,,Złymi świadkami są oczy i uszy temu,
kto ma duszę barbarzyńcy."
Heraklit z Efazu
* Louis P.O.V. *
* 5.07. - późne popołudnie ** Londyn - mieszkanie Lou*
Luke i Marcelina wracają do Londynu dopiero w poniedziałek. Od kiedy wyjechali rozmawiałem z Lukiem może ze cztery razy. Powiedział mi wtedy, że jego kontakt z Marceliną się poprawia i spędzają razem coraz więcej czasu. Bardzo mnie to ucieszyło. Chciałem aby się dogadywali tak jak kiedyś i nareszcie tak jest. Jednak od momentu kiedy wyjechali cały czas myślę o Marcelinie. Nie wiem dlaczego tak jest. Nigdy nie brałem żadnej dziewczyny na poważnie. Zawsze był tylko szybki sex i koniec znajomości. Ale tym razem tak nie jest. Cały czas o niej myślę. Co robi, czy dobrze się bawi no i czy na pewno dobrze się układa między nimi jako rodzeństwem. Aktualnie siedzę razem z chłopakami w moim mieszkaniu i każdy z nas bawi się telefonem. Nie wiem co dokładnie robili chłopacy. Ja tylko siedziałem i gapiłem się w powiadomienia na facebooku. Czekałem na powiadomienie, że Marcelina zaakceptowała moje zaproszenie do grona znajomych. Nagle usłyszałem charakterystyczny dźwięk i to dwa razy. Podniosłem wzrok z nad swojego telefonu i zobaczyłem jak Liam i Harry szczerzą się do telefonów. Nagle odezwał się i mój telefon. Nie wiem z czego cieszyli się tak tamci ale ja miałem co do tego powód. Marcelina zaakceptowała moje zaproszenie. Bardzo mnie to ucieszyła, ale mimo wszystko z drugiej strony zastanowiło. Dała mi jasno do zrozumienia, że mnie nie lubi i wolała by aby Luke się ze mną nie zadawał. A mimo to zrobiła to i zaakceptowała moje zaproszenie. Może mój wygląd mówi, że jestem niebezpieczny. Z jednej strony o to chodzi. Dziewczyny, które znam lecą na takich facetów jak ja. Ale Marcelina taka nie jest. Nie wygląda na osobę, która gustuje w facetach, którzy mają pełno tatuaży i kolczyki na twarzy. No ale ja mam taki styl. Nic na to nie poradzę. Obczaiłem jeszcze jej profil i odłożyłem telefon. Gdy go odłożyłem utrwaliłem sobie tylko jedną datę. 21 lipca. 18ste urodziny Marceliny. Luke pewnie będzie chciał urządzić dla niej jakąś imprezę czy coś. Nie wiem jak tamci dwaj ale ja mu z chęcią pomogę. Liam siedział i wyglądał jak by o czymś intensywnie myślał. Wyglądał tak jak by zaraz miały by mu się przegrzać przewody. Uśmiechnąłem się i odezwałem.
- Ej Payne. Co tak siedzisz? - zapytałem.
- Co? A nie nic. Myślę nad czymś. - powiedział.
- No to akurat zauważyłem. Ale nad czym? Stało się coś? - zapytałem i wziąłem łyk piwa.
- W sumie to tak. Chodzi o twój wyścig. - powiedział i spojrzał na mnie.
- Jaki wyścig? Ostatni wyścig to był ten na zakończenie sezonu. Który wygrałem. Pamiętasz? Wygrałem. A następny dopiero na koniec sierpnia. Na rozpoczęcie kolejnego sezonu. Więc powiedz mi do cholery o jakim ty wyścigu pierdolisz Liam? - zapytałem zły i zdziwiony jednocześnie.
- Właśnie Liam. O czym ty gadasz? - dołączył się Harry do rozmowy.
- Dobra nie chciałem wam mówić. Nawet Luke nie wie. Myślałem, że uda mi się to załatwić ale jednak nie. - powiedział i podrapał się po głowie.
- O czym mówić? O czym nie wie Luke? Cholera jasna Liam gadaj! - powiedziałem już nieźle wkurzony.
- Po wyścigu na zakończenie sezonu podszedł do mnie wkurwiony Nathan. Powiedział, że on tego tak nie zostawi. Wie, że oszukiwałeś i żąda rewanżu. Podał dzień, miejsce i godzinę kiedy miało by się to odbyć. Powiedział też, że do 10 lipca czeka na odpowiedź. Myślałem, że uda mi się z nim dogadać ale niestety nie udało się. Prędzej czy później musiałem ci powiedzieć. - powiedział i wstał wkurzony z fotela.
- Co?! Do jasnej cholery. Co to za debil. Przecież nie oszukiwałem. Ścigałem się uczciwie. Kurwa. Niby kiedy on chce ten rewanż? - zapytałem zły.
- Przecież my nigdy nie oszukujemy. - dodał wkurzony Harry.
- Mówiłem mu, że cały wyścig nie był ustawiony. Że ścigałeś się uczciwie ale nie uwierzył. - powiedział Liam.
- Jeden... A nie ważne. Kiedy chce tego rewanżu? I gdzie? I radze ci mów bo już nie mam nerwów. - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Dora. 21 lipca. 21:00 Stary opuszczony cmentarz przy lesie. - powiedział Liam.
- No zajebiście. -powiedziałem i zabierając telefon wyszedłem z domu wkurwiony. Na szczęście miałem kluczyki od auta w kieszeni spodni. Zjechałem windą do garażu i odpaliłem wóz. Uwielbiam ten dźwięk. Wyjechałem z garażu i jeździłem bez celu po mieście. Nie wiem ile tak jeździłem. W pewnej chwili zdecydowałem co zrobić z tym wszystkim. Pojechałem na ten cmentarz i napisałem do Harry'ego smsa. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź od niego. Stałem przy samochodzie i za jakiś czas wjechali swoimi autami na cmentarz. Zatrzymali się obok mnie i wysiedli.
- I? Jaką podjąłeś decyzję? - zapytał zdenerwowany Liam.
- Zdecydowałem, że........
Smsy z Harrym:
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej kochani. I oto jest kolejny rozdział tylko tym razem z perspektywy Louisa. Jak myślicie. Jaką decyzję podjął Lou? Odpowiedź na to pytanie w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że ten wam się podoba i jeśli jest krótki to przepraszam. A teraz życzę wam miłego niedzielnego wieczoru i do nn kochani. ^^
~Mrs. Tomlinson



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz