środa, 28 czerwca 2017

Rozdział 8 + Wielkie przeprosiny


,, Muzyka budzi w sercu pragnienia dobrych czynów."
                                                        Pitagoras
* Marcelina P.O.V. * 
 *Następnego dnia rano*
* Jej pokój * 

   Kiedy rano się obudziłam nie wiedziałam do końca co się dzieje. Było dosyć wcześnie. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki wskazywały 6:40. Samolot do Polski mieliśmy z Lukiem o 8:40. Wstałam i zabierając ubrania wczoraj naszykowane poszłam do łazienki. Tak jak chciałam włosy miałam lekko pofalowane. Ubrałam się i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy tylko rozczesałam i wyszłam z łazienki. Przed wyjściem z pokoju pościeliłam łóżko i odsłoniłam okno. Podeszłam do walizki stojącej przy drzwiach i zabierając ją oraz telefon wyszłam z pokoju. Będąc na korytarzu spojrzałam na drzwi od pokoju Luka. Były nadal zamknięte więc pewnie spał. Po cichu podeszłam z walizką do schodów i zeszłam z nią na dół starając się go nie obudzić. Kiedy byłam już na dole odstawiłam walizkę przy drzwiach wejściowych i poszłam do kuchni. Postanowiłam zrobić śniadanie dla siebie i Luka. Otworzyłam lodówkę i postanowiłam, że dla siebie zrobię lekką sałatkę a dla Luka omlet z pomidorem, papryką, szynką i szczypiorkiem. A do tego świeży sok z pomarańczy. Kiedy miałam już wszystko przygotowane na blacie spojrzałam na zegarek. 7:10. Luke wstanie pewnie za pół godziny. Opłukałam warzywa pod bieżącą woda i zabrałam się za robienie śniadania. Mam nadzieję, że Lukowi będzie smakować. Robiąc śniadanie nie umiałam się skupić w  100%. Ciągle myślałam o babci i o wczorajszej rozmowie z Lukiem. Mam nadzieję, że między nami będzie tak jak dawniej a babcia wyzdrowieje. Kiedy kończyłam wyciskać sok z ostatniej pomarańczy usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Spojrzałam na zegarek. 7:40. Jaki punktualny.  Pomyślałam i postawiłam szklanki z sokiem na stole obok pełnych już talerzy. Odwróciłam się i zobaczyłam Luka jeszcze lekko zaspanego z włosami na każdą stronę. 
- Hej  braciszku. - powiedziałam z uśmiechem.
- Hej siostrzyczko. - powiedział i podszedł do mnie dając całusa w policzek.
- Wyspany? - zapytałam.
- Tak. Jak nigdy. - odpowiedział z uśmiechem.
- A głody? - zapytałam i pokazałam na stół.
- Tak. Ale.. Kiedy ty to wszystko zrobiłaś? - zapytał i usiadł przy stole.
- Powiedzmy, że wstałam troszkę szybciej niż ty. A teraz jedz bo ci wystygnie. Samczego. - powiedziałam i usiadłam obok niego. 
- Smacznego. - odpowiedział i zabrał się za jedzenie. Od kąt pamiętam uwielbiałam patrzeć jak je. Od kąt byłam mała. Wolałam go obserwować niż jeść. Kiedy zjedliśmy posprzątałam po śniadaniu i poszłam jeszcze szybko na górę po torebkę w której miałam klucze, mp4, chusteczki i książkę. Kiedy zeszłam na dół była 8:17. Spojrzałam na Luka pytającym wzrokiem. Wiedział o co mi chodzi. On tylko otworzył drzwi a tam na podjeździe stało jakieś auto. Luke wyciągną nasze walizki na dwór i zamkną drzwi. Po chwili z samochodu wysiadł on... Louis. Nic nie mówiąc poszłam za Lukiem. Ten schował nasze walizki do bagażnika samochodu i otworzył mi drzwi. Bez słowa wsiadłam i zapięłam pasy. Chłopcy przywiali się i wsiedli do środka. Lou odwiózł nas na lotnisko. 

* Luke P.O.V. *  
* Lotnisko * 

 W ostatniej chwili zdążyliśmy na lotnisko i na odprawę. Pożegnałem się z Lou i wszedłem za Marceliną na pokład samolotu. Marcelina zajęłam miejsce przy oknie a ja obok niej. Zapieliśmy pasy i samolot wystartował. Spojrzałem na Marcelinę. Miałam już słuchawki w uszach i czytała książkę. Zawsze tak robiła kiedy lecieliśmy do Polski. Mama jej zawsze powtarzała, że powinna z nami rozmawiać a nie izolować się od świata. Ja jednak zawsze ją rozumiałem i robiłem to samo. Tak było i teraz. Włożyłem słuchawki do uszu i ułożyłem się wygodnie w fotelu. Wiedziałem, że jeśli bym zasnął to Marcelina mnie obudzi. Ona nie umie spać podczas lotu. Woli być świadoma tego co się dzieje wokół niej. Zawsze taka była. Moja siostrzyczka. Nigdy nie spała w podróży. Nigdy. Zamknąłem oczy i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

*13:45 - Lotnisko w Polsce * 

  Marcelina obudziła mnie kiedy tylko wylądowaliśmy. Jej uśmiech mówił sam za siebie. Cieszyła się, że jesteśmy znów w Polsce i będzie mogła rozmawiać z babcią po polsku. Kochała ten język. Może dlatego, że spędzała u babci prawie każde wakacje. Ja też latałem do babci ale rzadziej niż Marcelina. Kiedy wyszliśmy z samolotu odebraliśmy nasze bagaże i wyszliśmy przed lotnisko. Spojrzałem na nią porozumiewawczo i ona jak rodowita polka podeszła do taksówkarza i zapytała czy zawiózł by nas pod podany adres. Zgodził się od razu. Włożyłem nasze walizki do bagażnika i pojechaliśmy do domu babci. Zapłaciłem taksówkarzowi i weszliśmy na podwórko. Nic się tu nie zmieniło. Ani kolor elewacji domu ani podjazd przed nim. Weszliśmy po schodach a Marcelina znalazła klucze za doniczką tam gdzie babcia zawsze je chowała. Weszliśmy do środka i zostawiliśmy walizki w salonie. W kuchni znalazłem klucze od samochodu, którym babcia jeździła przed pierwszym zawałem. Potem ja go dostałem. Zabrałem jeszcze dokumenty z szuflady i wróciłem do salonu. Marcelina stała przy szafie i oglądała ustawione tam ramki ze zdjęciami. Były tam nasze zdjęcia z babcią i zdjęcie rodziców. Gdy Marcelina złapała za ramkę z tym zdjęciem chrząknąłem. Marcelina odstawiła ramkę i odwróciła się w moją stronę. Pokazałem jej klucze i wskazałem na drzwi. Zrozumiała co mam na myśli i złapała torebkę leżącą na łóżku po czym wyszła mijając mnie w drzwiach.  Wyszedłem za nią. Zamknąłem drzwi a potem wyprowadziłem samochód z garażu. Marcelina wsiadła do auta i w ciszy pojechaliśmy do szpitala.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani. Bardzo was przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Ale nie miałam kiedy go dodać. Postaram się dodawać teraz je częściej bo będę miała trochę czasu przez wakacje. Mam nadzieje, że ten rozdział wam się podoba. I obiecuję, że dziś pojawi się jeszcze jeden.

~Mrs. Tomlinson 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz