,, Kto czyta książki, żyje podwójnie."
Umberto Eco
* Luke P.O.V *
* W tym samym czasie *
* 11:25 - Salon *
- Zabije go! Zabije Tomlinsona! Urwę mu łeb! Jak mógł napisać do niej list?! Jak mu się to udało?! I to na zakładzie zamkniętym!!? Jak?! Niech mi ktoś to wyjaśni! Kurwa mać jak?! - krzyczałem na cały dom.
- Luke proszę uspokój się. - mówiła do mnie spokojnie Dani, ale to mnie jeszcze bardziej denerwowało.
- Jak mam być spokojny?! Powiedz mi jak?! Skoro Lou wysłał do niej list to może lekarz mnie okłamał i on nie jest na oddziale zamkniętym?! - krzyczałem.
- Luke do jasnej cholery uspokój się! Krzykiem nic nie wskórasz! - krzyknął Niall.
- Ni ma rację. Krzykiem nic nie wskórasz. - powiedziała Ann.
- Macie rację. Przepraszam was. Ale podniósł mi ciśnienie dupek jeden. - powiedziałem i usiałem na kanapie.
- Nie tylko tobie. Dowiemy się jak on to zrobił ale potem. Teraz musi ktoś porozmawiać z Cysią. - powiedział spokojnie Hazza.
- Tak. Masz rację. Pójdę do niej. - powiedziałem i wstałem z kanapy.
- Lepiej nie. To nie jest dobry pomysł kochanie. Jesteś jeszcze zdenerwowany. Ja do niej pójdę. - powiedziała Dani i wyszła z salonu a ja wróciłem na swoje miejsce.
- Dani ma rację. Lepiej aby ona poszła. - powiedziała Ann i wyszła na taras.
- A teraz mówcie. Gdzie jest Lou? - zapytał Niall.
- No na leczeniu poza Londynem. Mówiliśmy już. - powiedział Loczek i spojrzał na mnie.
- Harry kotku ty nie umiesz kłamać. Mówcie prawdę. Obaj. Gdzie jest Lou? - powiedziała Milena.
- Na leczeniu. W klinice poza Londynem. - powiedziałem pewnie.
- Kurwa mać Luke nie kłam! Gdyby był poza Londynem to ten list by tak szybko nie dotarł! Mów prawdę. Gdzie on jest?! - powiedział wkurwiony już Niall.
- Dobra. Lou jest w prywatnej klinice w której pracował mój ojciec. Tu w Londynie. - powiedziałem i w tym samym momencie do salonu weszła Dani.
- I co z nią? - zapytała Milena brunetki.
- Już lepiej. Kiedy tam weszłam to siedziała na łóżku i płakała ściskając kawałek kartki w ręce. To był list od Lou. - powiedziała i oparła się o ścianę.
- Pójdę do niej. - powiedziałem i już chciałem wstać gdy odezwała się moja dziewczyna.
- Nie idź tam. Cysia przed chwilą zasnęła z tego wszystkiego. - powiedziała i podeszła do mnie.
- No dobrze. - powiedziałem i pocałowałem ją.
- Kochanie mogę na chwilę pożyczyć twoje auto? Muszę jechać załatwić pewną sprawę. - zapytała Dani.
- Pewnie kochanie. - powiedziałem i dałem jej kluczyki.
- Dziękuję kochanie. Niedługo wrócę. - powiedziała i dając mi buziaka wyszła z domu.
- Kto by pomyślał, że Luke Hemmings będzie zakochany? Nigdy bym nie pomyślał. - powiedział Hazza i przytulił Milenę.
- Chyba nikt z nas. - powiedział Niall i w tym samym momencie do salonu wbiegła zdenerwowana Ann.
- Ludzie... Musimy... musimy... chodzi o... - mówiła zdenerwowana.
- Ann o co chodzi? - zapytałem i wstałem z kanapy.
- Liam... - wyszeptała.
- Jedziemy do szpitala. - powiedziałem i wszyscy wyszliśmy z domu. Zamknąłem drzwi na klucz i siedząc już w samochodzie Nialla zadzwoniłem do Dani, że ma przyjechać do szpitala po czym z piskiem opon ruszyliśmy z podjazdu. Modliłem się w duchu aby wszystko było dobrze. I wieczorem razem z Harrym pojedziemy do Lou.
* Louis P.O.V *
* 15:45 - Klinika *
* Tymczasowy pokój Lou *
Siedziałem na łóżku kiedy lekarz przyniósł dla mnie list. Kiedy mi go podawał nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem na pismo które widniało na kopercie. Cysia. Nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem i powiedziałem ciche ,, Dziękuję. " Doktor Salvatore uśmiechnął się słabo i wyszedł. Spojrzałem ponownie na kopertę, która była w moich rękach. Poprawiłem się i otwarłem ją. Poczułem zapach jej perfum. Kiedy czytałem list łzy same płynęły. Nie powstrzymywałem tego. Kiedy skończyłem czytać nadal zapłakany położyłem się i trzymając kartkę w ręce płakałem. Dotarło do mnie co zrobiłem. Ale była też nadzieja.
LIST OD CYSI
Drogi Lou,
Nie wiem czy piszę prosto bo łzy rozmazują wszystko. Czytając list od Ciebie nie mogłam powstrzymać łez i jest tak od dwóch dni. Od momentu kiedy pobiłeś Liama. Nie będę kłamać bo bałam się w tamtym momencie. W sumie to cały czas się boję. Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. Rzuciłeś się na niego bez powodu i uderzałeś po całym ciele. Na szczęście już mu nic nie zagraża. Wiem też gdzie przebywasz. W jakim szpitalu zamknął cię Luke. Chodź by nie wiem jak kłamał i wypierał się. Wiem.
Mój drogi ja też cię kocham. Spodobałeś mi się już rok temu. Kiedy Luke pierwszy raz przyprowadził cię do naszego domu. Nie chciałam tego jednak okazywać. Zachowywałam się tak jak na zamkniętą w sobie wulgarną trochę nastolatkę, która była zła na cały świat po śmierci rodziców. Z jednej strony podobałeś mi się, a z drugiej nienawidziłam cię. Kiedy przyjechałeś pod szkołę moje serce zabiło mocniej. A kiedy cię uderzyłam to żałowałam tego chodź nie dałam tego po sobie poznać. A potem to wszystko się zmieniło kiedy ja i Luke wyjechaliśmy do Polski. Kilka razy mi się śniłeś i myślałam o tobie. To było dziwne a z drugiej strony przyjemne. A to co miało miejsce na mojej imprezie... Wtedy poczułam, że Ty też coś do mnie czujesz. Wtedy też powstały dwa nowe życia.
Louis Kocham Cię. Zawszę będę. Chcę z tobą być i wychować nasze dzieci. Data 16.03 jest dla mnie ważna to prawda. Chciała bym wtedy wyjść za mąż. Ale najpierw musisz wyzdrowieć. Jeśli to będzie musiało długo trwać to będę na ciebie czekać. Ja i nasze dzieci. Kochamy Cię. Wierzę w ciebie i trzymam kciuki.
Zawsze Twoja Marcelina i Dzieci.. <3
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ważna Notka!
Hej kochani. Wiem, że dawno mnie tu nie było. Ale wracam. Wracam dzisiaj i w poniedziałek i w jeszcze dwa dni ale jakie to się dowiecie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba i wybaczycie mi to, że tak długo nie było rozdziałów. Ale wiecie szkoła i inne obowiązki. Teraz trochę czasu będzie to pojawi się ich trochę. I jeszcze jedno... Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę wam złożyć najpiękniejsze życzenia. Spełnienia waszych najskrytszych marzeń, smacznego karpia, barszczu 5 litrów, bogatego Mikołaja i dużo czasu spędzonego w cudownym gronie rodzinnym.
WESOŁYCH ŚWIĄT!
~Mrs. Tomlinson... :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz