Muzyka
,, To, że milczę, nie znaczy,
że nie mam nic do powiedzenia."
Jonathan Corroll
,, To, że milczę, nie znaczy,
że nie mam nic do powiedzenia."
Jonathan Corroll
* Louis P.O.V*
* 09.09.2012r - godz. 21:10*
* Dom Marceliny - salon *
,,[...] - Lou? To ty? Co ty tu robisz? - zapytała jak by nie wierzyła, że to ja.
- Hej Cysia. Ja... Ja chciałem cię przeprosić. Kocham Cię i nie chcę stracić. Ciebie i naszego dziecka. - powiedziałem i spojrzałem w jej piękne oczy. Myślałem, że coś powie. Zamiast tego rzuciła mi się na szyję a nasze usta złączyła w delikatnym pocałunku. Nie sądziłem, że mi wybaczy. Tak mocno ją.... Ich Kocham. Cysię i nasze jeszcze nienarodzone dziecko.
- Hej Cysia. Ja... Ja chciałem cię przeprosić. Kocham Cię i nie chcę stracić. Ciebie i naszego dziecka. - powiedziałem i spojrzałem w jej piękne oczy. Myślałem, że coś powie. Zamiast tego rzuciła mi się na szyję a nasze usta złączyła w delikatnym pocałunku. Nie sądziłem, że mi wybaczy. Tak mocno ją.... Ich Kocham. Cysię i nasze jeszcze nienarodzone dziecko.
Siedzieliśmy w salonie na sofie. Wciągnąłem Cysię na swoje kolana a ta schowała twarz w zagłębienie mojej szyi. Siedziała cicho i oddychała spokojnie i równomiernie. Ja jedną ręką obejmowałem ją w pasie a drugą trzymałem na jej brzuchu. Wciąż nie mogę uwierzyć, że będę ojcem. Nie dociera do mnie to, że dziewczyna którą kocham i chcę być już zawsze obdarzy mnie potomkiem. Z jednej strony jestem tak cholernie szczęśliwy. A z drugiej nie nawidzę się za to, że pomyślałem iż Marcelina mogła mnie zdradzić z jakimś innym kolesiem i wyparłem się tego dziecka. Gdybym tylko mógł z wielką chęcią cofną bym czas. Wiem jednak, że to nie możliwe a moje słowa wypowiedziane w piątek sprawiły dziewczynie ból. Na samą myśl poczułem jak by pod moimi powiekami zbierały się łzy. Zamrugałem szybko kilka razy aby nie opuściły moich oczu. Dłoń, którą trzymałem na brzuchu zabrałem i podniosłem głowę Marceliny aby móc zobaczyć jej piękne oczy. Kiedy to zrobiłem zobaczyłem w nich: szczęście, miłość i radość. Ale również: ból, cierpienie i nienawiść. Wiedziałem, że to moja wina. Tak bardzo ją skrzywdziłem. Bez żadnego namysłu złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Wlałem w niego całą moją miłość do Cysi. Kiedy oddaliliśmy się od siebie spojrzałem jej ponownie w oczy i odezwałem się.
- Cysia ja.... Ja tak bardzo cię przepraszam. Zachowałem się jak ostatni dupek i śmieć. - powiedziałem i spuściłem wzrok.
- Ej Lou. Nie mów tak. To nie prawda. - powiedziała moja ukochana i poczułem jej drobną dłoń na policzku.
- Prawda. Kiedy powiedziałaś, że jesteś w ciąży pomyślałem, że to nie moje dziecko. - powiedziałem a łza spłyneła mi po policzku. Szybko ją otarłem.
- Dlaczego tak pomyślałeś? - zapytała próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy.
- Ponieważ dwa tygodnie po twoich urodzinach byłaś z Ann na imprezie. Pomyślałem, że może przespałaś się z jakimś kolesiem pod wpływem alkoholu i tego nie pamiętasz. - powiedziałem zawstydzony.
- Oh Lou. Musisz coś wiedzieć. Na tej imprezie nie było ani jednego chłopaka. To był wieczór panieński kuzynki Ann. I przy okazji. Nie piłam wtedy bo byłam kierowcą Ann i Amber. - powiedziała a ja na te słowa podniosłem ponownie wzrok.
- Naprawdę? Bosh co ze mnie za kretyn. Przepraszam Cysia. Tak strasznie cię przepraszam. - powiedziałem patrząc w jej oczy.
- Lou. Wybaczam ci. Chcę z tobą być i wychować to dziecko. Nie ukrywam, że mnie nie zraniłeś bo było by to kłamstwem. Dam ci jeszcze szansę. Ale pamiętaj. Nie możesz jej zmarnować. - powiedziała i dała mi całusa w policzek.
- Wiem. Przepraszam. I nie martw się. Już cię więcej nie zawiodę. Obiecuję. - powiedziałem z uśmiechem.
- Kocham cię Lou. - powiedziała patrząc mi w oczy.
- Ja ciebie też kocham Cysia. I ciebie też fasolko. - powiedziałem i położyłem swoją dłoń na brzuchu Cysi a następnie ją pocałowałem. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Kiedy zauważyłem, że Cysia bardzo spokojnie oddycha zorientowałem się, że moja ukochana zasnęła wtulona w moje ciało. Delikatnie złapałem ją za nogi i wstając zaniosłem ją do jej pokoju. Kiedy położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą chciałem wyjść. Kiedy byłem przy drzwiach usłyszałem ciche :
- Lou proszę zostań ze mną. - powiedziała Cysia.
- Dobrze kochanie. - odpowiedziałem i wróciłem do niej. Ściągnąłem swoją kurtkę i buty po czym położyłem się obok niej. Ona mocno się we mnie wtuliła i razem zasnęliśmy. Tak bardzo się cieszyłem, że moglem z nią być. To była idealna i spokojna noc.
* 2 miesiące później *
* 08.11.2012r *
* Przychodnia ginekologiczna *
Cysia była już w czwartym miesiącu ciąży. Myśl, że już za pięć zostanę naprawdę ojcem przerażała mnie trochę. Marcelina miała już dosyć mocno zaokrąglony brzuszek. Ślicznie wyglądała. Po tym jak pogodziłem się z moją ukochaną i w tym czasie byłem trzy razy u swojej mamy i rodzeństwa. Marcelina nic o tym nie wie. A mama nie wie nic na temat Cysi i tego, że w wieku 45 lat zostanie babcią. Chcę je sobie przedstawić w grudniu. Dokładniej mówiąc w Wigilię. Nie tylko dlatego, że to dzień moich urodzin ale przede wszystkim dlatego, że informacja o dziecku będzie najlepszym prezentem dla mojej mamy. Siedziałem właśnie z Cysią na korytarzu w przychodni ginekologicznej gdzie od miesiąca przyjmowała nasza lekarka.To będzie druga moja wizyta z Cysią na badaniach kontrolnych. Miesiąc temu pani doktor powiedziała, że jeśli będziemy oboje chcieli to może nam zdradzić płeć dziecka na dzisiejszym badaniu. Po tym jak to usłyszeliśmy trochę nie byliśmy tego pewni. Na początku chcieliśmy mieć niespodziankę. Ale z drugiej strony chcieliśmy też wiedzieć. Dopiero wczoraj podjęliśmy decyzje w tej sprawie. Po chwili zostaliśmy poproszeni do gabinetu. Cysia położyła się na kozetce a ja stanąłem tuż obok niej. Pani doktor rozpoczęła badanie. Kiedy jeździła Marcelinie tym urządzeniem po brzuchu odezwałem się.
- Pani doktor. - zacząłem.
- Tak panie Tomlinson? - zapytała.
- Oboje z Marceliną zdecydowaliśmy, że chcemy poznać już dzisiaj płeć dziecka. - powiedziałem i spojrzałem na Marcelinę.
- Są państwo pewni? - zapytała lekarka i również spojrzała na leżącą dziewczynę.
- Tak. Chcemy wiedzieć oboje. Też ze względu na to, że chcemy urządzić już pokoik dla dziecka. - powiedziała Cysia.
- No dobrze.- powiedziała lekarka i spojrzała na ekran.
- I co? - dopytywałem.
- To nie możliwe. - powiedziała po chwili i spojrzała na nas.
- Czy coś jest nie tak? - zapytała Marcelina i spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
- Nie. Oprócz tego, że zamiast jednego pokoiku musicie urządzić dwa. - powiedziała lekarka i spojrzała na nas z wielkim uśmiechem na ustach.
- Co?! - powiedzieliśmy równocześnie z dziewczyną.
- No tak. Jesteś w ciąży bliźniaczej. Dokładniej mówiąc to chłopiec i dziewczynka. - powiedziała i zakończyła badanie.
- Jest pani tego pewna? - zapytała Cysia kiedy wycierała swój brzuch.
- Tak. Pewnie są państwo zaskoczeni i myślą jak to możliwe. Już państwu wszystko wyjaśniam. Pod czas ostatniego badania dzieci były ułożone w tej samej pozycji. Dodatkowo serduszka dzieci biją w równym rytmie. Proszę jednak spojrzeć. Teraz dzieci są ułożone profilami. Tu widzimy dziewczynkę a tu chłopczyka. - powiedziała i pokazała na monitor.
- O bosh Lou. Będziemy mieć bliźniaki. - powiedziała moja ukochana ze łzami w oczach.
- Kochanie dlaczego płaczesz? - zapytałem zaniepokojony.
- Ze szczęścia. Lou jestem bardzo szczęśliwa. - powiedziała z uśmiechem.
- Ja też kochanie. - powiedziałem i ucałowałem ją w czoło.
- Cieszę się państwa szczęściem. Proszę. Oto zdjęcie waszych dzieci i data następnego badania. - powiedziała lekarka i podała nam dokumenty.
- Dziękujemy. Dowidzenia. - powiedzieliśmy równocześnie i wyszliśmy z gabinetu.
- Boshe Lou. Będziemy mieć bliźniaki. Ale jak to możliwe. Przecież u mnie w rodzinie nikt nie miał bliźniąt. - powiedziała Cysia kiedy szliśmy korytarzem do wyjścia.
- Wiesz co ja chyba znam odpowiedź na to pytanie. - powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Jak to? - zapytała kiedy byliśmy już przy samochodzie.
- U mnie w rodzinie są dwie pary bliźniaków. Prababcia miała bliźniaczki i moja mama również ma bliźniaki. Chłopca i dziewczynkę. - powiedziałem kiedy siedzieliśmy już w pojeździe.
- Jak to? Nigdy nic nie mówiłeś o rodzicach czy rodzeństwie. Dlaczego? - zapytała a ja wyjechałem z parkingu.
- Po prostu nie chciałem Ci na początku mówić. Ale dużo się we mnie zmieniło. Ty mnie zmieniłaś na lepsze. - powiedziałem z uśmiechem.
- Naprawę? Lou chciała bym poznać twoją rodzinę. - powiedziała Cysia kiedy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Poznasz. Obiecuję Ci to kochanie. Ale jeszcze nie teraz. - powiedziałem i pojechaliśmy w stronę domu Cysi. Kiedy byliśmy na miejscu zauważyłem, że przed jej domem stały samochody wszystkich chłopaków. Nawet Nialla i Ann. Kiedy weszliśmy do domu od razu dopadła nas fala pytań jak badania i nasze dziecko. Kiedy powiedzieliśmy, że Cysia spodziewa się bliźniąt wszyscy wybuchli krzykami i piskami szczęścia. Luke na początku był w mega szoku ale potem cieszył się jak głupi. Kiedy wszystko opowisdzieliśmy usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byliśmy wszyscy. Ja, Cysia, Luke, Ann, Harry, Liam, Milena i Niall. Cieszyłem się, że tu są, pomagają nam i nas wspierają. Czułem się tak jak bym miał przy sobie rodzinę. W sumie. Oni to moja rodzina. Oni i mama z bliźniakami. W tym momencie jestem najszczęśliwszy na świecie.
-----------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto kolejny rozdział. Jak wam się podoba? Bo mi tak pół na pół. Pozdrwiam i do nn.. ^^
- O bosh Lou. Będziemy mieć bliźniaki. - powiedziała moja ukochana ze łzami w oczach.
- Kochanie dlaczego płaczesz? - zapytałem zaniepokojony.
- Ze szczęścia. Lou jestem bardzo szczęśliwa. - powiedziała z uśmiechem.
- Ja też kochanie. - powiedziałem i ucałowałem ją w czoło.
- Cieszę się państwa szczęściem. Proszę. Oto zdjęcie waszych dzieci i data następnego badania. - powiedziała lekarka i podała nam dokumenty.
- Dziękujemy. Dowidzenia. - powiedzieliśmy równocześnie i wyszliśmy z gabinetu.
- Boshe Lou. Będziemy mieć bliźniaki. Ale jak to możliwe. Przecież u mnie w rodzinie nikt nie miał bliźniąt. - powiedziała Cysia kiedy szliśmy korytarzem do wyjścia.
- Wiesz co ja chyba znam odpowiedź na to pytanie. - powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Jak to? - zapytała kiedy byliśmy już przy samochodzie.
- U mnie w rodzinie są dwie pary bliźniaków. Prababcia miała bliźniaczki i moja mama również ma bliźniaki. Chłopca i dziewczynkę. - powiedziałem kiedy siedzieliśmy już w pojeździe.
- Jak to? Nigdy nic nie mówiłeś o rodzicach czy rodzeństwie. Dlaczego? - zapytała a ja wyjechałem z parkingu.
- Po prostu nie chciałem Ci na początku mówić. Ale dużo się we mnie zmieniło. Ty mnie zmieniłaś na lepsze. - powiedziałem z uśmiechem.
- Naprawę? Lou chciała bym poznać twoją rodzinę. - powiedziała Cysia kiedy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Poznasz. Obiecuję Ci to kochanie. Ale jeszcze nie teraz. - powiedziałem i pojechaliśmy w stronę domu Cysi. Kiedy byliśmy na miejscu zauważyłem, że przed jej domem stały samochody wszystkich chłopaków. Nawet Nialla i Ann. Kiedy weszliśmy do domu od razu dopadła nas fala pytań jak badania i nasze dziecko. Kiedy powiedzieliśmy, że Cysia spodziewa się bliźniąt wszyscy wybuchli krzykami i piskami szczęścia. Luke na początku był w mega szoku ale potem cieszył się jak głupi. Kiedy wszystko opowisdzieliśmy usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byliśmy wszyscy. Ja, Cysia, Luke, Ann, Harry, Liam, Milena i Niall. Cieszyłem się, że tu są, pomagają nam i nas wspierają. Czułem się tak jak bym miał przy sobie rodzinę. W sumie. Oni to moja rodzina. Oni i mama z bliźniakami. W tym momencie jestem najszczęśliwszy na świecie.
-----------------------------------------------------------------------
Hej kochani. I oto kolejny rozdział. Jak wam się podoba? Bo mi tak pół na pół. Pozdrwiam i do nn.. ^^
~Mrs. Tomlinson... :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz