" Nie należy lekceważyć drobnostek,
bo od nich zależy doskonałość. "
Michał Anioł
21.06.2012 r. - tor nielegalnych wyścigów. Godzina 12:00.
* Louis P.O.V. *
* Na starcie *
Siedziałem w swoim samochodzie i czekałem aż Harry da mi znak, że mogę ruszać. Muszę wypracować szybszy czas przejazdu całego toru. W sobotę wielki wyścig a ja muszę go wygrać. Ten szczyl Nathan nie będzie mnie pokonywał. Tytuł mistrza jest mój i tylko mój. Nie mam zamiaru go oddawać. Spojrzałem na Harry'ego. Ten opuścił prawą rękę dając mi znak, że mogę ruszać. Wcisnąłem gaz do dechy i ruszyłem. Znałem ten tor już na pamięć, ale musiałem mieć na nim lepszy czas. Jeśli teraz go wyćwiczę to w sobotę będę niepokonany i Nathan będzie się mógł przy mnie schować. Z tego co opowiadał mi o nim Liam dowiedziałem się, że ten szczyl ma 18 lat i uczy się w tym samym liceum co Marcelina. Mimo tego, że jest młodszy to nie powiem jest dobrym kierowcą. Właśnie zaczynałem ostatnie kółko. Wdepnąłem gaz i w błyskawicznym tempie skoczyłem okrążenie. Wyłączyłem silniki i wysiadłem z auta. Spojrzałem na chłopaków. Mina Luka mówiła sama za siebie. Było dobrze. Ale czy lepiej niż zwykle to tego nie widziałem. Zamknąłem samochód i podszedłem do nich. Nie zdążyłem zadać pytania jaki mam czas a Luke podał mi stoper. Spojrzałem na wyświetlacz urządzenia. Widniał tam mój wymarzony wynik. I to tylko mój wynik. Licznik pokazywał 1minutę i 45sekund. W ciągu niecałych 2 minut pokonałem trzy kółka. W sobotę będę mistrzem. Przybiłem z chłopakami piątkę i się uśmiechnąłem. Spojrzałem na Luka. Wyglądał jak by coś go gryzło. Podszedłem do niego bliżej i zapytałem:
- Stary wszystko ok?
- Tak.. Znaczy sam nie wiem. - powiedział trochę zmieszany.
- Ey no stary. Wiesz, że nam możesz wszystko powiedzieć. - powiedział Harry.
- Wiem. I jestem wam za to wdzięczny. Serio. Ale to chodzi o Marcelinę. - powiedział i przejechał rękami po włosach.
- Mów stary. Co jest? - powiedziałem do niego.
- Widzicie.. Chodzi o to, że od prawie roku nie rozmawiam z Marceliną. Znaczy.. Ona nie rozmawia ze mną. - Powiedział i podszedł do swojego samochodu.
- Jak to nie rozmawiacie? Dlaczego? - dopytywał się Harry.
- No bo.. Wczoraj była pierwsza rocznica śmierci naszych rodziców. Zginęli w wypadku. Po tym wszystkim Marcelina zamknęła się w sobie i jedyną osobą z jaką rozmawia jest jej przyjaciółka Ann. Do mnie odezwała się raz. Powiedziała, że to moja wina. Że to ja doprowadziłem do wypadku rodziców. Wczoraj jak pojechaliście pojechałem na cmentarz. Wiedziałem, że Marcelina była tam wcześniej bo leżały świeże kwiaty i paliły się świeczki. - powiedział i otwarł drzwi od samochodu.
- Jak to twoja wina? Nie rozumiem. - zapytałem go.
- Moja. Bo rodzice jechali wtedy po mnie. Mieli mnie odebrać z treningu. Ale wydarzył się ten wypadek. Gdybym wtedy po nich nie zadzwonił to by to wszystko nie miało miejsca. - powiedział.
- Stary nie możesz tak mówić. Ten wypadek to nie była twoja wina. On mógł się nawet wydarzyć jak by jechali po Marcelinę. Nie możesz się obwiniać. - powiedział Liam.
- Może i macie rację. Ale... Marcelina mnie osądza. Mieszkamy w jednym domu a ciągle się mijamy. Nie rozmawiamy. Ona siedzi albo w swoim pokoju albo w pokoju muzycznym gdzie gra na fortepianie. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i wsiadł do samochodu.
- A próbowałeś z nią porozmawiać? - zapytał Liam.
- Pewnie. I to nie jeden raz. Ale ona ciągle ucieka od rozmowy. Mówiłem wam. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i włożył klucz do stacyjki.
- Gdzie jedziesz? - zapytałem.
- Do domu. Marcelina za godzinę kończy lekcje. Spróbuje z nią porozmawiać. - powiedział Luke.
- To dobry pomysł. Jedź. I pamiętaj. Jak by co to dzwoń. - powiedziałem i zamknąłem mu drzwi. On tylko podniósł prawą rękę do góry i odpalił samochód po czym odjechał. Kiedy odjechał sam wsiadłem do swojego samochodu i nie mówiąc nic chłopakom odjechałem z piskiem opon. Postanowiłem pojechać pod szkołę Marceliny. To co powiedział nam Luke dało mi do myślenia. Mimo tego, że nie znam jej za dobrze a tak prawdę mówiąc wcale to muszę ją o coś zapytać. Muszę zadać jej pytanie, które nie daje mi spokoju. Już po kilku minutach byłem pod jej szkołą. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem wiadomość od Harry'ego. Napisał " Stary gdzieś ty pojechał? Mieliśmy jeszcze trenować. " Zignorowałem tą wiadomość i sprawdziłem godzinę. Była 12:43. Za dwie minuty Marcelina kończy lekcje. Wysiadłem z auta i zamknąłem je i oparłem o maskę. Długo nie musiałem czekać. Po chwili zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji. Po chwili zaczęli wychodzić uczniowie. Między nimi ujrzałem Marcelinę. Szła z jaką dziewczyną co miała kolorowe końcówki włosów. Domyśliłem się, że to musi być Ann. Nie zwlekając ani chwili podszedłem do nich. Mina Marceliny była bardzo dziwna. Wyglądała jak by się mnie bała. Spojrzałem na jej przyjaciółkę. Spojrzała na mnie jak by wiedziała o co mi chodzi. Szybko pożegnała się z Marceliną i równie szybko od nas odeszła. Spojrzałem ponownie na Marcelinę. Wyglądała jak by się mnie bała. Nie rozumiałem dlaczego. No może moje kolczyki i tatuaże trochę straszą no ale bez przesady. Poczekałem jeszcze chwilę aż wszyscy nas miną i się do niej odezwałem.
- Możemy porozmawiać? - zapytałem.
- Nie. - odpowiedziała i próbowała mnie wyminąć, ale nie udało jej się to.
- Marcelina proszę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. - powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek.
- Po pierwsze nie dotykaj mnie. Po drugie skąd wiesz jak mam na imię? I po trzecie nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. - mówiąc to wyrwała się z mojego uścisku.
- Po pierwsze. Wiem jak ma na imię siostra mojego przyjaciela. I po drugie. Mam tylko jedno pytanie. Odpowiesz mi na nie i stąd spadam. Nie na widzę tej szkoły. - powiedziałem.
- Jesteś uparty i głupi. Jak mój brat. - powiedziała Marcelina.
- Po słuchaj mnie młoda. Luke nie jest głupi. I uparty też nie jest. On chcę z tobą po prostu porozmawiać. - powiedziałem już lekko wkurzony.
- Dobra zluzuj i nie nazywaj mnie młoda. I skąd wiesz, że nie rozmawiam z Lukiem? - zapytała zdziwiona.
- Powiedział mi o tym. Mi i pozostałym. A ja mam jedno tylko pytanie do ciebie. - powiedziałem.
- No proszę. Mój brat wam się zwierza. Dobra. Gadaj to swoje pytanie. Tylko szybko bo mi się śpieszy. - powiedziała.
- No i w końcu mówisz jak należy. Dobra. Moje szybkie pytanie i twoja szybko odpowiedź. Jasne? - powiedziałem i spojrzałem na zegarek.
- Dobra. Gadaj. - powiedziała.
- Dobra. Dlaczego obwiniasz Luka o śmierć rodziców? - zapytałem i spojrzałem jej w oczy.
- Jak śmiesz mnie o to pytać? Nie masz prawa. To sprawa moja i Luka. Jeśli wam o tym powiedział to zachował się jak ostatni idiota. Nie powinien wam tego mówić. - powiedziała jak by zła.
- Ale nam o tym powiedział. I nie możesz go o to obwiniać. A teraz odpowiedz. Dlaczego go o to obwiniasz? - powiedziałem.
- Proszę bardzo. Bo to jest jego wina. To on kazał rodzicom, aby po niego pojechali. Gdyby im nie kazał to by żyli. Rozumiesz? Jego wina. - powiedziała i mnie wyminęła.
- Wcale nie jego. Bo oni mogli wtedy nawet po ciebie jechać. Pomyślałaś o tym? - dogoniłem ją i jej to powiedziałem.
- Jak śmiesz.. - powiedziała i walnęłam mnie z liścia. Nie wiedziałem co się stało. Patrzyła na mnie jeszcze chwilę a potem odwróciła się i opuściła teren szkoły. Pewnie poszła do domu. Podszedłem do samochodu i zanim wsiadłem na pisałem do Luka SMS. Napisałem " Marcelina wraca do domu. Jest trochę zła. To moja wina. Na razie nie próbuj z nią rozmawiać. Za pół godziny będę u ciebie i wszystko ci wytłumaczę. " Po wysłaniu wiadomości wsiadłem do samochodu i najpierw pojechałem do swojego mieszkania. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się inne ubrania. Zabrałem telefon, zegarek i kluczyki i wybiegłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i szybko pojechałem do domu Luka. Kiedy tam dotarłem od razu podszedłem do drzwi. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale zobaczyłem, że drzwi są uchylone. Otwarłem je szerzej i usłyszałem podniesione głosy. Jeden z nich to był głos Luka a drugi Marceliny. Kłócili się. Wiedziałem, że to moja wina. Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam Was za to opóźnienie. Ale nie miałam czasu aby dodać rozdział. Za to mogę wam obiecać, że kolejny rozdział pojawi się już w środę.
Jak wam tam wakacje mijają? Czekam na wasze komentarze i życzę miłych Wakacji...
- Stary wszystko ok?
- Tak.. Znaczy sam nie wiem. - powiedział trochę zmieszany.
- Ey no stary. Wiesz, że nam możesz wszystko powiedzieć. - powiedział Harry.
- Wiem. I jestem wam za to wdzięczny. Serio. Ale to chodzi o Marcelinę. - powiedział i przejechał rękami po włosach.
- Mów stary. Co jest? - powiedziałem do niego.
- Widzicie.. Chodzi o to, że od prawie roku nie rozmawiam z Marceliną. Znaczy.. Ona nie rozmawia ze mną. - Powiedział i podszedł do swojego samochodu.
- Jak to nie rozmawiacie? Dlaczego? - dopytywał się Harry.
- No bo.. Wczoraj była pierwsza rocznica śmierci naszych rodziców. Zginęli w wypadku. Po tym wszystkim Marcelina zamknęła się w sobie i jedyną osobą z jaką rozmawia jest jej przyjaciółka Ann. Do mnie odezwała się raz. Powiedziała, że to moja wina. Że to ja doprowadziłem do wypadku rodziców. Wczoraj jak pojechaliście pojechałem na cmentarz. Wiedziałem, że Marcelina była tam wcześniej bo leżały świeże kwiaty i paliły się świeczki. - powiedział i otwarł drzwi od samochodu.
- Jak to twoja wina? Nie rozumiem. - zapytałem go.
- Moja. Bo rodzice jechali wtedy po mnie. Mieli mnie odebrać z treningu. Ale wydarzył się ten wypadek. Gdybym wtedy po nich nie zadzwonił to by to wszystko nie miało miejsca. - powiedział.
- Stary nie możesz tak mówić. Ten wypadek to nie była twoja wina. On mógł się nawet wydarzyć jak by jechali po Marcelinę. Nie możesz się obwiniać. - powiedział Liam.
- Może i macie rację. Ale... Marcelina mnie osądza. Mieszkamy w jednym domu a ciągle się mijamy. Nie rozmawiamy. Ona siedzi albo w swoim pokoju albo w pokoju muzycznym gdzie gra na fortepianie. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i wsiadł do samochodu.
- A próbowałeś z nią porozmawiać? - zapytał Liam.
- Pewnie. I to nie jeden raz. Ale ona ciągle ucieka od rozmowy. Mówiłem wam. Ona mnie nie chce znać. - powiedział i włożył klucz do stacyjki.
- Gdzie jedziesz? - zapytałem.
- Do domu. Marcelina za godzinę kończy lekcje. Spróbuje z nią porozmawiać. - powiedział Luke.
- To dobry pomysł. Jedź. I pamiętaj. Jak by co to dzwoń. - powiedziałem i zamknąłem mu drzwi. On tylko podniósł prawą rękę do góry i odpalił samochód po czym odjechał. Kiedy odjechał sam wsiadłem do swojego samochodu i nie mówiąc nic chłopakom odjechałem z piskiem opon. Postanowiłem pojechać pod szkołę Marceliny. To co powiedział nam Luke dało mi do myślenia. Mimo tego, że nie znam jej za dobrze a tak prawdę mówiąc wcale to muszę ją o coś zapytać. Muszę zadać jej pytanie, które nie daje mi spokoju. Już po kilku minutach byłem pod jej szkołą. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem wiadomość od Harry'ego. Napisał " Stary gdzieś ty pojechał? Mieliśmy jeszcze trenować. " Zignorowałem tą wiadomość i sprawdziłem godzinę. Była 12:43. Za dwie minuty Marcelina kończy lekcje. Wysiadłem z auta i zamknąłem je i oparłem o maskę. Długo nie musiałem czekać. Po chwili zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji. Po chwili zaczęli wychodzić uczniowie. Między nimi ujrzałem Marcelinę. Szła z jaką dziewczyną co miała kolorowe końcówki włosów. Domyśliłem się, że to musi być Ann. Nie zwlekając ani chwili podszedłem do nich. Mina Marceliny była bardzo dziwna. Wyglądała jak by się mnie bała. Spojrzałem na jej przyjaciółkę. Spojrzała na mnie jak by wiedziała o co mi chodzi. Szybko pożegnała się z Marceliną i równie szybko od nas odeszła. Spojrzałem ponownie na Marcelinę. Wyglądała jak by się mnie bała. Nie rozumiałem dlaczego. No może moje kolczyki i tatuaże trochę straszą no ale bez przesady. Poczekałem jeszcze chwilę aż wszyscy nas miną i się do niej odezwałem.
- Możemy porozmawiać? - zapytałem.
- Nie. - odpowiedziała i próbowała mnie wyminąć, ale nie udało jej się to.
- Marcelina proszę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. - powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek.
- Po pierwsze nie dotykaj mnie. Po drugie skąd wiesz jak mam na imię? I po trzecie nie obchodzi mnie co chcesz mi powiedzieć. - mówiąc to wyrwała się z mojego uścisku.
- Po pierwsze. Wiem jak ma na imię siostra mojego przyjaciela. I po drugie. Mam tylko jedno pytanie. Odpowiesz mi na nie i stąd spadam. Nie na widzę tej szkoły. - powiedziałem.
- Jesteś uparty i głupi. Jak mój brat. - powiedziała Marcelina.
- Po słuchaj mnie młoda. Luke nie jest głupi. I uparty też nie jest. On chcę z tobą po prostu porozmawiać. - powiedziałem już lekko wkurzony.
- Dobra zluzuj i nie nazywaj mnie młoda. I skąd wiesz, że nie rozmawiam z Lukiem? - zapytała zdziwiona.
- Powiedział mi o tym. Mi i pozostałym. A ja mam jedno tylko pytanie do ciebie. - powiedziałem.
- No proszę. Mój brat wam się zwierza. Dobra. Gadaj to swoje pytanie. Tylko szybko bo mi się śpieszy. - powiedziała.
- No i w końcu mówisz jak należy. Dobra. Moje szybkie pytanie i twoja szybko odpowiedź. Jasne? - powiedziałem i spojrzałem na zegarek.
- Dobra. Gadaj. - powiedziała.
- Dobra. Dlaczego obwiniasz Luka o śmierć rodziców? - zapytałem i spojrzałem jej w oczy.
- Jak śmiesz mnie o to pytać? Nie masz prawa. To sprawa moja i Luka. Jeśli wam o tym powiedział to zachował się jak ostatni idiota. Nie powinien wam tego mówić. - powiedziała jak by zła.
- Ale nam o tym powiedział. I nie możesz go o to obwiniać. A teraz odpowiedz. Dlaczego go o to obwiniasz? - powiedziałem.
- Proszę bardzo. Bo to jest jego wina. To on kazał rodzicom, aby po niego pojechali. Gdyby im nie kazał to by żyli. Rozumiesz? Jego wina. - powiedziała i mnie wyminęła.
- Wcale nie jego. Bo oni mogli wtedy nawet po ciebie jechać. Pomyślałaś o tym? - dogoniłem ją i jej to powiedziałem.
- Jak śmiesz.. - powiedziała i walnęłam mnie z liścia. Nie wiedziałem co się stało. Patrzyła na mnie jeszcze chwilę a potem odwróciła się i opuściła teren szkoły. Pewnie poszła do domu. Podszedłem do samochodu i zanim wsiadłem na pisałem do Luka SMS. Napisałem " Marcelina wraca do domu. Jest trochę zła. To moja wina. Na razie nie próbuj z nią rozmawiać. Za pół godziny będę u ciebie i wszystko ci wytłumaczę. " Po wysłaniu wiadomości wsiadłem do samochodu i najpierw pojechałem do swojego mieszkania. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się inne ubrania. Zabrałem telefon, zegarek i kluczyki i wybiegłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i szybko pojechałem do domu Luka. Kiedy tam dotarłem od razu podszedłem do drzwi. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale zobaczyłem, że drzwi są uchylone. Otwarłem je szerzej i usłyszałem podniesione głosy. Jeden z nich to był głos Luka a drugi Marceliny. Kłócili się. Wiedziałem, że to moja wina. Po chwili zobaczyłem Marcelinę wybiegającą z salonu. Kiedy mnie zobaczyła spojrzała na mnie i ponownie dostałem w twarz tylko w drugi policzek. Po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Chwilę tak stałem a potem wszedłem do salonu. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zatkało. Salon wyglądał jak......
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Przepraszam Was za to opóźnienie. Ale nie miałam czasu aby dodać rozdział. Za to mogę wam obiecać, że kolejny rozdział pojawi się już w środę.
Jak wam tam wakacje mijają? Czekam na wasze komentarze i życzę miłych Wakacji...
Pozdrawiam, Mrs. Tomlinson...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz