Ważne! Rozdział zawiera przekleństwa i sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność!!
,,Pewnego przyjaciela
poznaje się w sytuacji niepewnej."
Cyceron
* Marcelina P.O.V. *
* 12.07.2012 roku. - pokój muzyczny*
,, [...] Kiedy się odwracałam liczyłam na to, że w drzwiach zobaczen Luka.
Jednak kiedy się odwróciłam zamarłam. Moim oczom ukazał się on. Ten,
którego nie widziałam od roku. Ten, który zniknął z mojego życia zaraz
po śmierci rodziców. Ten którego ponoć kochałam. Nie wiem jak nazwać to
co czułam. No i nie wiem co on czuł. Ale to nie ważne. Ważne było to, że
on tu jest. Że on tu jest. Zayn Malik jest w moim domu. I co ja mam zrobić.?"
Nie mogłam w to uwierzyć. Skąd on się tu wziął? Jak się dostał do mojego domu? Stałam nieruchomo oparta o pianino. Nie wiedziałam co mam robić. Stałam i patrzyłam się na niego ze zdziwieniem. W głowie miałam milion pytań, które z jednej strony chciałam mu zdać a z drugiej nie zrobiłam tego. Bałam się go. Nie wiem dlaczego ale odczuwałam strach co do Zayna. Przez pewien czas staliśmy w milczeniu. Ta cisza mnie zabijała. Nie mogłam już tak dłużej. Spuściłam głowę i wzięłam głęboki wdech. Nie patrząc na niego odezwałam się.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam i dopiero wtedy podniosłam wzrok.
- Jak to co? Wróciłem do ciebie kochanie. Nie tęskniłaś? - zapytał i uśmiechnął się pod nosem.
- Czy tęskniłam? Ty mówisz serio? Zostawiłeś mnie w najgorszym momencie mojego życia! Nie dość, że wtedy straciłam rodziców to do kompletu ty mnie zostawiłeś! Ty siebie słyszysz?! Masz odpowiedź na to czy tęskniła! Nie! - krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam.
- Ej kochanie nie krzycz tak bo sąsiedzi jeszcze usłyszą. - powiedział i zrobił krok w moim kierunku.
- Nie podchodź do mnie! I nie nazywaj mnie kochanie! Już dawno nas nic nie łączy! - powiedziałam i zrobiła dwa kroki do tyłu.
- No dobrze. Przepraszam. Nie chciałem cię zostawić tak bez słowa. Wiem, że nie powinienem ale ta sytuacja mnie trochę przerosła. - powiedział i spojrzał mi w oczy.
- Ciebie przerosła?! To nie ty straciłeś najbliższych! Jesteś żałosny! Nie wiem co ja w tobie widziałam. Ale wiem jedno. Już nic do ciebie nie czuję! Słyszysz?! Nic! - powiedziałam ponownie krzycząc.
- Tak. Wiem. Przepraszam. Zachowałem się strasznie. I jeszcze jedno. Może ty nic do mnie nie czujesz ale ja nadal coś czuje do ciebie. I tęskniłem za tobą. Naprawdę. Uwierz mi. - mówiąc to zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Nie kłam! I nie podchodź do mnie! Nie wierzę ci. Jak byś coś czuł to byś nie zniknął bez słowa! - powiedziałam i poczułam jak po moich policzkach ponownie płyną łzy.
- Marcelina proszę nie płacz. Wiem. Zachowałem się jak głupek. Ale do cholery Cysia ja cię nadal kocham. I naprawdę żałuje tego co się wydarzyło. Uwierz mi. Przez ten cały czas myślałem o tobie. Przysięgam. Proszę daj mi szansę. - powiedział i nawet nie wiem kiedy stał przy pianinie.
- Powiedziałam! Nie zbliżaj się do mnie! Ja na początku też ciągle o tobie myślałam. Myślałam, że wrócisz! Ale nie wróciłeś. A ja straciłam nadzieję i przestałam czekać aż staniesz w drzwiach mojego domu i powiesz, że mnie przepraszasz i nigdy więcej nie opuścisz! Słyszysz?! Przestałam! - powiedziałam coraz bardziej płacząc i stanęłam bliżej okna.
- Marcelina proszę nie mów tak. Wiem, że nadal coś do mnie czujesz. Tylko odpychasz to od siebie. - powiedział i zrobił krok do przodu.
- Nie! Słyszysz!? Nic do ciebie nie czuję! Jedyne co czuję to obrzydzenie! Nic więcej! A i powiedz mi jak się tu dostałeś? - powiedziałam i starałam się opanować łzy.
- Nie mów tak. Nie możesz czuć obrzydzenia. Ja cię nadal kocham. A jak się tu dostałem? Normalnie. Pukałem a potem dzwoniłem do drzwi ale nikt nie otwierał. Złapałem za klamkę a drzwi były otwarte. Dotarłem tu za dźwiękiem pianina. - powiedział i ponownie zrobił krok do przodu.
- Ale to czuję. Czuję obrzydzenie! Rzygać mi się chcę jak na ciebie patrzę! A teraz wynoś się z mojego domu! I z mojego życia!! - krzyczałam.
- Ty mała suko! Ja ci pokaże! - nie wierzyłam własnym uszom. Nie mogłam wierzyć. Nawet nie wiem kiedy stał już przy mnie i trzymał mnie z całej siły za ramiona.
- Puszczaj mnie! Słyszysz!? Puszczaj to boli! - próbowałam się wyrwać.
- O nie mała. Teraz to się zabawimy! Żadna suka nie będzie mnie obrażać! - powiedział i zaczął się do mnie dobierać.
- Ała! Puszczaj! To boli! Zayn proszę zostaw mnie! - krzyczałam i próbowałam mu się wyrwać. Niestety był silniejszy.
- Ty kurwo mała. Zabawimy się i dopiero dam ci spokój. Albo i nie. Zobaczymy. - kiedy to powiedział jego jedna ręka była już pod moją koszulką a drugą złapał mnie za włosy i z całej siły odchylił moją głowę do tyłu po czym zaczął całować mnie po szyi schodząc coraz niżej.
- Zayn proszę. Zostaw mnie. Proszę. - mówiłam zapłakana. On jednak nie słuchał. Dalej to robił.
- Zamknij się. Obierasz mi przyjemność. - powiedział i rozpiął mi biustonosz pod bluzką a drugą rękę przeniósł na spodnie i zaczął je rozpinać.
- Zayn proszę! Ratunku! Na pomoc! - krzyczałam. Miałam nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. Miałam zamknięte oczy a po policzkach dalej płynęły łzy.
- A krzycz sobie. I tak nikt cie nie usłyszy. - powiedział i jednym ruchem ściągnął mi spodnie. Czułam jak łzy płyną i bez opamiętania.
- Malik kurwa mać! Odsuń się od niej! - usłyszałam nagle z początku pokoju.
- No proszę. Tomlinson. Co? Też masz na nią ochotę? Najpierw ja dobra? Cały rok jej nie widziałem. - powiedział po czym znowu zaczął się do mnie dobierać.
- Powiedziałem zostaw ją! - usłyszałam i nagle poczułam szarpnięcie.
- Ej no Tomlinson. Co z tobą? Podzielił byś się z kolegą a nie taki samolub z ciebie. - powiedział Zayn i mnie puścił.
- Nie jesteśmy kolegami. I nigdy nimi nie byliśmy. A teraz wynoś się stąd albo obije ci mordę. - powiedział Lou. Stałam jak sparaliżowana przy oknie bez spodni i obserwowałam całą tą sytuację.
- Co ty kurwa bredzisz Louis?! Zabaw się ze mną a nie broń jej ! - powiedział Zayn i znowu zacząć się do mnie zbliżać.
- Kurwa moja cierpliwość się skończyła ! Wynoś się! I pamiętaj. Jak jeszcze raz zobaczę cię w pobliżu Marceliny to połamie ci kości a potem wezwę policję. A teraz spierdalaj! - powiedział Lou i złapał Malika z całej siły za ramiona. Potem zaczął go ciągnąć w stronę drzwi. Po chwili zniknęli za drzwiami. Nagle usłyszałam huk a następnie trzaskanie drzwi. Po chwili znowu był przy mnie Lou.
- Marcelina wszystko dobrze? - zapytał i chciał mnie złapać za ramię. Ja się jednak cofnęłam. To ostatnie co pamiętam. Potem poczułam jak bym miała nogi jak z waty a przed oczami zrobiło mi się ciemno. To ostanie co pamiętam.
* Louis P.O.V. *
* Godzinę później - 17:45 *
* Dom Marceliny i Luka *
Siedziałem przy Marcelinie do momentu aż Luke i pozostali nie przyjadą do ich domu. Oczywiście po tym jak zemdlała przeniosłem ją do jej pokoju i przykryłem kocem. Siedziałem z nadzieją, że obudzi się przed przyjazdem chłopaków. Tak się jednak nie stało. Cały czas spała. Nagle do jej pokoju weszli chłopacy z Lukiem na czele. Chciał coś powiedzieć ale spojrzał na Marcelinę. Wstałem z rogu jej łóżka i wyprowadziłem ich z pokoju. Powiedziałem abyśmy poszli na dół i tam im wszystko opowiem. Luke na początku nie chciał ale dał się jednak przekonać. Zeszliśmy na dół i gdy byliśmy już w salonie opowiedziałem im to co zastałem w pokoju muzycznym. Sądząc po mnie Luka miał ochotę coś rozwalić albo komuś przyłożyć. Wszyscy doskonale znamy Malika. Skurwiel i ćpun w jednym. Zastanawiałem się tylko skąd Marcelina go zna. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Luka.
- Dzięki Lou. Gdyby nie ty to nie wiadomo co by ten psychol zrobił Marcelinie. - powiedział i wstał z kanapy.
- Nie ma za co stary. Naprawdę. Ty jesteś dla mnie jak brat. To Marcelina też jest dla mnie jak rodzina. - powiedziałem i stanąłem przy oknie.
- Wiecie co. Zastanawia mnie jedno. Skąd Marcelina zna Malika? - zapytał Liam.
- No właśnie. Przecież przez rok był spokój. A ten nagle wrócił i zjawia się u was w domu. Liam wiesz coś o tym? - powiedział Harry.
- Nie mam pojęcia. Słyszałem o Maliku to i tamto ale nie wiem skąd zna moją siostrę. - powiedział zaciskając pięści.
- Luke spokojnie. Marcelinie już nic nie grozi. Dopilnujemy tego. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Jedyne co się musimy dowiedzieć to skąd Marcelina go zna. Nic więcej. - powiedział Loczek .
- Jeśli chcecie to sama mogę wam powiedzieć. - usłyszeliśmy w drzwiach. Nagle w pokoju pojawiła się Marcelina. Cała zapłakana. Chciałem do niej podejść ale powstrzymałem się. Luke do niej podbiegł a ona wtuliła się w niego. Wiem, że czuła się bezpieczna w jego ramionach.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam, że dopiero po miesiącu pojawia się rozdział. Niestety nie miałam kiedy go dodać. No wiecie. Szkoła i praktyki. Ciężko mi trochę było to pogodzić. Ale teraz wracam. Postaram się dodawać dwa rozdziały na tydzień ale niczego nie obiecuję. Mam nadzieję, że ten wam się podoba i może trochę was zaskoczyłam. Życzę wam udanej niedzieli i do nn.... ^^
~Mrs. Tomlinson






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz