sobota, 19 listopada 2016

Rozdział 6


" Nie ma niczego w umyśle,
co by nie przeszło uprzednio przez myśl."
Jan Amos Komeński

 
 * Luke P.O.V. *
* Dom Lou*

Kiedy jechałem do Lou cały czas myślałem o tym co powiedziała mi Marcelina. O tym, że chce ze mną jeszcze dzisiaj porozmawiać. I o tym jak wyglądała nasza rozmowa jak jej powiedziałem o babci. Pierwszy raz od śmierci rodziców rozmawialiśmy. I pierwszy raz Marcelina zaproponowała abyśmy porozmawiali jak wrócę. Cieszyłem się z tego powodu. Od śmierci rodziców nie chciała ze mną gadać. A teraz czeka nas druga rozmowa. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś o swojej siostrze. Bardzo długo czekałem na ten moment. Kiedy byłem już pod domem Lou puściłem mu strzałkę. Od razu dostałem odpowiedź, że mam wejść na górę. Wysiadłem z samochodu i wszedłem do jego mieszkania. Nie zdziwiło mnie to, że byli tam też Liam i Harry. Wiedziałem, że jutro ważny wyścig w karierze Lou a ja tego nie zobaczę. Jednak babcia jest najważniejsza. Przywitałem się z chłopakami a Lou w tym czasie przyniósł bilety.

- Dzięki stary. Jesteś wielki. - powiedziałem i przybiłem z nim piątkę.
- Nie ma sprawy stary. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - powiedział.
- Na każdego z nas możesz liczyć. W końcu  jesteśmy kumplami. - powiedział Liam.
- Liam ma rację. Jesteśmy kumplami i zawsze możesz na nas liczyć. Nie tylko teraz, ale zawsze. - dodał Harry.
- Dzięki chłopaki. Jesteście super. Jednak teraz to na mnie ktoś musi liczyć. - powiedziałem i usiadłem na sofie.
- Dobrze myślę, że tym kimś jest Marcelina? - zapytał Liam.
- Tak. Wiecie... Kiedy jej dzisiaj powiedziałem o babci to rozmawialiśmy przez chwilę. Ale wiecie. Tak na spokojnie. Może tylko raz podniosła głos. - powiedziałem i się uśmiechnąłem.
- No widzisz stary. Wszystko się zaczyna układać co? - zapytał Harry.
- Można powiedzieć, że już jest lepiej i chyba będzie jeszcze lepiej. - powiedziałem.
- To na pewno. - powiedział Lou i wyszedł z salonu.
- A jemu co się nagle stało? - zapytałem.
- No wiesz. Nie będzie cię jutro. Boi się, że nie da sobie rady bez ciebie. - powiedział Liam.
- No ale wy jesteście. Nic nie rozumiem. - powiedziałem.
- My też nic z tego nie rozumiemy. Powiedział, że bez ciebie nie da sobie jutro rady. - powiedział Harry.
- No, ale znasz nas. Zrobimy wszystko aby wygrał nasz Lou. On jest mistrzem i jakiś młodzik mu tego tytułu nie odbierze. - powiedział Liam.
- Dokładnie. - dodał Harry.
- A teraz mów. Co z waszą babcią? - zapytał Liam.
- No cóż. Co ja wam mogę powiedzieć. Sam nie wiem zbyt wiele. Wiem tylko tyle, że jest w śpiączce i ma połamane żebra, rękę i nogę. Nic więcej nie mógł mi powiedzieć przez telefon. - powiedziałem i spojrzałem na bilety. - I dlatego jutro lecę z Marceliną do Polski. - dodałem.
- O matko. Ale co się stało? - zapytał Liam.
- No. Co się stało waszej babci? - usłyszałem głos Lou. Podniosłem wzrok a on stał w drzwiach pokoju.
- Nie wiem. Lekarz nie mógł mi powiedzieć o tym przez telefon. - powiedziałem i nagle odezwała się moja komórka.
- Kto to? Marcelina? - zapytał Lou.
- Tak to ona. Pyta za ile będę wracał. Moment tylko jej odpiszę. - powiedziałem i chwilę pisałem z Marceliną. Kiedy skończyłem z nią pisać schowałem telefon do kieszeni i powiedziałem. - Marcelina was pozdrawia.
- Ooo. To mile. Przekaż jej podziękowania jak wrócisz do domu. - powiedział Liam.
- Na pewno przekaże. A teraz będę już spadał. Jeszcze muszę się spakować. No wiecie o co chodzi. - powiedziałem i wstałem.
- No spoko. To udanego lotu. - powiedział Harry.
- Dzięki. A ty Lou jutro wygrasz. Będę trzymał kciuki. - powiedziałem i pożegnałem się z chłopakami. Wyszedłem z mieszkania i od razu wsiadłem do samochodu. Po drodze tak jak obiecałem Marcelinie wjechałem do sklepu po pepsi a potem pojechałem prosto do domu. Schowałem samochód w garażu i wszedłem do domu. Od progu poczułem zapach pieczonego kurczaka. Ściągnąłem bluzę oraz buty i wszedłem do kuchni połączonej z jadalnią. Tam czekała na mnie Marcelina z kolacją. Podeszła do mnie i zabierając napój powiedziała, że mam siadać bo ona już podaje. Od razu zrobiłem to o co mnie poprosiła. Gdy tylko usiadłem na stole pojawił się kurczak a moja siostra usiadła naprzeciwko mnie.
- Jak zjemy to chcę z tobą porozmawiać dobrze? - zapytała.
- No dobrze. - odpowiedziałem.
- No. To w takim razie smacznego. - powiedziała z uśmiechem.
- Smacznego. - odpowiedziałem i zaczęliśmy jeść.

SMS z Marceliną:




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej Kochani. Wiem jestem straszna, okropna i wgl zła bo bardzo długo nie było rozdziału. No ale sami wiecie. Szkoła, nauka, praktyki. Obiecuję, że teraz to wszystko nadrobię. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Do nn.....^^

~Mrs. Tomlinson
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz