niedziela, 30 lipca 2017

Rozdział 14


,, Jest coś przyjemnego w tym,
że nie można wylecieć z tego świata."
                               Fryderyk Chrystian Hebbel

* Louis P.O.V. *
* 9.07. - poniedziałek *
* Godzina 14:40 - główne lotnisko w Londynie *
 Siedziałem na lotnisku i czekałem aż samolot, którym wracają Marcelina i Luke wyląduje. Nie mogę się doczekać aż spotkam się z Lukiem. Jednak bardziej nie mogę się doczekać spotkania z Marceliną. Stęskniłem się za nią. Jest taka śliczna. W sumie codziennie oglądałem jej zdjęcia na facebooku. Ona jest inna. I jest dla mnie zagadką. Kiedy tak siedziałem zauważyłem dopiero jaka wielka liczba ludzi przylatuje i wylatuje z Londynu. Nigdy tego nie zauważyłem. Nagle usłyszałem głos dobiegający z głośników: ,, Drodzy podróżujący. Na lądowisku trzecim właśnie wylądował samolot lecący z Polski. A za 10 minut z pasa szóstego wystartuje samolot do Hiszpanii. Pasażerom, którzy przylecieli życzymy miłego pobytu a podróżującym szczęśliwego lotu. "  Kiedy tylko usłyszałem, że to samolot z Polski to na mojej twarzy zawitał uśmiech. Naprawdę stęskniłem się za moim przyjacielem. Luke jest dla mnie jak brat. Chyba jedyny wie o mnie wszystko. Nawet Liam czy Harry nie wiedzą połowy tego co Luke. Może dlatego, że mam do niego większe zaufanie. Po prostu ufam mu i wierzę. Mam nadzieje, że to się nigdy nie zmieni. Dzisiaj dowie się o tym całym wyścigu rewanżowym i o tym jaką podjąłem decyzję. Mam nadzieję, że on ją zaakceptuje tak samo jak chłopacy. Spojrzałem w stronę drzwi prowadzących z samolotu na hol. Nagle moim oczom ukazał się Luke i idąca obok niego Marcelina. Była opalona. Wygląda na to, że w Polsce miała idealne warunki do opalania. Nie to co tutaj. Podszedłem do nich i przywitałem się z Lukiem. Przybiliśmy naszą piąteczkę po czym przytuliliśmy się po przyjacielsku. Kiedy skończyłem się z nim witać nie wiedziałem co mam zrobić w stosunku do Marceliny. Ta ku mojemu zdziwieniu podeszła do mnie i przytulając mnie na powitanie wyszeptała mi do ucha ciche i szczere ,, Dziękuje ". Odsunęła się i złapała za walizkę. Poszliśmy do samochodu. Cały czas myślałem o tym co zrobiła Marcelina. Kiedy lecieli do Polski nienawidziła mnie. Nie mogła na mnie patrzeć i nie była zadowolona, że to ja ich odwoziłem na lotnisko. A teraz coś takiego. Odwiozłem ich do domu i umówiłem się z Lukiem, że wpadnie do mnie tak o 19:00. Będą jeszcze chłopacy to się spotkamy i pogadamy. Kiedy ich wysadziłem i pomogłem wyciągnąć Marcelinie z bagażnika walizkę pożegnałem się z nimi i pojechałem do siebie ogarnąć trochę mieszkanie.
* Marcelina P.O.V.*
* 17:40 - Jej pokój *
 Byliśmy w domu już dwie godziny. Trochę nam zajęło dojechanie z lotniska. Kiedy tylko weszliśmy do domu poszłam do swojego pokoju i zaczęłam się wypakowywać. W między czasie poszłam do Luka i zabrałam od niego brudne rzeczy i poszłam wstawić pranie. Potem wróciłam do siebie i próbowałam dodzwonić się do Ann ale nie odbierała. Właśnie wróciłam do pokoju po tym jak powiesiłam pranie i wypiłam herbatę. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ubrania.  Zapomniałam jakie lato jest w Londynie. Aktualnie pada. Zabrałam ubrania i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Włosy umyłam szamponem o zapachu wiśni a ciało żelem o zapachu wanilii. Kiedy się umyłam stałam tak dłuższą chwilę i pozwoliłam aby woda moczyła moje ciało. Myślałam o tym co się wydarzyło na lotnisku pomiędzy mną a Lou. W sumie gdyby nie on to nigdy nie zaczęła bym rozmawiać z Lukiem. Po około 15 minutach stania pod prysznicem wyszłam i owinęłam ciało ręcznikiem. Włosy osuszyłam po czym wysuszyłam je suszarką i związałam w koka na środku głowy. Zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się. Gotowa wyszłam z łazienki i zabierając telefon wyszłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Luka, który już schodził po schodach. Dogoniłam go i z nienacka dałam mu całusa w policzek. On spojrzał się na mnie a ja nic nie mówiąc minęłam go na schodach. Kiedy byłam na dole założyłam swoje ulubione buty i czekałam na Luka. Kiedy byłam u niego po pranie poprosiłam go, że jak będzie jechał do Lou aby podwiózł mnie do Ann bo to po drodze. Luke zszedł na dół i dopiero wtedy zobaczyłam w co jest ubrany. Miał na sobie zestaw , który kupił kilka dni przed śmiercią rodziców. Uśmiechnęłam się pod nosem i widzą, że Luke wyciąga kluczyki z kieszeni wyszliśmy. Zamknął dom i wsiedliśmy do jego samochodu. Całą drogę rozmawialiśmy. Kiedy byliśmy pod domem Ann ta siedziała na schodach i patrzyła na drogę. Kiedy mnie zobaczyła wstała i zaczęła iść w moim kierunku. Powiedziałam Lukowi, że zadzwonię o której ma po mnie przyjechać i wysiadając dałam mu całusa. Wysiadłam i witając się z Ann widziałam jak Luke jedzie w stronę domu Lou. Kiedy zniknął za zakrętem poszłyśmy z Ann do jej pokoju i zaczęłyśmy plotkować o wszystkim i o niczym. Jak to zawsze my.
* Luke P.O.V.*
* 19:25 - mieszkanie Lou *
 Kiedy podjechałem pod blok gdzie mieszka Lou zauważyłem, że Liam i Harry już są. Zaparkowałem i wysiadłem z auta. Zamknąłem je i wypaliłem szybko fajkę. Szybkim krokiem pokonałem odcinek dzielący mnie od wieżowca a potem hol i po chwili byłem już w windzie. Jadąc na dane piętro zastanawiałem się co robi Marcelina. Nie myślałem o tym, że do góry w mieszkaniu czekają na mnie najlepsi kumple tylko myślałem o siostrze. Gdyby ta cała sytuacja z babcią nie miała miejsca to nie wiem czy udało by mi się z nią dogadać. W sumie. Ciągle kiedy rozmawiamy to dowiaduje się o niej coraz więcej i to mnie bardzo cieszy. Kocham moją siostrę i nie wiem co bym zrobił gdyby coś jej się stało. Chyba bym tego nie przeżył. Kiedy winda zatrzymała się na danym piętrze i otwarły się drzwi poprawiłem kurtkę i pewnym krokiem ruszyłem w kierunku mieszkania Lou. Kiedy byłem przed drzwiami poprawiłem fryzurę i tak jak to mieliśmy w zwyczaju zapukałem dwa razy i wszedłem do środka. Chłopacy od razu podeszli do mnie i zaczęli się ze mną witać. Lou stał w drzwiach prowadzących do kuchni i trzymał w lewej ręce piwo. Podszedłem do niego i przybijając z nim piątkę wszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki puszkę pepsi. Wiedzieli, że nie będę pił bo muszę jeszcze jechać po Marcelinę. Wyszedłem z kuchni i usiadłem między chłopakami. Na samym początku wypytywali mnie jak tam było w Polsce, jak się czuje nasza babcia i czy moje relacje z Marceliną się poprawiły. Opowiedziałem im wszystko i powiedziałem, że urządzić dla niej imprezę z okazji 18stych urodzin. Poprosiłem ich nawet o pomoc. Zgodzili się bez zawahania. Nawet Lou co mnie lekko zaskoczyło. Liam powiedział, że możemy tą imprezę urządzić u niego w domu. Nie sądziłem, że zaproponuje coś takiego. Liam ma wielki dom ale rzadko kiedy spędza tam sam cały dzień. On tam w sumie tylko śpi. Dostał go od rodziców a w sumie albo przesiaduje u mnie albo u Lou. Podziękowałem mu za to i się zgodziłem. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o tej imprezie ale bardzo szybko zmieniłem temat. Byłem bardzo ciekawy jak wyglądał cały wyścig. Dlatego zapytałem.

- Cały czas byłeś pierwszy czy cię wyprzedził? - zapytałem i wziąłem łyk pepsi.
- Raz mnie wyprzedził. - powiedział Lou.
- Na którym kółku? I w którym miejscu? - dopytywałem.
- Na drugim. Ale spoko. Był pierwszy tylko przez chwilę. A miejsce? Luke.. Zakręt śmierci. - powiedział i napił się piwa.
- Potem Lou prowadził już do samego końca. - powiedział Harry.
- Nathan próbował go wyprzedzić ale bez szans. W sumie na samym końcu jak by lekko zwolnił. - dopowiedział Liam.
- Bo ten idiota zwolnił. Przetarł silnik. Dlatego. - powiedział Lou z uśmiechem.
- Czyli mój kumpel jest najlepszy. Jest naszym królem wyścigów i nikt mu tego tytułu nie odbierze. - powiedziałem i wziąłem łyk pepsi.
- Liam powiedz mu co się wydarzyło po wyścigu. - powiedział Louis poważnym tonem.
- Niby co się stało? Liam.. - powiedziałem lekko zdziwiony.
- Po wyścigu podszedł do mnie Nathan. Powiedział, że żąda rewanżu bo jest na sto procent pewny, że Lou oszukiwał. Podał czas i miejsce kiedy by to się miało odbyć. Jutro  mam mu dać odpowiedź czy się na to zgadzamy, - powiedział i wziął łyk piwa.
- Że co kurwa?! Przecież my nigdy nie oszukujemy! Co za padalec! Jak można nas o to oskarżać! Szczeniak jebany! - powiedziałem nieźle wkurzony.
- Podobnie zareagowałem. - powiedział Lou.
- I teraz mówisz to tak spokojnie?! Kiedy chce tego rewanżu?! I gdzie?! I błagam cię Liam gadaj!! - powiedziałem zły.
- Dobra. Tylko już się tak nie wydzieraj. Wyścig miał by się odbyć 21 lipca o 21:00.  Stary opuszczony cmentarz przy lesie. - powiedział i podrapał się po głowie.
- Co?!! Przecież to dzień urodzin Marceliny! Lou jaką podjąłeś decyzję?! - zapytałem i wstałem z kanapy.
- Zgodziłem się. - powiedział ze stoickim spokojem.
- Co?!?! Dlaczego?! A co z urodzinami Marceliny?! - krzyczałem na cały głos.
- Weź się uspokój. Zgodziłem się ale postawie mu jeden warunek. - powiedział.
- Niby jaki? - dopytywałem.
- Wyścig się odbędzie ale szybciej. Tak aby nie nachodził się z rozpoczęciem imprezy Marceliny. O 18:00. Także będzie dobrze. Wyluzuj. - powiedział Lou i dopił resztę piwa.
Chciałem coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kiedy spojrzałem na wyświetlacz pokazało się kto dzwoni. Dzwonił.....

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hej kochani. I oto jest. Kolejny rozdział tej nietypowej historii. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jak myślicie? Lou podjął dobrą decyzję? Czekam na wsze opinie w komentarzu. Trzymajcie się cieplutko i do nn... ^^
 
  ~Mrs. Tomlinson


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz