nie wiem dlaczego jej na to pozwoliłem. Nie wiem co się ze mną dzieje. Kiedy byłem już w domu poszedłem od razu do sypialni. Przebrałem się i położyłem do łóżka. Tej nocy nie mogłem spać.

22.06.2012r. - zakończenie roku i impreza u Nathana

* Marcelina P.O.V. *

Dzisiaj zakończenie roku szkolnego i impreza u Nathana. Nie pozwolę aby coś lub ktoś zepsuł mi ten dzień. Ten dzień oznacza, że przede mną dwa miesiące wakacji a potem ostatni rok szkoły. No i jeszcze moje 18 urodziny w między czasie. Ubrałam się w moją czarną sukienkę , zrobiłam lekki makijaż i zostawiając włosy rozpuszczone byłam gotowa do wyjścia. Zabrałam torebkę, w której był już schowany telefon i słuchawki i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem zobaczyłam, że drzwi do pokoju Luka są szeroko otwarte. To dziwne bo od śmierci rodziców zawsze były zamknięte na klucz. Korciło mnie aby podejść do drzwi i zobaczyć czy jakoś się tam zmieniło ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego zeszłam po schodach na dół i zabrałam klucze z szafki. Spojrzałam jeszcze za siebie w stronę kuchni. W drzwiach mignęła mi postać Luka. Tak bardzo bym chciała teraz do niego podejść, przytulić i przeprosić za wczoraj. Ale zamiast tego wyszłam z domu i poszłam po Ann. Mimo tego, że chciałam do niego podejść to nie zrobiłam tego tylko z jednego powodu. Powodem jest to, że nie mogła bym mu spojrzeć w oczy. Nie potrafiła bym. Nie teraz. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Ann. Oczywiście nie odbiera. Po czterech nie udanych próbach napisałam do niej Smsa z informacją, że zaraz po nią będę. Oczywiście miałam do niej jeszcze 5 minut drogi, ale wolałam ją trochę zestresować. Zakończenie zaczyna się o 10:00. Obecnie jest 9:30 i mamy jeszcze pół godziny. Nawet nie wiem kiedy a byłam pod domem Ann. Mówiąc szczerze tak troszkę jej zazdroszczę. Pod koniec maja skończyła 18 lat i może robić wszystko. Może się nawet wyprowadzić od rodziców, ale tego nie zrobiła. Ja zaraz po skończeniu 18 lat wyprowadzam się od Luka. Nie wiem jeszcze gdzie ale na pewno się wyprowadzam. Może do babci? Do Polski? W końcu mama byłą polką. Tam też mamy rodzinę. Babcia tam została. Nigdy nie chciała przyjechać tu do nas i z nami zostać. Nawet po śmierci rodziców. Przyleciała tylko na pogrzeb i zaraz na następny dzień wracała do Polski. Pamiętam jak ją błagałam aby została z nami i się mną zajęła. Bo taką też miałam szansę. Opiekę nade mną mogła dostać babcia. Wystarczyło by tylko gdyby z nami została. Ale nie zrobiła tego. Powiedziała, że to Luke ma się mną zajmować a ja zawszę mogę ją odwiedzić. Jednak jeszcze ani razu tam nie byłam. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Ann. Przywitałam się z nią i spojrzałam na jej sukienkę. Cała Ann. Nigdy nie brała zakończenia na poważnie, ale teraz mam wątpliwości czy na pewno na nie idzie.

- No co? Coś nie tak? - zapytała i zrobiła obrót.
- Nie no. Wszystko ok. Tylko się zastanawiam czy na pewno idziesz ze mną na zakończenie. - powiedziałam z uśmiechem.
- No pewnie, że na zakończenie. Kochana a gdzie ja mogę iść w takiej sukience co? - zapytała i złapała mnie pod pachę.
- No nie wiem. Może na imprezę do Nathana? - zapytałam.
- Nie. Na imprezę mam zupełnie coś innego. A właśnie. Co do imprezy. Będę u ciebie tak o 16:00. Ok? - zapytała i ruszyła w stronę szkoły.
- Dobra. A teraz idziemy. - powiedziałam i dorównałam jej kroku. Idąc do szkoły śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy. Oczywiście Ann wie o wczorajszej sytuacji jaka zaistniała w moim domu, ale obiecała mi że nie będziemy o tym rozmawiać.  Nie powiedział jej tylko o tym, że myślałam o babci. Lepiej żeby o tym nie wiedziała. Gdy dotarłyśmy do szkoły trwała już akademia. Właśnie kończył przemawiać nasz dyrektor. Za chwilę miały zostać rozdane świadectwa dla najlepszych uczniów. Może po Ann tego nie widać, ale ona jest w tym gronie. Już kolejny raz dostanie świadectwo ukończenia szkoły z wyróżnieniem. Ona już po raz kolejny a ja po raz pierwszy. Udało mi się to. Nie zrobiła tego jednak dla siebie ale dla rodziców. Kiedy miałyśmy już świadectwa poszłyśmy ze szkoły do naszej ulubionej kawiarni. Wypiłyśmy po kawie i zjadłyśmy po dobrym ciastku. Potem włóczyłyśmy się trochę po mieście i o 14:30 pożegnałyśmy się. W końcu o 16:00 przyjdzie do mnie i będziemy się szykować na imprezę. Kiedy weszłam na podwórko zobaczyłam, że przed garażem stoi samochód Luka. To dziwnie bo zawsze w piątki jeździ gdzieś z tymi swoimi kolegami. Nie myśląc o tym weszłam do domu. W korytarzu czekał na mnie Luke. To było trochę dziwne. Chciała pójść na górę, ale Luke złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego a on nie odwracając tak jak zwykle wzroku powiedział:

- Marcelina musimy porozmawiać......















----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam za to, że dopiero teraz pojawia  się ten rozdział. Nie mogłam go dodać wcześniej ze względu na sprawy prywatne. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Mam również nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jak myślicie. O czym Luke chce porozmawiać z Marceliną? Czekam na wsze pomysły w komentarzach i do nn...

Mrs. Tomlinson...

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 3


" Nie należy lekceważyć drobnostek,
bo od nich zależy doskonałość. "
Michał Anioł

21.06.2012 r. - tor nielegalnych wyścigów. Godzina 12:00.

* Louis P.O.V. *  
* Na starcie *

  Siedziałem w swoim samochodzie i czekałem aż Harry da mi znak, że mogę ruszać. Muszę wypracować szybszy czas przejazdu całego toru. W sobotę wielki wyścig a ja muszę go wygrać. Ten szczyl Nathan nie będzie mnie pokonywał. Tytuł mistrza jest mój i tylko mój. Nie mam zamiaru go oddawać. Spojrzałem na Harry'ego. Ten opuścił prawą rękę dając mi znak, że mogę ruszać. Wcisnąłem gaz do dechy i ruszyłem. Znałem ten tor już na pamięć, ale musiałem mieć na nim lepszy czas. Jeśli teraz go wyćwiczę to w sobotę będę niepokonany i Nathan będzie się mógł przy mnie schować.  Z tego co opowiadał mi o nim Liam dowiedziałem się, że ten szczyl ma 18 lat i uczy się w tym samym liceum co Marcelina. Mimo tego, że jest młodszy to nie powiem jest dobrym kierowcą. Właśnie zaczynałem ostatnie kółko. Wdepnąłem gaz i w błyskawicznym tempie skoczyłem okrążenie. Wyłączyłem silniki i wysiadłem z auta. Spojrzałem na chłopaków. Mina Luka mówiła sama za siebie. Było dobrze. Ale czy lepiej niż zwykle to tego nie widziałem. Zamknąłem samochód i podszedłem do nich. Nie zdążyłem zadać pytania jaki mam czas a Luke podał mi stoper. Spojrzałem na wyświetlacz urządzenia. Widniał tam mój wymarzony wynik. I to tylko mój wynik. Licznik pokazywał 1minutę i 45sekund. W ciągu niecałych 2 minut pokonałem trzy kółka. W sobotę będę mistrzem. Przybiłem z chłopakami piątkę i się uśmiechnąłem.  Spojrzałem na Luka. Wyglądał jak by coś go gryzło. Podszedłem do niego bliżej i zapytałem:

- Stary wszystko ok?
- Tak.. Znaczy sam nie wiem. - powiedział trochę zmieszany.
- Ey no stary. Wiesz, że nam możesz wszystko powiedzieć. - powiedział Harry.
- Wiem. I jestem wam za to wdzięczny. Serio. Ale to chodzi o Marcelinę. - powiedział i przejechał rękami po włosach.
- Mów stary. Co jest? - powiedziałem do niego.
- Widzicie.. Chodzi o to, że od prawie roku nie rozmawiam z Marceliną. Znaczy.. Ona nie rozmawia ze mną. - Powiedział i podszedł do swojego samochodu.
- Jak to nie rozmawiacie? Dlaczego? - dopytywał się Harry.
- No bo.. Wczoraj była pierwsza rocznica śmierci naszych rodziców. Zginęli w wypadku. Po tym wszystkim Marcelina zamknęła się w sobie i jedyną osobą z jaką rozmawia jest jej przyjaciółka Ann. Do mnie odezwała się raz. Powiedziała, że to moja wina. Że to ja doprowadziłem do wypadku rodziców. Wczoraj jak pojechaliście pojechałem na cmentarz. Wiedziałem, że Marcelina była tam wcześniej bo leżały świeże kwiaty i paliły się świeczki. - powiedział i otwarł drzwi od samochodu.
- Jak to twoja wina? Nie rozumiem. - zapytałem go.
- Moja. Bo rodzice jechali wtedy po mnie. Mieli mnie odebrać z treningu. Ale wydarzył się ten wypadek. Gdybym wtedy po nich nie zadzwonił to by to wszystko nie miało miejsca. - powiedział.
- Stary nie możesz tak mówić. Ten wypadek to nie była twoja wina. On mógł się nawet wydarzyć jak by jechali po Marcelinę. Nie możesz się obwiniać. - powiedział Liam.
- Może i macie rację. Ale... Marcelina mnie osądza. Mieszkamy w jednym domu a ciągle się mijamy. Nie rozmawiamy. Ona siedzi albo w swoim pokoju albo w pokoju muzycznym gdzie gra na fortepianie. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i wsiadł do samochodu.
- A próbowałeś z nią porozmawiać? - zapytał Liam.
- Pewnie. I to nie jeden raz. Ale ona ciągle ucieka od rozmowy. Mówiłem wam. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i włożył klucz do stacyjki.
- Gdzie jedziesz? - zapytałem.
- Do domu. Marcelina za godzinę kończy lekcje. Spróbuje z nią porozmawiać. - powiedział Luke.
- To dobry pomysł. Jedź. I pamiętaj. Jak by co to dzwoń. - powiedziałem i zamknąłem mu drzwi. On tylko podniósł prawą rękę do góry i odpalił samochód po czym odjechał.  Kiedy odjechał sam wsiadłem do swojego samochodu i nie mówiąc nic chłopakom odjechałem z piskiem opon. Postanowiłem pojechać pod szkołę Marceliny. To co powiedział nam Luke dało mi do myślenia. Mimo tego, że nie znam jej za dobrze a tak prawdę mówiąc wcale to muszę ją o coś zapytać. Muszę zadać jej pytanie, które nie daje mi spokoju. Już po kilku minutach byłem pod jej szkołą. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem wiadomość od Harry'ego. Napisał " Stary gdzieś ty pojechał? Mieliśmy jeszcze trenować. " Zignorowałem tą wiadomość i sprawdziłem godzinę. Była 12:43. Za dwie minuty Marcelina kończy lekcje. Wysiadłem z auta i zamknąłem je i oparłem o maskę. Długo nie musiałem czekać. Po chwili zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji. Po chwili zaczęli wychodzić uczniowie. Między nimi ujrzałem Marcelinę. Szła z jaką dziewczyną co miała kolorowe końcówki włosów. Domyśliłem się, że to musi być Ann. Nie zwlekając ani chwili podszedłem do nich. Mina Marceliny była bardzo dziwna. Wyglądała jak by się mnie bała. Spojrzałem na jej przyjaciółkę. Spojrzała na mnie jak by wiedziała o co mi chodzi. Szybko pożegnała się z Marceliną i równie szybko od nas odeszła. Spojrzałem ponownie na Marcelinę. Wyglądała jak by się mnie bała. Nie rozumiałem dlaczego. No może moje kolczyki i tatuaże trochę straszą no ale bez przesady. Poczekałem jeszcze chwilę aż wszyscy nas miną i się do niej odezwałem.

- Możemy porozmawiać? - zapytałem.
- Nie. - odpowiedziała i próbowała mnie wyminąć, ale nie udało jej się to.
- Marcelina proszę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. - powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek.
- Po pierwsze nie dotykaj mnie. Po drugie skąd wiesz jak mam na imię? I po trzecie nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. - mówiąc to wyrwała się z mojego uścisku.
- Po pierwsze. Wiem jak ma na imię siostra mojego przyjaciela. I po drugie. Mam tylko jedno pytanie. Odpowiesz mi na nie i stąd spadam. Nie na widzę tej szkoły. - powiedziałem.
- Jesteś uparty i głupi. Jak mój brat. - powiedziała Marcelina.
- Po słuchaj mnie młoda. Luke nie jest głupi. I uparty też nie jest. On chcę z tobą po prostu porozmawiać. - powiedziałem już lekko wkurzony.
- Dobra zluzuj i nie nazywaj mnie młoda. I skąd wiesz, że nie rozmawiam z Lukiem? - zapytała zdziwiona.
- Powiedział mi o tym. Mi i pozostałym. A ja mam jedno tylko pytanie do ciebie. - powiedziałem.
- No proszę. Mój brat wam się zwierza. Dobra. Gadaj to swoje pytanie. Tylko szybko bo mi się śpieszy. - powiedziała.
- No i w końcu mówisz jak należy. Dobra. Moje szybkie pytanie i twoja szybko odpowiedź. Jasne? - powiedziałem i spojrzałem na zegarek.
- Dobra. Gadaj. - powiedziała.
- Dobra. Dlaczego obwiniasz Luka o śmierć rodziców? - zapytałem i spojrzałem jej w oczy.
- Jak śmiesz mnie o to pytać? Nie masz prawa. To sprawa moja i Luka. Jeśli wam o tym powiedział to zachował się jak ostatni idiota. Nie powinien wam tego mówić. - powiedziała jak by zła.
- Ale nam o tym powiedział. I nie możesz go o to obwiniać.  A teraz odpowiedz. Dlaczego go o to obwiniasz? - powiedziałem.
- Proszę bardzo. Bo to jest jego wina. To on kazał rodzicom, aby po niego pojechali. Gdyby im nie kazał to by żyli. Rozumiesz? Jego wina. - powiedziała i mnie wyminęła.
- Wcale nie jego. Bo oni mogli wtedy nawet po ciebie jechać. Pomyślałaś o tym? - dogoniłem ją i jej to powiedziałem.
- Jak śmiesz.. - powiedziała i walnęłam mnie z liścia. Nie wiedziałem co się stało. Patrzyła na mnie jeszcze chwilę a potem odwróciła się i opuściła teren szkoły. Pewnie poszła do domu. Podszedłem do samochodu i zanim wsiadłem na pisałem do Luka SMS. Napisałem " Marcelina wraca do domu. Jest trochę zła. To moja wina. Na razie nie próbuj z nią rozmawiać. Za pół godziny będę u ciebie i wszystko ci wytłumaczę. "  Po wysłaniu wiadomości wsiadłem do samochodu i najpierw pojechałem do swojego mieszkania. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się inne ubrania. Zabrałem telefon, zegarek i kluczyki i wybiegłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i szybko pojechałem do domu Luka. Kiedy tam dotarłem od razu podszedłem do drzwi. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale zobaczyłem, że drzwi są uchylone. Otwarłem je szerzej i usłyszałem podniesione głosy. Jeden z nich to był głos Luka a drugi Marceliny. Kłócili się. Wiedziałem, że to moja wina. Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam Was za to opóźnienie. Ale nie miałam czasu aby dodać rozdział. Za to mogę wam obiecać, że kolejny rozdział pojawi się już w środę.
Jak wam tam wakacje mijają? Czekam na wasze komentarze i życzę miłych Wakacji...

Pozdrawiam, Mrs. Tomlinson...

piątek, 24 czerwca 2016

Rozdział 2


" Piękna kobieta to niebo dla oczu,
piekło dla uszu i czyściec dla kieszeni. "
Bernard Fontenelle 


" [...] Kiedy Ann wychodziła była20:45. Pożegnałam się z nią. Zamknęłam drzwi i poszłam do kuchni. Tam wpadłam na....."

 Tam wpadłam na kolegę Luka. Tylko, że nie był to Liam tak jak poprzednio. Ten chłopak był inny. Był mroczny i trochę straszny. Miał kolczyka w wardze i ręce miał pokryte tatuażami. Był inny. I tyle mi wystarczyło. Weszłam w głąb kuchni i nie parząc na niego wyminęłam. Odłożyłam tacę na blat i schowałam szklankę do zmywarki a puste butelki po coli wyrzuciłam do kosza. Wzięłam sobie jeszcze z lodówki butelkę wody i ponownie wymijając chłopaka wyszłam z kuchni. Będąc w kuchni cały czas byłam odwrócona do tego chłopaka plecami a mimo to czułam na sobie jego wzrok. Czułam jak jego wzrok mnie pochłania. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Kiedy podniosłam wzrok do góry ujrzałam Luka. Patrzył na mnie takim wzrokiem jak by nie widział mnie przez kilka lat. Jego warga lekko drgnęła. Wyglądało to tak jak by chciał coś powiedzieć, ale nie zrobił tego. Posłałam mu tylko spojrzenie mówiące, że nie mam ochoty na niego patrzeć i wyrywając się z jego uścisku poszłam po schodach na górę. Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi od środka. Wodę odłożyłam na biurko i zabierając piżamę z szafy poszłam do łazienki. Odłożyłam piżamę na półkę i napełniłam wannę wodą. Miałam ochotę na długą i orzeźwiającą kąpiel. Musiałam sobie wszystko przemyśleć. Siedząc w wannie pełnej piany zastanawiał się nad tym co się dzisiaj wydarzyło. Myślałam o tej całej sytuacji z Liamem, potem z tym drugim kolesie w kuchni a na końcu o tym co zrobił Luke. Pierwszy raz od roku zrobił takie coś. Wyglądał tak jak by chciał ze mną porozmawiać, ale nie znalazł na to aż tyle odwagi. Dziwne. Kolegą umie o mnie opowiedzieć nie ma żadnej blokady, ale gdy chce ze mną porozmawiać włącza mu się taka dziwna blokada. Już sama nie wiem co mam o tym myśleć. Czasami chciała bym cofnąć czas i sprawić aby rodzice nie mieli tego wypadku. Aby wszystko potoczyło się inaczej. Wyszłam z wanny i ubrawszy piżamę podeszłam do lustra i zmyłam makijaż a następnie umyłam zęby. Kiedy wyszłam z łazienki była 21:54. " Wow już tak późno? " Pomyślałam. Pierwszy raz wyszłam tak późno z łazienki. Wzięłam telefon i jeszcze przed położeniem się do łóżka obczaiłam instagrama i Facebooka. Nathan dodał posta informującego o imprezie. Może Ann ma rację? Może powinnam pójść i trochę się zabawić? To nawet nie jest głupie. Odłożyłam telefon na szafkę i położywszy się do łóżka zgasiłam lampkę, która cały czas się świeciła. Gdy tak leżałam ponowie myślałam o tym chłopaku z kuchni. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 

* Louis P.O.V *
* Salon w domu Luka *

  Siedzę z chłopakami na dole w salonie jednak nie umiem się skupić na rozmowie. Cały czas mam przed oczami tą sytuację z siostrą Luka a potem to co się między nimi wydarzyło na korytarzu. Akurat wychodziłem z kuchni i byłem świadkiem tej sceny. To wyglądało tak jak by Luke chciał coś powiedzieć, ale  nie umiał wydusić z siebie słowa. Naprawdę dziwnie to wyglądało. Spojrzałem na Luka. Teraz jak rozmawiał z chłopakami był taki ożywiony i pełny energii. Jak by nie ten sam chłopak, który był na korytarzu kilka minut temu. Chłopaki planowali taktykę na kolejny wyścig. Jednak ja nie miałem ochoty o tym słuchać. Wstałem  z fotele i powiedziałem chłopkom, że jadę do domu. Wszyscy byli lekko zaszokowani tym, że już wychodziłem. Zwłaszcza Harry. Najmłodszy w naszej ekipie a wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Powiedział, że jest moim fanem i cieszy się z tego, że może być moim kumplem. Pożegnałem się z nimi i wychodząc z domu spojrzałem w okna na piętrze. W jednym z nich właśnie zgasło światło. Pewnie to jej pokój. Uśmiechnąłem się pod nosem i wsiadając do swojego auta pojechałem do swojego mieszkania. Kiedy już w nim byłem poszedłem od razu do łazienki . Wziąłem szybki prysznic i udałem się do sypialni. Położyłem się na łóżku i napisałem krótkiego SMS'a do Luka. Napisałem " Jutro na torze o 12. Wiem, że chłopacy są jeszcze u ciebie to im przekaż." Po wysłaniu wiadomości wyciszyłem telefon i odłożyłem na szafkę nocną. Nie wiedzieć czemu cały czas myślałem o Marcelinie. Sam nie wiem kiedy odpłynąłem w krainę Morfeusza.

   
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Oto jest Rozdział 2. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jutro dodam rozdział 3 bo aktualnie jest w procesie pisania. Kochani jak tam koniec roku? Wszystko dobrze? Zostawicie po sobie ślad w komentarzu i do nn... ^^

Mrs. Tomlinson

sobota, 18 czerwca 2016

Przepraszam

 Hej kochani. Przepraszam Was za to, że jeszcze nie ma nowego rozdziału ale nie miałam kiedy go napisać. No wiecie. Koniec roku i wgl. Postaram się za to w przyszłym tygodniu dodać dwa rozdziały. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i będziecie czekać do przyszłego tygodnia.


Macie tu jeszcze teledysk 5SOS .
Miłego słuchania/oglądania.

Mrs. Tomlinson...


 

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 1

 Muzyka

" Nigdy człowiek piękniej nie czyni, jak  gdy o przebaczenie prosi, 
albo sam przebacza. "
Jean Paul


20.06.2012r. - pierwsza rocznica śmierci rodziców Marceliny i Luka.
 
* Marcelina P.O.V *
* Cmentarz *

- " Ehh mamo.. Szkoda, że nie mogę teraz z Tobą porozmawiać. Bardzo bym tego chciała. Zwłaszcza teraz. Z Lukiem nie rozmawiam a Ann nie mogę też wszystkiego powiedzieć.  Przecież są tematy na które nie mogę porozmawiać z przyjaciółką. A tym bardziej z Lukiem. Chociaż... Z nim to nie rozmawiałam już od kilku miesięcy. Zmienił się. Poznał nowych kumpli i teraz oni są ważni. Ważniejsi ode mnie. No, ale nie będę Ci o tym dzisiaj opowiadać. Nie w tym dniu. Tęsknię za Tobą i Tatą. Kocham Was. " - powiedziałam i ze łzami w oczach odeszłam od grobu rodziców. Wyszłam alejką cmentarza a następnie wyszłam przez bramę. Nie mogę uwierzyć, że to już rok od kąt mieli wypadek i zginęli. Tata zginął na miejscu a mama zmarła w drodze do szpitala.
Skręciłam w prawo i otarłam łzę, która spłyneła mi po policzku. Kiedy byłam dwie ulice od domu wyciągnęłam telefon z torebki i szybko wybrałam numer do Ann. Potrzebuje jej. Zwłaszcza teraz kiedy w domu jest Luke ze swoimi kumplami. Jeden sygnał, drugi, trzeci. Dopiero po czwartym sygnale usłyszałam w słuchawce głos Ann.

- Hej kochana. Co tam? - usłyszałam radosny głos Ann.
- Hej.  Może być. Wpadniesz do mnie? - zapytałam.
- Pewnie kochana. Za 20 minut jestem. - powiedziała.
- Dobrze. Czekam. Pa. - powiedziałam i się rozłączyłam.

Schowałam telefon z powrotem do torebki i wycierając twarz poszłam w stronę domu. Po 10 minutach stałam już przy furtce i szukałam kluczy w torbie bo oczywiście Luke zamkną ją na klucz. Nie rozumiem dlaczego on to robi. Boi się czegoś czy co? Z resztą nie obchodzi mnie to. Kiedy w końcu znalazłam kluczę otwarłam furtkę i weszłam na ścieżkę prowadzącą do domu. Właściwie czy to jest nadal mój dom? Bo od dłuższego czasu nie czuje się w nim komfortowo. Dlaczego? Bo ciągle przebywają tu kumple Luka i czują się tu jak u siebie. A to wszystko przez niego. Kiedy byłam pod drzwiami wzięłam dwa głębokie wdechy i weszłam do środka. Ściągnęłam buty w przedpokoju i idąc korytarzem szybko minęłam salon, w którym siedział z Luke z tymi swoimi kolegami. Weszłam do kuchni aby zabrać dla siebie i Ann picie do mojego pokoju. Zawsze tak robię kiedy ma mnie odwiedzić a ci pożal się boże koledzy Luka są u nas. Wyciągnęłam z lodówki dwie pół litrowe butelki coli i paczkę chipsów z szafki. Położyłam to wszystko na tacy i wyciągnęłam jeszcze z szafki szklankę dla Ann bo ona nigdy nie pije coli prosto z butelki. Zabrałam tacę i wyszłam z kuchni. Na moje nieszczęście wpadłam na jednego z kumpli Luka. Zahaczyłam o jego ramię tacą i spadła mi z niej szklanka, która upadając na ziemię robiła się. " Zajebiście". Pomyślałam i odłożyłam tacę na szafce w korytarzu i zabrałam się za sprzątanie zbitego szkła. Wszystko było by normalnie gdyby nie to, że ten kolega zaczął mi pomagać.

- Zostaw. Ja to zrobię. - powiedział i zaczął zabierać mi szkło z ręki.
- Ty to zostaw. Ja to posprzątam. - powiedziałam i zabrałam kolejny kawałek z ziemi.
- Dlaczego jesteś taka uparta Marcelina. - powiedział i wziął z ziemi kolejny malutki kawałek.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytałam zaskoczona.
- Jak to skąd? Luke nam powiedział. - odpowiedział i spojrzał na moją rękę. - Krew ci leci. Chodź. Opatrzę ci to. - dodał po chwili i biorąc mnie pod rękę poszedł ze mną do łazienki, która mieściła się na dole.
- Apteczka jest nad zlewem. - powiedziałam.
- Tak. Wiem. - powiedział chłopak i wyciągną apteczkę.
- Co Luke wam o mnie mówił? - zapytałam.
- Powiedział, że ma młodszą siostrę. Powiedział, że masz na imię Marcelina. I co najważniejsze powiedział, że bardzo cię kocha ale ty nie chcesz z nim rozmawiać. To prawda? - powiedział kiedy czyścił mi ranę wodą utlenioną.
- Tak. To wszystko prawda. Nie chcę z nim gadać i w dalekiej przyszłości nie mam zamiaru. - kiedy to powiedziałam owijał mi rękę bandażem.
- Nie chcę się wtrącać ale powinnaś z nim porozmawiać. Ale zrobisz jak zechcesz. O.. I gotowe. - mówiąc to skończył wiązać bandaż.
- Dzięki eee... Nie wiem jak masz na imię. - powiedziałam lekko zawstydzona.
- No tak. Liam. - powiedział i posłał mi uśmiech.
- No to dzięki Liam. - kiedy to powiedziałam zabrzmiał dzwonek do drzwi. " To pewnie Ann ". Pomyślałam i posyłając Liamowi przepraszający uśmiech i wyszłam z łazienki. Szybko podbiegłam do drzwi i otworzyłam je z szerokim uśmiechem. Przytuliłyśmy się i weszła do środka. Podeszłam do szafki po tacę i zobaczyłam, że stoi na niej szklanka. Nie wiedziałam skąd się wzięła. Postanowiłam, że później się nad tym zastanowię a teraz pójdę z Ann na górę. Kiedy byłyśmy już do góry weszłyśmy do mojego pokoju i usiadłyśmy na łóżku. Bardzo się cieszyłam, że Ann do mnie przyszła.

- No kochana. Powiadaj. Co się dzieje? - zapytała Ann i nalała sobie coli.
- A co się może dziać. Dzisiaj rocznica śmierci rodziców. Byłam na cmentarzu. Zapaliłam świeczkę i zostawiłam kwiaty. Jak do ciebie dzwoniłam to wracałam stamtąd. A wiesz co jest najlepsze? Że poza mną nie był tam nikt więcej. Nawet Luke. Nie poszedł na grób rodziców w dniu rocznicy. - mówiąc to czułam jak łzy zbierają mi się w oczach.
- Wiem misia. Ale może jeszcze pójdzie. - powiedziała próbując mnie pocieszyć.
- No nie wiem Ann. Z resztą.. - zaczęłam i wzięłam łyk coli.
- Z resztą? No mów dziewczyno. - zachęcała mnie.
- Z resztą mam wrażenie, że on już całkiem o nich zapomniał. - powiedziałam i spojrzałam na bandaż na ręce.
- O matko. Co ci się stało? - zapytała Ann kiedy zobaczyła bandaż na mojej ręce.
- Zanim przyszłaś spadła mi szklanka z tacy i się zbiła. Zaczęłam ją sprzątać i się skaleczyłam. - powiedziałam i ponownie napiłam się coli.
- Aaa coś ściemniasz. Za dobrze masz zrobiony opatrunek. Sama byś go nie zrobiła. Kto cię opatrzył? - dopytywała.
- Nie uwierzysz. - powiedziałam.
- Zobaczymy. No mów. Kto opatrzył ci rękę? - dopytywała.
- Liam. Przyjaciel Luka. - powiedziałam a mina Ann była bezcenna.
- Słucham?! Przyjaciel twojego brata opatrzył ci ranę?! - zapytała zdziwiona.
- Tak. Wszystko ci opowiem. Widzisz.... - zaczęłam opowiadać co się działo jak wróciłam z cmentarza. Potem porozmawiałyśmy o najbliższej imprezie z okazji zakończenia roku u Nathana. Oczywiście potem Ann zaczęła nawijać jaki to Nathan jest słodki i niesamowity. No i, że powinnyśmy pójść na tą imprezę. Pomysł nie jest głupi. Może się wybierzemy. Siedziałyśmy tak dobre kilka godzin. Kiedy Ann wychodziła była20:45. Pożegnałam się z nią. Zamknęłam drzwi i poszłam do kuchni. Tam wpadłam na.....


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 I oto jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Zastanawiacie się kogo spotkała? Czekaj na nn... ^^

Mrs. Tomlinson    

niedziela, 5 czerwca 2016

Prolog i zwiastun

WAŻNA NOTKA NA DOLE! PRZECZYTAJ KONIECZNIE!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
 
 " Bywają w życiu takie chwile, które w pamięci pozostają.
Chodź czas mija, one nie przemijają."


"[...] Moje życie nie jest takie jakie ma być.
Nie jest takie jakie było.
I nigdy nie będzie.
Dlaczego?
Bo jestem beznadziejna."

Napisawszy to zdanie zamknęłam pamiętnik i schowałam go za szafę tak aby nikt go nie znalazł. 
Kiedy już go schowałam zabrałam torbę z łóżka i wyszłam z pokoju. Szybko zbiegłam po schodach na dół i wymijając Luka wyszłam z domu. Trzasnęłam drzwiami i poszłam w stronę cmentarza. W końcu to już rok jak zginęli nasi rodzice. Ale czy Luke o tym pamięta? Wychodząc z naszej posesji oczywiście minęłam tych jego trzech głupich kumpli. I znowu ten jeden się na mnie gapił. Nie wiem o co mu chodzi. A jeśli chodzi o Luka... Zmienił się i nie jest taki jak dawniej... Zmienił się przez tych chłopaków... Jedno jest pewne... Ja już nie mam brata... Mam tylko opiekuna... Opiekuna bez uczuć. Kiedy byłam już na cmentarzu poszłam na grób rodziców i zapaliłam świeczki... Posiedziałam chwilę przy nim i poszłam się spotkać z moją przyjaciółką Ann... Tylko ona mnie rozumie. Tylko ona mi została. Gdybym jeszcze ją straciła nie wiem co bym zrobiła...


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

" Nadużywasz mojego zaufania. Bez zaufania nie ma nas chłopcze. "

ZWIASTUN


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  
Hej kochani. Przepraszam, że dopiero dzisiaj jest ten post ale nie miałam czasu w tygodniu aby go dodać. Nie wiem czy podoba wam się prolog bo tak szczerze mi tak średnio. Nie jestem dobra w pisaniu prologu ale mam nadzieje, że rozdziały będą lepsze. Rozdziały będą pojawiały się raz w tygodniu w czwartek lub piątek. Jeszcze zobaczę. Mam nadzieje, że podoba wam się ten pomysł.

Jeśli chodzi o zwiastun to czekam na wasze opinie w komentarzach. Życzę wam miłej niedzieli i udanego tygodnia. Pozdrawiam i do nn... ^^

Mrs. Tomlinson 

środa, 1 czerwca 2016

Bohaterowie

Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego. :*


  
Marcelina Hemmings ( 17 lat  )

" Po każdym dniu trzeba postawić kropkę, przewrócić kartkę i zacząć na nowo. " 


Louis Tomlinson ( 23 lata )

" Co czyni Cię wyjątkowym, czyni Cię niebezpiecznym. " 


Luke Hemmings ( 22 lata )

" Są sprawy ważne i ważniejsze, tylko My musimy nauczyć się je rozróżniać. " 


Ann Smith ( 18 lat )

" To, że milczę nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia. " 


Liam Payne ( 23 lata )

" Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia. " 

 
 Harry Styles ( 22 lata )

" Do puki walczysz, jesteś zwycięzcą... "


Tak jak obiecałam są bohaterowie. Niestety nie uda mi się dzisiaj dodać zwiastuna za co Was najmocniej przepraszam. Za to jutro pojawi się zwiastun i prolog. Miłego wieczorku.

Mrs. Tomlinson