UWAGA! Rozdział zawiera przekleństwa. Czytasz na własną odpowiedzialność. :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Muzyka
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Muzyka
,, Ważniejsze jest nie zwycięstwo,
lecz właściwe wykorzystanie zwycięstwa."
Ajschylos
* Marcelina P.O.V *
* Dom Cysi i Luka *
* 18:45 - jadalnia *
Lou przyszedł do nas punktualnie o 18:30. Myślałam, że się spóźni ale jednak mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie oczywiście. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że przyjął to zaproszenie. Jednak z drugiej nie wiem dlaczego zaprosiłam go na tą kolację. Nie ukrywam, że to co wydarzyło się dwa dni temu chciała bym wymazać z pamięci. Jednak nie potrafię. Gdyby nie Lou leżała bym może teraz w szpitalu pobita przez Malika. Albo i jeszcze gorzej by mogło ze mną być. Chłopcy siedzieli przy stole a ja położyłam na środku główne danie - pieczonego indyka na piwie. Postawiłam go i usiadłam przy stole. Spojrzałam na Luka porozumiewawczo a on nalał nam wina. Przez pewien czas siedzieliśmy w ciszy. Może też dlatego, że jedliśmy. Spojrzałam dyskretne na Lou. Jadł i wyglądał tak jak by delektował się każdym kawałkiem indyka albo sałatką. Wyglądał tak jak by dawno nie jadł takiego domowego jedzenia. Kiedy skończyliśmy szybko posprzątałam i podałam deser. Mina Lou była bezcenna. Usiadłam na swoim miejscu i powiedziałam ,, Smacznego chłopcy. " I wzięłam do ręki łyżeczkę. Kiedy chciałam zacząć jeść nagle odezwał się Lou.
- Ja chyba zaraz pęknę. - powiedział Lou i spojrzał na mnie.
- Oj chociaż spróbuj. - powiedziałam i wzięłam łyżeczkę musu malinowo-jagodowego do buzi.
- No Lou. Spróbuj. Cysia niesamowicie gotuję ale ja osobiście jestem fanem jej deserów. -
powiedział Luke i wziął kolejną łyżeczkę musu do buzi.
- Ok. Spróbuję. - powiedział i wziął łyżeczkę deseru do ust.
- I co? - zapytałam.
- Mmmm... Pycha. No Marcelina brawo. Dawno nie jadłem tak dobrej kolacji i pysznego deseru. - powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Bardzo się cieszę. - powiedziałam i wzięłam łyk wina.
- Dobra. Zrobiło się trochę późno. Ja już będę uciekał. - powiedział Lou zaczął wstawać od stołu.
- Już? Proszę zostań jeszcze. Chciałam porozmawiać. I podziękować. - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- No dobrze. Skoro tak ładnie prosisz to zostanę jeszcze. - powiedział i usiadł ponownie przy stole.
- Ha ha ha. Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra. To wy sobie porozmawiajcie a ja muszę wykonać jeden telefon. - powiedział mój kochany braciszek i wyszedł z jadalni.
- Ok... To było dziwne. Ale dobra. Lou chciałam ci jeszcze raz bardzo podziękować. Naprawdę gdyby nie ty nie wiem co by ze mną było. Naprawdę dziękuję. - powiedziałam i ucałowałam go w policzek.
- Cysia naprawdę nie ma za co. Każdy z nas by tak zrobił. Każdy. - powiedział i posłał mi uśmiech.
- Może i tak. Ale to byłeś ty. I naprawdę dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma za co. Naprawdę. Za to ja dziękuję tobie. - powiedział do mnie.
- A ty za co mi dziękujesz? - zapytałam zdziwiona.
- Za zaproszenie. Za pyszną kolację. Dawno nie jadłem tak nic dobrego. Naprawdę dziękuje. - powiedział z uśmiechem.
- Miło mi to słyszeć. Ale nie ma za co. - powiedziałam.
- Jest. Dziękuję. Naprawdę pysznie gotujesz. Luke ma szczęście, że cię ma. Naprawdę. - powiedział i uśmiechnął się.
- Miło mi to słyszeć. Słuchaj Lou. Wiem, że na początku nasza znajomość była na poziomie zero. Nie zaczęliśmy dobrze. Nie udawajmy. Mocno ci wtedy przyłożyłam pod szkołą. Nie powinnam. Przepraszam. Ale od tamtej pory wszystko się zmieniło. Naprawdę przepraszam. - powiedziałam i wstałam od stołu i zaczęłam sprzątać.
- Nie masz za co przepraszać. Wtedy pod szkołą zasłużyłem na to. Jak teraz o tym myślę to nie powinienem się wtrącać w wasze życie. To ja powinienem przeprosić a nie ty. - powiedział i podszedł do mnie.
- To dziwne. Cały wieczór dziękujemy sobie za coś. I się przepraszamy. Dziwne to trochę. - powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami.
- Cysia... - powiedział i złapał mnie za nadgarstek co sprawiło, że ponownie odwróciłam się w jego stronę.
- Tak Lou? - zapytałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Przepraszam. - powiedział i nagle poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam co się dzieje. Odwzajemniłam pocałunek dopiero po chwili. Był on delikatny. Nie taki mocny. Po chwili Lou się odsunął i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Louis... - zaczęłam ale mi przerwał.
- Przeprasza. Pójdę już. Przeproś Luka ode mnie. Pa Cysia. Dobranoc. - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Stałam chwilę oparta o blat kuchenny i analizowałam to co się wydarzyło. Po chwili się otrząsnęłam i skończyłam sprzątać po kolacji. Kiedy skończyłam szybko wyszłam z pomieszczenia. Na schodach minęłam Luka i powiedziałam mu, że Tomlinson już poszedł po czym weszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej piżamę. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło w kuchni. O pocałunku moim i Lou. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem jak długo stałam pod prysznicem. Osuszyłam ciało ręcznikiem i ubrałam piżamę. Umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Od razu położyłam się do łóżka. Zegarek na wyświetlaczu telefonu wskazywał 21:40. Trochę byłam w tej łazience. Napisałam szybko jeszcze wiadomość do Ann, że jutro musimy się spotkać bo muszę jej coś powiedzieć. Odłożyłam telefon na szafkę i zgasiłam światło. Cały czas miałam przed oczami Lou i jego uśmiech. A potem ten pocałunek. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Następnego dnia rano *
* Pokój Marceliny - 9:15 *
Stałam przy otwartej szafie i od 10 minut zastanawiałam się co ubrać. W końcu zdecydowałam się na ten zestaw i z rzeczami w ręce udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i osuszyłam ciało ręcznikiem. Ubrałam wybrany wcześniej zestaw i umyłam zęby. Włosy związałam w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z pokoju i zgarnęłam telefon z szafki po czym wyszłam z pokoju. Napisałam do Ann, że za 20 minut u niej będę. Zeszłam na dół i zastałam Luka pijącego kawę. Ucałowałam go w policzek i zabierając jabłko z miski w kuchni wyszłam z domu. Nie musiałam mu mówić gdzie idę. Luke doskonale wie, że co niedzielę widzę się z Ann. Kiedy byłam w połowie drogi dostałam wiadomość od Luka. Napisał, że ma parę spraw do załatwienia i wróci późno. No i oczywiście, że mam na niego nie czekać. Odpisałam mu i nawet nie wiem kiedy byłam pod domem Ann. Weszłam po schodach i zapukałam do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi Ann. Była ubrana w super zestaw. Tej koszulki jej akurat zazdrościłam. Ale ciii... Ann nie musi wiedzieć. Włosy miała rozpuszczone i lekki makijaż oczu. Przywitałyśmy się i od razu poszłyśmy do jej pokoju. Kiedy tylko zamknęła drzwi wzięła mnie na spytki. Ja usiadłam na jej łóżku i wszystko jej opowiedziałam. Dosłownie wszystko.
* 2h później *
- Zaraz! Stop! Całowałaś się z Tomlinsonem! - krzyknęła moja przyjaciółka kiedy skończyłam opowiadać.
- Ciiii.... Nie krzycz tak. I tak całowałam się z nim. A raczej to on całował mnie. - powiedziałam i spojrzałam na Ann.
- OMG! Całowałaś się z Louisem Tomlinsonem. Awww... trochę Ci zazdroszczę Cysia. - powiedziała i usiadła na ziemi.
- Zazdrościsz? Niby czego? Nic nie rozumiem. - powiedziałam i usiadłam obok niej.
- Ehhh... Widzisz. Wszystkie dziewczynyw mieście dały by się pokroić za spędzenie z Lou nawet kilka minut. - powiedziała i spojrzała na mnie.
- Ok. Ale niby dlaczego? Dalej nic nie rozumiem. - powiedziałam.
- Cysia zrozum. Każda dziewczyna w tym mieście jest zakochana w Lou. Każda chciała by być tą której udało by się go poskromić. Nie ukrywam. Sama kiedyś tego chciałam. Ale już mi przeszło. - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
- No Ann. Teraz rozumiem. Ale proszę. Obiecał mi, że nikomu nie powiesz o tym pocałunku moim i Lou. Dobrze? - zapytałam.
- Cysia nikomu nie powiem. Obiecuję. - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Dziękuję Ann. Kocham cie wariatko. - powiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Ulżyło mi kiedy powiedziałam o tym Ann.Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę. Porozmawiałyśmy jeszcze trochę na temat jakich to super przystojnych przyjaciół ma mój brat i o tym, że Sykes podobno kogoś ma. Kiedy wychodziłam od mojej przyjaciółki była 16:40. Stwierdziłam, że nie mam po co się spieszyć do domu skoro Luka i tak nie ma. Powoli szłam myśląc o tym co wydarzyło się w przeciągu tych kilku dni. Jeszcze do tego wszystkiego moje urodziny za tydzień. Sądząc po zachowaniu Luka niczego nie planuje. Mam przynajmniej taką nadzieję. Po godzinnym spacerze byłam w domu. Weszłam do środka i od razu zamknęłam drzwi wejściowe na klucz. Ściągnęłam buty i poszłam na górę. Mijając drzwi od sypialni rodziców zatrzymałam się. Bez wahania weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Rozglądałam się po pokoju aż położyłam się na łóżku. Jako mała dziewczynka uwielbiałam z nimi spać. Przytuliłam się do poduszki mamy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Louis P.O.V *
* W tym samym czasie *
* Dom Liama*
- Co ty kurwa zrobiłeś?! - zapytałem wkurzony.
- Kurwa mać nie krzycz na mnie Lou! - odpyskował mi Luke.
- Ale jak ma kurwa nie krzyczeć skoro zachowałeś się jak szczeniak! - uniósł się Liam.
- Jak mogłeś to zrobić nie mówiąc nam tego?! - krzyknął Harry.
- Cholera jasna! Wiem, że nie powinienem. Ale musiałem wiedzieć gdzie przebywa ten kuriwasz Malik! - powiedział wkurzony Luke.
- Dobra. Ale po co ci to było? - zapytałem już lekko opanowany.
- Właśnie? - dopytywał Harry.
- Bo chcę się zemścić za to co zrobił mojej siostrze. - powiedział Luke i wstał z kanapy.
- I myślisz, że dostawanie jego współrzędnych położenia co godzinę to dobry pomysł? - zapyta Liam.
- Tak. Bo w ten sposób będę mógł go zabić. - powiedział Luke.
- Że kurwa co?! Stary ty nie mówisz poważnie prawda? - zapytałem zdziwiony.
- Nie. Mówię zupełnie poważnie. A teraz was przepraszam, ale muszę pojechać jeszcze na grób rodziców. Widzimy się jutro i zaczynamy przygotowania do imprezy niespodzianki dla Marceliny. Cześć. - powiedział bardzo spokojnie po czym opuścił dom Liama. Spojrzałem na chłopaków lekko zmieszany tym wszystkim i bez słowa opuściłem dom przyjaciela.
Wsiadłem do samochodu i stwierdziłem, że nie ma się co pałętać po mieście. Od razu pojechałem do domu. Całą drogę myślałem o tym co nam powiedział Luke. Wiem, że on się obwinia o to co spotkało Cysię ale jego zachowanie nie przypomina Luka, którego poznałem. Myślałem też o wczorajszej kolacji i pocałunku moim i Marceliny. Nie wiem co mnie podkusiło. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Kiedy byłem już pod blokiem wysiadłem z samochodu i wszedłem do budynku. Od razu wszedłem do winy i pojechałem na swoje piętro. Kiedy byłem na danym piętrze wysiadłem z windy i udałem się do mieszkania. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem, że ktoś stoi pod moimi drzwiami. Nie mogłem uwierzyć w to kogo zobaczyłem. Moim oczom ukazał się.....
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Witam was w kolejnym rozdziale. I co ? Jak wam się podoba? Przepraszam, że przerywam w takim momencie no ale musiałam. Jak myślicie... Kogo Lou zastał pod swoimi drzwiami? Hmmm... Odpowiedź już niebawem. Pozdrawiam was cieplutko i do Nn ^^ ^^
- Ja chyba zaraz pęknę. - powiedział Lou i spojrzał na mnie.
- Oj chociaż spróbuj. - powiedziałam i wzięłam łyżeczkę musu malinowo-jagodowego do buzi.
- No Lou. Spróbuj. Cysia niesamowicie gotuję ale ja osobiście jestem fanem jej deserów. -
powiedział Luke i wziął kolejną łyżeczkę musu do buzi.
- Ok. Spróbuję. - powiedział i wziął łyżeczkę deseru do ust.
- I co? - zapytałam.
- Mmmm... Pycha. No Marcelina brawo. Dawno nie jadłem tak dobrej kolacji i pysznego deseru. - powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Bardzo się cieszę. - powiedziałam i wzięłam łyk wina.
- Dobra. Zrobiło się trochę późno. Ja już będę uciekał. - powiedział Lou zaczął wstawać od stołu.
- Już? Proszę zostań jeszcze. Chciałam porozmawiać. I podziękować. - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- No dobrze. Skoro tak ładnie prosisz to zostanę jeszcze. - powiedział i usiadł ponownie przy stole.
- Ha ha ha. Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra. To wy sobie porozmawiajcie a ja muszę wykonać jeden telefon. - powiedział mój kochany braciszek i wyszedł z jadalni.
- Ok... To było dziwne. Ale dobra. Lou chciałam ci jeszcze raz bardzo podziękować. Naprawdę gdyby nie ty nie wiem co by ze mną było. Naprawdę dziękuję. - powiedziałam i ucałowałam go w policzek.
- Cysia naprawdę nie ma za co. Każdy z nas by tak zrobił. Każdy. - powiedział i posłał mi uśmiech.
- Może i tak. Ale to byłeś ty. I naprawdę dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie ma za co. Naprawdę. Za to ja dziękuję tobie. - powiedział do mnie.
- A ty za co mi dziękujesz? - zapytałam zdziwiona.
- Za zaproszenie. Za pyszną kolację. Dawno nie jadłem tak nic dobrego. Naprawdę dziękuje. - powiedział z uśmiechem.
- Miło mi to słyszeć. Ale nie ma za co. - powiedziałam.
- Jest. Dziękuję. Naprawdę pysznie gotujesz. Luke ma szczęście, że cię ma. Naprawdę. - powiedział i uśmiechnął się.
- Miło mi to słyszeć. Słuchaj Lou. Wiem, że na początku nasza znajomość była na poziomie zero. Nie zaczęliśmy dobrze. Nie udawajmy. Mocno ci wtedy przyłożyłam pod szkołą. Nie powinnam. Przepraszam. Ale od tamtej pory wszystko się zmieniło. Naprawdę przepraszam. - powiedziałam i wstałam od stołu i zaczęłam sprzątać.
- Nie masz za co przepraszać. Wtedy pod szkołą zasłużyłem na to. Jak teraz o tym myślę to nie powinienem się wtrącać w wasze życie. To ja powinienem przeprosić a nie ty. - powiedział i podszedł do mnie.
- To dziwne. Cały wieczór dziękujemy sobie za coś. I się przepraszamy. Dziwne to trochę. - powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami.
- Cysia... - powiedział i złapał mnie za nadgarstek co sprawiło, że ponownie odwróciłam się w jego stronę.
- Tak Lou? - zapytałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Przepraszam. - powiedział i nagle poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam co się dzieje. Odwzajemniłam pocałunek dopiero po chwili. Był on delikatny. Nie taki mocny. Po chwili Lou się odsunął i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Louis... - zaczęłam ale mi przerwał.
- Przeprasza. Pójdę już. Przeproś Luka ode mnie. Pa Cysia. Dobranoc. - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Stałam chwilę oparta o blat kuchenny i analizowałam to co się wydarzyło. Po chwili się otrząsnęłam i skończyłam sprzątać po kolacji. Kiedy skończyłam szybko wyszłam z pomieszczenia. Na schodach minęłam Luka i powiedziałam mu, że Tomlinson już poszedł po czym weszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej piżamę. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło w kuchni. O pocałunku moim i Lou. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem jak długo stałam pod prysznicem. Osuszyłam ciało ręcznikiem i ubrałam piżamę. Umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Od razu położyłam się do łóżka. Zegarek na wyświetlaczu telefonu wskazywał 21:40. Trochę byłam w tej łazience. Napisałam szybko jeszcze wiadomość do Ann, że jutro musimy się spotkać bo muszę jej coś powiedzieć. Odłożyłam telefon na szafkę i zgasiłam światło. Cały czas miałam przed oczami Lou i jego uśmiech. A potem ten pocałunek. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Następnego dnia rano *
* Pokój Marceliny - 9:15 *
Stałam przy otwartej szafie i od 10 minut zastanawiałam się co ubrać. W końcu zdecydowałam się na ten zestaw i z rzeczami w ręce udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i osuszyłam ciało ręcznikiem. Ubrałam wybrany wcześniej zestaw i umyłam zęby. Włosy związałam w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z pokoju i zgarnęłam telefon z szafki po czym wyszłam z pokoju. Napisałam do Ann, że za 20 minut u niej będę. Zeszłam na dół i zastałam Luka pijącego kawę. Ucałowałam go w policzek i zabierając jabłko z miski w kuchni wyszłam z domu. Nie musiałam mu mówić gdzie idę. Luke doskonale wie, że co niedzielę widzę się z Ann. Kiedy byłam w połowie drogi dostałam wiadomość od Luka. Napisał, że ma parę spraw do załatwienia i wróci późno. No i oczywiście, że mam na niego nie czekać. Odpisałam mu i nawet nie wiem kiedy byłam pod domem Ann. Weszłam po schodach i zapukałam do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi Ann. Była ubrana w super zestaw. Tej koszulki jej akurat zazdrościłam. Ale ciii... Ann nie musi wiedzieć. Włosy miała rozpuszczone i lekki makijaż oczu. Przywitałyśmy się i od razu poszłyśmy do jej pokoju. Kiedy tylko zamknęła drzwi wzięła mnie na spytki. Ja usiadłam na jej łóżku i wszystko jej opowiedziałam. Dosłownie wszystko.
* 2h później *
- Zaraz! Stop! Całowałaś się z Tomlinsonem! - krzyknęła moja przyjaciółka kiedy skończyłam opowiadać.
- Ciiii.... Nie krzycz tak. I tak całowałam się z nim. A raczej to on całował mnie. - powiedziałam i spojrzałam na Ann.
- OMG! Całowałaś się z Louisem Tomlinsonem. Awww... trochę Ci zazdroszczę Cysia. - powiedziała i usiadła na ziemi.
- Zazdrościsz? Niby czego? Nic nie rozumiem. - powiedziałam i usiadłam obok niej.
- Ehhh... Widzisz. Wszystkie dziewczynyw mieście dały by się pokroić za spędzenie z Lou nawet kilka minut. - powiedziała i spojrzała na mnie.
- Ok. Ale niby dlaczego? Dalej nic nie rozumiem. - powiedziałam.
- Cysia zrozum. Każda dziewczyna w tym mieście jest zakochana w Lou. Każda chciała by być tą której udało by się go poskromić. Nie ukrywam. Sama kiedyś tego chciałam. Ale już mi przeszło. - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
- No Ann. Teraz rozumiem. Ale proszę. Obiecał mi, że nikomu nie powiesz o tym pocałunku moim i Lou. Dobrze? - zapytałam.
- Cysia nikomu nie powiem. Obiecuję. - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Dziękuję Ann. Kocham cie wariatko. - powiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Ulżyło mi kiedy powiedziałam o tym Ann.Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę. Porozmawiałyśmy jeszcze trochę na temat jakich to super przystojnych przyjaciół ma mój brat i o tym, że Sykes podobno kogoś ma. Kiedy wychodziłam od mojej przyjaciółki była 16:40. Stwierdziłam, że nie mam po co się spieszyć do domu skoro Luka i tak nie ma. Powoli szłam myśląc o tym co wydarzyło się w przeciągu tych kilku dni. Jeszcze do tego wszystkiego moje urodziny za tydzień. Sądząc po zachowaniu Luka niczego nie planuje. Mam przynajmniej taką nadzieję. Po godzinnym spacerze byłam w domu. Weszłam do środka i od razu zamknęłam drzwi wejściowe na klucz. Ściągnęłam buty i poszłam na górę. Mijając drzwi od sypialni rodziców zatrzymałam się. Bez wahania weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Rozglądałam się po pokoju aż położyłam się na łóżku. Jako mała dziewczynka uwielbiałam z nimi spać. Przytuliłam się do poduszki mamy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
* Louis P.O.V *
* W tym samym czasie *
* Dom Liama*
- Co ty kurwa zrobiłeś?! - zapytałem wkurzony.
- Kurwa mać nie krzycz na mnie Lou! - odpyskował mi Luke.
- Ale jak ma kurwa nie krzyczeć skoro zachowałeś się jak szczeniak! - uniósł się Liam.
- Jak mogłeś to zrobić nie mówiąc nam tego?! - krzyknął Harry.
- Cholera jasna! Wiem, że nie powinienem. Ale musiałem wiedzieć gdzie przebywa ten kuriwasz Malik! - powiedział wkurzony Luke.
- Dobra. Ale po co ci to było? - zapytałem już lekko opanowany.
- Właśnie? - dopytywał Harry.
- Bo chcę się zemścić za to co zrobił mojej siostrze. - powiedział Luke i wstał z kanapy.
- I myślisz, że dostawanie jego współrzędnych położenia co godzinę to dobry pomysł? - zapyta Liam.
- Tak. Bo w ten sposób będę mógł go zabić. - powiedział Luke.
- Że kurwa co?! Stary ty nie mówisz poważnie prawda? - zapytałem zdziwiony.
- Nie. Mówię zupełnie poważnie. A teraz was przepraszam, ale muszę pojechać jeszcze na grób rodziców. Widzimy się jutro i zaczynamy przygotowania do imprezy niespodzianki dla Marceliny. Cześć. - powiedział bardzo spokojnie po czym opuścił dom Liama. Spojrzałem na chłopaków lekko zmieszany tym wszystkim i bez słowa opuściłem dom przyjaciela.
Wsiadłem do samochodu i stwierdziłem, że nie ma się co pałętać po mieście. Od razu pojechałem do domu. Całą drogę myślałem o tym co nam powiedział Luke. Wiem, że on się obwinia o to co spotkało Cysię ale jego zachowanie nie przypomina Luka, którego poznałem. Myślałem też o wczorajszej kolacji i pocałunku moim i Marceliny. Nie wiem co mnie podkusiło. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Kiedy byłem już pod blokiem wysiadłem z samochodu i wszedłem do budynku. Od razu wszedłem do winy i pojechałem na swoje piętro. Kiedy byłem na danym piętrze wysiadłem z windy i udałem się do mieszkania. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem, że ktoś stoi pod moimi drzwiami. Nie mogłem uwierzyć w to kogo zobaczyłem. Moim oczom ukazał się.....
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Witam was w kolejnym rozdziale. I co ? Jak wam się podoba? Przepraszam, że przerywam w takim momencie no ale musiałam. Jak myślicie... Kogo Lou zastał pod swoimi drzwiami? Hmmm... Odpowiedź już niebawem. Pozdrawiam was cieplutko i do Nn ^^ ^^
~Mrs. Tomlinson... :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz