,, Zło ukrywane rośnie."
Wergilisz
01.07.2012r. -tydzień później
* Marcelina P.O.V. *
* W domu babci *
Jesteśmy w Polsce już od tygodnia. Codziennie po śniadaniu jeździmy z Lukiem do babci. Jej stan jest coraz lepszy. Lekarz mówi, że jutro rano może wrócić do domu. Wczoraj ściągnięto jej gips z ręki. Lekarz mówi, że kość bardzo ładnie się zrosła i żebra też już się zrosły. Jeszcze tylko przez najbliższy tydzień będzie miała gips na nodze. Dzisiaj jedziemy do niej popołudniu. Luke jeszcze śpi a ja siedzę w pokoju i zastanawiam się nad tym co słychać u Ann. Wzięłam telefon z szafki i spojrzałam która godzina. 9:45. Czyli w Londynie jest 8:45. Trochę za szybko aby zadzwonić do Ann. Ona nie wstaje tak szybko. Zwłaszcza w wakacje. Wstałam z łóżka i wyciągnęłam z szafy zestaw ubrań na dziś. Zabrałam je i poszłam do łazienki. Ubrałam się, splotłam włosy w warkocz i zrobiłam lekki makijaż. Gotowa wróciłam do pokoju. Pościeliłam łóżko i zabierając telefon poszłam na dół. Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie herbatę. Z ciepłą herbatą wyszłam na taras. Stała tam ławeczka. Usiadłam na niej i odłożyłam kubek. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Ann. Jeden sygnał, drugi, trzeci i usłyszałam jej głos w słuchawce.
- Hej Marcelina. - powiedziała radosnym głosem.
- Hej Ann. Co tam? - zapytałam.
- A może być. Trochę nudo bez ciebie. A co tam? Jak tam twoja babcia? - dopytywała.
- U nas ok. Babcia dobrze. Jutro wychodzi ze szpitala do domu.Tylko martwi mnie jedna rzecz. - powiedziałam i wzięłam łyka herbaty.
- To dobrze, że jutro wychodzi. Ej mała czym się martwisz? - zapytała Ann.
- Kiedy babcia wyjdzie będzie miała jeszcze gips. Ktoś musi się nią zająć a my z Lukiem wracamy za kilka dni do Londynu. Nie wiem co zrobić. - powiedziałam.
- Nie martw się. Na pewno coś wymyślisz. A jak tam pomiędzy tobą a Lukiem? Dogadujecie się czy skaczecie sobie do gardeł? - zapytała Ann.
- Między nami nie jest źle. Dogadujemy się. Staramy się naprawić to co udało nam się zepsuć przez ostatni rok. - powiedziałam i znów wzięłam łyk herbaty.
- Rozumiem. Emmm... Marcelina. A co wy zepsuliście przez ten ostatni rok bo nic nie rozumiem.? - powiedziała Ann.
- Chodzi mi o nasze relacje. Ciężko jest odbudować coś czego nie było przez ostatnie 12 miesięcy. Staramy się spędzać ze sobą czas i rozmawiać ale nie jest łatwo. Od wczoraj Luke nie robi nic innego jak znowu pisze z tymi swoimi kolegami. Nie wiem co myśleć. - powiedziałam i westchnęłam w słuchawkę.
- Nie martw się mała. Wszystko będzie ok. Między tobą a Lukiem i z babcią też. Zobaczysz. - powiedziała.
- Mam nadzieję. - powiedziałam i wstałam z ławki.
- Słuchaj mała. Muszę kończyć. Mama mnie dzisiaj odwiedza. Muszę ogarną się trochę. - powiedziała po chwili ciszy.
- No dobrze. Trzymaj się i pozdrów mamę. - powiedziałam.
- Dobrze. A ty babcię i odezwij się jeszcze. - powiedziała.
- Dobrze. Pa Ann. - powiedziałam.
- Pa Marcelina. - powiedziała i usłyszałam w słuchawce ciszę. Rozłączyła się. Schowałam telefon do kieszeni spodenek i stałam na końcu tarasu i patrzyłam na ogród. Przypomniały mi się wszystkie spędzone wakacje u babci jak byliśmy mali z Lukiem. To były piękne czasy. Przyjeżdżaliśmy do babci od kiedy skończyłam 5 lat. Ostatni raz byłam tu 3 lata temu. Przed tą tragedią. Minęło tyle czasu. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się. W drzwiach zobaczyłam Luka. Stał i patrzył się na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i idą w jego stronę zabrałam pusty już kubek po herbacie. Chciałam go wyminąć ale nie pozwolił mi na to. Zabrał mi kubek i postawił go na parapecie wewnątrz domu po czym zrobił krok w moją stronę i mocno mnie przytulił. Od razu odwzajemniłam uścisk. Tak bardzo mi tego brakowało. Czułam się tak jak by czas stanął w miejscu. Przytulił mnie jeszcze mocniej i powiedział: Przepraszam cię Marcelina. Po tym wszystkim co się wydarzyło zostawiłem cię samą a sam zająłem się swoim życiem i kolegami. Proszę wybacz mi. Nie chciałem abyś czuła się obco we własnym domu. Chcę to wszystko naprawić. Naprawdę. Uwierz mi. A jeśli chodzi o opiekę nad babcią to nie bój się. Już wszystko załatwiłem. Po naszym wyjeździe babcią zajmie się pani Agata. Sąsiadka co mieszka obok. To ona znalazła babcię i dała numer lekarzowi. Wszystko załatwiłem. Będzie dobrze.
Po jego słowach samotna łza spłynęła mi po policzku. On naprawdę chce wszystko naprawić i zadbać o bezpieczeństwo babci. Podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do niego. On otarł moją łzę i uśmiechną się. Patrząc mu w oczy powiedziałam: Kocham Cię braciszku. I ponownie się do niego przytuliłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Jak wam się podoba rozdział? Przepraszam, że taki krótki ale musiał taki być. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i do następnego... ^^
- To dobrze, że jutro wychodzi. Ej mała czym się martwisz? - zapytała Ann.
- Kiedy babcia wyjdzie będzie miała jeszcze gips. Ktoś musi się nią zająć a my z Lukiem wracamy za kilka dni do Londynu. Nie wiem co zrobić. - powiedziałam.
- Nie martw się. Na pewno coś wymyślisz. A jak tam pomiędzy tobą a Lukiem? Dogadujecie się czy skaczecie sobie do gardeł? - zapytała Ann.
- Między nami nie jest źle. Dogadujemy się. Staramy się naprawić to co udało nam się zepsuć przez ostatni rok. - powiedziałam i znów wzięłam łyk herbaty.
- Rozumiem. Emmm... Marcelina. A co wy zepsuliście przez ten ostatni rok bo nic nie rozumiem.? - powiedziała Ann.
- Chodzi mi o nasze relacje. Ciężko jest odbudować coś czego nie było przez ostatnie 12 miesięcy. Staramy się spędzać ze sobą czas i rozmawiać ale nie jest łatwo. Od wczoraj Luke nie robi nic innego jak znowu pisze z tymi swoimi kolegami. Nie wiem co myśleć. - powiedziałam i westchnęłam w słuchawkę.
- Nie martw się mała. Wszystko będzie ok. Między tobą a Lukiem i z babcią też. Zobaczysz. - powiedziała.
- Mam nadzieję. - powiedziałam i wstałam z ławki.
- Słuchaj mała. Muszę kończyć. Mama mnie dzisiaj odwiedza. Muszę ogarną się trochę. - powiedziała po chwili ciszy.
- No dobrze. Trzymaj się i pozdrów mamę. - powiedziałam.
- Dobrze. A ty babcię i odezwij się jeszcze. - powiedziała.
- Dobrze. Pa Ann. - powiedziałam.
- Pa Marcelina. - powiedziała i usłyszałam w słuchawce ciszę. Rozłączyła się. Schowałam telefon do kieszeni spodenek i stałam na końcu tarasu i patrzyłam na ogród. Przypomniały mi się wszystkie spędzone wakacje u babci jak byliśmy mali z Lukiem. To były piękne czasy. Przyjeżdżaliśmy do babci od kiedy skończyłam 5 lat. Ostatni raz byłam tu 3 lata temu. Przed tą tragedią. Minęło tyle czasu. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się. W drzwiach zobaczyłam Luka. Stał i patrzył się na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i idą w jego stronę zabrałam pusty już kubek po herbacie. Chciałam go wyminąć ale nie pozwolił mi na to. Zabrał mi kubek i postawił go na parapecie wewnątrz domu po czym zrobił krok w moją stronę i mocno mnie przytulił. Od razu odwzajemniłam uścisk. Tak bardzo mi tego brakowało. Czułam się tak jak by czas stanął w miejscu. Przytulił mnie jeszcze mocniej i powiedział: Przepraszam cię Marcelina. Po tym wszystkim co się wydarzyło zostawiłem cię samą a sam zająłem się swoim życiem i kolegami. Proszę wybacz mi. Nie chciałem abyś czuła się obco we własnym domu. Chcę to wszystko naprawić. Naprawdę. Uwierz mi. A jeśli chodzi o opiekę nad babcią to nie bój się. Już wszystko załatwiłem. Po naszym wyjeździe babcią zajmie się pani Agata. Sąsiadka co mieszka obok. To ona znalazła babcię i dała numer lekarzowi. Wszystko załatwiłem. Będzie dobrze.
Po jego słowach samotna łza spłynęła mi po policzku. On naprawdę chce wszystko naprawić i zadbać o bezpieczeństwo babci. Podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do niego. On otarł moją łzę i uśmiechną się. Patrząc mu w oczy powiedziałam: Kocham Cię braciszku. I ponownie się do niego przytuliłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Jak wam się podoba rozdział? Przepraszam, że taki krótki ale musiał taki być. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i do następnego... ^^
~Mrs. Tomlinson


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz